Zmiany geopolityczne wymagają umiejętności dostosowania się

Świat jaki istniał jak wchodziliśmy do NATO i Unii Europejskiej nie istnieje, potrzeba nowych sposobów na przeciwstawianie się zagrożeniom nowego typu. Przede wszystkim, tym które wynikają wprost ze skomplikowania relacji ekonomicznych państw zachodnich. Kryzys jakiego jesteśmy świadkami wynika z chciwości wąskiej, uprzywilejowanej i bezkarnej grupy hochsztaplerów, którzy doprowadzili do załamania się zachodnich gospodarek i kryzysu zachodniego modelu społeczno-gospodarczego. To jest największe zagrożenie i presja jakiemu poddany jest Zachód, poczynając od Japonii poprzez Ameryką a na Europie kończąc. To właśnie z tego względu, że żyjemy w gospodarce, w której bogaci mają góry pieniędzy, a biedni mają ich coraz mniej lub wcale – gospodarka się zwija, co widać nawet w jeszcze względnie bogatych państwach jak Hiszpania, czy Włochy, gdzie w niektórych regionach nawet oferta supermarketów się zmniejsza i ogranicza dziedzinowo.

Natomiast politycy, ufni w kłamstwa sektora finansowego, lekką ręką przekazali setki miliardów na zatkanie dziur, które nie miały prawa w ogóle się pojawić, jednakże wszyscy byli zbyt chciwi, więc w ostateczności ma zapłacić biedny podatnik, który właśnie stracił pracę i bywa, że jest także wyrzucany z domu. Dlaczego nie przekażą podobnych kwot ludziom w postaci – np. ubezpieczeń społecznych, dostępu do usług publicznych szczególnej wagi, czy też emerytur i innych zasiłków socjalnych? Dlaczego bank może dostać miliardy, a pojedynczy mieszkaniec Hiszpanii lub Słowacji, nie może dostać marnych kilku tysięcy Euro na np. oddłużenie się?

Nie da się rozruszać gospodarki, jeżeli ludzie nie będą mieli pieniędzy. Produkcja dóbr luksusowych i świadczenie usług dla najbogatszych jest intratne, ale nigdy nie zastąpi produktów i usług masowych. Wyeliminowanie klasy średniej ze sterowalnej konsumpcji poprzez jej pauperyzację jest największym błędem społeczno-gospodarczym Zachodu, który otworzył drogę do zmian społecznych.

My musimy pogodzić się z faktem, że świat jaki istniał jak przyjmowano nas do NATO i Unii Europejskiej ewoluował, w kierunku który ma prawo nas nie satysfakcjonować. Mówi się o tych organizacjach, że mają na trwałe wyeliminować możliwość zaistnienia wojny w Europie, CO BYĆ MOŻE I BYŁOBY MOŻLIWE, ALE NIE ZE STANAMI ZJEDNOCZONYMI W ROLI UPADAJĄCEGO POST-IMPERIUM, KTÓRE MUSI ZA WSZELKĄ SIŁĘ UDOWADNIAĆ OTOCZENIU, ŻE JESZCZE DA RADĘ. Ponieważ bez tego Chińczycy i inni wierzyciele bardzo mogliby zbrutalizować metody starania się o odzyskanie swoich pieniędzy, które na razie przyjmują postać długu.

Amerykańska awantura kosztem Polski w związku z wojną w Iraku i takimi aspektami jak rzekome torturowanie jeńców wojennych na naszym terytorium, a następnie sposób w jaki Zachód w tym USA – pozwoliły na to, żebyśmy zostali za to ukarani zmusza nas do zadania pytania czy jesteśmy w dobrych sojuszach?

Jeżeli bowiem uwzględnimy to, co mówi wielu ekonomistów o Europie, że jest to strefa wspólnych długów i każdy kraj, który przyjmuje Euro, de facto godzi się przekazywać transfery bogactwa na rzecz przyszłych dochodów bogatych emerytów w krajach zachodnich, to trzeba się na poważnie zastanowić – w czyich rękach i dlaczego jest nasza gospodarka?

