Zmierzch Kościoła Katolickiego, czyli strącanie wysuszonych śliwek

Zmierzch Kościoła Katolickiego jest faktem, ta potężna globalna organizacja oparta na najstarszej ciągłości zorganizowanej i hierarchicznej administracji – sama powoduje swoje osłabienie i pozbawia się nie tylko możliwości wpływu na rozwój sytuacji, ale przede wszystkim możliwości reagowania na wydarzenia, jakie zachodzą w jej otoczeniu.

Oto mamy powołanego Papieża – przywódcę, wybranego zgodnie z logiką tej organizacji – starszy, jak się okazuje skromny i sympatyczny człowiek – prawdopodobnie niezdolny do nadania nowej dynamiki całej strukturze – jak również związanej z nią wspólnocie we wszystkich przynajmniej głównych aspektach, jakie są wymagane, żeby Kościół realnie nadążał na wyzwaniami współczesnego świata.

Jednakże to nie pierwszy taki przypadek, gdy Kościół wybrał sobie przywódcę poniżej potrzeb, jakie rodzą stojące przed nim wyzwania. Poprzednik obecnego papieża – „dezerter” Józef Ratzinger nie był lepszy. Uwaga nikt rozsądny nie śmiałby mu odebrać wiedzy, inteligencji czy też bycia autorytetem naukowym (wybitny filozof – najwyższej próby), jednakże to nie był człowiek na miarę wyzwań papiestwa. Doskonale wiedzieli o tym wybierający go kardynałowie, podobnie jak wybierali – kilka dni temu obecnego „technicznego” Papieża na kilka lat. To jest podstawowy zarzut – wybór człowieka w wieku zaawansowanym, który z przyczyn nawet od niego niezależnych już raczej nie zmieni swojej percepcji i trudno wymagać od niego dynamiki nowoczesnego menadżera!

Oczywiście znawcy tematu powiedzą, że Kościół nie jest korporacją a Papież to nie menadżer, to coś więcej – będą mieli absolutną rację, albowiem żadna korporacja nie jest nawet w części tak skomplikowana, tak bogata i tak wpływowa jak Kościół Katolicki. Dlatego też osoby wybierane na absolutnego jedynowładcę tego imperium – są kluczowym ogniwem decydującym o jego charakterze.

Ten mechanizm udało się Kościołowi zastopować wraz z wyborem przed laty Polaka – Karola Wojtyły, stosunkowo młodego wówczas człowieka, który swoim podejściem do wielu spraw totalnie zdynamizował Kościół. Nadał mu nowy wymiar w wielu kwestiach, które w wersji oryginalnej nawet „ortodoksyjni” katolicy uznaliby za wstecznictwo i średniowiecze! To Wojtyle zawdzięczamy Kościół, jaki znamy! Jednakże nie ma róży bez kolców – to ten sam wielki reformator, swoim wieloletnim konaniem na tronie papieskim, – co prawda dostarczył nam wzruszeń, ale doprowadził do stagnacji i stworzenia warunków wytworzenia się struktur alternatywnych – koterii.

Cóż, zatem mamy w Watykanie zamiast efektywnego, dynamicznego przywództwa – silnej ręki i sprawnego management zdolnego podźwignąć Kościół z kolan i stawić się czoło zmieniającej się rzeczywistości? Mieliśmy Papieża Polaka, który niestety długo i smutno kończył, mieliśmy Papieża Niemca, który okazał się ogólnie wspaniały – jednakże nie sprostał no i mamy Papieża z Argentyny, który najdelikatniej mówiąc nie porywa tłumów, jak również postarano się – o wybór człowieka z kontrowersyjną przeszłością w znaczeniu możliwości postawienia mu zarzutów mających znaczenie haniebne. Czy organizacja opierająca się na takich szefach może nie być w permanentnym kryzysie i kłopotach? Dodajmy organizacja do tego stopnia scentralizowana i w zasadzie zawisła w pełni na decyzji tego jednego głównego CEO!

Ponieważ w dokonywanych wyborach hierarchów jest pewna odwieczna logika – nakazująca im zachowania wymuszające nieco automatyczną i stosunkowo częstą rotację na stanowisku Papieża, to można stwierdzić, że katolicyzm nie jest w stanie poradzić sobie z wyzwaniami i problemami, – jakie przed nim stają. Natomiast wyzwania rangi cywilizacyjnej, zwłaszcza te, z którymi jest niekompatybilny doktrynalnie – mogą na trwałe, ze względu na brak możliwości adaptacyjnych – doprowadzić do utraty przez Kościół Katolicki części wpływów. Po prostu – struktura tej rangi – klasy samej dla siebie – zarządzana przez starych i schorowanych ludzi, filozofów lub osoby o prostej percepcji – nie może sprostać wyzwaniom otoczenia, chociażby ze względu na swój opóźniony we wszystkim czas reakcji i istotnie – kolegialne podejmowanie decyzji, albowiem, co prawda decyduje Papież, jednakże w praktyce – tylko na tyle na ile mu starczy autorytetu wśród „swoich”, – na własnym zapleczu.

