Znad Osy do Elsterhorst

 Szanowni Państwo!

W ten pamiętny dzień spotkał nas wyjątkowy zaszczyt, jeden z czytelników dokonał TYTANICZNEJ i nie mającej precedensu pracy w upamiętnieniu śladów wojennych jednego ze swoich przodków – Dziadka pana Czesława. Mieliśmy poważny dylemat, czy ten znamienity materiał ciąć i prezentować w częściach, czy też pokazać w całości – zdecydowaliśmy się na to drugie rozwiązanie – ponieważ drogi Autorze, to się czyta do utraty tchu i ze łzami w oczach. Warto więc zostawić całość do zapoznania się innym czytelnikom i czytelniczkom, prawie każdy ma podobny epizod w życiu rodzinnym, niektórzy równie dramatyczne.

Warto zapoznać się z tą historią polskiego bohatera, który spełnił swój obowiązek, walcząc o Polskę, komentarz napisała historia.

Wieczna cześć i chwała bohaterom Wojska Polskiego z pamiętnego Września 1939 roku!

PANIE MIECŁAWIE – BARDZO SERDECZNIE DZIĘKUJEMY W IMIENIU NASZYM I WSZYSTKICH AKTYWNYCH NA NASZYM PORTALU.

Redakcja

Dojarki u Niemca w czasie wojny. Z lewej żona pana Czesława, w środku ukrywana Żydówka, Copyright M.

Część I – Mobilizacja

Kampania wrześniowa 1939 roku to był wyjątkowy i tragiczny czas dla zwykłych żołnierzy. Żadne słowa nie oddadzą tego co przeżyli. Swoim bohaterstwem i poświęceniem potwierdzili lojalność wobec ojczyzny, mimo zniewolenia feudalnego jakiemu byli wówczas poddani. Czy wiedzieli o co walczą? Za kogo walczą? Relacje jakie dziś czytamy to przede wszystkim wspomnienia oficerów i rzadziej podoficerów, których perspektywa postrzegania była zupełnie inna, niż zwykłego żołnierza-strzelca piechoty. Czesław N. nie akceptował feudalnego systemu II RP. Jako uczestnik Wielkiego Strajku Chłopskiego w 1937 roku został pobity przez policjantów granatowych służących ówczesnej władzy sanacyjnej. „Złojono mu skórę” na polecenie „jaśnie pana” dziedzica, także za samą chęć przynależności do związku zawodowego robotników rolnych. Mimo to stawił się do wojska podczas mobilizacji, jak dziesiątki tysięcy innych robotników i chłopów, poddanych w systemie II RP panom i plebanom.

Los Czesława to los setek tysięcy zwykłych żołnierzy oddających życie za Polskę. Czy to była ich Polska? Według jego żony – to nie była ich Polska, bo nic jej nie zawdzięczali. Zniewoleni i upokarzani poszli na wojnę bo wiedzieli, że ten hitlerowski wróg jest gorszy od tego „swojego”. Po 20 latach niepodległej Rzeczypospolitej raczej nie było już tak, jak pisał kiedyś Stefan Żeromski o wojnie polsko-bolszewickiej, że “Ten, kto nie posiadał nic, nie wiedział o co walczy. Bronił władzy, która go depcze”. We wrześniu 1939 roku nie bronili już władzy, która ich depcze. Oni bronili całego narodu przed totalną eksterminacją. To był już ich wróg, nie tak jak w 1920.

Losy wojenne mojego dziadka Czesława przedstawiam na podstawie literatury historycznej i źródeł internetowych. Nie jest to pełna literatura, ale chyba najważniejsza dla opisanego przypadku. Są to dzieje i walka I batalionu 14 Pułku Piechoty w ramach 4 Dywizji Piechoty Armii Pomorze podczas kampanii wrześniowej 1939 roku. https://pl.wikipedia.org/wiki/14_Pu%C5%82k_Piechoty_Ziemi_Kujawskiej

https://pl.wikipedia.org/wiki/4_Dywizja_Piechoty_(II_RP)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Armia_%E2%80%9EPomorze%E2%80%9D

https://pl.wikipedia.org/wiki/Grupa_Operacyjna_%E2%80%9EWsch%C3%B3d%E2%80%9D

Znane mi losy dziadka mógłbym przedstawić zaledwie w kilku zdaniach. Aby jednak oddać atmosferę i przebieg działań wojennych w których dziadek prawdopodobnie uczestniczył, z konieczności muszę posłużyć się cytatami z literatury źródłowej. Także dlatego, aby nie zmieniać kontekstu zapisów źródłowych z literatury historycznej.

Wspomnienia mojej babci utkwiły mi dobrze w dziecięcej pamięci, przed oczami mam jeszcze skrawki dokumentów, tj. listu ze Stalagu, podniszczone już zdjęcie ze szpitala, (chyba z tego obozu albo obozu przejściowego jeszcze w Polsce) gdzie widać dziadka rannego z opatrunkiem oraz powojennej informacji PCK odnośnie jego poszukiwań i sytuacji wojennej w jakiej się znalazł. Pisał ze Stalagu, że żyje, był ranny, walczył w I batalionie 14 pułku piechoty pod dowództwem bohaterskiego majora. Te dane potwierdzała informacja powojenna z PCK, bo babcia poszukiwała swojego męża jako zaginionego. Mimo zniszczenia się tej dokumentacji (oprócz zdjęcia, które przetrwało) te dane zachowały się w moich notatkach na temat rodzinnej genealogii, które w latach szkolnych tworzyłem zachwycony zachętą nauczyciela do poszukiwania śladów rodziny w historii. Mam więc przydział wojskowy i stopień, nr jeniecki, datę i miejsce wzięcia do niewoli, nazwę i miejsce Stalagu. Te strzępy informacji pozwoliły mi prześledzić hipotetyczne losy Czesława na podstawie literatury historycznej dot. kampanii wrześniowej i losów żołnierzy w jej trakcie.

Czesław urodził się w 1911 roku na pięknej ziemi dobrzyńskiej w rodzinie folwarcznego robotnika rolnego. Dorastał w biedzie wielodzietnej rodziny, jak większość młodych ludzi z tej najniższej klasy społecznej. Jego zwykły dzień to ok. 16 godzin pracy u dziedzica na roli, w stajni przy koniach i w oborach, z przerwami na posiłek i południowy odpoczynek obiadowy. Czyli od świtu do nocy, jak to wówczas określano. Mieszka wraz z żoną i swoją mamą, młodszymi braćmi i siostrą w czworakach. Kilka osób w dwóch małych klitkach. Jego ojciec zmarł w 1935 roku podczas wielkiego kryzysu, bo nie było pieniędzy na jego leczenie. Przychodzi jednak sierpień 1939 roku, ma zaledwie 28 lat, zostaje zmobilizowany do wojska, a jego żona jest już w widocznej ciąży. To ma być ich pierwsze dziecko. Otrzymuje konia z folwarku i jedzie do 14 Pułku Piechoty we Włocławku, gdzie ma przydział mobilizacyjny. Można sobie tylko wyobrazić rozpacz żony pozostawionej na pastwę losu i wojny. Gdy z wojny już nie wrócił ta jej rozpacz trwała praktycznie do śmierci. Cały czas trwało pomstowanie na Niemców, pomstowanie na Czesia, że nie zachował się „rozsądnie” i nie zdezerterował, jak wielu innych z tej i sąsiednich wiosek – folwarków, którzy już około 6-8 września 1939 roku, jak gdyby nigdy nic wrócili do domów, mundury pochowali i się zaszyli przed Niemcami, udając że nie walczyli, że nie byli żołnierzami.

Po wojnie za to podobno byli najbardziej aktywnymi członkami miejscowego ZBOWiD-u. Babcia ich wymieniała z nazwiska, imienia, ale niestety nie zachowały się w  mojej pamięci. Nawet swego czasu próbowałem ustalać (podpytywać), którzy to szybko wrócili z wojny jeszcze we wrześniu, ale ich rodziny milczały lub nie wiedziały, inni poumierali, wszelkie ślady zatarł czas. Dezercja zwykłych żołnierzy jest opisywana w literaturze, we wspomnieniach. Mniej znane i wytłumaczone są jej przyczyny. Inna sprawa, że wielu żołnierzy po rozbiciu ich oddziałów przez wroga po prostu nie zostało przez dowódców zebranych na nowo, ukryło się i po wycofaniu się polskiego wojska wróciło do domów na tyłach postępujących wojsk niemieckich, albo jeszcze przed nimi, zwykle pod osłoną nocy. Zwykły żołnierz pozostawiony sam sobie i traktowany często, jak zwykłe mięso armatnie nie zawsze czuł potrzebę walki za tamtą „jaśnie pańską” Polskę. Z takimi opiniami i ocenami też można się spotkać w literaturze. Zwłaszcza, że nieudolność dowódców wojsk sanacyjnych była porażająca, co działało także paraliżująco na niższą kadrę i zwykłych żołnierzy bezsilnych wobec przewagi wroga i błędów dowodzenia.

Jak wyglądały więc losy Czesława (i pozostałych zwykłych żołnierzy) skoro walczył w I batalionie jako strzelec piechoty? Źródła historyczne podają, że był to najlepszy batalion tego pułku, dzięki dowódcy, którym był mjr Piotr Kunda (https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Kunda). Niezwykle pomocny okazał się tu znaleziony w sieci „Dziennik bojowy z wojny polsko-niemieckiej 1939 roku” prowadzony przez adiutanta 14 pułku piechoty kapitana Kozińskiego Józefa. (Zob.   Dziennik Bojowy 14 Pułku Piechoty – Pamięci Józefa Kozińskiego  https://14pp.wwi.pl/dziennik/dzien-po-dniu/page/2/ – opracowany w sieci przez jego wnuczka Dariusza Kozińskiego (podziękowania dla tego pana). Dzięki temu dziennikowi bojowemu i opracowaniom historycznym można odtworzyć hipotetyczne losy Czesława śledząc szlak bojowy I batalionu, do którego został przydzielony (wg powojennej informacji z PCK). Według źródeł cała dokumentacja 14 PP została zniszczona podczas działań wojennych i nie da się odtworzyć dokładnego przebiegu służby żołnierzy tego pułku.

„W czasie kampanii polskiej 1939 r. 14pp wchodził w skład 4 dywizji piechoty, w ramach Grupy Operacyjnej “Wschód” pod dowództwem generała M. Bołtucia, która działała na prawym skrzydle Armii “Pomorze” dowodzonej przez generała W. Bortnowskiego na wschód od Wisły. W bitwie granicznej ( 1-3 IX ) pułk walczył nad rzeką Osą i pod Mełnem, następnie GO “Wschód” wycofała się na lewy brzeg Wisły w Toruniu i pomaszerowała w kierunku Kutna. W dniach od 9 do 22 IX 14pp brał udział w bitwie nad Bzurą. Ostatnią walkę żołnierze 14pp stoczyli w bitwie pod Łomiankami 22 IX, w której poległ generał M. Bołtuć i major P. Kunda dowódca I batalionu. Autor dziennika do niewoli dostał się 19 IX i więziony był w obozach jenieckich, m.in. II C. Woldenberg aż do wyzwolenia 3 V 1945r. Dziennik został napisany w czasie kampanii wrześniowej jako zbiór datowanych zapisków, rejestrujących bieżące wydarzenia”. (Zob. Dziennik Bojowy).

Jak wynika z literatury 14 sierpnia 1939 roku rozpoczęto mobilizację pułku. Mobilizację, jej braki i problemy kadrowe oraz uzbrojeniowe opisano w literaturze (Ciesielski 2008, s. 163 i n.). Przykładowo już 24 sierpnia z kompanii zwiadu zbiegło 2 szeregowych. W dniu 26 sierpnia zmobilizowani żołnierze złożyli przysięgę i pułk wyruszył do miejsca koncentracji. Maszerował przez Włocławek, Lipno, Kikół, Golub-Dobrzyń i do 29 sierpnia miał osiągnąć Dębową Łąkę, która była miejscem koncentracji. Jednakże Czesław musiał trafić wcześniej na linię obrony, bo I batalion już tam był do którego wysłano uzupełnienie uzbrojenia i rezerwistów.

Wg dziennika bojowego: „Dzień 24 i 25 sierpnia 1939 r. minął na uzupełnianiu 14-go p.p. rezerwistami do stanu bojowego (wojennego). Wysłano uzupełnienia również dla I-go baonu, który na początku sierpnia wyjechał na północ od m. Jabłonowo pod dowództwem mjr. Kundy Piotra, wchodzący w skład zgrupowania „Jabłonowo” pod rozk. ppłk. Szewczyka. Baon ten z plut. Art. Piech. Bez działonu ma za zadanie zorganizowanie obrony na odcinku około 6 km nad rzeczką Osą. Miejsce postoju dcy baonu folwark Świecie.” Uzupełnienie dla I batalionu przerzucono transportem kolejowym z Włocławka w dniu 25 sierpnia. (Ciesielski 2008, s. 172; Kraiński 1992, s. 21). Tym transportem prawdopodobnie Czesław dojechał na linię obrony koło m. Świecie nad Osą.

Pan Czesław we Wrześniu 1939 roku, Copyright M.