Przecież jest oczywistością, że jako kraj zależny politycznie i gospodarczo od Zachodu nie mamy możliwości z nim skutecznie konkurować, jedynie w wybranych niszach można sobie pozwolić na jakieś lokalne przewagi, nic poza tym. Jak wobec tego, jeżeli instytucja konkurencji, na jakiej opiera się kapitalizm i bogacenie się w nim, jest systemowo wyeliminowana – mamy dogonić Zachód, co jak twierdzi wielu apologetów naszej ścieżki transformacji jest celem strategicznym naszego społeczno-gospodarczego rozwoju?

Współczesny świat to jedna wielka niewiadoma, oczywiście dobrze jest płynąć przez ocean transatlantykiem a nie małą łódeczką, jednakże czasami jak zbliżają się góry lodowe – lepiej jest być pontonem gumowym, ze sztywnym dnem i silnikiem umożliwiającym bezpośrednie sterowanie. Można dawać więcej przykładów tego typu, co jedynie zaciemnia obraz, ale widać gołym okiem, że ani Unia Europejska nie działa w ten sposób, jakiego byśmy oczekiwali i na co się godziliśmy wchodząc od niej, ani NATO nie funkcjonuje jako „automat” bezpieczeństwa, jak to było społeczeństwu stale przedstawiane przez wszystkie lata starań i członkostwa w Sojuszu.

Jesteśmy jednak w pułapce własnej słabości, ponieważ nie mamy żadnej możliwości wpłynąć na reformę tych struktur, ani nawet na bieżące zarządzanie nimi, nie mówić już o spowodowaniu, żeby były efektywne w potrzebnym nam stopniu użyteczności. Co prawda Unia Europejska przekazuje nam fundusze pomocowe, ale to przecież nie jest za darmo. NATO jak na razie bardziej mówi o wspólnej obronie niż jest rzeczywiście gotowe i zdolne do przeciwstawienia się zewnętrznemu zagrożeniu, do tego stopnia, że wszystko co robi jest mało wiarygodne.

Co w związku z tym można zrobić? To jest dobre pytanie, albowiem geopolityka jest nieubłagana, a przy tak lekceważącej dla realiów polityce jaką uprawiają nasze obecne władze, chociażby w dziedzinie zewnętrznego bezpieczeństwa, możemy być pewni, że zagrożenia nas nie ominą, wręcz przeciwnie jak się pojawią to w pełni i jeszcze wzmocnione, przez naszą własną słabość.

Na to pytanie, jeszcze niedawno można było odpowiedzieć – że powinniśmy byli produkować czołgi, dzisiaj niestety nawet tego samodzielnie nie potrafimy, a biorąc pod uwagę to co się dzieje już straciliśmy rok na przygotowania do ewentualnej obrony. Co będzie dalej? Zmiany geopolityczne wymagają umiejętności dostosowania się, kto nie jest w stanie – może dać się złamać.

14 thoughts on “Zmiany geopolityczne wymagają umiejętności dostosowania się

  • 24 lutego 2015 o 05:52
    Permalink

    Na Sojuszu z USA skończymy na waterboardingu w jakiejś kloace

    Odpowiedz
  • 24 lutego 2015 o 07:26
    Permalink

    IMHO bardzo szkodliwy artykuł.
    Kilka informacji (zmanipulowanych), trochę populizmu a pod tym płaszczykiem przemycone szkodliwe idee.

    “jest oczywistością, że jako kraj zależny politycznie i gospodarczo od Zachodu nie mamy możliwości z nim skutecznie konkurować, jedynie w wybranych niszach można sobie pozwolić na jakieś lokalne przewagi, nic poza tym”

    Zależymy bo daliśmy sobie wmówić że tak musi być, tylko dlatego. Powtarzanie tego klamstwa jest wysoce szkodliwe!!! Oczywiście możemy skutecznie konkurować z Zachodem, trzeba tylko chcieć.

