Ekonomia

Zwiększanie płacy minimalnej musi być stałą troską rządzących!

 Zwiększanie płacy minimalnej musi być stałą troską rządzących naszym krajem. Poprzedni rząd pana Donalda Tuska zrobił w tej mierze stosunkowo dużo, nie da się zaprzeczyć, że płaca minimalna – procentowo – uległa znacznemu zwiększeniu w takcie jego rządów. Jednakże nie zmienia to faktu, że w wymiarze bezwzględnym jest to niestety nadal śmiesznie mało, wręcz bardzo mało. Temat podwyżek płacy minimalnej podejmowaliśmy wielokrotnie na naszym portalu, ten artykuł w odróżnieniu od poprzednich ma dotyczyć samej idei i może bardziej jej implementacji.

Ponieważ nie ma inflacji, to wcale nie znaczy, że nie rosną ceny. Przeciętny obywatel lub obywatelka zupełnie inaczej odbiera przeciętny poziom cen w gospodarce z perspektywy swojego gospodarstwa domowego, niż statystyk zajmujący się agregowaniem wielkich liczb, czy też urzędowo nieczuły na te sprawy właściwy minister. Z punktu widzenia gospodarstwa domowego, skala cen jest porażająca, ponieważ więcej niż połowę dochodów Polacy wydają na stałe koszty utrzymania. To oczywiście pod warunkiem, że nie posiadają kredytu hipotecznego. Przy przeciętnej płacy pogodzenie dochodu rozporządzalnego, z kosztami życia przy kredycie – jest wielkim wyczynem, powinni za to dawać w Polsce nagrody.

Ponieważ opłaty stałe i koszty życia – bezpośredniej egzystencji tj. wydatków na jedzenie, leki, transport i inne są ludobójcze, wiele osób kombinuje jak jest w stanie, problem polega na tym to kombinowanie kończy się perfekcyjnie realizowaną polityką jednego dziecka, o której marzyliby chińscy planiści, albo w ogóle bez dzieci. Polaków nie jest stać na bieżące życie przy istniejących kosztach utrzymania.

Nie ma pracy dającej duże i ponadprzeciętne dochody dla wszystkich, ani nawet dla odpowiednio dużej części społeczeństwa, nożyce dochodowo-kosztowe są już tak bardzo rozwarte, że ludzie pracujący za przeciętne pensje są pod względem dochodu rozporządzalnego (to co zostaje do dyspozycji po wydaniu, tego co musimy na egzystencję) – uginają się pod ciężarem niemożności. Stąd taka popularność filmów w sieci – jak przeżyć czteroosobową rodziną za 20 zł dziennie i uniknąć szkorbutu! Wbrew pozorom się da, wszystko jest możliwe, ponieważ mamy bardzo konkurencyjną ofertę handlu półhurtowego i detalicznego. W Polsce, jeżeli ktoś chce może mieć dostęp do taniej żywności, jednakże wymaga to czasu. Nie można się więc dziwić, że spora ilość ludzi czas, który mogłaby przeznaczyć na pracę zarobkową, przeznacza z konieczności na poszukiwanie tanich dóbr konsumpcyjnych – ponieważ nie ma innej alternatywy. Ludzie zawsze optymalizują wszelkie wskaźniki, rzeczywistość – portfel w ręku – weryfikuje wszystkie teorie ekonomiczne.

Niestety mamy w kraju ludobójczy system podatkowy, który zakłada regresywność podatków. Im jesteś biedniejszy, im masz mniej pieniędzy – tym większy jest udział ogólnej sumy podatków w twoich dochodach. Niestety osoby uboższe konsumują pewien podstawowy zestaw towarów, które muszą kupować, żeby przetrwać – a on jest właśnie opodatkowany przez bezduszne państwo chroniące burżuazję i kapitalistów, kosztem żołądków i zdrowia zwykłych obywateli. Podatki pośrednie odpowiadają za depopulacje Polski, kto to wymyślił, żeby naliczać akcyzę od energii elektrycznej – czy prąd jest naprawdę towarem luksusowym? Okazuje się, że jest i przedmiotem opodatkowania akcyzą jest m.in. nabycie energii elektrycznej przez nabywcę końcowego. Znaczy się to obrazowo – zapalamy światło, nabywamy, płacimy akcyzę. Genialne! Szkoda, że podobnie nie jest opodatkowana ziemia w której najbogatsi lokują swoje majątki w Polsce, ani transakcje na rynku finansowym (a mogły być, gdyby nie pewien minister).

