Kultura

Życie wyskrobane

 Przecież jakoś trzeba żyć. Przecież nie można tak poświęcać wszystkiego, rezygnować z pracy, planów marzeń. Nie można zaniżać poziomu życia. Poza tym teraz trudne czasy. O pracę niełatwo. Z pieniędzmi też się nie przelewa. Może w innych okolicznościach, może w innych czasach. Ale nie teraz. Teraz trzeba coś z tym zrobić. Trzeba z tym czymś skończyć. Dlatego kochanie, wyskrobiemy nasze dzieci. Będzie nam bez nich łatwiej. Będzie nam bez nich lżej. Będzie nam bez nich przyjemniej. Po co nam te płaczące po nocach Już bachory?

Bo w aborcji w gruncie rzeczy chodzi o mnie. Aby mnie było lepiej, lżej przyjemniej. A poczęte dziecko? To tylko balast, od którego aborcja mnie uwolni. Zatem panie doktorze do dzieła – musisz pan toto ze mnie usunąć.

Ty żyjesz. Więc ciebie taki los ominął. Ciebie to nie spotkało. Ciebie twoja własna matka ani twój własny ojciec na śmierć nie skazali. Innym jednak się nie udało. Inni mieli mniej szczęścia od ciebie. Już nie żyją. Aborcja położyła kres ich istnieniu. Zabito ich. Zamordowano.

A co to ma wspólnego z kulturą i poezją? Ano kulturę mamy taką, jacy sami jesteśmy. Kulturę mamy adekwatną do czasów nam współczesnych. Kulturę mamy nowoczesną, podobnie jak nowoczesne technologie masowych mordów na nienarodzonych. Kulturę śmierci. A wiec i poezja o tę śmierć się ociera. O niej mówi, o niej się wypowiada. I dobrze, że mówi, dobrze że się wypowiada. Bo o tym trzeba mówić. Trzeba o tym wiersze pisać. O milionach zabijanych niewinnych i bezbronnych. Zdecydowano za nich i skazano na powszechną zagładę. W Polsce ponad już 20 mln. Toż to 20 mln potencjalnych miłośników poezji, którzy chcieliby moje wiersze czytać, moje książki kupować, ze mną na spotkaniach autorskich bywać. Ale nie będą. Zamordowano ich. Ale książki mojej nie kupią. Zamordowano ich. Ale moich wierszy nie poznają. Zamordowano ich.

Nie zrobił tego ktoś bezimienny. Ten ktoś jest pomiędzy nami. Może to jakiś lekarz, współczesny Mengele, specjalista od rzezi niewiniątek. Może to jakiś znany mi facet, nieodpowiedzialny, beztroski, który swą żonę, dziewczynę albo kochankę namawiał lub wręcz zmusił, zastraszył, przekonał, przekupił, której nakazał – zabij to coś. Ale to coś to człowiek. Gdyby dać mu szansę – byłby nim. Może podarowałby mi złotówkę, bym mógł wydać kolejny tomik poezji. Co tam złotówkę. Niechby każde z tych 20 milionów zamordowanych bestialsko istnień podczas krwawego aktu aborcji podarowało mi jeden skromny grosik – dziś nie błagałbym cię o wsparcie – wydałbym nie jeden, ale wydawałbym co roku kolejną wspaniałą poetycką książkę, która zmieniałaby naszą kulturę śmierci w kulturę miłości i życia. Książkę, która ubogacałaby obraz współczesnej literatury.

Nie mów więc, że aborcja nie ma nic wspólnego z kulturą. Ma. 20 mln nienarodzonych tej kultury ani nie jest twórcami ani odbiorcami. Nie ma ich między nami. Nie dano im żadnej szansy. W imię czego? W imię czyjegoś wyższego dobra. Poświecono jedno życie, by innemu wiodło się lepiej? czy jednak tak się stało? Czy komukolwiek jest lepiej tylko dlatego, że zamordował swe nienarodzone dzieci?

Życie wyskrobane

2012-11-28
Poznań

tego nie wiesz
i nie dowiesz się już nigdy
ani ty ani nikt
kim byś mógł czy mogła być
nie znasz darów w tobie ukrytych
nigdy nikogo nie pokochasz już
z nikim się nie zaprzyjaźnisz
niczego w życiu nie dokonasz
nikt cię nigdy nie spotka na ulicy
z nikim nie założysz własnej rodziny
nie zaznasz daru własnego potomstwa
nie dożyjesz nigdy późnej starości

ty jesteś
a raczej byłeś
czy może byłaś
nawet tego nikt nie wie
o płeć nikt cię nigdy nie zapytał
nikt nie dał ci szansy na narodzenie

byłeś życie
życie poczęte
byłeś szansą niespełnioną
lecz nagle w jednej chwili
lecz nagle na czyjeś polecenie
lecz nagle za czyjąś aprobatą
przestałeś istnieć
wykasowano cię z rejestrów istnienia
nie ma cię w żadnej księdze pod żadnym imieniem
nikt ci imienia nigdy nie nadał

dziś jesteś już tylko wspomnieniem
dziś nikt cię już nie pamięta
dziś nikt nie domyśla się już twego istnienia

bo ty jesteś
jesteś życie wyskrobane
dziecię swej matki
dziecię swego ojca
skazane na śmierć
skazane na aborcję

życie
życie wyskrobane
życie przerwane na progu istnienia
rozerwane na strzępy
zgładzone zlikwidowane usunięte
zamordowane