    “Jesteśmy jednak w pułapce własnej słabości, ponieważ nie mamy żadnej możliwości wpłynąć na reformę tych struktur, ani nawet na bieżące zarządzanie nimi, nie mówić już o spowodowaniu, żeby były efektywne w potrzebnym nam stopniu użyteczności.”

    Możemy wyjść!!! Niczego nie musimy reformować! Należy szukać innych sojuszy o innych partnerów gospodarczych.

    Owszem, w artykule autor zostawia otwarte pytanie co robić dalej, dostrzega problemy ale ostatecznie trudno szukać tu zaleceń co należy zrobić, no może poza banałem iż należy umieć się dostosować by nie dać się złamać. Za to znajdziemy ciche sugestie że nie możemy konkurować, jesteśmy uzależnieni itd. Innymi słowy popłakaliśmy sobie, jest nam lepiej i dalej możemy godzić się na absurdalną politykę i gospodarkę.

    Odpowiedz
    • 24 lutego 2015 o 19:44
      Permalink

      Panie @Badura, mam pytanie. Ile lat w swoim życiu przepracował Pan jako wytwórca (robotnik, inżynier, szef firmy)?
      Bo wg mnie pisanie w komentarzu takich truizmów, że wystarczy “chcieć” świadczy o tym, że nie skalał się Pan tego typu pracą, albo ma Pan zakłócone postrzeganie rzeczywistości i stąd buja Pan w wirtualnej wizji teorii kapitalizmu.
      Rzeczywistość jest inna, rzeczywistość skrzeczy, że aby móc “chcieć” należy wyzbyć się wszelkich cech humanitarnych w postępowaniu wobec otoczenia stosując prawo dżungli.
      Dla udokumentowania powyższego i tak dla Pana jak i PT czytelników ciekawości. Przepracowałem dotychczas (i nadal pracuję) 52 lata zdobywając po drodze wykształcenie od zwykłego robotnika do inżyniera budownictwa z wszelkimi możliwymi uprawnieniami, przeczytałem coś ponad 20 tyś. książek (własna biblioteka liczy około 5,5 tyś. woluminów), posiadam od 1985 r. własną firmę budowlaną zatrudniającą kilkunastu pracowników i bardzo “chcąc” doszedłem do poziomu życia średnio europejskiego specjalisty.
      A np. nieco młodszy ode mnie Pan CCCCCCCCCCC też mający w tamtych latach firmę (transportową) mniej więcej tej samej wielkości też bardzo chcąc doszedł do poziomu europejskich milionerów.
      I on i ja działaliśmy też od początku w Solidarności, a więc drogi polityczno-zawodowe podobne. Skąd więc takie rozbieżności? Po prostu ja nie umiem stosować praw dżungli w stosunku do drugiego człowieka.

      SZANOWNY PANIE PRZEPRASZAM ZA OCENZUROWANIE, ALE JESTEŚMY KRĘGIEM LUDZI, KTÓRZY PO PROSTU PEWNYCH NAZWISK NIE WYMIENIAJĄ. Z POZDROWIENIAMI WEBMASTER JÓZEF.