Część II – Chrzest bojowy i bitwa pod Mełnem

Chrzest bojowy I batalion przechodzi 1 września nad ranem, a więc mój dziadek Czesław brał udział w walkach od razu w pierwszym ataku Niemców na Polskę. Wg dziennika bojowego: „Około godz. 4-ej dzwoni mjr. Kunda i prosi dcę pułku do aparatu. “Melduje rozpoczęcie działań wojennych. Baon jest pod ogniem nplsk. art. Są ranni. Placówka Lisnowo jest w styczności z pieszymi jednostkami npla. Słychać ogień piechoty“. Dowódca baonu jest w dobrym humorze. Dca pułku gratuluje baonowi chrztu i wzorowej postawy”. (Zob. Dziennik Bojowy; por. też: Kraiński 1992, s. 21). Pozostałe bataliony Pułku 1-3 września walczyły z Niemcami i osłaniały wycofującą się 16 DP, a następnie przeprowadziły kontratak na dwór Mełno i m. Gruta, organizując jej obronę. Niestety na skutek błędów w dowodzeniu i braku I batalionu, na tym odcinku II batalion uległ rozproszeniu, a III batalion został zdziesiątkowany podczas walk 3 września w czasie natarcia Niemców na folwark i stację kolejową Mełno. (Zob. Dziennik Bojowy).

Kpt. Koziński w dzienniku bojowym opisuje walki I batalionu, w których mógł uczestniczyć Czesław: „W tym samym dniu 3. IX. jak zeznał następnego dnia d-ca I/14pp. mjr. Kunda – baon we wczesnych godz. rannych otrzymał rozkaz przejścia do dw. Mełno gdzie miał powrócić pod rozkazy d-cy 14pp. Rozkazu tego d-ca 14pp. nie otrzymał. W godz. płd. dn. 3. IX. w tym czasie kiedy 14pp. jest bombardowany przez lotnictwo npla I/14pp. nawiązuje styczność z nplem w rej: dw. Mełno. Rozwija się zaciekła walka ze znacznymi siłami npla., wspieranymi przez art. Nplskie ugrupowanie prawym skrzydłem sięga prawie Zakrzewa. Baon w tej walce ponosi znaczne straty – giną: ppor. Dłutek Władysław, ppor. Beksa, są ranni: por. Mroziński Józef, ppor. Załęski, ppor. Chmielewski.

D-ca I/14pp. widzi jak npl. ściąga swoje wysunięte na płd. elementy na dw. Mełno – i angażuje odwodową kamp. do natarcia na dw. Mełno. Po 2-3 godz. krwawej walki opanowuje dw. Mełno. Wysyła patrole, szuka łączności z własn. oddz. Pułku, z położenia wnioskuje iż 4dp. wycofała się na Zakrzewo, nakazuje zbiórkę rannych i odchodzi na płd. dw. Zakrzewo. Do Zakrzewa przybywa w późniejszych godz. wieczorowych, dztwo. 4 dp. jest w trakcie wyruszenia do nowego m.p. do Wąbrzeźna. Mjr Kunda otrzymuje rozkaz marszu nie do kol. Mazanki, gdzie gros 14pp., ale wprost do lasu dw. Wronie w rej. Wąbrzeźna.

Osobiste wrażenie d-cy 14p.p na tle dwudniowych przeżyć wojennych: “14 p.p. walczy dotychczas w niekorzystnych dla siebie warunkach. Jest niekompletny bo ciągle brak I/14 p.p. mjr Kundy Piotra. Sytuacja ciągle nieustalona i niewyjaśniona. Z góry płynie powiew braku sił i środków, które by mogły nplowi się przeciwstawić. Czuje się od góry, iż nie mamy zamiaru bo nie możemy tego terenu utrzymać. (…) W rozkazach nie przebija wola utrzymania terenu za wszelką cenę. Nie są znane zamiary d-cy na jutro. Rozkazy otrzymują tylko ustnie – niekompletne. Obsada oficerów 14p.p. ogólnie zupełnie dobra – w dalszych bojach na pewno jeszcze bardziej się wyrobi i na wszystko uodporni. Oficerowie rezerwy wykazują dużo dobrej woli, ale na razie za mało jeszcze wykazują inicjatywy – brak (na razie) pewności siebie, powoduje ich niezdecydowanie.

W ciągu dwudniowych walk na szczególne wyróżnienie zasługuje działanie I/14 p.p. mjr Kundy, który przez natarcie na dw. Mełno uchylił niebezpieczeństwo osaczenia – zmusił nieprzyjaciela do wycofania i zamknął przejściowo kierunek na Zakrzewo. Mp. Dztwa 4 Dp. Przez co stworzył dogodne warunki do działań odwrotowych dla Grupy operacyjnej”. (…) „W walkach tych wykazał się I batalion dowodzony przez mjr. Piotra Kundę, który brawurowo wykonał natarcie w kierunku Mełna 3 IX i umożliwił spokojny odwrót 4 DP w rejon Wąbrzeźna”. (Zob. Dziennik Bojowy).

TAM WALCZYŁ MÓJ DZIADEK CZESŁAW RAZEM Z TYSIĄCAMI PODOBNYCH ŻOŁNIERZY, MOGĘ BYĆ DUMNY Z BOHATERSTWA ŻOŁNIERZY TEGO BATALIONU I ZNAKOMITEGO DOWÓDCY.

Ciesielski tak opisuje te walki: „Sprawa jest godna szczególnej uwagi ze względu na znakomitą postawę żołnierzy mjr P. Kundy. Otóż batalion powracał szybkim marszem z pozycji pod Jabłonowem z rozkazem zameldowania się do dyspozycji dowódcy pułku pod Mełnem. Po przejściu około godz. 15.00 m. Boguszewo batalion został ostrzelany przez wojska nieprzyjaciela od strony północno-wschodniej dworu Mełno, skąd jednocześnie dochodziły odgłosy walki. Major P. Kunda rozwinął batalion do natarcia i w krótkim czasie po nawiązaniu łączności z II batalionem 67 pp wspólnymi siłami oczyszczono teren dworu Mełno z jednostek nieprzyjacielskich. Należy tutaj wspomnieć, że walki trwały do końca dnia i były zażarte. Często dochodziło do walki wręcz i na bagnety. Akcja ta jest dobrym przykładem owocnej współpracy dwóch nic nie wiedzących o sobie oddziałów, które dobrze dowodzone osiągnęły sukces. Jednakże w czasie tego ataku batalion poniósł dotkliwe straty”. Ale przykładowo w tym czasie 4 kompania 14 PP wycofała się z zajmowanych stanowisk, co stało się przyczyną klęski 6 kompanii, która całkowicie odsłonięta, w większości dostała się do niewoli. (Ciesielski 2008, s. 191-192; Kraiński 1992, s. 25-26).

Literatura opisuje niepowodzenia i pomyłki dowodzenia w Armii Pomorze, które zaważyły na rozbiciu obrony i wycofaniu się 14 pp. Przykład: „Oto dowódca 16 dywizji, płk Stanisław Switalski, podjął około północy nieodpowiedzialną decyzję wycofania 64 pułku piechoty z pozycji na północnym brzegu Osy. Wprawdzie gen. Bołtuć nie zatwierdził tej decyzji, ale wycofujących się już wojsk nie zdołał zawrócić. Płk Świtalski był w stanie całkowitej depresji, jego odporność psychiczna zawiodła już w pierwszym dniu wojny”.

„Walki w rejonie Mełna, Annowa i Gruty były niezwykle zacięte, w pewnym momencie doszło nawet do ataku na bagnety. Niemcy ponieśli ciężkie straty i zostali zatrzymani, ale oddziały polskie były wyczerpane ciągłymi bojami i bombardowaniami niemieckiego lotnictwa. 14. Pułk Piechoty został rozbity, a płk Lubicz-Niezabitowski wydał żołnierzom rozkaz odwrotu, co przypłacił utratą stanowiska. 4. Dywizja Piechoty musiała ruszyć w ślad za wycofującą się Armią „Pomorze”, czego nie wykorzystali Niemcy – byli osłabieni krwawymi walkami z Polakami. Po zakończonej bitwie schwytali oni kilkadziesiąt przypadkowych osób z Mełna i rozstrzelali ich w ramach odwetu”. http://www.wpk.p.lodz.pl/~bolas/main/bitwy/pomorze/pomorze.htm; (por. Stapf 1967, s. 10 i n. 123 i n.; Godlewski 1973, s. 30 i n.; Kraiński 1992, s. 21 i n.)

Wywiad radiowy z najstarszymi mieszkańcami nt. bitwy pod Mełnem: https://www.youtube.com/watch?v=LSYuCoFCuIc

Szkoda tylko, że w tak znaczącą rocznicę w czasie prowadzonego wywiadu, tego radia nie było stać na odpowiednią oprawę muzyczną programu polską muzyką patriotyczną. To tylko dowodzi upadku kultury pod wiadomo jakim wpływem.

Stan pułku na dzień 31 VIII 1939 r. według dziennika wynosił: 108 oficerów, 370 podoficerów i 3700 strzelców. W dniach od 1 do 3 IX 14pp w ramach bitwy granicznej stoczył walki nad rzeką Osą pod Mełnem i Grutą. W walkach tych pułk mocno się wykrwawił, tracąc w zabitych, rannych i zaginionych około 15% stanu.

Część III – Odwrót za Wisłę (4-10 września) i dalszy szlak bojowy 14 pułku piechoty

Wybrane informacje z dziennika bojowego i literatury:

4 września – Pułk oraz cała GO Bołtucia rozpoczęła odwrót w kierunku Wisły, którą przeszła w Toruniu i Włocławku. Wobec trudnej sytuacji na froncie, pułk przegrupował się nad Drwęcę koło Golubia, a następnie w rejon przystanku kolejowego Brzoza-las Stawki. W Toruniu przeszedł przez most kolejowy i zatrzymał się na odpoczynek w m. Brzoza.

„Przemarsz odbywał się w nocy, marszem ubezpieczonym. Początkowo na złych drogach, co utrudniało jego przemieszczanie się. Poza tym pogarszał się stan psychiczny i dawało się odczuć zniechęcenie żołnierzy, którzy wycofywali się bez walki, oddając teren nieprzyjacielowi. Dało się zaobserwować pierwsze dezercje z pułku”. (Ciesielski 2008, s. 195). „Brak żandarmerii pozwalał mętom coraz częściej bezkarnie opuszczać oddziały przy lada okazji”. (Stapf 1967, s. 178-179)

CZESŁAW NIE ZDEZERTEROWAŁ DO KOŃCA. NIE BYŁ WIĘC MĘTEM! ALE JEGO ŻONA NIE MOGŁA TEGO ZROZUMIEĆ WOBEC DEZERCJI INNYCH.

Zanim dotarli do przeprawy w Toruniu miał jeszcze szansę i był stosunkowo blisko miejsca zamieszkania. Wystarczyło odskoczyć w bok na północny wschód i polami/lasami pójść w kierunku na Golub Dobrzyń-Rypin. W domu byłby przed Niemcami, jak inni którzy właśnie w taki sposób powrócili z wojny.

6 września – Pułk przeszedł most w Toruniu, zaś 8 września osiągnął Włocławek na wysokości Józefowa.

W czasie odwrotu armii Pomorze daje o sobie znać niemiecka V kolumna. To Niemcy cywile zamieszkali w Polsce dają znać hitlerowcom o ruchach wycofujących się polskich wojsk podpalając sterty słomy. (zob. m. in. Stapf 1967, s. 176 i n.) Atakują też znienacka ich grupy dywersyjne złożone z niemieckich cywili, strzelając w plecy wycofującym się polskim żołnierzom. „Płoną stogi. (…) Strzały wzmagają się z każdą chwilą – zdradzieckie, podstępne. Nie tylko z czarnej i nieprzeniknionej dali trzaskają, lecz nawet zza obejść i pobliskich stert. Niepokój w kolumnie wzrasta z sekundy na sekundę. Coraz częściej, na ślepo, padają pojedyncze odpowiedzi z naszych karabinów – i nie tylko nie powstrzymują bezładnej, wrogiej strzelaniny, lecz nawet ją wzmagają”. (…) „To wróg nie wzięty pod uwagę – wychowany na polskim chlebie. Wiemy że to niemieccy koloniści z okolicznych wiosek dokonali napadu. Dziś rozumiem dramat bydgoski i inowrocławski, gdzie całe oddziały naszego wojska, będące w odwrocie, były ostrzeliwane z okien i dachów granatami i bronią maszynową przez kolonistów”. (Stapf 1967, s. 188-190)

W takich zdradzieckich warunkach wycofywały się oddziały Armii Pomorze. Brak internowania tej V kolumny był błędem, bo zaraz po wkroczeniu niemieckich oddziałów mieszkający Niemcy robili doraźne listy proskrypcyjne wrogo nastawionych do nich Polaków. Kuzyn dziadka po wybuchu wojny przystąpił do ochotniczej milicji, której zadaniem było pilnowanie miejscowych kolonistów Niemieckich, aby nie było sabotażu z ich strony. Po wkroczeniu wojsk niemieckich został od razu zadenuncjowany przez nich i natychmiast zabrany razem z innymi do obozu koncentracyjnego już 10 września, z którego nie powrócili. Jak różna była postawa niemieckiej ludności można się dowiedzieć z linkowanego wyżej radiowego wywiadu.

8 września – Pułk przemieszczał się trasą Kruszyn-Kowal-Bogusławice-Modlibórz-Lubień Kujawski i osiągnął miejscowość Czaple.

9 września – Pułk na rozkaz wykonał nocny marsz po osi Łanięta-Niedrzew-Strzelec-Marianka-Skórzewa-Mnich-Kamienna Owsiana- dwór Ruszki.

