Soft Power

Żyjemy w czasach 24 godzinnego cyklu informacyjnego

 Nasza rzeczywistość to przeplecenie fikcji z atrapą rzeczywistości, o której kształcie i funkcjonowaniu w świecie realnym coraz częściej decydują komunikaty medialne, mające za swoje źródło „fakty” medialne, a nie rzeczywiste wydarzenia w rozumieniu jakichkolwiek zdarzeń ze sfery realnej wynikającej z ludzkich potrzeb i działań. Normalną praktyką jest generowanie reakcji politycznych w oparciu o doniesienia wykreowane medialnie, to już nikogo nie dziwi – zwłaszcza jak politycy się na siebie nawzajem mniej lub bardziej nadęcie oburzają. W ten sposób wkraczamy w polityczną nadrzeczywistość, w której zaciera się granica fikcji i chciejstwa polityków a rzeczywistych możliwości i potrzeb społeczeństwa, które politycy reprezentują. W ogóle o zasadzie reprezentacji i wynikającej z niej zobowiązaniach w przypadku naszej sceny politycznej nie może być mowy, bo to bez sensu. Nikt tego nie oczekuje i nikt nie ma zamiaru niczego nikomu dotrzymywać. Wszyscy wiedzą, że liczy się tu i teraz, a nie jakieś tam dbanie o los przyszłych pokoleń.

Prasa, radio, telewizja i coraz częściej media elektroniczne – oto władcy naszej rzeczywistości. Odkąd przysłowiowemu parciu na szkło nie oprze się żaden polityk, nie ma granic nieuczciwości, których nie dałoby się przekroczyć. Prawdopodobnie większym zagrożeniem dla świata realnego jest zwykłe tworzenie faktów, a następnie proliferacja nadrzeczywistości w oparciu o tak budowaną fikcję, dla której skutkiem może być tylko i wyłącznie atrapa. Atrapa rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Niestety problem polega na tym, że pomimo fikcji, trzeba płacić realne rachunki i znosić rzeczywiste niewygody – wynikające z niekompetencji osób zarządzających państwem.

Polskojęzyczne media podzieliły się przestrzenią publiczną w bardzo sprytny sposób, w ten sposób, że mainstream zawładnął absolutnym centrum opinii i stał się stałym gościem polskich domów na ekranach naszych telewizorów.

Media publiczne od dawna już nie spełniają żadnej misji publicznej, to masowe przechowalnie dla różnego rodzaju partyjnych pomagierów, wysoko opłacanych gwiazdorów i gwiazdeczek nie pierwszej młodości, nie ma żadnego uzasadnienia dla utrzymywania ze środków publicznych telewizji i radiofonii, albowiem przestrzeń publiczna zupełnie niczego nie straci jak tych mediów zabraknie. Liczy się głównie czas antenowy przed wyborami, ale do tego można ustawowo zobowiązać wszystkie media. To nie jest problem, tylko kwestia organizacji i odpowiedniego prawa.

Wiadomości telewizyjne o głównej porze oglądalności to ciągle najważniejszy miernik spraw kraju, jeżeli jesteś w dzienniku o 19:30 – to znaczy, że istniejesz. Niestety poza tym programem telewizja ma bardzo niewiele do zaproponowania nawet politykom, o widzach nikt już nigdzie nie myśli, po prostu nie liczą się, zwłaszcza w święta, kiedy naród jest zobligowany, co roku koniecznością oglądania przygód sympatycznego młodego Amerykanina pozostawionego samemu w domu przez roztrzepanych rodziców.

Wyrobione przez lata przyzwyczajenia gwarantują telewizji publicznej stałą widownię na terenie całego kraju. Uzupełnieniem niskiej, jakości programów informacyjnych są przerażające mizernością intelektualną i uproszczoną wizją świata tasiemce, poprzez których produkowanie przejawia się obecnie skarłowaciała misja telewizji publicznej. Jednakże i w tej dziedzinie przegrywają z mainstreamem prywatnym, udowadniając zupełny brak potrzeb bytu mediów publicznych.

O radiofonii nie ma się, co wypowiadać, wymiera w ogóle, poza tym konkurencja w eterze i w Internecie jest tak znaczna, że mało, kto słucha stacji publicznych. Zamiast finansować sieć rozgłośni publicznych, których prawie nikt nie słucha lepiej byłoby stworzyć radio o globalnym zasięgu, dostępne w eterze, na satelitach i w Internecie – dla Polonii, a zarazem stanowiące silny głos Polski za granicą, zwłaszcza, gdyby nadawać też w innych językach na wzór największych rozgłośni globalnych. Chociaż to niebezpieczny pomysł, bo takie radio już przecież istnieje, ma jednakże pewno zabarwienie nazwijmy to moralno-ideologiczne.

Media prywatne wyznaczają mainstream. Ostatnio pewien prawicowy publicysta, współwłaściciel jednej z platform blogowych zapiał głosem pełnym oburzenia, że mainstreamowa stacja miała czelność wyłączyć jego i kolegów dziennikarzy polityczne zawodzenia – a w tym czasie włączyć transmisję konferencji prasowej znanego uczestnika jednej z najgłośniejszych afer kryminalnych ostatnich miesięcy.

Niestety takie jest prawo mediów, decyduje oglądalność, oglądalność jest pochodną percepcji. Mało, kto rozumie słowa: racja stanu, paradygmat rozwoju, geopolityka – niestety nie miejmy złudzeń. Duża część narodu fascynuje się balistyką wypadania dziecka z bawełnianego kocyka! Jest to okrutne, ale prawdziwe, to realny temat „numer 1” dla 36 mln kraju! Oglądalność przelicza się wprost na pieniądze ze sprzedawanego na reklamy czasu antenowego. Niestety i politycy i publicyści są winni istniejącego stanu rzeczy, dominującej większości społeczeństwa do szczęścia w pełni wystarcza sprasowana, uproszczona rzeczywistość, w której brak majtek, lub widoczne ramiączko stanika znanej „celebrytki” sąsiaduje na pierwszej stronie tabloidu z kluczowymi decyzjami premiera, krytyką samej krytyki lub po prostu zastępuje rzeczywistość nadrzeczywistością.

Taka mieszanka może być bardzo niebezpieczna w czasie kryzysu, albowiem, jeżeli „baza”, bardzo się rozejdzie z „nadbudową”, to tego nie wytrzyma żadne społeczeństwo pogrążone w kryzysie.

Nasze media skutecznie moderują naszą rzeczywistość, decydując o sprawach, które mamy uznawać za ważne. Liczy się to, co jest pokazywane i w jaki sposób, nasza rzeczywistość jest w pełni uzależniona od percepcji i narzuconej percepcji kolegiom redakcyjnym. W ciągu 24 godzin przechodzimy z jednej pętli informacyjnej do kolejnej. Sytuacja się powtarza z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień. Za każdym razem wkraczamy głębiej w medialną nadrzeczywistość.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.