Zniewoleni nienawiścią IV

Matka ich trojga

Słów kilka ciepłych o matce powiedzieć trzeba. Pragnieniem jej serca było, aby potomstwo jej w wielkiej zgodzie żyło i pogodzonym było ze sobą. Dokładała więc mniej lub bardziej udanych starań, aby wszelkie konflikty łagodzić. Trwało to czas jakiś mimo napięcia wielkiego pod powierzchnią czynionych pozorów. Postępowanie jej nie zawsze rozsądnym było, jak czas pokazał. Nigdy bowiem tam, gdzie twardej i stanowczej ręki potrzeba, zamykać oczu nie wolno, gdyż wcześniej czy później do złą jakiegoś to doprowadzi, złu wielkiemu furtkę otwiera, złu wszelakiemu potrawę daje i umożliwia mu niekontrolowany w sercach wzrost. Ale co zrobić, czy to nie chcąc czy też nie potrafiąc politykę niewidzenia matka owa niestety częstokroć uprawiała była. Chcąc dobrze, chcąc jak najlepiej nie pomagała jednak dobru, lecz złu przyzwolenie dawała do eskalacji wszelakiej. Miłość dziecka ślepą bywa. A i bezradną niekiedy.

Czas biegł nieubłaganie. Matka, złożona chorobą śmiertelną zaległa na miesięcy kilka w łóżku. Wówczas zaczęło się. Konflikt dotychczas przez nią łagodzony począł rozrastać się i wymykać z rąk. Nikt i nic już go nie hamowało, nikt i nic już go nie powstrzymywało, nikt i nic już go nie taiło.

Osoba leżąca, chora ciężko i śmiertelnie, wymagała codziennej troskliwej opieki. To stało się zarzewiem nowego konfliktu. Jak podzielić obowiązki opiekuństwa trojga rodzeństwa nad matką własną. Jakoś udało się jednak to ustalić i rozplanować. W praktyce jednak nie było bynajmniej wesoło. O ile na początku jeszcze jakieś chora zainteresowanie wzbudzała, to czas sprawiał, iż opiekuńcze odruchy zamierały i chłodły niepomiernie. Czas odwiedzin coraz to krótszym się stawał i coraz rzadziej miewał miejsce. Z trojga najwięcej obowiązków spadło na siostrę najstarszą, jako, że rodzice owi w jej części domu pomieszkiwali. Brat nie wysilał się zbytnio a i siostra najmłodsza nie przykładała do opieki nad rodzicielką swoją.

Sytuację zaogniały spotkania nieuniknione, choć maksymalnie unikane między siostrą starszą a owym alkoholikiem bratem i haniebnym bojownikiem niewiasty obijającym dotkliwie. Wspominam o tym co rusz, bowiem obić brutalnych, a bolesnych i chamsko czynionych siostra starsza od brata swego ex-alkoholika doznała niemało. A będąc osobą samotną i przez nikogo nie chronioną na co dzień, łatwym agresji brata łajzy i bandziora swego łupem się stawała. Korzystał ten więc z bezkarności swej i agresję swą na niej wyładowywał nie raz i nie dwa podbijając jej oko. Ta zaciskała zęby, unikała go i nigdzie owej agresji mimo namów różnorakich od znajomych i przyjaciół na policję nigdy nie zgłaszała, co jeszcze bardziej brata jej w bandytyzmie jego rozzuchwalała dając mu odczucie bezkarności dla czynów niecnych jego.

Ból

2011-12-30
Poznań

to ja ból twój
nieprzyjaciel twego spokoju
niechciany obecnik codzienny
budzę cię po nocach
sen spędzam ze zmęczonych oczu

to ja ból
towarzysz twego istnienia
powitałem cię pierwszym twym krzykiem
poprowadzę przez dni resztę tobie pisanych
a gdy czas nastanie – oczy zamknę twoje

jestem
o jak jestem
nie zignorujesz mnie
nie zapomnisz
nie uciekniesz

wżynam się ostrzem w twe zmysły
odpieram pragnienie skupienia
rwę w strzępy twe myśli
nie dam ci spocząć
nie dam snu nocy spokojnej
nie dam dnia wytchnienia

to ja ból
to ja cierń istnienia
to ja żądło życia
jestem
nie odchodzę
nie uciekniesz
odpędzony powracam
w najmniej oczekiwanym momencie
złagodzony
odzywam się ze zdwojoną siłą

