Paradygmat rozwoju

Zmieńmy strukturę obciążeń podatkowych społeczeństwa i gospodarki

Nic nie odmieni naszego losu, nie pojawi się żaden cudowny Mesjasz, jak również raczej nie pojawi się UFO, a z jeszcze mniejszym prawdopodobieństwem pojawi się w Polsce mąż stanu – odpowiedzialny polityk z wizją zmiany całości spraw państwowych.

Nasza elita polityczna jest zgniła, zepsuta i pozbawiona wszelkiej wartości. Zupełnie nie ma ludzi wielkich, nawet nie ma ludzi zdolnych, niestety ludzie posiadający jakąkolwiek wiedzę – także są w rzadkości! Wszystko, co się wykluło po Okrągłym Stole to tylko i wyłącznie popłuczyny – może z wyjątkiem dosłownie kilku w miarę ogarniających całokształt spraw ludzi. To co jest, zostało jeszcze dodatkowo podzielone poprzez nasz wielki narodowy spór o brzozę w zachodniej Rosji. Naprawdę nie można naszej elity rozpatrywać inaczej niż w kategoriach horroru, tragedii i porażki.

Podział dochodu narodowego zaszedł tak daleko, że nawet nie wypada już mówić, jak mały procent Polaków i innych beneficjentów z zagranicy – konsumuje jak wielki fragment naszego PKB. Nikt takich badań na poważnie nawet nie odważy się przedstawić, na pewno już nie oficjalny rządowy urząd statystyczny. Poza tym, nawet jeżeliby takie dane istniały, kto ich interpretacje właściwie zrozumie? No bo niby co to znaczy, że np. 15% bogatych konsumuje około 65% PKB, a dla pozostałych 85% społeczeństwa pozostaje jedynie 35% PKB? Na liczbach i domniemaniach można sobie swobodnie operować, jednakże nie jest to w pełni wiarygodne, gdyż nikt takich danych nie potwierdzi. Przecież to nie jest możliwe, żeby wąska elita konsumowała więcej niż cała reszta.

A jednak tak jest. Dokładnie w ten sposób działa kapitalizm oparty na liberalnym paradygmacie finansowania funkcjonowania państwa i ogółu spraw – publicznych długiem.

Zastanówmy się nad podziałem dóbr z dochodu narodowego na wąskim modelu. Wyobraźmy sobie, że społeczeństwo składa się ze 100 jednostek, mieszkających na ograniczonym obszarze jednego miasteczka. Miasteczko, jak każde ma piekarnie, kościół, policję, młyn, szkołę publiczną, przedszkole publiczne, szkołę prywatną, piętnaście hurtowni alkoholi, jakieś rzemiosło i sporo placówek handlowych oraz ludzi reprezentujących wolne zawody – jak adwokaci, lekarze, notariusze, kominiarze, hydraulicy i inni. Najbogatsza w miasteczku jest rodzina państwa X licząca 15 członków. Mają oni własność połowy ziemi w miasteczku i wszystkich nieruchomości – wynajmują je innym na różne cele. Dodatkowo sporo nieruchomości ma kościół i gmina, reszta mieszkańców miasteczka sporadycznie coś posiada. Wynajmuje, ewentualnie gnieździ się w lokalach komunalnych – przydzielonych jeszcze za poprzedniej władzy. Rodzina państwa X ma młyn, skład zboża, piekarnie, cukiernie i sieć sklepów. Łącznie skupia w swoich rękach około połowy miejsc pracy zatrudniając 45 mieszkańców miasteczka. Reszta to pracownicy sfery budżetowej oraz renciści i dzieci – czyli osoby, które już zeszły z rynku pracy albo jeszcze na niego nie weszły. Ponieważ gminie co roku brakuje na wypłaty zasiłków dla bezrobotnych, emerytur i utrzymanie przychodni – musi emitować obligacje. Kupują je głównie członkowie rodziny X, albowiem posiadają wolną gotówkę, jaką ściągają z czynszów ze swoich nieruchomości. W ten sposób rodzina miejscowych bogaczy – zarabia dodatkowo na odsetkach (ściąga rentę kapitałową) z całej wspólnoty, która nie zarabia tyle, żeby finansować swoje potrzeby. Wynika to głównie z tego, że podatki są stosunkowo niskie – gmina utrzymuje się głównie z podatków od konsumpcji, pobiera cło na rogatkach, każe zakładać kasy fiskalne, natomiast nie opodatkowuje nadmiernie dochodów kapitałowych, jak również nisko opodatkowuje zyski przedsiębiorców. Z kolei podatek od nieruchomości ma charakter w istocie formalny, albowiem każdy płaci go tylko od powierzchni – nie ma znaczenia czy czyjaś nieruchomość jest droższa. Oczywiście nawet przy tej liberalnej polityce podatkowej najwięcej podatków w gminie płaci rodzina X, jednakże w skali ogólnej dochodów podatkowych jest to tylko około 30% wszystkich wpływów podatkowych gminy uzyskiwanych z podatków pośrednich i akcyzowych, które płacą wszyscy, jeśli tylko cokolwiek konsumują.