Dodatkowo rząd z niewiadomych powodów nie bierze pod uwagę kwestii zmniejszenia kwoty wolnej od podatku, w przypadku opodatkowania osób fizycznych podatkiem dochodowym. To jest prawdziwy skandal i hańba – między innymi tej koalicji rządzącej.

W tej sytuacji – z przyczyn prawnych i zwyczajowych, które zapoczątkowało przekleństwo „popiwku” – podatku od ponadnormatywnego wzrostu poziomu wynagrodzeń z początków transformacji, nie ma w ogóle presji na wzrost poziomu płac, następuje natomiast presja na wzrost poziomu cen z różnych przyczyn i powodów.

W relacjach pracownik – pracodawca, pracownik jest w pozycji poddanego feudalnego – pół niewolnika, nie ma po prostu szans w układzie z drapieżnym kapitalistycznym wyzyskiwaczem, którego stać jest na procesowanie się za zasłoną wyjątkowo drogich prawników. Ponad to zmiany wprowadzone do kodeksu pracy w trakcie trwania kadencji obecnego rządu (jako kontynuacji) po prostu przypisały pracowników do zakładów pracy (kwestia bezpłatnych nadgodzin) i innych okoliczności, które wymuszają w skrajnych przypadkach i wykorzystaniu przez pracodawcę kruczków – świadczenie pracy za darmo.

W tym kontekście nie ma możliwości na to, żeby zwiększała się przeciętna siła nabywcza w gospodarce – przeciętnych pracowników. Nie jest prawdą teza, że będziemy mieli w kraju raj dla pracowników, ponieważ ubywa ludzi i firmy będą się o nich „zabijały”, czyli konkurowały wysokimi pensjami (ceną za pracę). Będzie miało to zastosowanie do wąskich gardeł każdej gospodarki – specjalistów w unikalnych dziedzinach. Cała reszta, będzie stopniowo zastępowana przez maszyny, a jeżeli te nie będą miały zastosowania z jakichkolwiek przyczyn, – na miejsce Polaków znajdą się goście ze Wschodu. Trzeba być na to gotowym, albowiem to jest kwestia nadzwyczajnej zmiany stosunków, jaka wydarzy się w ciągu najbliższych kilku lat wraz z nawarstwianiem się dramatu demograficznego w kraju.

W konsekwencji powyższych okoliczności i trendów, należy uznać, że tylko i wyłącznie administracyjne wymuszanie podwyższania płacy minimalnej to jedyny sposób na poprawę przeciętnego poziomu dochodów gospodarstw domowych w polskiej gospodarce. Oczywiście najlepiej jest to robić w dialogu ekspercko-społecznym, z uwzględnieniem interesów strony pracodawców, albowiem nie zarzyna się kury, która znosi złote jaja. Co więcej, można przeprowadzić nawet regionalną dywersyfikację wysokości płacy minimalnej – jednakże to musi się dziać, przy czym uwaga, w warunkach dekoniunktury jest naturalnym, że możliwe muszą być także jej obniżki. Nie może być jednak tak jak teraz, że rząd swoje, związki swoje a pracodawcy mówią „nie ma mowy”. Tutaj rolą wielkich ekonomistów i odpowiednich modeli ekonometrycznych jest odpowiednie badanie wzrostu przeciętnej produktywności w gospodarce, z podziałem na regiony i branże – TO MOŻNA ZROBIĆ PRZY POMOCY TAKIEGO CUDOWNEGO URZĄDZENIA JAK KOMPUTER! Oprogramowanie do tego jest znane na polskich uczelniach, a w każdej katedrze statystyki znajdą się ludzie umiejący zbudować założenia do modelu. W wyniku odpowiednich prac – można przyjąć wzrost efektywności (wyrażany procentowo) jako wytyczną do zmiany poziomu płacy minimalnej. Bez tego nie ruszymy przedsiębiorców, ponieważ ich interes jest zawsze taki sam, do póki NIE MUSZĄ – nie podwyższą sobie sami kosztów!

3 komentarze

  1. Obecnie pracownik w Polsce jest wyrobnikiem tak, jak swego czasu chłop pańszczyźniany. Uzgadnianie minimalnej płacy z organizacją pracodawców to jest uzgadnianie z lobbystami pracodawców. Lobbysta będzie przekonywał na rzecz tego, kto płaci. Podniesienie płacy minimalnej leży w gestii rządzących, natomiast pytanie, komu służą rządzący?

  2. inicjator_wzrostu

    Akurat!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

eighteen + 10 =