Adam Gabriel Grzelązka

Śmierci łoże matki

Ale o matce było. O umierającej. O chorej ciężko. O leżącej. Odchodziła z tego świata powoli. Dając kilka miesięcy najbliższym na pożegnanie się ze sobą. Marniała i słabła z dnia na dzień. Dzień w dzień pielęgniarka przychodziła do niej i doglądała jej. Czasem zaglądał syn. Czasem córka młodsza. Wnuczki niekiedy bywały. Krótkie to były jednak wizyty. Niedługie. Rzadsze coraz to. Coraz bardziej bezduszne. Coraz bardziej zobojętniałe na cierpienie bliskiej w końcu osoby. Gdyby nie bliskość owego opisywanego zamieszkania, wizyty owe byłyby zapewne jeszcze rzadszymi. A przecież chora leżącą będąc opieki wymagała ciągłej. Mąż jej, starszym będąc człowiekiem nie był w stanie takowej jej zapewnić sam już wsparcia i opieki potrzebując w wieku swoich lat. Pielęgniarka wspomniana czyniła wiele i z troskliwością ogromną, lecz nie była czas cały, a jedynie określony, z rana. A przecież zajrzeć trzeba nie raz na dzień, albo i rzadziej i nie na minut dziesięć albo i krócej. Chora, wiadomo, i opieki potrzebuje, i oporządzenia gdy zajdzie takowa potrzeba, ale nade wszystko bliskości bliskich, słowa dobrego a krzepiącego.

Matka odchodziła. Słabła i ku śmierci się przybliżała. Cierpiała w milczeniu. Cierpiała widząc, co się wokoło niej dzieje i jak wkrada się nienawiść w serca dzieci jej. Zabrakło jej dłoni łagodzącej i relacje rodzinne i tak już przecież kruche i rozognione zaczęły się jeszcze bardziej sypać. Oddaliły się między sobą. Doszło za to do zbliżenia między bratem awanturnikiem a siostrą młodszą. Wróg dotychczas i pogardzany ów osobnik stał się bliskim. I tak oto doszło do uruchomienia mechanizmów wzajemnie się napędzającej nienawiści przeciwko siostrze owej najstarszej. Doszło do wypominania jej rzeczy różnych i zwalania na nią lwiej części obowiązków opieki dzieci nad rodzicami. A matka gasła w oczach. A katów i bandziorów już nie w osobie brata alkoholika ale i w siostrze swej owa siostra najstarsza zmieć zaczęła.

Nadszedł dzień, w którym matki zabrakło. Zmarłszy odeszła. I wszystko się skończyło z tym dniem. Cała idylla rodzinna poszła w rozpierduchę totalną. Zabrakło czynnika scalającego. Zabrakło osoby konflikty łagodzącej. Pozostał samotny stary ojciec, który tego, co czyniła matka, czynić nie potrafił. Pozostawał z dala i zamknięty w sobie. Pozostawał porzucony i osamotniony z dnia na dzień coraz bardziej. Cierpiał sam. Cierpiał poza nawiasem. Cierpiał w sposób niepojęty. Cierpienie skrywał. Cierpienia swego nie okazywał. Z cierpieniem swym z oczu innym schodził. Ale ono w nim było, Ale ono go rozsadzało. A wielkim było tak, że zawał był przeszedł, co wyszło po latach zresztą dopiero.

Pogrzeb. Po pogrzebie nadszedł czas na uporządkowanie spraw majątkowych, których to za życia matka nie dopilnowała, a które obecnie jeszcze bardziej pogłębiły wewnętrzny konflikt opowiadanego rodzeństwa.

Jedną rzecz wspomnieć należy. Matka umierając imię swej córki najstarszej wymawiała i ją przywoływała. To także nie spodobało się rodzeństwu. Nie przypadło do gustu najmłodszej. Była jeszcze awantura o matki obrączkę, która przypadła w udziale córce siostry najstarszej, a na którą miał chrapkę syn córki najmłodszej. Kolejna oliwy porcja do ognia, który szalał coraz bardziej.

Poznań, 2013-01-13
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.