Społeczeństwo

Zmiany w prawie pracy – czy na lepsze?

 Od 1 stycznia br. zaczęły obowiązywać nowe, uchwalone w ubiegłym roku regulacje z zakresu prawa pracy dotyczące, m.in. Pracowniczych Planów Kapitałowych, prowadzenia i przechowywania dokumentacji pracowniczej czy sposobu wypłaty wynagrodzenia pracownikom. Ekspert z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy wyjaśnia, jak w praktyce wpłyną one na pracowników oraz pracodawców.

 

 

  1. PRACOWNICZE PLANY KAPITAŁOWE

Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) to nowy pomysł ustawodawcy na stworzenie dodatkowego programu oszczędnościowego dla ponad 11 milionów Polaków, który ma stanowić zabezpieczenie na czas emerytury. Ów system długotrwałego oszczędzania będzie finansowany w częściach przez pracodawców oraz pracowników, ale również i Państwo będzie miało w tym swą partycypację.

Należy pamiętać, że dla pracowników przystąpienie do PPK jest dobrowolne. Z kolei pracodawcy zobligowani są zaoferować swym pracownikom możliwość przystąpienia do programu. Jednak początkowo obowiązek ten obejmie pracodawców zatrudniających powyżej 250 pracowników. W późniejszym czasie do programu mają zostać włączone mniejsze przedsiębiorstwa oraz jednostki sektora finansów publicznych. Pamiętajmy, że zgodnie z ustawą za osobę zatrudnioną rozumie się nie tylko pracownika na umowie o pracę, ale również, m.in. wykonującego pracę na podstawie umowy agencyjnej, umowy zlecenia lub umowy o świadczenie usług, które podlegają obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnym i rentowym z tego tytułu w Polsce – mówi Nikola Misiek z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy.

Zakończenie wdrażania PPK jest zaplanowane na początek 2021 roku. Rezygnacja z dokonywania wpłat do PPK jest oczywiście możliwa na podstawie pisemnej deklaracji złożonej pracodawcy. Osoba zatrudniona może jednak tak samo w każdej chwili złożyć wniosek o ponowne dokonywanie wpłat.

Należy również wskazać, że ustawa regulująca PPK wprowadza przepisy karne penalizujące, m.in. niewywiązywanie się przez pracodawcę z obowiązku dokonania stosownych wpłat do PPK w przewidzianym przepisami terminie, za co podlegać będzie karze grzywny w wysokości od 1 000 do 1 000 000 zł – dodaje ekspertka.

Głównym celem PPK ma być podniesienie bezpieczeństwa finansowego Polaków. Ze strony Państwa wpłata powitalna będzie wynosić 250 zł, a dopłata roczna finansowana z Funduszu Pracy 240 zł, przy spełnieniu warunków określonych ustawą. Podstawowa wpłata finansowana przez podmiot zatrudniający będzie wynosiła 1,5% wynagrodzenia, a finansowana przez uczestnika PPK, czyli osobę zatrudnioną, będzie wynosiła co do zasady 2% wynagrodzenia. Ponadto pracownik będzie mógł zadeklarować chęć dokonywania wpłaty dodatkowej w wysokości do 2% wynagrodzenia. Z kolei w przypadku pracodawcy taka dobrowolna wpłata dodatkowa powinna zgodnie z ustawą wynosić do 2,5% wynagrodzenia.

Co do zasady środki zgromadzone w ramach PPK będą wypłacane uczestnikom programu po ukończeniu 60. roku życia.

Oczywiście wydaje się to być rozwiązaniem jak najbardziej korzystnym dla pracownika. Należy jednak zwrócić uwagę, że pracodawcy mogą poczytywać PPK za kolejny koszt jaki muszą ponieść w związku z zatrudnianiem pracowników. Z kolei w odbiorze społecznym taki krok ustawodawcy rodzić może obawy o stan systemu emerytalnego – komentuje Nikola Misiek.