życie
życie poczęte
życie z możliwością na
życie niespełnione
życie wyskrobane

Adam G. Grzelązka

W książce „Aborcja” Ślipki, Stawowieyskiego i Muszali czytam, co następuje (str. 51-52):

Niezależnie bowiem od tego, czy uśmierca się płód dlatego, że wykrywa się w nim głębokie upośledzenie organiczne, czy dlatego, czy jego przyjście na świat pogorszy już bez tego trudną sytuację życiowa matki lub całej rodziny, czy też nawet dlatego, że dalsza ciąża zagraża zdrowiu lub życiu matki, w każdej z tych supozycji zachodzi ta sama relacja przyporządkowania: poświecą się ludzkie życie, aby osiągnąć dobro zazwyczaj zewnętrzne tylko, to znaczy służące innej osobie niż zabijany płód, i mniej wartościowe, a jeśli w wyjątkowym wypadku z nim równorzędne, to jednak zawsze odrębne od życia płodu, nawet kiedy chodzi o życie matki. W zamyśle bowiem działających tu osób przerywanie ciąży ma je uwolnić od jakiegoś ekonomicznego ciężaru, zapewnić utrzymanie standardu życiowego czy uchronić się przed śmiercią. Ale jakkolwiek motywuje się swoje postępowanie, zawsze zmierza się do tego, aby życiem płodu posłużyć się jako środkiem – narzędziem uznawanym za dobre o tyle, o ile odpowiada interesom tego, kto to działanie podejmuje.

Wszyscy wokoło narzekają na kryzys. Społeczeństwo nam się starzeje. Wszyscy ubożejemy. Zwiększają się zastępy nigdzie nie zarejestrowanych bezrobotnych. Coraz więcej osób poddaje się i stacza się poza społeczny margines. Przybywa nam bezdomnych. Coraz więcej ludzi młodych popełnia samobójstwa. Rozpada się coraz więcej małżeństw.

Gdyby owe 20 milionów zamordowanych ludzi nie zostało zgładzonych, nasz świat wyglądałby nieco inaczej. Nie, żeby zaraz było nam lżej i lepiej. Tak z pewnością rozumować nie należy. Byłoby to ewidentnym błędem. Jednak nasz świat byłby inny, pełniejszy. Byłby może zdrowszy, bardziej zaradny, może szczęśliwszy. Nie wiem. Nikt tego nie wie. Co się stało, to się nie odstanie. Nikt im życia już nie przywróci.

Niemcy w swych obozach na terenie Polski zabili parę milionów Polaków, w tym dzieci. Rzeź na tym jednak się nie skończyła. Przybrała nowy wymiar i opanowała masowo cały świat. Sami z własnej nieprzymuszonej woli wymordowaliśmy kolejne 20 mln istnień. Istnień całkowicie bezbronnych. Istnień zgładzonych w okrutny sposób.

We wspomnianej książce, na stronach 52-53 czytam dalej:

Żyjemy bowiem w ramach cywilizacji, która humanizm czyni jednym ze swoich sztandarowych haseł, która uchwala Światową Deklarację Praw zwierzęcia, w której zgrozę budzą praktyki wiwisekcji na zwierzętach, a równocześnie ze spokojem przyjmuje i legalnie sankcjonuje praktykę przerywania ciąży nie bacząc, że przecież praktyka ta polega na podjęciu takich samych czynności, jakie się wykonuje na dręczonych zwierzętach. „Usuwanie ciąży” – to ostatecznie nic innego, jak eufemistyczna zasłona dla ingerencji ginekologa, który żywcem (co właśnie dosadnie wyraża słowo „skrobanka”) kawałkuje żywy, czujący, a przeto cierpiący dogłębnie płód ludzki.

Tak tak, lekko nie ma. Cywilizacja nam się rozwija, przynosi coraz to nowe zdobycze techniki. Coraz to lepiej umiemy rozedrzeć na strzępy poczęte życie. Coraz to lepiej umiemy je unicestwić. Wciąż jednak aborcja pozostaje brutalną zbrodnią. Wciąż jednak jest to bolesny proces zabijania. Dla zabijanego oczywiście. Zabijający – cóż ten może się nieźle na swym fachu dorobić, może zbić kokosy. A dawcy życia? Cóż tym będzie też żyło się lepiej. Lżej, bez obciążeń, zobowiązań itd. No po prostu super. Sami wygrani i jedno istnienie rozszarpane. Ale co tam tego, tyle co kot napłakał. Małe toto przecież, życia nie zaznało jeszcze to i wiele nie straci. No trudno, ktoś musiał przegrać. W końcu to jego wina, że się poczęło w tym niestosownym czasie.

A można było inaczej. Można było poczęte życie urodzić. Kto wie, czy matka, czy ojciec jednak tego swego dziecka by nie pokochali. Można przecież było poczęte i niezamordowane istnienie oddać na adopcję tym, którym Bóg dał dar niezwykły: nie mając własnego dziecka, nie mogąc go mieć, mają serca ogromne, zdolne pokochać zaadoptowane dziecko niczym swoje własne. Dar niezwykły. W 20 mln możliwych przypadków dar niespełniony. Ktoś gdzieś tam kiedyś bardzo pragnął, ale sienie doczekał. Nie zdołał zaadoptować dziecka, bo ono się nie narodziło. Bo zostało mu odebrane w okrutnym procesie morderczej aborcji.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.