      Odpowiedz
      • 25 lutego 2015 o 08:14
        Permalink

        Szanowny Panie Rysa, uważam że w dyskusji ważny jest poziom argumentacji a nie to kto kim jest.
        To co piszę nie będzie mądrzejsze ani głupsze tylko dlatego że dołączę do wypowiedzi swój życiorys.
        Skoro jednak dla Pana to takie ważne i napisał Pan o sobie to w ramach wzajemności proszę bardzo.
        Pracuję od 20 lat, zaczynałem od prowadzenia małej hurtowni budowlanej, później była logistyka i powolny awans aż do zarzadu spółki. W międzyczasie szeroko rozumiane doradztwo dla innych osób zajmujących się działalnością gospodarczą (chyba je cenią bo nadal za nie płacą).
        Aktualnie wykonuję jeden z zawodów prawniczych. Wydaje mi się w zwiazku z powyższym że mam wystarczające doswiadczenie.
        Co się zaś tyczy wykształcenia to zaczynałem jako technik chemik (technolog budowlanych materiałów wiążących), później politechnika (zarzadzanie i inżynieria produkcji) i uniwersytet (prawo). W międzyczasie różne dodatkowe uprawnienia i studia podyplomowe a aktualnie doktoranckie.
        Nie pamiętam ile książek przeczytałem (dużo, wiele tysiecy) i nie podejmuję się liczyć ile mam w domowej biblioteczce (kilka ton – a to tylko dlatego że brakuje mi miejsca i sporo mniej wartościowych jest już tylko w wersji elektronicznej).
        Wystarczy?

        Co się zaś tyczy “wystarczy chcieć” to po pierwsze dotyczyło to nas jako państwa. Chcenie to kwestia odpowiednich decyzji politycznych.
        Po drugie nawet na obecnych warunkach konkurencja jest możliwa, sam Pan podał przykład.

        Pisze Pan o prawie dżungli, co to za prawo? Czy zwalniając pracownika który mnie okrada lub udaje że pracuje stosuję prawo dżungli?
        Ci którzy dla mnie pracują zarabiają całkiem nieźle, ale dopiero wtedy gdy zapracują.

        Odpowiedz
      • 25 lutego 2015 o 14:01
        Permalink

        Szanowny Panie @Badura
        Miło mi jest spotkać osobę, która przeszła drogę zawodową od podstaw i dla której książka jest również ważna.
        Ma Pan w pełni rację, że w dyskusji “ważny jest poziom argumentacji, a nie o to kto kim jest”. W związku z tym wracając do tematu “wystarczy chcieć” wypowiedź Pańska, że to dotyczyło Państwa i jest to “kwestia odpowiednich decyzji politycznych” potwierdza tezy Pana Krakauera cytowane w komentarzu: „Jesteśmy jednak w pułapce własnej słabości, ponieważ nie mamy żadnej możliwości wpłynąć na reformę tych struktur, ani nawet na bieżące zarządzanie nimi, nie mówić już o spowodowaniu, żeby były efektywne w potrzebnym nam stopniu użyteczności” i jest w sprzeczności z treścią dalszego pańskiego komentarza: i dalej
        No bo proszę Pana jeśli wcześniej sugerował Pan, że “wystarczy chcieć” a teraz odnosi Pan to do Państwa, to proszę podać jakikolwiek argument potrafiący obecnie z naszej strony wpłynąć na decyzje polityczne Państwa.
        A jakie te decyzje były dotychczas to podałem w porównaniu swojej i Pana “C” działalności.
        I tak np. dla zobrazowania takich decyzji Państwa są wprowadzone w Prawie Zamówień Publicznych rozwiązania, że do określonego poziomu wartości zamówienia płatność następuje jednorazowo po zakończeniu i odebraniu tego zamówienia, które preferuje jednostki dysponujące wysokim kapitałem (w większości z przeważającym udziałem kapitału zagranicznego), które mogą sobie pozwolić na takie finansowanie i którego koszty odbiją sobie skutecznie zatrudniając za podwykonawców krajowe firmy.
        I tu ma Pan pierwszy przykład prawa dżungli.
        A, że to prawo odnosi się również do naszych krajowych firm to dziwię się, że prowadząc Pan doradztwo działalności gospodarczej nie wie jak to one robią.
        Np. zatrudnianie pracowników na 1/2 ba nawet 1/4 etatu i zmuszanie go do pracy nawet nie 8 godzin ale 10 czy 12 godzin.
        W efekcie pozbawianie takiego pracownika w miarę przyzwoitego chorobowego i w przyszłości renty czy emerytury.
        A teraz może najważniejsze jakie my ‘społeczeństwo’ możemy mieć argumenty żeby móc wpływać na decyzje polityczne Państwa w obliczu istniejącej sceny politycznej i obowiązującego prawa wyborczego preferującego taki a nie inny układ polityczny.
        I tutaj się zgadzam w pełni z Pańską konkluzją, że nie możemy się dalej godzić na absurdalna politykę i gospodarkę. Brak tej zgody wyrażany jest na dziesiątkach forów czy blogów internautów.W ich wypowiedziach i dokonywanych komentarzach (w tym Pana i mojej) tkwi ogromna siła intelektualna, która właśnie może doprowadzić do nowej jakości polityczno-gospodarczej. Siła ta jednak jest obecnie mocno rozproszona ze względu na różny światopogląd piszących. Ale siła ta potrafi się też zjednoczyć aby zaprotestować, tak było np. w sprawie ACTA.
        Potrzeba jest zatem połączenia sił naszych protestów niezależnie czy to z prawa czy z lewa i w internetowej dyskusji spróbować skanalizować ten sprzeciw ukierunkowując czytelników na określony wybór.
        Pozdrawiam Rysa