  1. ZMIANY W SPOSOBIE WYPŁATY WYNAGRODZENIA

Kolejną zmianą w prawie pracy jest modyfikacja podstawowej formy wypłaty wynagrodzenia. Zgodnie z nowym brzmieniem przepisu Kodeksu Pracy ma być ona dokonywana na wskazany przez pracownika numer rachunku bankowego. Nadal jednak będzie możliwe otrzymywanie wynagrodzenia do rąk własnych. Do dnia 21 stycznia 2019 roku pracodawcy mieli czas na poinformowanie pracowników dotychczas otrzymujących wynagrodzenie za pracę do rąk własnych o obowiązku podania numeru rachunku płatniczego albo złożenia wniosku dotyczącego dalszej wypłaty wynagrodzenia w dotychczasowej formie.

Każdy pracownik, który wciąż będzie chciał otrzymywać wynagrodzenie do rąk własnych może złożyć stosowny wniosek w postaci papierowej lub elektronicznej w terminie 7 dni od dnia otrzymania od pracodawcy informacji o zmianie podstawowej formy wypłaty wynagrodzenia. Jednak zgodnie z przepisami pracodawca będzie również zobligowany do kontynuowania wypłaty wynagrodzenia do rąk własnych pracownika, jeśli pracownik nie wskaże w tym terminie numeru rachunku bankowego lub nie złoży stosownego wniosku o dalsze dokonywanie wypłaty w tej formie – wyjaśnia Nikola Misiek.

Zmiana ta wydaje się być dostosowaniem obowiązujących przepisów do realiów.

Często pracodawcy dziwili się, dlaczego nie można przelewu na rachunek bankowy obrać za podstawową formę wypłaty wynagrodzenia już w regulaminie pracy, skoro przecież wszyscy ich pracownicy życzą sobie otrzymywania pensji właśnie w ten sposób. Na przeszkodzie stał obecnie już zmieniony przepis Kodeksu Pracy.  Należy jednak wskazać, że wśród obowiązkowych elementów regulaminu pracy nadal znajduje się tzw. miejsce i czas wypłaty wynagrodzenia. Konieczność szczegółowego rozpisywania w regulaminie pracy tego elementu często jest przez pracodawców kwestionowana z uwagi na aspekty praktyczne. Jednak nawet po nowelizacji muszą oni brać pod uwagę możliwość złożenia przez choćby jednego z pracowników wniosku o dokonywanie wypłaty do rąk własnych – dodaje ekspertka.

  1. ZMIANY W PROWADZENIU I PRZECHOWYWANIU DOKUMENTACJI PRACOWNICZEJ

Z początkiem 2019 roku zmieniły się również przepisy regulujące sposób prowadzenia i przechowywania dokumentacji w sprawach związanych ze stosunkiem pracy oraz akt osobowych pracowników (dokumentacja pracownicza).

– Pracodawcy wielokrotnie pytali o możliwość prowadzenia i przechowywania dokumentacji pracowniczej w formie elektronicznej, gdyż nie było to bezpośrednio wskazane w kodeksie pracy – wskazuje ekspertka.

Od 1 stycznia 2019 r. pracodawcy mogą prowadzić i przechowywać dokumentację w sprawach związanych ze stosunkiem pracy oraz akta osobowe pracownika w wybranej przez siebie formie – papierowej lub elektronicznej. Dotyczy to jednak tylko pracowników zatrudnionych po 1 stycznia 2019 r. W odniesieniu do pracowników zatrudnionych przed tą datą przepisy przewidują możliwość digitalizacji,  jednak nie wystarczy zwykłe zeskanowanie kartotek, ponieważ każdy dokument w wersji cyfrowej trzeba będzie opatrzyć kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub pieczątką elektroniczną, która będzie potwierdzała zgodność odwzorowania cyfrowego z oryginałem.