10 września – Pułk stanął w miejscowości Ruszki na wschód od Kutna i włączył się do działań zaczepnych w ramach bitwy nad Bzurą. Rozwinął linię obrony: dwór Ruszki-Wyrów-Wojszyce. I batalion był na linii obrony w Wyrowie. Wieczorem Pułk jednak otrzymał rozkaz wymarszu w kierunku miejscowości Sobota. I batalion poruszał się po osi Ruszki-Bedlno-Kujawki-Józefów-Tomczyce-Wewiórz-Podgórze-Sobota. (zob. Ciesielski 2008, s. 194-202).

Ojciec pana Czesława, ok 1930-34 rok Copyrights M.

Część IV – bitwa nad Bzurą

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_nad_Bzur%C4%85

11 września – Pułk forsuje Bzurę w rejonie Soboty i naciera w kierunku przez dwór Walewice na miejscowość Rulice, wykorzystując las Stanisławów. W prawo naciera 63 pp w kierunku Bielawy. Około godz. 13.00 na kierunku natarcia Przesławice ranny został d-ca pułku płk. Włodzimierz Brayczewski, który przekazał dowodzenie mjr Łobzie d-cy II/14pp. Z rozkazu d-cy 4 DP płk. Rawicz Mysłowskiego dowództwo 14pp 11 IX objął ppłk. Bohdan Sołtys, który ginie w dniu następnym. Adiutant Koziński i chorąży Kopf umieścili zwłoki d-cy w aucie i odesłali do miejsca postoju 4 DP do Bielaw. (Zob. Dziennik Bojowy).

Walka I batalionu:

I batalion mjr Piotra Kundy otrzymał rozkaz niezwłocznego przejścia do Zakrzewa, tam ma otrzymać dalsze rozkazy. Skierowano go na pomoc III batalionowi, który toczył ciężkie walki pod Walewicami. W tym celu I batalion przeprawił się na południowy brzeg Bzury w rejonie m. Zakrzew i zajął stanowiska na wysokości Marywilu Dolnego w prawo od III batalionu. „Zgodnie z wcześniej wydanym rozkazem, bataliony I i III po krótkim przygotowaniu artyleryjskim ruszyły do natarcia, zajmując szturmem wieś Walewice. Niestety około godz. 11.00-11.30 oba bataliony, ponosząc duże straty, utknęły nad rzeką Mroga, nie dochodząc do dworu Walewice, co było celem natarcia. Przeciwnikiem 14 pp był niemiecki 34 pp, który poniósł ciężkie straty”. (Ciesielski 2008, s. 205)

Kolejne natarcie wyznaczono na godz. 12.00. I batalion był rozmieszczony przed dworem Walewice i w lasku na południe od niego. „Około godz. 14.00 dowódcy I i III bataliony po stwierdzeniu, żę nastąpiło osłabienie oporu nieprzyjaciela poderwali swoje oddziały i opanowali dwór Walewice, gdzie w jego zdobyciu wziął udział częściowo I batalion 67 pp. Ciężkie walki, jakie stoczyli żołnierze pułku, przyniosły straty w liczbie około 80 poległych, którzy zostali pochowani wraz z poległymi żołnierzami niemieckimi we wspólnej mogile w rejonie dworu Sobota”. (Tu nasuwa się pewna dygresja, że wielu po jednej i drugiej stronie walczyło z imieniem jedynie słusznego Boga na ustach, obcego boga i z jego imieniem na ustach może poległo – czy to Bóg tak chciał? Dlaczego nie zrobił nic, aby do tego nie doszło?). „Pod koniec dnia pododdziały pułku zajmowały następujące pozycje: I batalion – m. Gaj i zachodni skraj Piotrowic”. (Ciesielski 2008, s. 206-207)

12 września – „Pułk otrzymał zadanie obsadzenia południowego rejonu lasu Stanisławów wzdłuż drogi leśnej, leśniczówka Stanisławów-gajówka Władysławów. (…) Wymarsz nastąpił o godz. 5.00 i 2 godziny potem pułk osiągnął wyznaczony rejon, gdzie dowódca wydał rozkaz zorganizowania linii obronnych. (…) Dowództwo pułku, I batalion oraz jednostki specjalne i batalion ON „Brodnica” zajęły leśniczówkę Stanisławów. Pierwszy batalion wysunął 3 kompanię na skraj lasu, gdzie również została wystawiona placówka na południe od m. Władysławów. (…) Przy zajmowaniu stanowisk przez I i II batalion doszło do gwałtownej, ale krótkiej walki z pododdziałami niemieckimi, które okopywały się około 300-400 metrów przed lasem”. (Ciesielski 2008, s. 208). Dalsze natarcie jednak wieczorem wstrzymano.

NIE MAM POWODU, ABY WĄTPIĆ, ŻE DZIADEK CZESŁAW TAM WALCZYŁ I PRZEŻYŁ KOLEJNE WALKI NAD BZURĄ.

13 września – rankiem dywizja otrzymała rozkaz zejścia z pozycji i przejścia na północny brzeg Bzury. Na podstawie ustnego rozkazu z 4 DP pułk miał przed świtem znaleźć się w Zdunach-Kościelnych gdzie miał otrzymać rozkaz do obrony rzeki Bzury, z dowództwa nie przysłano nowego d-cy. Kapitan Koziński przystąpił do napisania rozkazu przygotowawczego do odmarszu oczekując na d-cę II/14pp, który jako najstarszy z majorów powinien był objąć dowództwo pułku. Około godz. 4.oo/5.oo rano dowodzenie pułku przejął major Łobza i wydał ustny rozkaz d-com oddziałów do marszu. Po przemieszczeniu się I batalion zajmuje pozycje obronne w gaju Sobota. (Zob. Dziennik Bojowy). CZESŁAW DAJE RADĘ I NADAL WALCZY.

„Ten fatalny rozkaz o przerwaniu natarcia i wycofaniu oddziałów za Bzurę został przyjęty w oddziałach nacierających, (…) z ogromnym rozczarowaniem, niemal oburzeniem. W dowództwie grupy operacyjnej, odpowiedzialnej za jego wykonanie, spowodował zaskoczenie i dezorientację. „Byłem wprost przerażony – wspomina gen. Knoll – tym rozkazem, który już został wysłany do dywizji z podpisem Kutrzeby, gdyż nie tylko nie rozumiałem całkiem powodów zatrzymywania dobrze idącego natarcia, ale rozumiałem też niebezpieczeństwo tego nowego a nagłego manewru. Zanim oddziały rozpoczną odwrót, będzie już jasny dzień, a wtedy na wszystkich grobelkach przez Bzurę grozi dopiero prawdziwe niebezpieczeństwo od lotnictwa niemieckiego …”. (…)

Spełniły się niestety wszystkie hiobowe przewidywania. Dzień 13 września zastał oddziały grupy operacyjnej jeszcze w marszu odwrotowym. Wkrótce po godz. 10.00 spadło na nie lotnictwo nieprzyjaciela w liczbie – jak podaje kronikarz 25 dywizji piechoty – dotychczas niespotykanej. (…) W ślad za grupą Knolla wycofały się za Bzurę dywizje gen Bołtucia, które teren dopiero co zdobyty za cenę ogromnego wysiłku i strat oddały Niemcom bez walki”. (Jurga 2013, s. 142-143, por. opinię: Godlewski 1973, s. 129 i n., s. 170-212).

14-15 września – Pułk toczył ciężkie walki na linii Bzury.

„Od świtu 14 września cały pułk bez I batalionu wymaszerował według nowego rozkazu z dywizji do rejonu Zduny Parcele-Bogoria Dolna. (…) Ogólnie nastrój wśród żołnierzy odnotowano jako niezły, ale dało się zauważyć wyczerpanie fizyczne i psychiczne. Godnym odnotowania pozostaje fakt sprawnego działania służb żywnościowych”.

„Dla I batalionu 14 pp dowódca 67 pp zarządził zajęcie m. Pilaszków i w dalszej akcji opanowanie m. Jamno. (…) Od godz. 8.00 I batalion 14 pp w ramach natarcia 67 pp, przystąpił do uderzenia na pozycje nieprzyjaciela zajmującego m. Pilaszków, które po krótkiej walce zajął. Ze względu na ogólną słabość nacierających sił natarcie zaczęło powoli wygasać. (…) Na skutek słabo działającej łączności w dowództwie dywizji nie wiedziano, że I batalion 14 pp z powodzeniem wykonał uderzenie wraz z zajęciem m. Jamno o godz. 17.30 mimo zażartej obrony wroga, który został zmuszony do odwrotu. Nie mogąc nawiązać łączności, o zmroku wycofał się w kierunku Pilaszkowa, a następnie w nocy przybył do m. Bocheń już po opuszczeniu tej wsi przez 67 pp, gdzie pozostał jako ubezpieczenie odcinka dywizji. (…) Położenie 14 pp na dzień 15 września w godzinach rannych przedstawiało się następująco: (…) I batalion i batalion ON „Jabłonowo” w rejonie Bogoria Dolna jako odwód pułku”. (Ciesielski 2008, s. 215-217; Kraiński 1992, s. 32).

„O świcie 15 września batalion przemaszerował z m. Bocheń do Strugienic, gdzie wszedł w skład odwodu mjr J. Łobzy. Około godz. 13.00 I batalion, który wrócił do pułku otrzymał rozkaz około godz. 15.00 przejścia do Bogorii Dolnej, gdzie do batalionu dołączył ppor. F. Steinhagen ze swoim oddziałem. Batalion już w pelnym składzie obsadził odcinek Stara Wieś-Maurzyce, luzując batalion 63 pp, a jednocześnie przedłużając lewe skrzydło pułku”. (Ciesielski 2008, s. 218)

CZESŁAW NADAL WALCZY I JAK WIDAĆ Z POWYŻSZYCH ŹRÓDEŁ, JEGO I BATALION ODNOSI SUKCESY, ALE NA SKUTEK BŁĘDÓW W DOWODZENIU I BRAKU ŁĄCZNOŚCI NIE MOGLI UTRZYMAĆ SWOICH ZDOBYTYCH POZYCJI. NASTĄPIŁ ODWRÓT.

16 września – „Od świtu 16 września cały odcinek obrony znalazł się pod silnym ogniem artyleryjskim. W tym czasie na 4 DP, która liczyła niespełna 6 batalionów wspartych 4 bateriami artylerii wyszło natarcie niemieckiej 18 DP. W 14 pp obsadzającym rejon Strugienic było około 400 żołnierzy”. (Ciesielski 2008, s. 219)  Przypominam, że na wejściu do działań wojennych 31 sierpnia 14 pp liczył 108 oficerów, 370 podoficerów i 3700 strzelców i był jeszcze uzupełniony w czasie wycofywania się, bowiem 8 września zasiliło go 150 ochotników. ZOSTAŁO ICH TYLKO 400.

Nastąpiło silne natarcie sił wroga, m. in. na rejon obrony I i II batalionu w m. Strugienice. W tej sytuacji I batalion zagiął swoje prawe skrzydło swoją 1 kompanią w rejonie m. Zagaj, zaś II batalion lewe skrzydło oparł o wschodni skraj Strugienic. Nieprzyjaciel opanował Starą Wieś i uderzył na kierunku Ruszków-Wyborów. Spowodowało to wycofanie się naszych żołnierzy ze wschodniej części Strugienic do szosy na Łowicz. Już około godz. 10.00 bataliony ON i III batalion 14 pp zaczęły się wycofywać w kierunku Zdun Kościelnych.

„Poważnym wzmocnieniem dla obrońców było przybycie do Zdun o godz. 13.30 pociągu pancernego nr 14 „Paderewski”, pod dowództwem kpt. Henryka Gawełczyka, który stamtąd prowadził ostrzał nieprzyjaciela. Około 14.30 przybył drugi pociąg pancerny nr 11 „Danuta”, pod dowództwem kpt. Bronisława Korobowicza. Dowódca pociągu zameldował, że oddziały polskie z rejony m. Dąbrowa wycofują się w kierunku Jackowice Łaźniki. (…) O godz. 15.30 nastąpiło ostateczne opuszczenie Zdun i po przekroczeniu przez ostatnich żołnierzy mostu na rzece Słudwi w m. Retki saperzy wysadzili go w powietrze”. (…) Nie udało się tam polskim oddziałom zorganizować obrony. „W tym samym czasie broń pancerna nieprzyjaciela przedarła się przez pozycje 14 DP i dochodziła do mp. dowództwa Armii Pomorze mieszczącego się we dworze Czerniewo, a jej czołowe elementy nawet dochodziły do rzeczki Słudwi”. (Ciesielski 2008, s. 219-222)

„W tym czasie 14 pp przeprawiał się przez Słudwię pod m. Złaków Borowy, część pułku była jeszcze w marszu na przeprawę. Przy kapliczce w Złakowie Kościelnym stworzony został punkt zbiorczy dla wszystkich oddziałów m.in. 14 pp, aby następnie kierować je na właściwe pozycje. Około godz. 20.00 resztki II i III bataliony oraz oddziały specjalne, bataliony ON znajdowały się w Złakowie Borowym. Było ich razem około 210 żołnierzy, natomiast I batalion przebywała w Karczmie (jest to inna miejscowość i rejon operacyjny, brak informacji ilu ich zostało – dop. mój). W dniu tym pułk stoczył ciężkie walki, które okupił stratami blisko 120 zabitych i około 200 rannych”. (Ciesielski 2008, s. 223)  Ostatecznie pułk mimo wsparcia ze strony pociągu pancernego wycofał się z linii obrony nad Bzurą.