Sprawy mają się mniej więcej w taki sposób, że rodzina X po podsumowaniu swoich wszystkich dochodów i wydatków– co roku zostaje ze znaczną nadwyżką finansową, ma coraz więcej pieniędzy i coraz więcej inwestuje i pożycza gminie, dzięki czemu zwiększa swoje dochody odsetkowe. Natomiast zwykli mieszkańcy – nie mogą związać końca z końcem, albowiem jest wolny rynek i przedsiębiorcy płacą najniższe możliwe stawki.Uposażenia w administracji też nie są wysokie, albowiem gmina ciągle musi spłacać kredyty i odsetki – przez co nie ma pieniędzy. Renty i emerytury pozwalają już jedynie na śladową egzystencję – dosłowne przetrwanie. Lekarze świadomi swojej przewagi nad społecznością gminy – żądają od władz podwyżki pensji, albowiem grożą, że wyjadą za granicę.

W efekcie budżet placówki zdrowia i szpitala wygląda tak, że 90% to płace personelu! Wszystko się zadłuża i woła od gminy o pieniądze – nawet kościół podnosi głos, że ma mało na tacy i chciałby mieć procent od dochodów swoich wiernych! Gmina niestety może póki co, tylko pożyczać u rodziny X albo za granicą, co robi coraz częściej i na coraz większe kwoty  zadłużenia. W efekcie czego – w zasadzie nie spłaca zadłużenia, a jedynie odsetki. Na część kapitałową stale zaciąga nowe kredyty. Jeżeli ma problemy z pożyczaniem – sprzedaje (prywatyzuje) mienie gminne, w wyniku czego mieszkańcy muszą płacić więcej za dotychczasowe usługi albo płacić za coś, co wcześniej system zapewniał w ramach rozliczeń ogólnych – np. drogi – korzystanie z nich wymaga teraz upokarzającej opłaty za chodzenie po dziurawym bruku! W efekcie pożyczanie jest stałym elementem budżetu gminy, który co roku jest nieco większy –] jednakże nie na tyle, żeby poprawić los mieszkańców a głównie spłacać kapitał i odsetki. Sytuacja jest na tyle śmieszna po paru latach, że gmina jeśli chce mieć jakiekolwiek wolne środki – musi je pożyczyć, albowiem nie opłaca się jej oszczędzać, gdyż zamiast oszczędzania bardziej opłaca się jej spłacić dotychczasowe długi, gdyż wówczas płaci mniejsze odsetki.

Taka sytuacja trwa wiele lat. Po pewnym czasie rodzina X i zagraniczni pożyczkodawcy gminy, co roku partycypują w jakiś 40% rocznych dochodów gminy, na podstawie samych pożyczonych kapitałów i odsetek od nich.