Dodatkowo w aktach osobowych zostanie wyodrębniona część D, która będzie zawierała dokumentację związaną z ponoszeniem przez pracownika odpowiedzialności porządkowej. Ma to ułatwić usuwanie z akt informacji o ukaraniu po zatarciu się kary po upływie określonego czasu.

– Przepisy w nowym brzmieniu wprost wskazują, że pracodawca ma obowiązek przechowywać dokumentację pracowniczą przez okres zatrudnienia danego pracownika, a także co do zasady przez okres 10 lat licząc od końca roku kalendarzowego, w którym zatrudnienie ustało. Do tej pory okres ten wynosił aż 50 lat – dodaje ekspertka.

  1. ZWIĄZKI ZAWODOWE NIE TYLKO DLA PRACOWNIKÓW

Dodatkowo nowe przepisy rozszerzają ochronę na tzw. działacza związkowego, który nie jest zatrudniony na podstawie umowy o pracę, lecz na innej podstawie niż stosunek pracy – również do tych działaczy zastosowanie znajdą przepisy chroniące przed wypowiedzeniem lub rozwiązaniem stosunku pracy.

– Po 1 stycznia pracodawca, który rozwiąże umowę z osobą wykonującą pracę na innej podstawie niż umowa o pracę bez wymaganej zgody zarządu zakładowej organizacji związkowej, będzie musiał zapłacić odszkodowanie w wysokości 6-miesięcznego wynagrodzenia tej osoby. Dodatkowo nowe prawo zapewnia osobom możliwość zwolnienia od pracy na czas niezbędny do wykonania doraźnej czynności związkowej – dodaje ekspertka.

 Autor: Nikola Misiek, ECOVIS Milczarek i Wspólnicy Kancelaria Prawna – spółka komandytowa

***

Informacja redakcji:

Wszelkie prawa zastrzeżone dla Nikola Misiek, ECOVIS Milczarek i Wspólnicy Kancelaria Prawna – spółka komandytowa. Wyłączenie licencji CC 3.0.

2 komentarze

  1. Zmiany, zmiany, zmiany …

    Czyli KTOŚ znowu zarobi na obsłudze 11 milionów kont PPK.

    Powtórka z OFE?

    Przecież jak będzie KRYZYS, to “dobra” lub “lepsza” zmiana sięgnie po te środki, jak te zgromadzone na OFE.

    A że za paręnaście lat czeka nas kryzys w wypłatach rent i emerytur – to więcej niż pewne.

    Byle nie naruszyć wypłat “500 plus”, bo tu nad Wisłą mamy Macondo.

    Amen.

