Ekonomia

Kto ma i jakie żołądki?

 Radość, szczęście, wesołość, pozytywna strona życia – odwieczny problem tak silnie akcentowany w Komunizmie, czyli – kto ma i jakie żołądki powrócił. Oto, ten problem po latach znowu stał się aktualny w naszym kraju, zwłaszcza że atawistycznie chodzi o żołądki naszych dzieci – jeden z polityków retorycznie zapytał bowiem, czy żołądki dzieci pracowników pewnej grupy zawodowo-kulturowej są równiejsze od innych?

Nad tym wyzwaniem Komunista nie może przejść z milczeniem, wiadomo bowiem nie od dzisiaj, że wszyscy mamy tak samo działające żołądki, jednakże niektórzy mają je rozciągnięte i w związku z tym potrzebują biologicznie więcej pokarmu. Jest również problem jakości tego „wsadu” do naszych brzuchów, z którym już Komunizm ani Socjalizm w wydaniu krajów demokracji ludowej sobie nie poradził, w wyniku czego mamy to co mamy i po 25 latach od początku rewolucji wracamy znowu do tergo pytania.

Żyjąc w kapitalizmie o neoliberalnym obliczu musimy być pogodzeni ze smutnym faktem, że nie wszystkie żołądki są równe, rozciągnięcie ich nie ma znaczenia dla systemu, ponieważ problem zapełnienia brzucha należy tylko i wyłącznie do jego właściciela. Jak to się jednak dzieje, że w przypadku dzieci w kapitalizmie – staramy się upublicznić problem równego napełniania ich żołądków? Utrzymujemy fikcję darmowej edukacji, która nie tylko jest nieefektywna, ale przede wszystkim nie służy do promocji talentów. Jednakże uparliśmy się i fundujemy wszystkim dzieciom darmową, powszechną, czyli przymusową szkołę podstawową – bez względu na zamożność ich rodziców, chociaż ci bogatsi mają zwyczaj wysyłać swoje pociechy do szkół wysublimowanych, które nie są publiczne, ale realizują program plus dodatki. Czy to jest sprawiedliwe? Można wkładać więcej do lepszych żołądków? Jak ma się do tego system? Równanie w dół?

Niestety problem żołądków jest wielokrotnie złożony, tutaj nie ma prostych opcji, albowiem grup zawodowych, które można posądzić o posiadanie „równiejszych” żołądków jest w naszym kraju bardzo wiele. W zasadzie każda kasta zawodowo-kulturowa, w której przypadku następuje afirmacja przedmiotu jej zawodowo-ekonomicznej aktywności operacyjnej – uzurpuje sobie prawo do uważania swoich żołądków za równiejsze. Mamy wspomnianych górników, mamy rolników, nauczycieli, mamy aparat państwowy – różnego rodzaju, mamy korporacje zawodowe, praktycznie wszędzie występuje element wyodrębnienia się, jako grupy poszkodowanej z istoty natury wykonywanej pracy! To nie jest normalne!

Istotą postulatów grup afirmujących swoją odrębność jest dążenie do tego, żeby część należnego wypełnienia żołądków – pokryli inni, a w ostateczności, żeby opłacili składki i podatki należne państwu za to, że oni konsumują śmiejąc się od ucha do ucha!

Cóż zrobić? Sprawa jest delikatna, a wiadomo że zabieranie temu, kto ma więcej ponad miarę na pewno odbije się nie tylko na ilości dóbr jakie konsumuje, ale przede wszystkim na jakości – to już jest niebezpieczne ponieważ może mieć wpływ na preferencje związane z niedostatkami satysfakcji. To znany problem robienia nadmiernej krzywdy kurom, które znoszą złote jaja. Z drugiej jednak strony ilość zasobów i możliwych do wyprodukowania za ich pomocą dóbr w gospodarce jest ograniczona krańcową wydajnością systemu, którego funkcją jest jego efektywność, – co w ostatecznym rachunku przekłada się na to, że niektórzy pomimo równego wkładu pracy mierzonego czasem, a często nawet osobistym zaangażowaniem na określonym odcinku prac – otrzymują skandalicznie mało. Często jest to tak mało, że nie jest ich stać na konsumpcję standardową, tj. adekwatną do potrzeb biologicznych organizmu ludzkiego w danych realiach kulturowo-cywilizacyjnych. Wówczas trzeba wdrażać mechanizmy wtórnego podziału, odbierając nieco tym, którzy mają więcej od innych, na rzecz ogółu. Jednak w konflikcie o to – jak to zrobić najbardziej skutecznie i przy najmniejszej szkodliwości – poległa już nie jedna formacja polityczno-ustrojowa!

W rzeczywistości jednak ta argumentacja i przedstawiony problem są pozorne, nie trzeba, bowiem udowadniać, że wszyscy musimy jeść, chcielibyśmy mieć rodziny, samochody, domki z ogródkiem. Rolą państwa nie jest pojemnościowe mierzenie naszych żołądków i stosowanie zaawansowanych algorytmów przy podziale kaszy gryczanej na przyzakładowych stołówkach! Rolą państwa jest stworzenie takich warunków, żeby nikt nie zadawał takich głupich pytań, no chyba, że 38 mln Polaków zachoruje na degrowth i zaczniemy budować w pełni ekologicznie neutralną cywilizację! Wszystko jest możliwe!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.