CZESŁAW NADAL ŻYJE I MAM NADZIEJĘ, ŻE BYŁ Z I BATALIONEM W INNYM REJONIE OPERACYJNYM.

[(…) Publikacja części wspomnień ograniczona ze względów licencyjnych].

Małżonka pana Czesława z synem, Copyrights M.

Część V – Wycofanie się 14 PP z linii obrony nad Bzurą i odwrót

17 września – Pułk osiągnął rejon lasu Brzeziny, gdzie miała nastąpić reorganizacja armii.

„Przed świtem 17 września pułk przybył do Wituszy Poprzecznej, gdzie odpoczywał w stodołach ukryty przed lotnictwem niemieckim. Jednakże mimo to miejsce postoju było pod ciągłym ogniem lotnictwa i artylerii wroga. Tutaj też za pośrednictwem kpt. (nie ustalono imienia i nazwiska) ze sztabu dywizji dowiedziano się, że „jesteśmy otoczeni, należy być gotowym do obrony ze wszystkich kierunków”. Wobec powyższego zostały zorganizowane stanowiska obronne na jeża.” (…)

„Około godz. 13.00 pułk otrzymał rozkaz „14 pp jak najszybciej przesunie się do lasku Brzeziny, gdzie nastąpi reorganizacja Armii Pomorskiej do dalszych działań”, znajdującego się o 2 km na południowy wschód. Podczas przemarszu oddziały znajdowały się pod ciągłym ostrzałem lotnictwa niemieckiego „(…) które z niskiego pułapu obrzucało wojsko bombami”, część żołnierzy przemieszała się z innymi oddziałami i do pułku już nie wróciła”. (Ciesielski 2008, s. 223-224)  Powyższy stan pułku dotyczył chyba tylko II i III batalionu 14 pp, bo I batalion nadal operuje w innym rejonie i dołącza do pułku dopiero podczas odwrotu w Iłowie.

„Po przejściu do lasu Brzeziny, który osiągnięto około godz. 15.00 została zwołana na godz. 16.00 odprawa dowódców pułków u dowódcy armii, w której uczestniczył też gen. bryg. M. Bołtuć, na której zarządzono reorganizację mocno przetrzebionych oddziałów. Natomiast w pułku czas ten wykorzystano na nakarmienie żołnierzy i zaopatrzenie ich w amunicję oraz granaty. Wszystkie konie oprócz tych, które znajdowały się przy armatkach ppanc i taczankach zostały odprzęgnięte i puszczone wolno w lesie. Około godziny 18.00 4 DP otrzymała rozkaz od d-cy armii do sforsowania Bzury w rejonie Białej Góry (na wysokości Brochowa-Malanowa)”.

Rozkaz dla 14 pp brzmiał: „14 pp, jako straż przednia dywizji posuwać się będzie po osi marszu wieś Brzeziny-Jamno-Iłów-Miękinki-Łaziska-Budy Stare-gaj Radziwiłka”. Pułk został wzmocniony dywizyjną kompanią łączności, która jednak zagubiła się podczas marszu. (…) Stan pułku wynosił 372 żołnierzy (bez I batalionu)”. JEŻELI CZESŁAW CAŁY CZAS TRZYMAŁ SIĘ Z I BATALIONEM TO JEST Z NIM I ZA CHWILĘ DOŁĄCZĄ DO PUŁKU. „Ze względu na brak dowódców resztki II i III batalionu połączono w jeden pod dowództwem mjr J. Rodzenia, a z pododdziałów specjalnych stworzono jedna kompanię. (…) Przed północą pułk przechodził przez palący się Iłów, zawalony taborami. Żołnierze żeby się nie zgubić trzymali się za pasy”. (Ciesielski 2008, s. 224-225)

18 września – „Po przejściu Iłowa o godz. 1.00 w nocy 18 września (już za Iłowem) do pułku dołączył I batalion (majora Kundy) w sile 150 żołnierzy. Batalion ten z rozkazu dowódcy 4 DP po zajęciu przez nieprzyjaciela Maurzyc opóźniał pościg nieprzyjaciela po osi Zduny Kościelne-Szymanowice-Wyborów-Mastki-Karsznice-Czerniew-Niedzieliska-Brzeziny-Iłów. Trudy walk, ciągłe utarczki ze znajdującym się w pościgu nieprzyjacielem spowodowały, że na skutek strat nastąpił spadek stanu batalionu. Dodatkowo na spadek liczebności batalionu miało wpływ zmęczenie i wyczerpanie wielu żołnierzy, którzy pozostali po drodze z braku sił”. (Ciesielski 2008, s. 225-226, por. Kraiński 1992, s. 33)

CÓŻ MOGĘ POWIEDZIEĆ JAKO WNUCZEK CZESŁAWA, KTÓRY TAM BYŁ I NIE ZOSTAŁ PO DRODZE Z BRAKU SIŁ? ŁZA SIĘ W OKU KRĘCI, BO WIEM ILE TRZEBA MIEĆ SIŁ I ODWAGI, ABY W TEJ BEZNADZIEJNEJ SYTUACJI IŚĆ DALEJ I WALCZYĆ. ON PRZECIEŻ BYŁ JEDNYM Z TYCH 150 ŻOŁNIERZY MJR KUNDY.

A dalej już było tylko gorzej i trzeba to zacytować w całości. Ciesielski tak opisuje dalszy przemarsz przez lasy do Bzury k. Sochaczewa w kierunku na Warszawę zgodnie z rozkazem: „Wczesnym rankiem pułk przemaszerował do lasów Stare Budy, a około godz. 6.00 znalazł się w rejonie gajówki Radziwiłka, gdzie spotkano gen. Bryg. M. Bołtucia. Przemarsz przez las wyjątkowo wstrząsnął żołnierzami, zdawałoby się zahartowanymi w boju. Widok z jakim się zetknęli był niepodobny do tego wszystkiego, co dotychczas zobaczyli. Wszędzie leżały trupy bądź zabite konie. Szczególnie smutne wrażenie sprawiały uszkodzone i opuszczone zaprzęgi artyleryjskie, przy których oprócz zabitych  napotykano na stojące w zaprzęgu ranne i ocalałe konie. Miejscami napotykano na gromady żołnierzy psychicznie i fizycznie niezdolnych do boju, jakby czekających z rezygnacją na wzięcie do niewoli. Napotykano także na porzucone uzbrojenie, zdolne do użytku ckm-y, karabiny, a nawet działa.

Po dotarciu do gajówki gen. Bryg. M. Bołtuć zarządził odpoczynek i śniadanie. (…) Krótko po rozpoczęciu śniadania (jedyny moment na odpoczynek) pułk otrzymał rozkaz natychmiastowego uderzenia na nieprzyjaciela pojawiającego się pod lasem gajówki Radziwiłka i wyrzucenia go za Bzurę na kierunku Biała Góra.

Około godz. 7.00 wyszło natarcie pod dowództwem mjr J. Łobzy, w którym obok żołnierzy udział wzięli oficerowie uzbrojeni w kb. i granaty, łącznie ok. 150 ludzi. Początkowo natarcie uzyskało powodzenie mimo szczupłych sił i spędziło ubezpieczenie wroga, zajmując wzgórze położone 1 km na południowy-wschód od Starych Bud. Jednak dalsze posuwanie się naprzód zostało zatrzymane prze ogień artylerii, armatek czołgowych i ckm-ów. Atakujący ponieśli znaczne straty, byli zabici i ranni. W tym czasie nieprzyjaciel przystąpił do kontrataku, który odparto. Nie udało się zorganizować pomocy ze strony oddziałów, które były w pobliskim lesie. Wobec wzrastających strat oddział został zmuszony do wycofania się. Podczas odwrotu do pobliskiego lasu doszło do rozdzielenia się żołnierzy pułku. Część wróciła wraz z mjr. J. Rodzeniem, a inni z mjr. P. Kundą i mjr. J. Łobzą poszli w nieznanym kierunku”. (Ciesielski 2008, s. 226-227, por. też: Kraiński 1992, s. 33)

TU POWSTAJE PYTANIE, CZY CZESŁAW BYŁ NADAL Z MJR. KUNDĄ, CZY TEŻ SIĘ ODŁĄCZYŁ. PRAWDOPODOBNIE WALCZYŁ Z NIMI BO MUSIAŁ JAKOŚ DOTRZEĆ DO WARSZAWY.

„18 września sytuacja jednostek stała się tragiczna. Pierścień niemieckiego okrążenia zaciskał się ze wszystkich stron. XVI korpus pancerny gen. Hoepnera zablokował ostatecznie Bzurę po obu jej stronach. 8 armia osiągnęła w natarciu szosę Sochaczew-Sanniki i napierała na cofające się w bezładzie ku północnemu wschodowi resztki rozbitych dywizji i pułków armii „Pomorze”. Oddziały polskie skierowały się ku Bzurze w nadziei, że przeprawy na rzece trzymane są jeszcze przez dywizje gen. Knolla. Oddziały niemieckiego XVI korpusu pod Ruszkami, Młodzieszynem i Białą Górą były dla naszych jednostek całkowitym zaskoczeniem. Stare Budy – rejon koncentracji armii „Pomorze” – znalazły się pod huraganowym ogniem artylerii nieprzyjaciela, a nad pozostałym obszarem zapanowało lotnictwo. Zmiażdżone ogniem dywizje i pułki rozpadły się”. (Jurga 2013, s. 167).

„Rano z rejonu gajówka Radziwiłka [lasy Stare Budy] na rozkaz z dowództwa 4 DP pułk uderzył na kierunku Biała Góra celem wyparcia n-pla za Bzurę i prowadził ciężkie walki, które zakończyły się wycofaniem na pozycje wyjściowe. Wieczorem Gen. Bortnowski wydaje ostatni rozkaz do oddziałów o samodzielnym przedzieraniu się do Warszawy.” (zob. Dziennik Bojowy)

„Pułk (14 pp) zebrał się w lasach Stare Budy, tj. w rejonie podstawy wyjściowej do natarcia. Po dostaniu się do lasów żołnierzom odczytano ostatnio rozkaz gen. Bortnowskiego: pozostałe i mocno zdziesiątkowane oddziały armii pomorskiej na skutek okrążenia przez wielokrotnie silniejszego nieprzyjaciela muszą małymi grupkami przedzierać się przez nieprzyjaciela, aby dotrzeć do jeszcze bijących się naszych oddziałów w Warszawie. Żołnierze 14 pp postanowili ten rozkaz wykonać, lecz niestety tylko nielicznym to się udało”. (Kraiński 1992, s. 33-34).

Cytat ze wspomnień porucznika artylerii „Znad Osy do Bzury”, jak było na odprawie: „Oprócz generałów Bortnowskiego i Bołtucia było obecnych kilku oficerów sztabu, a wśród nich pułkownik dyplomowany Izdebski i pułkownik dyplomowany Leszczyński. Poza zameldowaniu się majora rozłożono mapy i rozpoczęła się niecodzienna historia: czytanie mapy i rozkazu do natarcia na Bzurę dla nieistniejącej w rzeczywistości armii Pomorze. Rozkaz operował dywizjami i grupą Bołtucia, jak gdyby jednostki te były czymś realnym. –  ale gdzie są te dywizje? – pyta major. Lekka konsternacja i odpowiedź: – szukaj ich pan! Brak poczucia rzeczywistości pozostawia niesmak.” (Stapf 1967, s. 274)

 Faktycznie: „…Na zachodnim brzegu Bzury 18 września nie było już zwartego wojska z funkcjonującym zwartym aparatem dowodzenia. Z armii Pomorze i 14 dywizji piechoty pozostały tylko szczątki pułków w postaci luźnych oddziałów, które przebijały się na własną rękę. Większość tych oddziałów po uporczywych walkach i poniesieniu dużych strat dostała się 18-19 września do niewoli niemieckiej”. (Jurga 2013, s. 167).

„W lesie udało się mjr. J. Rodzeniowi zebrać sporą grupę żołnierzy pułku. Grupa ta weszła w skład oddziału zorganizowanego przez ppłk K. Komunieckiego – dowódcę 67 pp. Żołnierze 14 pp wykonywali w tym czasie patrole w lesie, gdzie dochodziło do potyczek z patrolami wroga, który zbliżył się do lasu od strony Białej Góry. Żołnierze znajdowali się pod nękającym ogniem artylerii niemieckiej. Około godz. 17.00 ppłk K. Komuniecki zarządził odprawę, gdzie nakazał marsz na przeprawę pod Witkowicami. W lesie pozostawiono tabory za wyjątkiem wozów sanitarnych. Grupa była zorganizowana w 4 oddziały, każdy w sile kompanii. W jej składzie byli żołnierze 4 DP, łącznie z taborami. Aby wzmocnić siłę ognia zostały zabrane działka ppanc i kilka ckm-ów. Marsz ku przeprawie rozpoczął się około godz. 19.00.” (Ciesielski 2008, s. 227)

CZESŁAW RAZEM Z RESZTKĄ ŻOŁNIERZY SWOJEGO BATALIONU MÓGŁ BYĆ W KTÓRYMŚ Z TYCH ODDZIAŁÓW LUB OPEROWALI POD DOWÓDZTWEM MJR KUNDY ODDZIELNIE, ALE TEŻ W KIERUNKU NA PRZEPRAWĘ PRZEZ BZURĘ DO PUSZCZY KAMPINOSKIEJ, ABY DALEJ IŚĆ NA WARASZAWĘ ZGODNIE Z ROZKAZEM GEN. BORTNOWSKIEGO.