  2. PPK=OFE
    Nie jestem wrogiem inwestowania w kopalnie diamentów na plutonie, ale niech każdy robi to na własny rachunek – a PPK w założeniu będzie robić to jak OFE znowu na rachunek państwa I NAIWNYCH. Emerytura z założenia ma być pewna. Żaden rynek kapitałowy tego nie gwarantuje bo z definicji nie może – a gwarantuje cykliczne kryzysy, każdy z kolejnych potencjalnie większy niż poprzedni.
    ps…
    Najpierw mała podróż wehikułem czasu. 18 lat temu rząd Buzka wdrożył zmiany w systemie emerytalnym. Były niezbędne, bo finansom państwa groziło bankructwo. Dlatego zamiast systemu ze zdefiniowanym świadczeniem (po osiągnięciu odpowiedniego wieku dostajesz tyle i tyle emerytury) wprowadzono system zdefiniowanej składki (odkładasz określony odsetek swojej pensji i na koniec dostaniesz tyle emerytury, ile pieniędzy uzbierasz). System ten miał skłaniać ludzi do dłuższej pracy, czyli dłuższego oszczędzania. Aby był bardziej efektywny, część składki miała trafiać do funduszy inwestycyjnych (OFE), a te miały pomnażać oszczędzane pieniądze, lokując je w akcje i obligacje. Przy okazji OFE miały rozruszać polską giełdę i ogólnie gospodarkę.
    Co z tego wyszło? Giełdę udało się OFE rozruszać. Ale kiedy po kilku latach obowiązywania nowego systemu pojawiły się pierwsze prognozy emerytur kapitałowych, okazało się że zamiast obiecywanych w reklamach luksusów pod palmami część przyszłych emerytów dostanie grosze. I nic to, że nie w pełni było to winą OFE. Owszem, pobierały drastycznie wysokie prowizje za swe usługi, ale przecież ktoś im na to pozwolił. Ktoś, czyli politycy. Poza tym system emerytalny nigdy nie został w pełni domknięty. Mundurowi, górnicy, sędziowie, prokuratorzy mają przywileje emerytalne – wysokie świadczenia mimo wcześniejszego odchodzenia na emeryturę, czasami też składki finansowane przez państwo.
    W czasie globalnego kryzysu finansowego rząd PO-PSL zaczął gmerać przy emeryturach. Trzeba oddać premierowi Donaldowi Tuskowi, że podniósł wiek emerytalny do 67 lat (co miało zdjąć nieco ciśnienia z finansów ZUS), ale systemu nie uszczelnił. Zamiast tego postanowił poskrobać OFE – obniżył funduszom prowizje (i słusznie), obniżył składkę do OFE (z 7,3 do 2,92 proc.), a w końcu zabrał to, co fundusze zgromadziły w obligacjach skarbu państwa, czyli mniej więcej połowę majątku. Argument ówczesnego ministra finansów Jacka Rostowskiego był prosty: obligacje to dług państwa i to bez sensu, że państwo musi się teraz zadłużać, żeby finansować prywatne towarzystwa inwestycyjne. Dlatego rząd część zgromadzoną w obligacjach (ok. 150 mld zł) umorzył. To co przyszli emeryci uzbierali w obligacjach, dopisał im wirtualnie na subkontach w ZUS. Na te subkonta zaczęła też wpływać część pieniędzy, jaka wcześniej trafiała do OFE (przed obniżką składki). Słowem: rząd przesunął dług, który trzeba byłoby spłacić za kilka lat na znacznie odleglejszy termin. Należność wobec emerytów niby wciąż jest, ale nie widać jej w bieżących statystykach. Stąd w danych za 2014 r. widać spory spadek zadłużenia skarbu państwa – z 922 do 864 mld zł.
    150 mld zł „leżące” na kontach w OFE nie mogło nie kusić nierządu PiS, który wdraża programy socjalne na potężną skalę. Dług skarbu państwa przekroczył już w zeszłym roku bilion złotych. Skąd takie zadłużenie? Z życia na kredyt – sam Morawiecki przyznał, że kosztujący ok. 25 mld zł rocznie program 500+ jest finansowany wzrostem długu. Rosną też potrzeby ZUS, któremu co roku rząd musi dorzucać kilkadziesiąt miliardów złotych. Na dodatek od jesieni wchodzi w życie obniżka wieku emerytalnego, bo nierząd PiS postanowił zrealizować jedno ze swoich haseł wyborczych (by Polacy „nie musieli pracować do śmierci”) i cofnął słuszną reformę Tuska. Efekt? Jeszcze w tym roku może przybyć ponadplanowo nawet 280 tys. emerytów.
