Ekonomia

Zrzucanie pieniędzy z helikopterów, luzowanie ilościowe a wsparcie socjalne

 Nie upłynęło wiele czasu, od kiedy wielcy ekonomiści postulowali jako receptę na kryzys – zupełnie poważnie – zrzucanie pieniędzy z helikopterów. Pomysł sam w sobie był bardzo ciekawy, chodziło po prostu o pobudzenie w gospodarce oddolnych procesów popytu, które zadziałałyby jako mnożnik, przyczyniając się do napędzenia całej gospodarki.

Mniej więcej do tego samego – w wielkim uproszczeniu – sprowadza się istota luzowania ilościowego, w którym adresatem luzowanej gotówki jest generalnie co do zasady sektor finansowy. Tenże otrzymując pieniądze od góry, spłaca swoich inwestorów, zapewniając utrzymanie płynności rynku finansowego i działanie całego systemu, na poziomie powyżej poziomu kosztów jego funkcjonowania. W istocie jest to ukłon w stronę bogatych i posiadaczy pieniądza, żeby dalej myśleli, że ich pieniądze są cokolwiek warte, w tym znaczeniu, że nie muszą płacić za wygodę i bezpieczeństwo ich deponowania w instytucjach finansowych. Problem polega bowiem na tym, że bez wzrostu gospodarczego, w wielkiej skali – zapewnienie opłacalności inwestowania wielkich kwot pieniężnych, dla całej gospodarki – jest we współczesnym kapitalizmie niemożliwe. Nie ma wzrostu, nie ma zysków, nie ma zysków, to nie ma dywidend, a jak nie ma dywidend, to znaczy się że są koszty – po pierwsze transakcyjne a po drugie jakaś inflacja zawsze występuje. Wszystkie pieniądze jakie są na rynku nie uciekną w nieruchomości, ani nie uciekną na rynku surowcowe. Istotą płynności współczesnego międzynarodowego rynku finansowego są spekulacje i handel dokonywany za pomocą komputerów, bez udziału człowieka. W istocie nie jest to nic innego jak kreacja pieniądza w oparciu o to, że ktoś go w końcu będzie musiał zapłacić. Jest oczywistością, że taki system bez zasilania, musi pewnego dnia zacząć się kurczyć. Tego spece od rynków finansowych chcą za wszelką cenę uniknąć.

Sam pomysł na luzowanie ilościowe, czyli na nazywanie drukowania pieniądza w tak miły dla ucha i subtelny sposób, wcale nie jest zły. Co więcej, można nawet przyjąć, że w istocie jest to oszustwo doskonałe. Ponieważ dosypuje się pieniądza do systemu, który ten pieniądz zagospodarowuje w taki sposób, że nie powstaje ślad inflacyjny. Czego więcej trzeba ludzkości do szczęścia? Jest to w istocie centralne planowanie, tylko lepiej zarządzane przy pomocy komputerów i zaawansowanej księgowości, gdzie „MA”, nie oznacza „POSIADAĆ, MIEĆ”. Jeżeli popatrzymy na to zagadnienie od strony jego społecznych kosztów i korzyści, a powinien to być praktycznie zawsze ostateczny weryfikator wszelkiej aktywności rynkowej człowieka, to mamy problem. Generalnie bowiem nie widać szkód wywołanych przez dodrukowanie pieniądza i jego mądre ulokowanie u ludzi, którzy mają pieniądze. Przecież, nie oszukujmy się, do tego mniej więcej sprowadza się mechanizm luzowania ilościowego. Zarazem z drugiej strony mamy korzyści – system jest podtrzymywany przy życiu, piramidy społeczne są zakonserwowane, wszyscy mają się w najlepsze w tym znaczeniu, że nie następuje ani run na banki, ani jakieś przerażające wykupywanie tego, co akumuluje wartość. Najważniejsze – rynek działa, bo pieniądze z luzowania ilościowego, służą jako ta niezbędna dla jego względnie bezproblemowego działania warstwa smaru. Można się zatem tylko cieszyć? Unikamy kryzysu zadłużenia publicznego, w tym znaczeniu, że luzowanie przeznaczone na wykup wymagalnego długu publicznego jest rzeczywistą ulgą finansową dla budżetów publicznych.

Może rozpatrzmy inny scenariusz, co byłoby bowiem, gdyby połączyć koncepcję luzowania ilościowego i zrzucania pieniędzy z helikopterów, ale w taki sposób, żeby przede wszystkim – w dominującej większości – trafiały one do ludzi biednych, wykluczonych i wymagających wsparcia np. z powodu choroby?