Kościołowi potrzebny jest człowiek o szerokich horyzontach – otwartości na wszystko i wszystkich jak Karol Wojtyła, wielki filozof – po prostu mędrzec najwyższej klasy jak Józef Ratzinger o wrażliwości społecznej i prostocie podejścia jak obecny Papież Franciszek – a zarazem instynkcie dominującego samca Alfa o skłonnościach autorytarnych – zdolnego do ujęcia całości w garść i wymuszenie swojej woli w sposób niepozostawiający wątpliwości. Z jednej strony dyktator – z drugiej strony człowiek dialogu, rzeczywisty przywódca Świata – zdolny do ustawiania w szeregu przywódców państw – rozgrywania wielkiej polityki i zarazem uporządkowanie własnego otoczenia.

We współczesnym Kościele są tacy ludzie! Jednakże wymagałoby to przełamania pokoleniowego tabu, – dlaczego Papieżem nie może zostać jakiś 30-40 latek? Zdolny, energiczny i nastawiony na sukces? Poza tym posiadający kapitał czasu – dzięki biologii własnego organizmu – Watykanowi, Kościołowi i Światu – przydałby się po prostu porządny 30-40 letni pontyfikat sterowany od młodości – do dojrzałości a nie same strącanie wysuszonych śliwek!

4 myśli na temat “Zmierzch Kościoła Katolickiego, czyli strącanie wysuszonych śliwek

  • 16 marca 2013 o 05:09
    Permalink

    Zgadzam sie z ogolna wymowa Twojego tekstu … ale osoba, ktora proponujesz na papieza – o ile Cie dobrze zrozumialem – mialaby byc skrzyzowaniem Einsteina, Steve’a Jobs’a, Stalina z odrobina 33-letniego Jezusa…

    Odpowiedz
  • 16 marca 2013 o 08:50
    Permalink

    Nie wiem ile lat ma autor, ale jeśli jest przed 40-tką, to mógłby zostać Papieżem.
    Powinien mieć tylko święcenia kapłańskie i być już co najmniej biskupem, chociaż doktrynalnie (aby być papieżem) – wystarczy być tylko księdzem.
    Po dwukrotnym przeczytaniu tego tekstu dochodzę do wniosku, że autorowi bardzo zależy na uzdrowieniu i wzmocnieniu instytucji Kościoła Rzymsko-Katolickiego.
    Mnie też, a sugestie co do osoby są słuszne.
    Popieram i pozdrawiam!

    Odpowiedz
  • 16 marca 2013 o 10:02
    Permalink

    Czytam Krakauera: “… dlaczego Papieżem nie może zostać jakiś 30-40 latek? Zdolny, energiczny i nastawiony na sukces?”
    I pytam: co to znaczy dzisiaj “sukces” KoRKa w świecie/regionie?
    Co byłoby dzisiaj sukcesem owej przechowalni “tradycji apostolskiej”?

    Czy wzrost liczebności wyznawców?
    Czy – jak chcą inni – “przesunięcie stopniowo Kościoła, początkowo w silne praktyki Białej Magii a potem wprost w Czarnoksięską Czarną Magię Antychrysta”, w trwającej od zarania dziejów wojnie duchowej – wojnie pomiędzy Szatanem i Bogiem o umysły i serca kluczowych oraz duchowych przywódców?
    Czy miarą tego “sukcesu” ma być sukces finansowy “firmy”, wyrażony np. tzw, nośnikami jej wartości (value drivers)?
    Czy miarą tego “sukcesu” ma być realizacji celów ujętych w perspektywie finansowej, “klienta” i procesów wewnętrznych?
    Czy też skoro “skoro “konsumenci” kierują się w stronę świata, w którym “posiadanie” staje się mniej istotne, niż samo doświadczenie, a relacje pomiędzy zwykłymi ludźmi a markami i firmami zmieniają się” czyli skoro społeczeństwa pilnie potrzebują i pragną wyjścia poza czysto finansową miarę sukcesu “firmy” – nie należy przejść do modelu biznesowego wg projektu Values Proposition – budowania biznesu wokół większej idei wielu wartości?

    A może…?

    Bo faktycznie “strącanie wysuszonych śliwek” to działanie spóźnione, jałowe i nudne.
    A przecież chodzi o piękno radykalnej utopii/idei – o zmianę świata na lepsze.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.