Część VI – marsz ku przeprawie do Puszczy Kampinoskiej i wyrwanie się z kotła

19 września – natarcie i przeprawa przez Bzurę

„W czasie marszu grupa poniosła straty od ognia artylerii wroga, która prowadziła ogień nękający. Około godz. 3.00 (19 września) oddział osiągnął lasek przy szosie Wyszogród-Sochaczew. Od napotkanych żołnierzy dowiedziano się, że przeprawa w Witkowicach była silnie strzeżona. W związku z czym postanowiono przeprawić się przez Bzurę 2 km dalej na wschód od Witkowic. Tutaj przed świtem resztki 4 DP zostały zmuszone do wywalczenia sobie przejścia, gdyż przeprawy były bronione przez czołgi, których część została zniszczona w walce, a załogi wzięte do niewoli. Tutaj o powodzeniu ataku rozstrzygnęli żołnierze 14 pp, nacierając na południe od Górek, którzy stanowili odwód grupy, przy której był gen. Bryg. M. Bołtuć. (BYĆ MOŻE ŻOŁNIERZE I BATALIONU I CZESŁAW BYLI WŁAŚNIE W TYM ODWODZIE). Dalszy marsz udało się kontynuować dzięki wsparciu przez 2 działa artylerii własnej, które prowadziły skuteczny ogień, nie pozwalając zorganizować Niemcom zapory, aby powstrzymać nacierających. Znaczna grupa żołnierzy 14 pp skupiła się przy swoim dowódcy mjr. J. Rodzeniu. We mgle oddziałowi udało się dojść do brzegu Wisły i przeniknąć przez pozycję wroga”. (Ciesielski 2008, s. 227)

Niestety „19 września poległ pod wsią Komorów, podczas przejścia Bzury, mjr Rodzeń, mający jeszcze garstkę żołnierzy przy sobie. Inna grupa żołnierzy walczyła w Puszczy Kampinoskiej do 22 września, tj. do bitwy pod Łomiankami”. (Kraiński 1992, s. 34).

CZY WŚRÓD TYCH ŻOŁNIERZY BYŁ CZESŁAW I MJR KUNDA Z RESZTKĄ ŻOŁNIERZY SWOJEGO BATALIONU? W ŚWIETLE ŹRÓDEŁ HISTORYCZNYCH WSZYSTKO NA TO WSKAZUJE, ŻE TAK BYŁO.

Dowodem mogą być poniższe informacje o dalszym marszu piechoty z 14 pp i resztek żołnierzy z I batalionu mjr Kundy.

„Jeszcze przed Puszczą Kampinoską do wycofującej się grupy piechoty z 14 pp pod dowództwem mjr P. Kundy (Z TEGO WYNIKA, ŻE W MIĘDZYCZASIE OBJĄŁ ON DOWÓDZTWO NAD POZOSTAŁYMI WYCOFUJĄCYMI SIĘ ŻOŁNIERZAMI Z TEGO PUŁKU) i kilkudziesięciu kawalerzystów pod dowództwem płk dypl. Jerzego Jastrzębskiego (dowódca 8 psk) dołączył I dywizjon 16 pal pod dowództwem mjr T. Nadratowskiego. Rozsypują się w chwili przekraczania otwartego terenu do Puszczy Kampinoskiej, gdzie ponownie łączą się w zwarty oddział. Dowództwo nad nimi objął mjr P. Kunda wobec zdecydowanej odmowy płk dypl. J. Jastrzębskiego. Początkowo oddział miał maszerować na Warszawę, ale pod wpływem mjr T. Nadratowskiego zmienił rozkaz i wymarsz nastąpił w kierunku na Modlin, który był odległy o 30 km”. (Ciesielski 2008, s. 228)

19 września kapitan Koziński w rejonie Puszczy Kampinoskiej dostał się do niewoli. (Zob. Dziennik Bojowy).

„Czym była owa pamiętna przeprawa, oddają słowa generała Bołtucia, wypowiedziane dnia następnego do majora: „… czegoś podobnego jeszcze nigdy nie widziałem – to był szał, wściekłość, rozmach!” .” (Stapf 1967, s. 276-277)

Tu nasuwa się niestety smutna dygresja, że sanacyjni oficerowie w większości na skutek nieudolności dowodzenia zmarnowali potencjał polskiego prostego żołnierza. Ten potencjał został potem doskonale wykorzystany na froncie wschodnim.

I jeszcze jeden cytat ze wspomnień porucznika artylerii „Znad Osy do Bzury”, odnośnie przeprawy, bowiem wiele oddziałów w wielu miejscach samodzielnie próbowało wywalczyć sobie przejście przez rzekę: „Nie tylko my przechodziliśmy Bzurę w tym miejscu. Co chwilę zjawiały się większe lub mniejsze oddziały piechoty, samotni szeregowi, oficerowie po dwóch, trzech. Bez słowa wchodzili do wody, przedostawali się na drugi brzeg i szli dalej na wschód”. (Stapf 1967, s. 280)

DO TEGO MOMENTU MOGŁEM BYĆ PEWNY, ŻE CZESŁAW BYŁ RAZEM Z PUŁKIEM. CZY NADAL BYŁ ZE SWOIM  PUŁKIEM? CZY POSZEDŁ W DALSZĄ TUŁACZKĘ PRZEZ PUSZCZĘ KAMPINOWSKĄ Z ŻOŁNIERZAMI INNYCH ODDZIAŁÓW LUB W NIEWIELKICH GRUPKACH I PRZEBIŁ SIĘ BEZPOŚREDNIO DO WARSZAWY? TEGO NIGDY SIĘ NIE DOWIEM.

A MOŻE BYŁ NADAL ZE SWOIM DOWÓDCĄ I SZEDŁ NA MODLIN?

20 września – marsz na Modlin przez Puszczę Kampinoską

 „Marsz trwa niezmordowanie. Dywizjon mija rozbite czołgi, duże, nadpalone niemieckie samochody, rozbite własne tabory, opuszczone działa, tlejące zagrody – a wszystko przesuwa się przed otępiałymi oczami jak koszmarny film. Mijają dyon oddziały kawalerii, przechodzą grupy piechoty. Jedni i drudzy zjawiają się jak cienie – i szybko giną w ciemnościach. Nareszcie droga na wschód. Upewnia w niej napotkana grupa piechurów z różnych oddziałów majora Kundy i kilkudziesięciu kawalerzystów pod dowództwem półkownika dyplomowanego Jastrzębskiego”. (Stapf 1967, s. 282-283).

Dywizjon idzie jednak oddzielnie, jego dowódca nie chce ryzykować większego zgrupowania. Ale: „W puszczy czeka dywizjon ponowne spotkanie z majorem Kundą i pułkownikiem Jastrzębskim. Dalszy samotny marsz uznaje major za niezbyt bezpieczny. Propozycja dołączenia zostaje przyjęta. Dowództwo nad całością obejmuje major Kunda, wobec odmowy pułkownika Jastrzębskiego.” (Stapf 1967, s. 285).

„Około godz. 8.00 20 września maszerująca kolumna (pod dowództwem mjr Piotra Kundy) natknęła się na gen. bryg. M. Bołtucia, który podążał w kierunku Modlina w towarzystwie ordynansa i por. Stanisława Machinko. Nad całością sił dowództwo objął gen. bryg. M. Bołtuć, który przez Kazuń doprowadza zmęczonych żołnierzy do Modlina, zbierając resztę wycofujących się jednostek na drodze swojego marszu”. (Ciesielski 2008, s. 229).

Gen. Bołtuć „Wspomniawszy wczorajsze improwizowane natarcie na Bzurę, którego był świadkiem, wyraża podziw dla przedsiębiorczości w prawie beznadziejnym położeniu i dla sprawności w przeprowadzeniu samego działania. Po krótkim postoju dosiada konia jednego z telefonistów dyonu, obejmuje dowództwo nad całością i kolumna rusza w dalszą drogę, po kilkugodzinnym marszu zatrzymuje się w południe na dłuższy wypoczynek. Przerwa zostaje wykorzystana dla uporządkowania oddziałów, rozluźnionych męczącym marszem, a zwłaszcza dla uporządkowania batalionu majora Kundy, w którym nadmiar oficerów wpłynął ujemnie na jego sprawne działanie”. (Stapf 1967, s. 285).

„Pokonywanie bezdrożnych, piaszczystych pagórków, strome zjazdy, hamowanie dział drągami, zjazdy koni na zadach i wspinanie się na ginące w mroku nocy szczyty – pożera resztki sił. Konie posuwają się naprzód tylko przy pomocy ludzi, a i ci powłóczą ledwo ołowianymi nogami. Są chwile, że trzeba się nawzajem podtrzymywać, prowadzić. Nogi wrastają w ziemię. Oczy, zmożone odpędzanym snem, niczego dojrzeć nie mogą. (…) Wioska – blisko Kazunia. (…).

Podchodzi do pobliskiej zagrody (major). Na szczęście nie jest pusta. Dochodzą wyraźne odgłosy życia. Dobijanie się odnosi skutek, ale o uzyskaniu po dobrej woli przewodnika nie ma mowy. Harda odpowiedź zmusza go do groźby pistoletu. Już drugi w tym dramatycznym marszu siłą zdobyty przewodnik wyprowadza zbłąkaną kolumnę na właściwą drogę.

Zapada noc. Nareszcie w Kazuniu.

Wyczerpane konie pokotem kładą się w zaprzęgach. Ludzie zasypiają po rowach, na drodze. Z biedą udaje się rozkwaterować dywizjon. Zapobiegliwy plutonowy Myśliwiec lokuje majora w przytulnej stodole.

Oficerowie i kanonierzy zapadają w głęboki sen. Nikomu nie przeszkadza kanonada dział w rejonie Modlina i gęsto pękające niemieckie pociski w Kazuniu.

Ranek wstaje mglisty, leniwy, przy nieustannej przygrywce artyleryjskiej – i ociężale podnosi ludzi na nogi. Nareszcie mycie, golenie, opatrzenie siebie i biednych koni, kontrola sfatygowanego sprzętu i nareszcie bez perspektywy makabrycznego marszu”. (Stapf 1967, s. 287-288).

MOŻNA RACZEJ PRZYPUSZCZAĆ, ŻE CZESŁAW SZEDŁ ZE SWOIM ODDZIAŁEM NA MODLIN I NIE PRZEDZIERAŁ SIĘ SAMODZIELNIE LUB W MAŁYCH GRUPKACH BEZPOŚREDNIO DO WARSZAWY. CIĘŻKO BYŁOBY IM SIĘ PRZEBIĆ PRZEZ NIEMIECKIE NATARCIE NA WARSZAWĘ

ACZKOLWIEK TAMTE TERENY SĄ MU ZNANE. POD WARSZAWĄ W OKOLICY PUSZCZY KAMPINOWSKIEJ MA RODZINĘ. BYWAŁ TAM, MÓGŁ ZARYZYKOWAĆ? W KOŃCU JEGO OJCIEC STAMTĄD POCHODZIŁ, TAM MIESZKAŁ, ZANIM UCIEKŁ PRZED REPRESJAMI PO REWOLUCJI 1905 ROKU ZATRUDNIAJĄC SIĘ NA RÓŻNYCH FOLWARKACH W WOJ. POMORSKIM. ALE WTEDY BYŁOBY BARDZIEJ PRAWDOPODOBNE, ŻE ZOSTAŁBY U SWOJEJ RODZINY W OKOLICACH WARSZAWY. POSZEDŁBY DO SWOJEJ BABCI, ABY PRZECZEKAĆ NIE MOGĄC DOTRZEĆ DO SAMEJ WARSZAWY. OCZYWIŚCIE TO SĄ TYLKO MOJE SPEKULACJE.

WOBEC POWYŻSZEGO WYDAJE SIĘ JEDNAK, ŻE POSZEDŁ NA MODLIN Z MJR KUNDĄ. A WIĘC CZEKA GO JESZCZE JEDNA OKRUTNA BITWA.

Część VII – Modlin, bitwa pod Łomiankami, niewola i śmierć.

21 września – do Palmir

„Trzonem grupy, przyprowadzonej przez generała Bołtucia z Puszczy Kampinoskiej, był niewątpliwie tylko oddział majora Kundy i dywizjon 16. palu. Reszta to element niepewny i nie powinien być brany pod uwagę”. (Stapf 1967, s. 288-289). „W Modlinie gen. bryg. M. Bołtuć nie zabawił zbyt długo, gdyż ruszył do Palmir, aby bronić składnicy uzbrojenia przed dostaniem się w ręce Niemców. Zabrał ze sobą oddział mjr P. Kundy, który uważał za najbardziej wartościowy wśród wojska, które z nim maszerowało”. (Ciesielski 2008, s. 229).