        REDAKCJA RÓWNIEŻ PANÓW POZDRAWIA, DZIĘKUJĄC ZA UNIKANIE POWTARZANIA NAZWISKA PEWNEJ OSOBY, KTÓRA JEDNOZNACZNIE ŹLE SIĘ KOJARZY CZYTELNIKOM, A DO KOL. KRAKAUERA NIE TRZEBA SIĘ ODNOSIĆ PER PAN – BO PRZECIEŻ TEN PSEUDONIM JEST OD KRAKANIA, AUTOR O WIELE BARDZIEJ ZAPEWNE WOLAŁBY FORMUŁĘ “TOWARZYSZU”, JAKO BLIŻSZĄ MU IDEOLOGICZNIE ALE WIADOMO ŻE O NIĄ DZISIAJ TRUDNO NO I TRZEBA JĄ WYPRACOWAĆ W RAMACH WSPÓLNEJ PRACY U PODSTAW DO KTÓREJ ZAPRASZAMY – CHĘTNIE PRZYJMIEMY PANÓW PUBLIKACJE, W TYM CELU PROSZĘ O KONTAKT Z REDAKCJĄ NA EMAIL OBSERWATORPOLITYCZNY@OBSERWATORPOLITYCZNY.PL Z PZDR. WEB. JÓZ. (EMERYT, KIEDYŚ TOWARZYSZ)

        Odpowiedz
      • 26 lutego 2015 o 11:23
        Permalink

        Szanowny Panie Rysa
        Proszę pamiętać, najpierw jako państwo. Jako państwo możemy konkurować z Zachodem, możemy też zmieniać wszystko – wystarczy chcieć.
        Pisanie o pułapce naszej słabości jest dla mnie irytujące, ponieważ jesli uwierzymy że jesteśmy za słabi to będziemy.
        Podobno tak się tresuje słonie. Gdy słoń jest młody to mocną liną przywiązuje się go do mocnego drzewa, słoniątko szarpie się ale jest bez szans. Gdy słoń dorośnie to wystarczy niezbyt mocny sznurek i byle drzewko, zwierze wierzy że nie ma dość siły by się urwać.

        Teraz czy jako obywatele możemy coś zmienić. Oczywiście możemy! Trzeba tylko chcieć (chcieć wziąć się do roboty).
        Tegoroczne wybory niestety są stracone, jeśli ktoś by jednak planował zrobienie czegoś to właśnie jest dobry czas by rozpocząć walkę o następne wybory.
        To oczywiście wymaga przygotowanie idei która pociągnie za sobą przynajmniej tylu, by można bylo myśleć o budowaniu struktury i by miał kto przy tym wszystkim przez najbliższe lata robić. To nie jest łatwe ale zdecydowanie jest to możliwe.