Nikt nie zauważa, że dla rodziny X, zarabiającej w gminie na wszystkim – jest to doskonały interes, albowiem, cokolwiek nie zrobi to i tak zawsze na tym zarabia. Po pierwsze – pożyczając gminie pieniądze generalnie zmniejsza swoje i tak niskie opodatkowanie bezpośrednie, albowiem z własnych podatków spłaca część własnych odsetek. W momencie, gdy odsetki są wyższe od podatków, których absolutnie nie pozwalają podwyższać radni – wybrani z listy partii popieranej finansowo i towarzysko przez X-ów – to ta rodzina jest absolutnym wygranym netto! Zyskuje więcej od ogółu niż płaci – nie tylko dzięki działalności gospodarczej i np. czynszom, ale zyskuje po raz wtóry – na różnicy pomiędzy wysokością swoich podatków a wysokością odsetek od obligacji gminnych. W efekcie X-owie z czasem nie mają interesu zajmować się biznesem, albowiem on zawsze wiąże się z ryzykiem – a w ich interesie jest dbanie o swoją pozycję pożyczającego i stabilność polityczno-społeczną gminy. Ponieważ X-owie konsumują dziennie tylko kilka chlebów, parę piw, butelkę wódki, trochę benzyny i innych dóbr – płacą relatywnie nie większe podatki pośrednie od swojej konsumpcji niż przeciętny mieszkaniec gminy. Oczywiście, jeżeli kupują produkty luksusowe – płacą więcej, co z czasem zaczyna odgrywać znaczenie w dochodach budżetu. Reszta społeczności oczywiście konsumuje globalnie więcej i płaci więcej podatków pośrednich od X-ów. W każdym bądź razie wydatki na dobra podstawowe umożliwiające przeżycie i funkcjonowanie (czynsz, prąd, gaz, jedzenie itd.) pochłaniają praktycznie całe dochody przeciętnych mieszkańców gminy. Widmo bezrobocia powoduje, że nikt nie upomina się do X-ów o wyższe płace, w efekcie gmina jest w sytuacji patowej.

Z jednej strony mamy rodzinę X-ów stanowiącą już nie, 15 ale jakieś 18 osób, albowiem stać ich było na dzieci. Podczas gdy pozostałe 85 osób w sumie „stworzyło” też tylko 3 potomków. Ponieważ zmarło 8 osób a 5 wyjechało, łącznie populacja ludności gminy skurczyła się do 93 osób. To powoduje dalsze zmniejszenie się dochodów gminy i X-ów, albowiem mniej zarabiają na swoich biznesach. W efekcie gmina powiększa podatki pośrednie o „nieodczuwalny” 1%, a X-owie zwiększają czynsze tylko o 20% oraz przeciętne ceny w swoich sklepach o jakieś 3% na kwartał powyżej inflacji.

Po kolejnych kilku latach – gmina jedynie dzięki szybkiej wyprzedaży majątku może spłacać odsetki. Nie spłaca już kapitałów i praktycznie nie inwestuje, poza remontem chodnika koło domu X-ów, którzy zaniechali praktycznie całej działalności gospodarczej poza najbardziej intratną, jak połączenie młyna z wiatrakiem produkującym prąd.

Wszyscy młodzi wyjeżdżają za granicę, albowiem nie mogą znaleźć zadowalającej pracy w gminie. Rodzi się coraz mniej dzieci, długi wobec X-ów nie maleją – odsetki rosną wraz z inflacją. Nie ma wyjścia – rada gminy ogłasza zwiększenie podatków i zmniejszenie wydatków, co doprowadza do pełnej deregulacji systemu. Nawet X-owie nie ujawniają się z gotówką, którą wywożą w workach do sąsiedniego miasteczka, o którego prawa miejskie się postarali i kupili już tam luksusowe nieruchomości, ubezpieczenia zdrowotne i opłacili studia dla swoich dzieci. W „naszej gminie” prawie nikt już niczego nie kupuje, tylko to co jest naprawdę potrzebne – każdy ogląda pieniądz z dwóch stron zanim go wyda. W efekcie drastycznie maleją dochody z podatków pośrednich – zapewniających prawie 70% dochodów gminy. W efekcie gmina żeby nie ogłosić bankructwa – dzięki pośrednictwu rodziny X-ów w zamian za większość zadłużenia – sprzedaje połowę swojego terytorium – zachodniemu miasteczku, u którego była zadłużona.