Przed wyjściem do Palmir major z dywizjonu 16. palu jest świadkiem końcowego fragmentu rozmowy generała Bołtucia z oficerem sztabu:

„Na  stole piętrzy się pokaźny stosik pieniędzy. – mam maszerować na obronę Palmir, i to z czym? – mówi zniechęcony generał Bołtuć. – Oddział, który pozostał mi do dyspozycji, to w połowie zbieranina. Topnieje w oczach. Wieją, gdzie i kiedy się da. (ZNOWU CZESŁAW NIE ZWIAŁ) Tylko to, co major Kunda ma, jeszcze coś warte. Czym będę to bractwo żywił? Drzewa w lesie jest dosyć, ale kuchni nie ma – a ta kupa pieniędzy na nic się nie przyda. (…)

Po opuszczeniu kwatery, major żegna się z majorem Kundą i pułkownikiem Parafińskim. Serdeczne pożegnanie nie budzi przeczuć, że jest ostatnie. (…) Pod Palmiry razem z generałem Bołtuciem odeszli pułkownik Parafiński i major Kunda”. (Stapf 1967, s. 289-290).

CHYBA NIE MA INNEJ MOŻLIWOŚCI I MUSZĘ PRZYJĄĆ, ŻE CZESŁAW TAM BYŁ. POSZEDŁ DO PALMIR POD ROZKAZAMI MAJORA KUNDY.

22 września – bitwa pod Łomiankami

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_%C5%81omiankami

„Niemcy doszli do Wisły, rozdzielając obrońców w Modlinie i w Warszawie. Teraz obrona Palmir straciła swój dotychczasowy sens, a sytuacja zgrupowanych tam oddziałów gen. Bołtucia stała się niezwykle ciężka. Zostały okrążone i odcięte zarówno od Modlina, jak i od Warszawy.

Nie było alternatywy. Trzeba było się po prostu przebijać do oblężonej stolicy. 21 września około północy gen. Bołtuć z oddziałem liczącym nie więcej niż 6-8 tysięcy (Ciesielski podaje liczbę 2 tysięcy, s. 229; Stapf podaje, że te 2 tysiące to liczba oficerów i żołnierzy którzy zginęli pod Łomiankami razem z gen. Bołtuciem i mjr Kundą, s. 290), słabo uzbrojonych i wyczerpanych fizycznie, opuścił Palmiry kierując się na Łomianki. Znowu nie było kontaktu bezpośredniego z wrogiem i zgrupowanie maszerujące w dwóch kolumnach, ubezpieczane od południa oddziałem kawalerii, zmierzało spokojnie do celu. O świcie osiągnięto Łomianki. Ale tu byli już Niemcy. 18 nieprzyjacielska dywizja piechoty jakby oczekiwała nadejścia Polaków, a sama podwarszawska miejscowość była najsilniejszym punktem taktycznym zorganizowanej przez nią zapory obronnej.

Nie było innego wyjścia, tylko zaskoczyć nieprzyjaciela gwałtownym atakiem, tak wprost z marszu. Ubezpieczenia niemieckie zostały zniesione pierwszym uderzeniem naszej piechoty, po czym zaraz rozwinęła się do boju artyleria. Słaba bo słaba, ale jak za generała Bema, równająca w szturmie do piechoty.

Zaraz potem pękła główna linia niemieckiej obrony i pierwsza fala atakujących, a za nią druga wlały się do Łomianek. Tu już nikt nie dawał pardonu. Straszna to była walka, bo nasi karabinem głównie władając parli do walki wręcz z wrogiem, który uzbrojony w broń maszynową nie chciał jej przyjąć. Nierówna to była walka, bo zanim bagnet dosięgną jednego Niemca, pięciu naszych konało od kul. Liczba atakujących zastraszająco malała. W tym zapamiętaniu się w rozpaczy szło tylko o jedno – przejść za wszelką cenę. Do swoich było już tak blisko.

Por. Jaskólski wspomina: „… Wieś była bardzo długa, a gdy dotarliśmy do jej skraju, ujrzeliśmy przed sobą głęboką kotlinę, którą płynęła Wisła. Leżąc w rowie zobaczyłem teraz liczne gniazda karabinów maszynowych nieprzyjaciela. Ogień zaporowy był bardzo silny. Czołgaliśmy się rowami, ale i to wreszcie było niemożliwe, rów przechodził bowiem w betonowe rury tworząc mostek zjazdowy z szosy. Wykorzystując chwilowe zmniejszenie się ognia wykonaliśmy skoki z rowu przez szosę do zagrody. Przed skokiem rozebrałem swój pistolet i rozrzuciłem jego części. W zagrodzie byliśmy osłonięci murami budynków, ale teraz zaczęły pojawiać się samoloty myśliwskie obrzucając pole walki małego kalibru bombami, ostrzeliwując z broni maszynowej. Po rowach długiej szosy leżeli jeszcze nasi żołnierze. Było to już polowanie na bezbronnych ..”.

Cena niespełnionej nadziei była wysoka. Na czele długiej listy żołnierzy poległych pod Łomiankami znajdują się: gen. bryg. Mikołaj Bołtuć, dowódca grupy operacyjnej „Wschód”, a później grupy jego imienia. Tuż za nim ppłk dypl. Tadeusz Parafiński, dowódca skierniewickiej dywizji piechoty, a dalej majorowie: Piotr Kunda (i inni…) oraz wielu innych znanych i nieznanych żołnierzy boju pod Łomiankami. Rannych i jeńców, których wróg pojmał, nikt nie liczył, bo oni mimo wszystko przetrwali, uchodząc z życiem.” (cyt. z: Jurga 2013, s. 194-196; por. Ciesielski 2008, s. 229 i Kraiński 1992, s. 34)

Pod Kiełpinem w 324-metrowej wspólnej mogile leży około dwóch tysięcy zabitych w tej masakrze oficerów i żołnierzy Armii „Pomorze” i „Poznań”. (Stapf 1967, s. 290)

„Tylko bardzo nieliczni doszli (do Warszawy), przedzierając się w pojedynkę lub małymi grupami. Jeszcze oszczędzono im tego losu, ale nie ujdą mu. Za to tę chwilę zawodu i upokorzenia przeżyją o wiele mocniej”. (Jurga 2013, s. 196)

NIGDY SIĘ NIE DOWIEM, JAKIM CUDEM DZIADEK CZESŁAW PRZEŻYŁ BITWĘ POD ŁOMIANKAMI I W JAKI SPOSÓB PRZEDOSTAŁ SIĘ DO WARSZAWY?

Po przedarciu się do Warszawy Czesław mógł brać udział w jej obronie, bo dopiero po oficjalnej kapitulacji złożonej 28 września został wzięty w Warszawie do niewoli jako jeniec wojenny. Nie znam całej literatury historycznej i nie wiem czy są w niej jakieś wzmianki o żołnierzach broniących Warszawy a pochodzących z 14 pp. Jedno jest pewne, że te kilka dni po bitwie w Łomiankach, tj. od 23 września do 28 września, czyli do dnia kapitulacji musiał być w Warszawie wśród obrońców. Musiał być przydzielony do jakiegoś oddziału i nadal pozostawać żołnierzem.

Ciesielski powołując się na źródła podaje: „Meldunek z 21 września mówi o porządkowaniu cofających się oddziałów 4 DP, co wskazywałoby na przedarcie się części żołnierzy do Warszawy. (…) M. Drozdowski, Alarm dla Warszawy. Obrona cywilna stolicy we wrześniu 1939 r., Warszawa 1964, s. 179 – podał, że „W dalszym ciągu 21 września, jak i w dni następne, przedzierały się do stolicy resztki 4., 16., 17., 26. i 27. dywizji piechoty, z których dowództwo armii „Warszawa” tworzyło zbiorowe oddziały kierowane na odpoczynek”. (cyt. za: Ciesielski 2008, s. 229 przypis 283).

MOŻE WIĘC CZESŁAW ZNALAZŁ SIĘ W TAKIM ODDZIALE SKIEROWANYM NA ODPOCZYNEK, A SKORO BYŁ RANNY TO MOŻE TRAFIŁ DO SZPITALA?

Ze źródeł literatury wynika, że żołnierze obrońcy Warszawy nie chcieli kapitulować, były bunty i nawet chęć zamachu na gen. Rómmla wraz ze sztabem. Ostatecznie, aby uspokoić nastroje gen. Rómmel wydał specjalną odezwę, w której wytłumaczył przyczyny kapitulacji. (zob. Jurga 2013, s. 201-202).

Ostateczne wycofanie się wszystkich polskich oddziałów z walk nastąpiło dzień po kapitulacji, czyli 29 września do godz. 10.00. Tego dnia: „29 września gen. Czuma w specjalnym rozkazie przedstawił organizację wymarszu załogi wojskowej z miasta. Początek wymarszu wyznaczono na dzień 29 września o godz. 20.00. Ostatnia kolumna opuścić miasto miała 1 października o godz. 7.00. W tym samy czasie, kiedy oddziały polskie opuszczały Warszawę, do Śródmieścia wkraczały wojska hitlerowskie. 1 października o godzinie 15 Niemcy zaciągnęli wartę przy Komendzie Miasta. Megafony obwieściły mieszkańcom, że stolica kraju – jeden z ostatnich punktów polskiego oporu – została zajęta przez wojska niemieckie”. (Jurga 2013, s. 202).

NIE WIEM, NIE ZNAM DOBRZE ŹRÓDEŁ, W KTÓREJ KOLUMNIE MÓGŁ CZESŁAW OPUŚCIĆ WARSZAWĘ JAKO JENIEC WOJENNY. PRAWDOPODOBNIE NIE MA ŻADNYCH DANYCH NA TEN TEMAT BO NIKT SPISU NIE ROBIŁ. JEDNO JEST PEWNE, ŻE TRAFIŁ OSTATECZNIE DO STALAGU Z KTÓREGO JUŻ NIE POWRÓCIŁ.

Prawdopodobnie mógł być ranny, bo zachowało się jedno zdjęcie, które przesłał prawdopodobnie ze Stalagu, jakby ze szpitala obozowego, bo jest na nim w pasiakach razem z innymi żołnierzami i trzema pielęgniarkami. Kilku z nich ma założone opatrunki, są pobandażowani. U dziadka jest widoczny opatrunek sięgający szyi, podobnie jak u innych ale mniejszy, ledwo widoczny spod bluzy pasiaka. Ze Stalagu pisał podobno, że był ranny, ale nie pamiętam, czy babcia coś więcej o tym wiedziała i opowiadała. Ile było przesłanych przez niego specjalnych kartek, które Niemcy pozwalali wysłać i listów nie wiem, zapewne kilka. Z tego co ustaliłem Niemcy pozwalali po jakimś czasie na skontaktowanie się żołnierzy z rodzinami i powiadomienie ich o swojej sytuacji. Kontakt babci z mężem urwał się w pewnym momencie latem 1940 roku ale bdb. Według powojennej informacji z PCK Czesław poniósł śmierć w obozie. Jakie były okoliczności zgonu, czy był rozstrzelany – nie podano. W dokumentach urzędowych zebranych przez miejscowy ZBOWiD i na miejscu upamiętnienia z czasów PRL Czesław N. figuruje jako żołnierz zamordowany w obozie koncentracyjnym.

Często zadawałem sobie pytanie, czy nie został on czasami zastrzelony podczas ucieczki ze Stalagu? Albo rozstrzelany z tego powodu? Jego żona pisała mu przecież (ktoś jej napisał, bo sama była analfabetką), że urodziła zdrowego syna jeszcze w 1939 roku, już po jego wzięciu do niewoli. Może chciał być z rodziną i wychować syna, a mojego ojca, dlatego zaryzykował ucieczkę? Z różnych źródeł wynika, że część zwykłych żołnierzy września była też zwalniana ze Stalagów do domu, część wywożona na roboty przymusowe. Czesław najwidoczniej nie miał szczęścia. A może był zbyt dobrym żołnierzem, aby go wypuścić na wolność? Jego jedyny syn przeżył wojnę z matką 30 letnią wdową. Ja jestem jego jedynym wnuczkiem. Obecnie ma jednak kilkoro pra-wnucząt i kilkanaście pra-pra-wnucząt.

Ostatnie jego miejsce pobytu i śmierci to:

Stalag IV-A Elsterhorst w Saksonii. https://en.wikipedia.org/wiki/Stalag_IV-A

Dlaczego trafił akurat tam? Może budował ten Stalag, zgodnie z informacją na Wikipedii:

„W 1939 r. przybyli więźniowie niemieckiej agresji na Polskę i zostali zatrudnieni przy budowie 40 baraków”.

POCHOWANY W OBCEJ ZIEMI:

„Więźniowie, którzy zginęli w obozie, zostali pochowani na cmentarzu w Nardt.”

 „Kampania wrześniowa 1939 r. położyła kres istnieniu 14 pułku piechoty, gdyż jako osobnej jednostki zarówno w Polskich Siłach Zbrojnych, jak też w Armii Krajowej pułku nie odtworzono”. (Kraiński 1992, s. 34)

„Bitwa nad Bzurą była kresem istnienia 14 pp. W wyniku działań bojowych od 1 września do 22 września pułk stracił w zabitych: 32 oficerów, 44 podoficerów i 469 strzelców; rannych zostało 26 oficerów, 48 podoficerów i 694 strzelców. Do niewoli niemieckiej dostało się 66 oficerów, 82 podoficerów i 765 strzelców”. (Ciesielski 2008, s. 229 podaje te dane za Dziennikiem Bojowym). Do tych danych należy dodać nieustaloną liczbę wziętych do niewoli i zabitych żołnierzy po 22 września. WŚRÓD NICH JEST CZESŁAW. Jaka była liczba dezerterów, źródła nie podają.

 Cześć i chwała walczącym i poległym.