        Wydaje mi się że obroniłem “wystarczy chcieć”. Jeśli państwo (a o nie mi chodziło) czegoś chce to bez problemu to zrobi (proszę spojrzeć na gospodarkę i pozycję polityczną np. Białorusi).
        Jeśli państwo (władza) czegoś nie chce a chcą obywatele to już jest gorzej, też jednak niemal wszystko się da jeśli się chce i jeśli inni chcą (problem w tym że najczęściej nikt nie chce).

        No i sprawy związane z działalnością gospodarczą, tak tu akurat bywa i tak że nie wystarczy chcieć. Obaj doskonale wiemy jak to wygląda w praktyce więc co tu o tym pisać. Czesto trzeba się “dogadać” i jeszcze trzeba wiedzieć z kim. Oczywiście da się jak ktoś bardzo chce ale… Chyba aż tak bardzo nie chcę, stąd u mnie zmiana profilu działalności.

        O zatrudnianiu na ułamek etatu i płaceniu reszty pod stołem oczywiście wiem, ten pomysł mi się jednak nie podoba. Znacznie bardziej podoba mi się pomysł na zatrudnienie ochroniarzy – płaca minimalna i każdy ma własną działalność gospodarczą jako sprzątaczka. 😉 Oczywiście jest to dobrze przygotowane, kto inny zatrudnia ochroniarzy i kto inny płaci za konserwację powierzchni płaskich.
        Sam tak się nie bawię, u mnie ludzie jak już się wyuczą to są zbyt cenni.

        Wspomniał Pan o emeryturach. No cóż, dla wszystkich którzy za chwilę nie przejdą na emeryturę nie bedzie już emerytur. Nie bedzie kto miał na nie pracować.
        Pozdrawiam

        Odpowiedz
      • 26 lutego 2015 o 21:36
        Permalink

        Szanowny Panie Badura.
        Osobiście sądzę, że jednak nie obronił Pan swojej tezy “wystarczy chcieć” w obecnej rzeczywistości istniejącej w Polsce. Nawet gdyby to odnieść do przestrzeni metafizycznej i opierając się na słowach Jezusa mówiących, że “gdybyście mieli wiarę jako ziarnko maku to potrafilibyście góry przenosić”, obecne “chcenie” całych rzesz Polaków pragnących zwyczajnej rzeczywistości, tj. możliwości pracy, lokum do zamieszkania, zapewnienia sobie i rodzinie w miarę przyzwoitych warunków do życia, mimo ich usilnej wiary nie przekłada się w prawdziwe fakty.
        Oni wszyscy naprawdę “chcą” i naprawdę pracują, ale ze względu na wprowadzenie zasad liberalnej demokracji, nie są oni podmiotem w swoim państwie, a jedynie przedmiotami (kukiełkami) zindoktrynowanymi od dzieciństwa tezami o wyższości tych właśnie, a nie innych zasad, a będąc na bieżąco sterowanymi przy użyciu wszechobecnej propagandy stają się bezwolną masą.
        Przywołując Pański przykład tresury słoni, chcę podać inny aspekt takiej tresury. Dawniej słonie bojowe w Indiach tresowano w następujący sposób-podawano im do posiłku tylko i wyłącznie masło z dodatkiem cukru. Po pewnym okresie czasu słonie rozdrażnione jednostronną i mdłą dietą wpadały w furię, a prowokowane celowo przez tresera atakowały niszcząc wszystko co napotykały na swojej drodze.
        Proszę przenieść tą analogię na nasze społeczeństwo, które jest karmione bez przerwy od przeszło 25 lat papką o wyższości zasad demokracji liberalnej, jej sukcesach w Polsce, etc.,etc. Efekty tej propagandy widać właśnie w necie, w którym aż kipi od frustracji, wściekłości i gniewu na działania naszej klasy rządzącej. Jeśli to wybuchnie to nastąpi sytuacja porównywalna do tej, która panuje obecnie na Ukrainie, a więc wojna domowa w pełni.
        Trzeba tą frustrację i ten gniew skanalizować w jeden nurt który swoim działaniem będzie potrafił zmieść obecny establishment polityczno-gospodarczy, ale nie rozpierniczy kraju.
        I to jest obecnie wg mnie podstawowe zadanie trzeźwo myślących blogerów, komentatorów i wszystkich użytkowników od prawa do lewa.
        Musimy się bezwzględnie zjednoczyć wokół tematu “odnowy sceny polityczno-gospdarczej Polski”.
        Są blogerzy i komentatorzy (vide Pana-Towarzysza Krakauera), którzy swoim racjonalnym i spokojnym osądem nurtujących kraj problemów potrafią skupić uwagę bardzo wielu czytelników.
        Nie zgadzając się z Panem, że obecna kampania jest już przegrana (tak trochę złośliwie zapytam czyżby już Pan “nie chciał”?) uważam, że właśnie tu na forach i blogach powinniśmy zweryfikować osoby kandydujące do najwyższego stanowiska w Państwie.
        To właśnie czytelnikom forów i blogów powinniśmy pokazywać jak się mają głoszone przez kandydatów hasła i tezy programowe do ich rzeczywistego działania.
        Wywołanie masowego oddźwięku wśród internautów przełoży się na faktyczne poparcie w wyborach.
        Jednocześnie propagując wśród czytelników kandydatury spróbujmy im zaproponować niektóre elementy programu zmian i wciągnąć ich do naszej netowej dyskusji na ten temat.
        Jestem przekonany, że przyszłość demokracji opierać się będzie właśnie na internecie i dlatego proponuję obecnie hasło “internet pod każdym dachem” w miejsce kiedyś istniejącego “książka pod każdą strzechą”.
        Taki masowy bezpośredni dostęp społeczeństwa do uczestniczenia w wyborze i nadzorowaniu wybranej władzy (już wyobrażam sobie jakie wtedy będą pyskówki) można tylko porównać do debat na greckich agorach.
        Pozdrawiam Rysa