    Morawiecki już kilka miesięcy temu zapowiadał swój pomysł na zmiany w systemie emerytalnym. Jeden z jego elementów to pracownicze plany emerytalne – w każdej firmie liczącej powyżej 19 pracowników ma powstać taki fundusz, na który będą zrzucać się zatrudniony i jego zakład (to ekstra 2 lub 4 proc. pensji jakie zapłaci pracownik oraz 1,5 lub 2,5 proc. jakie zapłaci pracodawca; państwo dorzuci do tego 0,5 proc. w formie obniżki składki na fundusz pracy). Resort rozwoju optymistycznie wylicza, że przy średniej pensji (4,3 tys. zł) po 40 latach może się zebrać z tego 1400 zł miesięcznie (przy składce 4 proc.) a nawet 2400 zł (przy 7 proc.). I byłaby to tylko część emerytury, bo przecież część wypłaci jeszcze ZUS, a część będziemy mieli z dobrowolnego oszczędzania w III filarze. O ile ktoś go ma.
    Mówiąc oględnie, dobrowolne oszczędzanie na emeryturę nie cieszy się w Polsce nadmierną popularnością. W zasadzie poza wizją głodowych świadczeń na starość jedyną zachętą do takich oszczędności jest ulga w podatku dochodowym. O ile oczywiście nie wypłacimy pieniędzy z takiego konta przed osiągnięciem wieku emerytalnego.
    Nierząd szykuje nowy zastrzyk motywacyjny. Morawiecki proponuje w swojej strategii likwidację OFE, a raczej – jak sam zachwala – oddanie zgromadzonych tam pieniędzy obywatelom. Jak miałoby to wyglądać? Ano OFE zmienią się w normalne fundusze inwestycyjne, a nasze zapisane składki przejdą na konta w tych funduszach i sami będziemy mogli decydować jak je inwestować – czy bardziej ryzykownie, czy bardziej zachowawczo. Ale na tym nasz wpływ na te fundusze się skończy. Bo pieniędzy nie będzie można ot tak sobie wypłacić. Jeśli zrobimy to przed emeryturą – zapłacimy karny podatek. A nawet po przejściu na emeryturę jednorazowo wypłacić będzie można tylko 25 proc. (podobne ograniczenia dotyczyć będą też pieniędzy zgromadzonych w programach pracowniczych).
    I jeszcze wisienka na torcie: na konta w funduszach inwestycyjnych nie dostaniemy całości zgromadzonych pieniędzy – 25 proc. na dzień dobry zabierze państwo, a konkretnie Fundusz Rezerwy Demograficznej, czyli finansowa kroplówka dla ZUS. Tak się składa, że owe 25 proc. w zasobach OFE to gotówka, obligacje i akcje zagranicznych firm. W ten sposób państwo może po raz kolejny „ostrzyc” OFE i nie doprowadzić do zapaści na polskiej giełdzie (która musiałaby nastąpić, gdyby OFE zaczęły wyzbywać się akcji).
    O zmiany w OFE trwał zażarty bój w rządzie. Rafalska, nadzorująca m.in. ZUS, najchętniej zabrałaby po prostu wszystkie pieniądze z OFE, by zasypać coraz większą emerytalną dziurę. Morawiecki chciał, by część tych pieniędzy posłużyła do rozkręcenia gospodarki i wzmocnienia finansów publicznych. Wygląda na to, że to starcie wygrał Morawiecki.
    Prawdziwą wisienką na torcie będzie program 500+ dla emerytów, który – według doniesień „Dziennika Gazety Prawnej” – wytargowała Rafalska. Emeryci, być może już od przyszłego roku, mieliby dostawać jednorazowy dodatek przed świętami Bożego Narodzenia. Takie 500+ pod choinkę. Koszt: ok. 2,5 mld zł rocznie. Z punktu widzenia partii PIS: świetna inwestycja, bo na kogo zagłosuje potem emeryt jeśli nie na świętego Mikołaja z PiS? Pytanie jak długo będzie się kręciło to finansowe perpetuum mobile i czy wystarczy do KOLEJNYCH WYBORÓW.
    ps…
    „Demokracja krowopasów przetrwa do czasu, kiedy Kongres odkryje, że można przekupić społeczeństwo za publiczne pieniądze” – napisał w połowie XIX wieku francuski Alexis de Tocqueville obserwujący z bliska rozwój demokracji w USA.
    A Prawo i Sprawiedliwość zachowuje się jak ten baca z dowcipu, który piłuje gałąź, na której siedzi. Nie zważa na głos przechodzącego turysty: „Baco, spadniecie”. A kiedy już spadnie, będzie się dziwić: „Prorok jakiś czy co?”

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.