Burmistrz w rozpaczy przed radą gminy mówi „Nie mamy innego wyjścia!”, ponieważ nikt nie chce kupować już naszych obligacji, nawet X-owie, ani zachodni sąsiad, który wstrzymał nawet import zboża i złomu z naszej gminy – twierdząc, że są niskiej jakości. Jedynymi osobami, które posiadają stały dopływ dewiz poza X-ami są prostytutki, obsługujące przy drodze straż z sąsiedniej gminy, która w części już dawno pilnuje naszego zachodniego terytorium – żeby zapobiec przemytowi. Niestety burmistrz miał rację, albowiem „tu i teraz” nie było innego wyjścia. Wcześniaki w szpitalu umierały, bo zepsuł się aparat podtrzymywania życia – produkcji warsztatu zlokalizowanego u zachodniego sąsiada, podobnie zepsuł się samochód straży pożarnej – też serwisowany w sąsiedniej gminie – nie ma dewiz, nie ma pieniędzy – co mieliśmy zrobić?

Ludzie – ci, którzy zostali około 60 osób – muszą coś jeść, a ponieważ są słabo wykształceni i boją się wszystkiego, gdyż gmina przez lata mocno ich prześladowała mandatami, aresztowaniami i przy pomocy komorników ściągających haracz zwany abonamentem za słuchanie bicia dzwonów – nie będą protestować. Zresztą idzie zima, nie ma opału – jedynym sposobem na przetrwanie jest przyjęcie przyjacielskiej i pokojowej oferty naszych zachodnich sąsiadów na umorzenie zadłużenia w zamian za odstąpienie prawie połowy terytorium gminy.

Dzięki pieniądzom X-ów i ładnej kampanii promocyjnej w gminnym kinoteatrze, gdzie ładne modelki rozdawały darmowe kiełbasy i piwo, a film był fajny i podobał się widzom, wszyscy mieszkańcy żyją w przekonaniu, że nawet przekazanie terytorium nie będzie problemem, albowiem i nasza gmina i gmina sąsiednia – współistnieją w jednym powiecie i można bez problemu się przemieszczać. Poza kilkoma nadąsanymi starcami – wszyscy godzą się z polityką burmistrza, zresztą nie ma innego wyjścia.

Mniej więcej tak jak powyżej wygląda rzeczywistość naszego kraju. Rodzina X-ów to nasza elita finansowa, skupiająca w swoich rękach kapitał, władze i wpływy. Jaki jest morał z powyższej historyjki? Elita się zawsze uratuje – co pokazała już słynna szosa na Zaleszczyki w II RP. Nie możemy powielić już tego błędu. Jedynie zmiana struktury obciążeń podatkowych na model zapewniający bardziej sprawiedliwe opodatkowanie umożliwi nam uniknięcie negatywnego scenariusza pełnego bankructwa. Przy czym już obecnie jesteśmy w sytuacji, gdy nie ma mowy o obniżaniu podatków. Na to nie ma szans – nie można się oszukiwać, nikt nie zmniejszy nam podatków pośrednich, za to na pewno pojawią się nowe i to o wiele większe. Miejmy nadzieję, że bogaci będą płacić przynajmniej na tyle, że ich obciążenia podatkowe będą wyższe od renty kapitałowej, jaką ściągają z systemu dzięki posiadanej własności.

2 komentarze

  1. Ponury scenariusz jednak jak najbardziej realny.Gratuluję

  2. Doskonała i przystępna ilustracja naszej rzeczywistości.
    Pozdrawiam @autora.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.