Polityka

Znowu będzie 10-tego kwietnia

 Znowu będzie, jak co roku 10-tego kwietnia, znowu dojdzie do demonstracji, znowu dojdzie do jątrzenia w narodowym kotle pełnym podziałów. Co więcej w tym roku telewizja publiczna zapowiedziała rocznicową emisję dwóch filmów na temat nieszczęśliwej katastrofy – logicznej co do zdarzeń, która odblokowała tyle karier w naszym kraju. Oczywiście już są protesty, już są krzyki o manipulacji. Cudowne polskie piekiełko się rozpoczyna już 2-giego kwietnia zaraz po świętach, żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli, w jakim kraju mieszkamy i dlaczego tematy zastępcze są ważniejsze dla nas niż cokolwiek innego.

Ponieważ oskarżenia w przedmiocie tej nieszczęsnej katastrofy są już tak patologiczne, że dalej jest już tylko wyciąganie ludzi przez tłum z ich mieszkań i domów celem linczowania – warto jest zając się zupełnie na poważnie bredniami smoleńskimi i rozprawić się raz na zawsze z tym nieszczęsnym mitem. Chyba, że sytuacja jest odmienna i nie mamy tutaj do czynienia z bredniami, ale ze stekiem kłamstw mających na celu przykrycie faktu, że jednak był zamach.

Na tym, bowiem polega problem, że nawet ludzie, którzy nie chcą już słuchać niczego na temat katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem w końcu zaczynają sami się pytać, – dlaczego to jeszcze tyle trwa? Dlaczego nie wrócił wrak? Dlaczego rząd kłamał w kwestii przekopywania miejsca katastrofy? I w ten sposób można karmić się pytaniami bardzo wdzięcznie, zwłaszcza, jeżeli lubi się prasę brukową i prasę prawicową, która kocha rozważania na temat wpływu telefonu satelitarnego na działanie aparatury pokładowej zmodernizowanych przez Polaków – starych radzieckich jeszcze samolotów.

Jednakże na samą myśl, że znowu będzie 10-kwietnia i znowu „oni” wyjdą na ulice chce się człowiekowi wyć, ponieważ samo uświadomienie sobie okoliczności współzamieszkiwania w jednym kraju z „takimi” ludźmi budzi niesmak i gorycz. Kwestią zasadniczą jest tutaj nie kwestia prawdy obiektywnej, ponieważ tej prawie na pewno nigdy nie uda się nam ustalić – liczy się coś o wiele ważniejszego, – co moglibyśmy zrobić w sytuacji gdyby rzeczywiście udowodnić, że to był zamach i odpowiada za niego ktoś, – kogo oczywiście nie da się ustalić, ale ktoś działający na terytorium Federacji Rosyjskiej. Co wtedy? Co wówczas możemy zrobić? Obrazić się na Rosjan i Rosję oraz jej władze jeszcze bardziej? Jeżeli oczywiście się da być bardziej obrażonym, co, do czego nie ma pewności. Jeżeli nie to, to, co? Odprawimy mszę ogólnonarodową, na której się rozpłaczemy?

To jest właśnie zasadniczy problem z tą nieszczęsną rocznicą, której w zasadzie w ogóle nie powinno się obchodzić inaczej niż w milczeniu, zadumie i smutku – mając na celu ustalenie jak mogło do tego dojść, że samolot rządowy z najważniejszymi osobami w państwie miał taką dramatyczną katastrofę. Uwaga nie jest to kwestia banalnego zwalania winy na pilota – ten był tylko i wyłącznie ostatecznym wykonawcą całego dramatu. Można być pewnym, że po drodze zebrałoby się jeszcze kilka generalskich (obecnie) czapek, jako współwinnych, albo przynajmniej umoczonych w procedury. Przecież po to tworzy się procedury, żeby takie zdarzenie nie mogło się wydarzyć – właśnie na mocy samych procedur. Tylko nie u nas, nie w kraju gdzie dowódcy jednostek lotniczych giną, ponieważ nie ma wystarczającej infrastruktury do lotów w nocy a nikt nie pomyślał o tym, żeby kupić im kilkanaście małych samolotów dyspozycyjnych.

Możemy szukać odpowiedzi, badać wytrzymałość „pancernej brzozy”, nawet symulować podejście do lądowania drugim samolotem – jednakże praw fizyki po prostu nie da się przekłamać. Prędkość, masa, pęd równa się tragedia. Po prostu, dramatyczna i smutna tragedia dla wielu polskich rodzin, które straciły przede wszystkim ojców. To bardzo smutne i dramatyczne wydarzenie – samo przez się, przez ten majestat śmierci zasługuje na uszanowanie w ciszy i spokoju a nie na demonstrowanie dla wyrażenia linii politycznej jakiejś partii, czy też może bardziej jej lidera. Nim to sobie uświadomimy będzie musiało upłynąć bardzo wiele wody w Wiśle i upłynąć sporo lat od tej nieszczęśliwej katastrofy. Póki, co trzeba zaciskać zęby i starać się jakoś wytrzymać ten dzień w istocie narodowej hańby, bo ten, kto dzieli tak słaby Naród jak nasz po prostu naraża się na hańbę. Miejmy nadzieję, że historia będzie dla głównych sprawców tego narodowego dramatu surowa, ponieważ tutaj nie podziałów, – ale jedności trzeba.

ps. Warto też “tak na marginesie” pamiętać, że Smoleńsk leży w pobliżu Katynia.

3 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Błagam tylko nie piszcie nic 10 o katastrofie – najlepiej w ogóle nie piszcie o katastrofie – piszcie o czymkolwiek – ale nie o katastrofie bo tego już nie można wytrzymać

  2. Jestem za,nie piszcie.

  3. Przetrwamy 10 kwietnia.
    Ignorujmy – to przetrwamy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.