W hołdzie zwykłym żołnierzom bohaterom września 1939 roku i ich dowódcom, którzy nie uciekli przez Zaleszczyki

– Miecław

Całość na podstawie literatury:

***

Informacja redakcji:

Wszelkie prawa do tekstu i do zdjęć zastrzeżone dla pana M., wyłączenie licencji CC 4.0. Prawo cytatu za źródłami.

21 thoughts on “Znad Osy do Elsterhorst

  • 1 września 2020 o 04:42
    Permalink

    Rewelacja! Naprawdę wielka rewelacja! Serdecznie dziękuję – wspomnienie polskich bohaterów i ich czynów, prawdziwa perełka.

    Odpowiedz
    • 1 września 2020 o 13:52
      Permalink

      Doceniam trud jaki Autor zadał sobie w opisaniu historii działań 14 pp. Szkoda tylko, że nie zachowały się wspomnienia Jego Dziadka, bo te byłyby zapewne dużo ciekawsze. Bo historia 14 pp dla osób, które interesują się walkami we wrześniu 39 jest raczej znana, natomiast brakuje wspomnień właśnie szeregowców. Z tego opracowania wynika, że Dziadek Autora przeszedł cały szlak bojowy, za co mu chwała, a do tego miał dużo wojennego szczęścia, które na koniec go opuściło, bo trafił do obozu jenieckiego [Niemcy dużo wziętych do niewoli szeregowców wypuścili do domów]. O tym, że kampanię wrześniową przegraliśmy w bardzo złym stylu, to nie warto wspominać, bo należałoby wymienić generałów, którzy wtedy nawiali z pola bitwy [najważniejszy nawiał nawet dwa razy].
      \
      P.S.
      Posiadam “Die Wehrmacht” z grudnia 1939, gdzie są opisane walki o Mełno, jeżeli Autor jest zainteresowany to mogę skany przesłać na priva. Z tym, że artykuł jest pisany gotykiem/szwabichą. Mój ojciec to czytał, bo uczył się niemieckiego w przedwojennym gimnazjum, a ja już nie bardzo…

      Odpowiedz
      • 1 września 2020 o 17:24
        Permalink

        Proszę, jeżeli to nie problem przesłać na maila do redakcji, a redakcję OP poproszę o przesłanie do mnie. Będzie najprościej.
        Pozdrawiam i z góry dziękuję za ten materiał.

        ADRES ZNACIE PAŃSTWO OBSERWATORPOLITYCZNY@OBSERWATORPOLITYCZNY.PL – A JAK ZA DUŻE, TO PROSZĘ O LINK DO JAKIEJŚ CHMURY. POZDRAWIAM WEB. J.

        Odpowiedz
        • 1 września 2020 o 19:08
          Permalink

          Klikłem na zapodany link i komputer mi się od razu zawiesił:-[

          Odpowiedz
        • 3 września 2020 o 04:35
          Permalink

          DO WEB’a
          CO NAJWYŻEJ JAK TO ZWYKLE BYWA Z TYM “OP” SERWER ODMÓWI POSŁUSZEŃSTWA,prawda ?

          Odpowiedz
      • 1 września 2020 o 22:01
        Permalink

        Statystyka: na stu zabitych żołnierzy ginęło tylu oficerów:
        Wehrmacht – 40, (słownie czterdziestu)
        Armia Czerwona – 48, (słownie czterdziestu ośmiu)
        Armia Francuska – 20, (słownie dwudziestu)
        polska armia wrześniowa – 3. (słownie trzech)
        Takie to było bohaterstwo w 1939 roku.
        Ale 14 pp ma lepsze cyfry: 8 (słownie osiem).

        Odpowiedz
  • 1 września 2020 o 08:00
    Permalink

    Fenomenalna historia, świetnie opisana. Część jego pamięci.

    Odpowiedz
  • 1 września 2020 o 09:27
    Permalink

    Czyta się jak powieść przygodową! Super temat dziękuję.

    Odpowiedz
  • 1 września 2020 o 10:16
    Permalink

    Ten element, patrz: foto u samej góry, zawsze i wszędzie musowo obecny, nieważne czy to PRL,
    czy postpeerel, linia wobec … musi być zachowana. Jak zapowiedział kiedyś Kaczyński w Izraelu każdy rząd warszawski dbał będzie o interesy rzydoskie. ( Moja luźna interpretacja wiernopoddańczego hołdu).

    Ojciec p. Czesława miał to szczęście (w nieszczęściu) że nie dożył, “Jaś nie doczekał”, i że tak daleko nie weszła wyzwolicielska
    (w 39′) armia robotniczo-chłopska. BO, gdyby fotografia” wpadła w łapy bojca i wyżej do politruka
    jak nic pojechałby dyszat wozduchem zapolaria…kto to widział posiada i ujeżdża parę kuni,(foto. jako dowód rzeczowy – wystarczy) siedzi na dziwacznej, kosmicznej maszynie, zapewne jest właścicielem pary całych butów (na mój ogląd oficerki (!), spodnie typu galife, śnieżnobiała
    koszula, niczym dziedzic jakiś… więc na pewno pamieszczik jakiś, Bosze Ty widzisz i nie grzmisz?! A ‘to wszystko” działo się, w czasach wielkiego
    kryzysu, kiedy to lud na całej kuli ziemskiej (za wyjątkiem ZSRR i Mongolii), cierpiał głód i katusze, w samych Stanach z powodu kryzysu ‘zejszło z tego łez padołu ładnych pare” mln. ludu pracującego, a raczej bezrobotnego! Myślę że w ‘specyalnym ośrodku reedukacyjnym” w państwie robotników i chłopów też długo by nie pociągnął!
    To taka moja osobista refleksja…

    Ps. Dzięki………….. Miecławie, za wzruszające wspomnienia … ☺️

    Odpowiedz
    • 1 września 2020 o 11:13
      Permalink

      @krzyk58

      Jak zwykle boli cię prawda, więc robisz co możesz, aby ją wypaczyć. Nawet przy takiej rocznicy.
      Jako w połowie herbowy powinieneś wiedzieć, że w tamtym czasie nawet największej biedy każdy chłop miał jedno odświętne ubranie, białą koszulę i lepsze buty do Kościoła. Zwykle od to ubranie od ślubu służyło mu do samej śmierci na wszystkie okazje. Na co dzień chodził boso lub w trepach i oberwany w łachmanach, starych ubraniach i kamaszach, co by na polu rżysko nie kuło w bose stopy.
      A ta żniwiarka i konie należą do dziedzica folwarku na którym pracował. Zmarł z biedy bo nie miał pieniędzy na lekarza. Ot i całe bogactwo.

      Odpowiedz
      • 1 września 2020 o 13:26
        Permalink

        Przepraszam – i wybacz że nie pierdyknąłem przynajmniej na jedno kolano (tak, po męsku),
        doprawdy nie wiedziałem jak się zachować, a peanów nie chciałem zanosić, więc wyszło
        moim zdaniem neutralnie, nikogo i niczego nie uraziłem, ba, nawet pamięci historycznej
        poprzez puszczenie wodzy fantazji – co by było gdyby…itd. zarysowałem hipotetyczny obraz
        wielce prawdopodobny do realizacji w tamtych czasach. Wskażesz mi łaskawie//uprzejmie
        miejsca w których to wg ciebie poważyłem się na przeinaczanie tzw. prawdy.
        ” Na co dzień chodził boso lub w trepach … TO, tak jak ja… ‘na przybosia” “w połowie
        herbowy” chodzi sobie “po polu” od wiosny do jesieni, od rana do nocy…no, może jest problem
        z doszorowaniem wieczornym pięt, ale za to, kak zdrowo…По высокой, высокой траве
        Я пройду в полный рост,
        Полной грудью вздохну воздух этих полей,
        Мной давно позабытый на вкус.

        Меж высоких стогов
        Золотая стерня,
        Ну-ка, встану босою ногой,
        Теплотой обласкает земля.

        Через пару шагов
        Поле вспомнит меня:
        С возвращением, скажет, домой,
        С возвращеньем домой, старина! Lube.

        “A ta żniwiarka i konie należą do dziedzica folwarku na którym pracował.” Znaczi’t ma rację
        S.Michalkiewicz że odwiecznym marzeniem czy to proletariusza czy to bandosa jest by równać
        w górę, po osiągnięciu pewnego progu robotnik zwykle wypina się na tych co to uszczęśliwiają na siłę ludzi i cały boży świat. NO, BO nie przekonasz mnie że TO “jasnypan” pod rygorem nahajki
        spowodował to co widzimy na foto. I tak źle-i tak niedobrze Miecławie…

        Kiedyś już wspominałem Miecławie że z kręgu rodzinnego pochowani są na cmentarzu osoby
        w wieku do 20 i niewiele ponad zmarli z biedy i niedostatku też w 1937 r. jak i w czasie okupacji
        z tych samych powodów + praca ponad siły na rzecz niemieckiego okupanta… Tak było, i to są fakty

        Odpowiedz
        • 1 września 2020 o 16:20
          Permalink

          @krzyk58
          Zmień perspektywę a może ci rozum wróci? Wiem, że nie bardzo ci pasuje perspektywa proletariacka, że twój ból jest większy niż mój. Nic nie poradzę na to, że waszym przodkom i plebanom na waszych usługach zabrakło inteligencji społecznej, aby stworzyć lepszy system.

          Ty z Michalkiewiczem chyba inaczej już nie potraficie myśleć tylko po “jaśnie pańsku”? Musisz się określić, czy chcesz się identyfikować z oświeconą szlachtą, czyli mniejszością rozumną tego stanu, która chciała oświaty dla ludu i poprawy jego losu! Czy też bardziej jesteś zainteresowany identyfikacją z tą większością niby szlachecką i kościólkową, którą tu określam pejoratywnym terminem ludowym, czyli “jaśnie państwem” zainteresowanym tylko życiem na koszt i kosztem tego ludu i z nahajką w ręku przeciwko temu ludowi?

          Na zdjęciu są prawdopodobnie dożynki folwarczne, bo w tle są też osoby stojące w odświętnych ubraniach. Podobno wtedy był zwyczaj robienia takiej swoistej parady przed mszą, czy po mszy na dożynkach, gdzie święcono plony i narzędzia gospodarskie. Jak sądzisz, miał ten robotnik rolny jakieś inne wyjście? Musiał robić to co pan każe, a więc ubrać się odświętnie i pojechać na paradę z mszą dożynkową. Mało tego, pradziadek był prawdopodobnie komunistą lub socjalistą i jako młody chłopak w coś wplątany w Warszawie podczas rewolucji 1905-1906 musiał uciekać na pomorze i zatrudniać się na folwarkach. Tyle obejmuje moja rodzinna pamięć historyczna, a nie mam już kogo zapytać o więcej. Wtedy chłop i robotnik, jak chciał przeżyć musiał panu i plebanowi czapkować. Dziadek był bardziej zadziorny o swego ojca i podobno co jakiś czas dostawał “baty” za niesubordynację. Jest w tekście napisane.

          Obecnie jest podobnie, osoby zatrudnione np. w służbach są zmuszane do uczestniczenia w jedynie słusznych uroczystościach zgodnie z polityką historyczną, chociaż jej nie akceptują. W korporacjach ludzie są zmuszeni do absolutnego posłuszeństwa i trzymania się wytycznych właściciela. Feudalizm na naszych oczach powrócił. Oczywiście formie łagodniejszej niż ta przedwojenna, ale ty z Michalkiewiczem pewnie byście chętnie korzystali nadal z nahajki.
          W sumie smutny obraz wynika z twojego przekazu, tej waszej “jaśnie pańskiej” mentalności, a w Polsce nigdy nie zapanuje zgoda i rozwój, jeżeli takie postawy będą przeważały.

          Odpowiedz
          • 1 września 2020 o 21:55
            Permalink

            “Musisz się określić, czy chcesz się identyfikować z oświeconą szlachtą, czyli mniejszością rozumną tego stanu, która chciała oświaty dla ludu i poprawy jego losu! Czy też bardziej jesteś zainteresowany identyfikacją z tą większością niby szlachecką i kościólkową, którą tu określam pejoratywnym terminem ludowym, czyli “jaśnie państwem” zainteresowanym tylko życiem na koszt i kosztem tego ludu i z nahajką w ręku przeciwko temu ludowi?”

            Barwnie TO ująłeś! Oczywiście że z tą której poświęciłeś więcej rozbudowane zdanie…dlaczego ?
            Ano – dlatego! Z naciskiem na końcowy akapit przytoczony niżej, pośród nich widzę ową “oświeconą” szlachtę,
            uszlachconą “dopiero co”, z uwagi na dokonaną zmianę wyznania. w XIX w. to byli świeży neofici,
            z reguły obcy i wrodzy Nam Polakom, stąd brali się socjaliści, komuniści i ich zstępni- korniki…

            Zrozumieć historię „Solidarności”
            Korniki i Prawdziwki

            Niewiele zrozumiemy, jeżeli nie będziemy wiedzieć o podziale jaki się zarysował w opozycji antykomunistycznej jeszcze przed powstaniem „Solidarności”. Był to podział na tzw. „Korników” i „Prawdziwków”. Ksywy te mało kto dzisiaj pamięta a młodzież w ogóle nie wie o co chodzi. „Prawdziwki” to „prawdziwi Polacy katolicy” Oczywiście nie wszyscy objęci tą ksywą uważali, że tylko oni są „prawdziwymi Polakami”, natomiast dystansowali się katolicyzmem od komunistów. Nazwa „Korniki”, nawiązuje do części organizatorów i działaczy KOR-u, czyli Komitetu Obrony Robotników powstałego w 1976 roku dla obrony i strajkujących i prześladowanych robotników. W rzeczywistości chodzi tu o tzw. „lewicę korowską” której geneza tkwi w jeszcze niższym piętrze współczesnej historii Polski . Zejdźmy więc niżej.
            Natolińczycy i Puławianie

            „Lewica korowska” to młodsze pokolenie aktywistów związanych z komunistyczną frakcją tzw. „Puławian”, uprawiających antypolski terror w najgorszym, stalinowskim okresie. Nie każdy Kornik ma takie pochodzenie, ale wystarczy, że idzie na pasku trzonu całej grupy – dzisiaj głównie „Gazety Wyborczej”. Druga frakcja, która razem z Gomułką zepchnęła Puławian po Październiku 1956 do defensywy, to tzw. „Natolińczycy”.

