Paradygmat rozwoju

Zmiany w Konstytucji?

 Mainstream przygotowuje się do skoku na państwo, to co żarłoczna elita zawłaszczyła dla siebie dotychczas to okazuje się mało, chcą więcej i już na zawsze. Niedawno w jednym z najbardziej wpływowych programów telewizyjnych, znanej dziennikarki zawodowo zajmującej się modelowaniem przekazu złotych myśli z góry na dół. Pewien znany przez salon prawnik wypowiedział się na temat uszczegółowienia a właściwie rozgraniczenia konstytucyjnych uprawnień władzy wykonawczej i zmian rzekomo koniecznych w ich konsekwencji.

Faktem jest, że brak ostrych zapisów sprzyja konfliktom u władzy, a to co mamy to jeszcze w części spadek z czasów „falandyzacji prawa”, jednakże wnioski do jakich doszedł ten czcigodny jurysta – mogły wywołać defekację u co bardziej wrażliwych, a rozumiejących moderowany kierunek zmian systemowych odbiorców. Otóż koncepcja zakłada – zmianę sposobu wyboru Prezydenta RP, w kierunku powierzenia tego obowiązku Zgromadzeniu Narodowemu. Motywować ma to zmniejszenie uprawnień Prezydenta RP, a tym samym obniżenie jego rangi w systemie organów władzy państwowej. Prezydent jako „strażnik żyrandola” wybierany przez czcigodnych posłów i senatorów – nie potrzebuje mandatu demokratycznego bezpośrednio od suwerena. Był to bardziej balon próbny niż rzeczywista propozycja, albowiem nie trzeba być szczególnie uzdolnionym politologiem, żeby się domyśleć o trudności przyjęcia takiej koncepcji w obecnym pałacu prezydenckim. Ambicje polityczne pana Bronisława Komorowskiego są oczywiste, wszystko co może to po raz drugi być prezydentem tego państwa – na żadne poważne angaże międzynarodowe nie ma szans. Dlatego też ewentualne obniżenie jego rangi musiałoby się wiązać z dogadaniem z nim, ewentualnie zastąpieniem go przez innego „strażnika żyrandola” w pięknej Sali Kolumnowej.

Jest oczywistym, że Konstytucja wymaga kilku istotnych zmian, jednakże muszą być to zmiany odpowiednio odnoszące się do całego systemu władz państwowych, ich kompetencji i wzajemnych relacji. Jeżeli bowiem dotychczas przykładowo art. 126 ust.3 Konstytucji, który stanowi, że: „Prezydent Rzeczypospolitej wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach.” Nie wystarczał do właściwego zinterpretowania kompetencji wykonawczych Prezydenta np. w kontekście ustawy o radzie ministrów – to nie oszukujmy się, nie odczarujemy niedoskonałości, a orzecznicy w trosce o swoje kadencje nie będą orzekać w sposób kontrowersyjny, ponieważ to się im osobiście może nie opłacać.

Warto na pewno usunąć z Konstytucji takie dowody na upadek naszego konstytucjonalizmu jak zapisy o nieszczęsnej Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji art. 213-214 oraz zastanowić się nad katalogiem i sposobem zapisu praw obywatelskich. Istnieje poważna szansa, żeby poprawić standardy ochrony praw człowieka i obywatela poprzez np. włączenie kwestii praw podstawowych czy też modyfikację zapisów umożliwiających rzeczywiste równouprawnienie osób z mniejszości seksualno-obyczajowych do pełnego zakresu spraw społecznych. Bez problemu przeglądając naszą Konstytucję możemy znaleźć cały katalog – wszędzie da się coś poprawić.

Jeżeli zdecydowalibyśmy się na modyfikację ustroju w kierunku systemu kanclerskiego, to wówczas jest oczywistym, że należałoby ograniczyć kompetencje prezydenta do funkcji reprezentacyjnej i honorowej, natomiast całą władzę wykonawczą – nad całością aparatu administracyjnego państwa (z wyjątkiem Kancelarii Sejmu i Senatu, Kancelarii Prezydenta, Sadów i Trybunałów oraz co byłoby bardzo istotne Najwyższą Izbą Kontroli) – powierzyć „super” premierowi.

Na tym warunku można się zgodzić na rzeczywiste ograniczenie uprawnień Prezydenta RP z pozbawieniem go realnego prawa weta, czy też skutku prawnego niepodpisania ustawy. W przeciwnym wypadku, jeżeli nadal miałby być cytując Marszałka „b…..l, serdel, pierdel,” z premierem wiszącym na Sejmie w strachu przed odejściem lub przekabaceniem kilku szabel na drugą stronę to nie można się zgodzić na tak znaczne osłabienie funkcji Prezydenta RP. Jeżeli bowiem zależy nam na serio na poważnym podejściu do państwa – mamy jeszcze możliwość odwrotną, czyli model amerykańsko-francuski z silnym prezydentem, wybieranym w wyborach powszechnych. Niby dlaczego prezydent nie może wybierać sobie rządu? Przecież historycznie Król Polski był równorzędny Izbie Poselskiej i Senatowi. Może warto wrócić do tej tradycji – przyznajmy wodzowskiej, ale czy my przypadkiem nie potrzebujemy rządów zdecydowanego człowieka zdolnego zapanować nad władzą w tym przeciekającym przez durszlak kraju?

Wnioski dwa – żadnych pobieżnych zmian w Konstytucji, jeżeli już to należy doprowadzić do całego pakietu zmian – po przeglądzie całości i dyskusji eksperckiej oraz oczywiście w konsekwencji odwołaniu się do decyzji Narodu jako najwyższego suwerena, żeby nie było że elita depcze znowu umowę społeczną. Przy okazji trzeba się na coś zdecydować – czy silny premier jako kanclerz, czy też wzmocnienie prezydentury. Dotychczasowe balansowanie władz się nie sprawdza. Po prostu nie działa – efekty widać na co dzień.

3 komentarze

  1. Nieprecyzyjne zapisy należy zmieniać.
    Mamy zbyt wielu wycwanionych urzędników, którzy żyją z tej “fanlandyzacji” prawa.
    Konstytucja, jak i zapisy (oraz zasady) ustawy podatkowej – powinny być zrozumiałe przez każdego absolwenta 6-cio klasowej podstawówki.
    I do tego powinny dążyć rzesze propaństwowych polityków i prawników – a są jeszcze tacy w Rzeczpospolitej.

  2. wieczorynka

    W obecnych warunkach jestem za ograniczeniem funkcji prezydenta do funkcji reprezentacyjnej i honorowej, jak również jestem za zmniejszeniem budżetu przeznaczanego na działalność Głowy Państwa.Senat w obecnym wydaniu też nie spełnia roli Izby Wyższej. Tylko jak znaleźć “super premiera”, chyba na razie w Polsce to niemożliwe.

  3. Takim nieprecyzyjnym zapisem jest na przykład pojęcie “wywołać defekację” – defekacji się nie wywołuje, tak jak i niw wywołuje się prokreacji… A po jurysta kreska po co jest to też nie wiadomo w sumie…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.