Mielibyśmy w tym wariancie bardzo ciekawy eksperyment społeczno-ekonomiczny, którego istotą byłoby oddolne wzbudzanie procesów mnożnikowych w gospodarce, poprzez przydzielanie pieniądza nie pochodzącego z procesów gospodarczych – dokładnie tam, gdzie wedle informacji dostępnej publicznie, występuje jego największy deficyt. Prawie na pewno powodowałoby to rozruszanie gospodarki, dokładnie tam, gdzie aktualnie występują największe deficyty. Warto przypomnieć, jak swego czasu – po wzmocnieniu siły nabywczej rencistów i emerytów w Polsce, nastąpił efekt mnożnikowy w gospodarce polskiej. Bazary, sklepy, firmy zajmujące się mikropożyczkami – to wszystko nagle odżyło, odkorkowało się finansowo w ramach zachodzących procesów gospodarczych. Jeżeli zastosowalibyśmy jednorazową pomoc publiczną dla najbardziej potrzebujących, efekt byłby dokładnie taki sam, przy założeniu, że udałoby się ograniczyć patologie tj. wydatki na używki, w tym te nielegalne. Dlatego można pomyśleć nad takim obwarowaniem systemu wsparcia, żeby był on względnie szczelny, tj. żeby wykluczał większość form nadużyć poprzez np. bony żywnościowe itp. rozwiązania (jak np. pieniądz elektroniczny kwalifikujący się tylko do zapłaty za wybrane kategorie żywności, usług i produktów przemysłowych).

Alternatywnie można pomyśleć o wspieraniu najbardziej progresywnych członków naszych społeczeństw, czyli małych i średnich przedsiębiorców, jeżeli spełniają warunki kreowania wartości dodanej w wybranym przez darczyńcę publicznego zakresie. Mogą to być np. bardzo tanie kredyty, kredyty na restrukturyzację zadłużenia – ratujące przedsiębiorstwa przed upadłością itd.

W ostateczności, zawsze można wykorzystać luzowanie ilościowe do stworzenia wielkiej armii europejskiej. Na pewno przemysł obronny po obu stronach Atlantyku „odżyłby” po okresie wielkich oszczędności i ciągłych cięć, z jakimi „się boryka” przez ostatnie lata. Kilkaset nowych samolotów wielozadaniowych, czy też kilkadziesiąt nowych – niezwykle kosztownych okrętów, na pewno się przyda, a nie zakłóca gospodarki, gdyż są to dla niej zupełnie bezużyteczne urządzenia, następuje jedynie wsparcie gospodarki poprzez procesy produkcji. Nie mówimy tutaj o jakichś wielkich zbrojeniach, ale kupowaniu takiej ilości sprzętu, żeby producenci nie musieli zamykać działalności, a ich działy badawczo-rozwojowe miały pieniądze na badania nad nowymi zabawkami, które będziemy kupować w kolejnej dekadzie.

Jak widać powyżej jest tyle pomysłów na przelewanie z pustego w próżne, ilu jest czytelników, albowiem prawie na pewno każdy z państwa może dodać z dwa lub trzy indywidualne pomysły w ww. zakresie. Istotą problemu jest jak zawsze kwestia klasowa – komu dajemy pieniądze publiczne? Czy dajemy je kapitalistom, w ten sposób rzeczywiście nieco odciążając budżety publiczne z tytułu wymagalnych zobowiązań? Czy, też wkładamy te pieniądze w gospodarkę, dokładnie tam, gdzie mogą zadziałać stymulująco jako mnożnik? Ewentualnie można je wydać na zawsze potrzebne okręty, samoloty i inne jeżdżące i strzelające „zabawki”, które tak lubią poważni mężczyźni w mundurach. Może się kiedyś znajdzie ktoś odważny i zaproponuje np. obdarowywanie dzieci z domów dziecka? Ewentualnie ktoś zaproponuje coś równie użytecznego? Nie, nie – to byłby KOMUNIZM! Takie myślenie jest zakazane, bo właśnie tak myśleli i robili komuniści. Czas pokaże, kto miał rację, w zasadzie już pokazał, tylko zbyt wielu chce wierzyć w system, którego są niewolnikami i ofiarami, a nie beneficjentami. Beneficjentów jest niewielu.

5 komentarzy

  1. Wierny_Czytelnik

    Prosze zrzucić wszystkie śmiało na moją działkę!

  2. Firmy od mikropożyczek dla ludności, jako przykład rozwoju? No to się rozwijamy niesamowicie – chwała prowidentom!
    Inwestowanie w zbrojenia jako recepta? – Na co?
    QE już dawno skompromitowało się jako metoda a pan Karakauer chce ją modyfikować w duchu Jaś nie doczekał!
    niesamowite brednie, niestety

  3. Ewra w ogóle nie zrozumiałeś lub nie chciałeś zrozumieć co autor miał na myśli. przecież ten tekst to totalna krytyka obecnego systemu, ale postulująca ta samą retorykę. Jak wszedłeś między wrony, ucz się …

  4. inicjator_wzrostu

    Słuszna koncepcja z tym zrzucaniem …
    Nic innego nie pozostaje – neoliberalny turbokapitalizm tak się zapędził wskutek PĘDU w CHCIWOŚCI, że mówią o PRZEMYŚLE FINANSOWYM, tzn. bankach i giełdach jako gałęzi gospodarki.

    • Na”zachodzie” mowi sie juz od dawna o “przemysle finansowym” (=FinanzIndustrie) i to bez cudzyslowia!!
      To naprawde zgnily zachod !!!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

15 + two =