            Witold Jedlicki, w swym znanym eseju z 1962 roku, zatytułowanym „Chamy i Żydy”, tak inaczej nazwał obie komunistyczne frakcje walczące o władzę w Polsce we wczesnym etapie komunizmu – „Chamy” to „Natolińczycy”, „Puławianie” to „Żydy”. Ksyw tych zresztą autor nie wymyślił. Były one w obiegu wśród ówczesnych komunistów PRL-u. Sam Jedlicki związany był ze środowiskiem Puławian, poddał je jednak w swym eseju druzgocącej krytyce, pisanej już w Izraelu, po wyemigrowaniu z Polski.

            Puławianie w obliczu rozwijającego się w Związku Radzieckim antysemityzmu i w konflikcie z antysemickimi Natolińczykami, przeszli do opozycji, przeobrażając się w liberałów i trockistów, umiejętnie wykorzystujących polskie dążenia wolnościowe. To ich dziełem a nie naszym był Październik 1956 i ich dziełem był Marzec 1968.

            Spadkobiercy Puławian tylko współorganizowali KOR, ale ksywa „Kornik” przylgnęła właśnie do nich, gdyż uzyskali w nim przewagę.

            W związku z przedstawioną genezą Korników nie powinno dziwić, że stoją z dala od chrześcijańskiej kultury Polski i niewiele mają wspólnego z polskim patriotyzmem, który zgodnie ze swoimi protoplastami, oceniają jako faszyzm.”
            Za: KIP.

          • 1 września 2020 o 23:03
            Permalink

            @krzyk58
            Niestety to świadczy o tym, że nie znasz dobrze źródeł. Bo wśród tych oświeconych było sporo prawdziwych chrześcijan, jakby można to nazwać. No cóż “jaśnie pan” wybrał, więc szkoda czasu na dyskusje. Generalnie współczuję roli jaką sobie wybrałeś. 🙂

            Reszta jak zwykle nie na temat.

          • 2 września 2020 o 09:36
            Permalink

            @Miecław.
            ——
            “Jeśli większość ludzi wierzy, iż coś jest prawdą, uciekaj od takiej prawdy jak najdalej”………
            I Ja tak postępuję, lubię klimaty historyczno-polityczne kontrowersyjne, alternatywne, pewnie bierze się to stąd iż nie lubię
            chodzić w stadzie/kolektywnie, mam swoje ścieżki i szukam osobistych kontaktów z p. Bogiem, co nie znaczy ze nie cenię przedsoborowego sacrum – Mszy Św. Wszechczasów…
            więc po co mi pośrednicy tzw. urzędnicy (postmodernistyczni) p. Boga – a tym bardziej neoficka komunizująca “szlachta” XIX i XX w.- wiodąca ZAWSZE I WSZĘDZIE Polaków na manowce,także- rusofobiczne! Czytaj :https://arjanek.neon24.pl/post/155628,rola-neofitow-w-dziejach-polski-stanislaw-didier-1934 qwybieraj wątki n/t “szlachty oświeconej” (tfu). 🙂
            “Ludzie w ogóle nie myślą. Oni tylko myślą, że myślą.”
            Autor cytatów” Mark Twain
            ————————————–

            https://marucha.wordpress.com/2020/09/01/moje-sierpniowe-refleksje-widziane-z-usa/#more-86995

            No wyżej zam. notki dodaje dwa celne komentarze tego samego autora. “Żal d… ściska jak się czyta takie artykuły. Kompletny brak myślenia, samodzielnego wnioskowania oraz krytycznego spojrzenia na przeszłość.

            Jaruzelski wypełnił zadania doskonale. po kolei:
            – doprowadził do niedoborów, chaosu, inflacji i udowodnił, że socjalizm jest niereformowalny ? – tak;
            – stworzył legendę „biednym” internowanym KOR-owcom? – tak;
            – doprowadził do odsunięcia od władzy Polaków i ich marginalizacji? – tak;
            – prowadził rozmowy ( jak widzimy skuteczne) z Rockefelerem dotyczącym przyszłości Polski ? – tak;
            – doprowadził do wprowadzenia w Polsce dzikiego neoliberalizmu ? – tak.

            Ktoś ma jeszcze wątpliwości co do skuteczności generała.

            Jeśli stan wojenny zapobiegł radzieckiej interwencji to brak tej interwencji był gwoździem do trumny Polski. Znając siły w ówczesnym ZSRR, pewnie Jacki, Tadeusze, Kazimierze zostali by wywiezieni do Birobidżanu ku uldze wszystkich.

            Oczywiście taki artykuł mógł być napisany w latach 80-tych, natomiast napisanie go A.D 2020, kompletnie go dyskwalifikuje. By czymże jest „terror” „komuny” w Polsce w porównaniu z neoliberalno-technologiczno-medycznym terrorem doby „pandemii” na całym świecie ?
            Niczym, czymś śmiesznym, a te „kryteria uliczne” dla bandy warchołów mogły uratować Polskę”
            ————-
            ‘Wszystko można było zrobić, tylko, że w 1980 roku to było za późno. Instruktażowe wizyty w Polsce Brzezińskiego trwały od 1976. Poza tym, trzeba pamiętać, że w „polskich służbach specjalnych” była bardzo licz grupa przyjaciół KOR-u, która przejęła Polskę po 1989 roku.” (!)

          • 2 września 2020 o 12:32
            Permalink

            @krzyk58

            Kończ waść i wstydu oszczędź sobie.
            Wykazałem ci już dawno na źródłach jak szlachta pozbawiona inteligencji społecznej pod rękę z Kościołem traktowała lud, zanim jeszcze pojawili się jacyś neofici, itd. O ile szlachtę może usprawiedliwiać sam system feudalny wprowadzony w I RP z pomocą Kościoła i przez religię promowany, więc ciemna szlachta w tamtym czasie korzystała ze wzorów jakie miała i trwała w tym systemie podobno od boga nadanym. O tyle Kościoła i kleru rozgrzeszyć z tego nie można, ponieważ znając nauki społeczne Jezusa nie zrobili nic, absolutnie nic, aby powstrzymać monarchie i arystokracje, szlachtę przed wykorzystywaniem “ludu bożego” jako niewolników w swoim interesie.

            Podobnie i dziś w III RP. O ile można zrozumieć zwykłego biznesmena, że w narzuconym nam po 1989 roku systemie liberalnego kapitalizmu, nie ma on czasami innego wyjścia tylko musi kombinować, aby jakoś przetrwać w konkurencji kapitalistycznej stosując umowy śmieciowe. To absolutnie nie można rozgrzeszyć Kościoła z zawłaszczenia majątku, za który otrzymali kiedyś w PRL fundusz kościelny, nie można ich rozgrzeszyć z akceptacji kapitalizmu i wrzucenia nas w orbitę zachodnich interesów dzięki polityce JP II; nie można ich rozgrzeszyć z braku stosowania w praktyce nauki społecznej Jezusa. Żaden biznesmen nie powinien otrzymać rozgrzeszenia w Kościele, a kler nie stosujący nauk Jezusa powinien tracić z urzędu prawo bycia duchownym.

            A co do tej pisaniny prawackiej i lewackiej, to widać ile głuptaków pisze bzdety, bo im się wydaje, że coś wiedzą, ale tak naprawdę niewiele wiedzą i myśleć kompletnie nie potrafią. Stąd później powstają głupie i wynaturzone teorie lewackie, fanatyzm religijny, faszyzm, nazizm, itd. Wypaczona interpretacja dziejów historycznych, aby ukryć nikczemności określonych grup interesów, itp.

            A tak niewiele trzeba przecież. Wystarczy, aby każdy człowiek był przyzwoity, zachował uniwersalne humanistyczne wartości, żył dzięki pracy własnych rąk i umysłu, ale nie kosztem i na koszt innych ludzi. Ot i cała filozofia.
            Paka

      • 1 września 2020 o 22:09
        Permalink

        Statystyka: na stu zabitych żołnierzy ginęło tylu oficerów:
        Wehrmacht – 40, (słownie czterdziestu)
        Armia Czerwona – 48, (słownie czterdziestu ośmiu)
        Armia Francuska – 20, (słownie dwudziestu)
        polska armia wrześniowa – 3. (słownie trzech)
        Takie to było bohaterstwo w 1939 roku.
        Ale 14 pp ma lepsze cyfry: 8 (słownie osiem).

        Odpowiedz
  • 1 września 2020 o 10:28
    Permalink

    Ok, wspomnienia – rozumiem, ale nie uważacie że w naszym kraju jest za dużo wspomnień?

    Odpowiedz
    • 1 września 2020 o 11:39
      Permalink

      @Naszość. Z tygodnia na tydzień, oddala się dzień
      Świecący w smudze cienia
      Lecz, żeby go widzieć, wystarczy to chcieć
      Panowie, szanujmy wspomnienia

      Skaldowie. Szanujmy wspomnienia

      ———————————————–
      Na pewno zapomniałem w poście wyżej wkleić osobiste refleksje p. L. na ten dzień p. L.
      …22 sierpnia, podczas narady wyższych dowódców Wehrmachtu w Obersalzbergu, Hitler powiedział:

      „Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem. Celem musi być nie dotarcie do jakiejś oznaczonej linii, lecz zniszczenie żywej siły. Nawet gdyby wojna miała wybuchnąć na Zachodzie, zniszczenie Polski musi być naszym pierwszym zadaniem. Dla celów propagandy podam jakąś przyczynę wybuchu wojny, mniejsza z tym, czy będzie ona wiarygodna, czy nie. Zwycięzcy nikt nie pyta, czy powiedział prawdę, czy też nie. W sprawach z rozpoczęciem i prowadzeniem wojny nie decyduje prawo, lecz zwycięstwo. Bądźcie bezlitośni, bądźcie brutalni!”

      Carl von Clausewitz w swoim dziele poświęconym sztuce wojennej napisał, że istotą wojny ma być pokonanie przeciwnika i skłonienie go do realizacji naszej woli. A więc nie zniszczenie, tylko podporządkowanie go własnej woli. Skąd u Hitlera tyle nienawiści do Polaków i Polski? Czy miał jakieś osobiste powody? A może wypadałoby zadać inne pytanie? Jaka nacja najbardziej nienawidzi Polaków? Komu Polacy przeszkadzają, zajmują miejsce w ich własnym kraju, który ta nacja uważa za swój. Jeszcze w trakcie trwania I wojny światowej robiła wszystko, by nie powstało państwo polskie, a jak już nie dało się, to robiła wszystko, by było jak najsłabsze. Stąd chociażby te plebiscyty, których w Czechosłowacji nie było. Hitler był finansowany przez tę nację i jej zawdzięcza dojście do władzy. Może właśnie to był powód, dla którego stał się tak bezwzględny wobec swojego wschodniego sąsiada.

      Nie ulega wątpliwości, że POMIDOR mieli i mają wpływ na politykę we wszystkich znaczących krajach. Toteż wydaje się prawdopodobne, że te wszystkie działania dyplomatyczne, począwszy od konferencji monachijskiej aż do wybuchu wojny, były przez nich inspirowane i kontrolowane. Dotyczyło to Anglii, Francji, Niemiec, Związku Radzieckiego i Polski. Polska miała stanąć do beznadziejnej wojny z Niemcami tylko po to, by dać Hitlerowi pretekst do jej zniszczenia. Zachowanie „polskich” polityków było irracjonalne, ale tylko z pozoru. Z ich własnego punktu widzenia takim nie było. Zaczęli wojnę i zaraz uciekli, pozostając zupełnie obojętnymi na losy bezbronnej ludności i niszczenie ich dorobku materialnego. Jakby tego było mało, to zafundowali jeszcze te kretyńskie powstanie, kretyńskie z naszego punktu widzenia i tylko z naszego.

      Zbliża się kolejna rocznica tego tragicznego września i znowu będzie dużo gadania o bohaterstwie polskiego żołnierza, zdradzie sojuszników, o tym, co by było, gdyby… i wielu innych wydarzeniach początku tej wojny, a wszystko to po to, by ukryć prawdę. Cóż, jak ma się w ręku edukację i media, to nie jest to trudne. https://bb-i.blog/2020/08/25/1-wrzesnia/

      Odpowiedz
  • 1 września 2020 o 18:51
    Permalink

    SUPER! Gratuluje wspaniałej i chwalebnej przeszłości rodziny! Niech żyją polscy patrioci!

    Odpowiedz
  • 1 września 2020 o 19:32
    Permalink

    Bardzo ciekawy tekst.

    Pozdrawiam Autora i gratuluję Redakcji zamieszczenia ciekawego materiału.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.