        Odpowiedz
      • 26 lutego 2015 o 23:45
        Permalink

        Szanowny Panie Rysa
        To państwo (władza) ma chcieć, wtedy nie bedzie problemów. Ponieważ państwo (władza) najwyraźniej nie chce to trzeba ją zmienić. Problemem jest to że ludzie nie wierzą w możliwość zmiany władzy (“przyjdą inni a i tak będzie to samo”) a często w ogóle nie wierzą w możliwość zmiany. Dlatego jak mantre powtarzam “wystarczy chcieć”. Oczywiście to “chcenie” musi być jeszcze uzewnetrznione i musi być poparte gotowością do działania.

        Co do aktualnych wyborów. Kiedyś podjąłem się współpracy z jednym kandydatem na prezydenta miasta, oczywiście na wstępie wiedzieliśmy że nie ma szans. Po wyborach tłumaczyłem mu że teraz zaczynamy walkę o następne – myśli Pan że się zdecydował? Przypomniał sobie o tym pół roku przed następnymi wyborami, już mu nie pomagalem. Na pozycję trzeba zapracować, kilka miesięcy to za mało by to zrobić.
        To nie jest kwestia tego czy bym chciał (nie wiem, chyba korzystniejsze dla mnie jest bym nie chciał), tu trzeba po prostu trochę realizmu.

        Pisze Pan o czytelnikach forów i blogów. A ilu ich jest? Jak to się przelicza na głosy? Gdyby internet miał decydować to Korwin już dawno byłby prezydentem. 😉 Nie, internet to początek by stworzyć struktury, do ludzi jednak trzeba wyjść.

        Pisze Pan o frustracji i gniewie. Myśli Pan że to umknęło władzom? Na pewno nie. To temat na dłuższą rozmowę ale jestem przekonany że właśnie coś się dzieje i ten stan nie jest przypadkowy. Nie ma też ryzyka niekontrolowanego wybuchu, to już jest kanalizowane.

        Odpowiedz
      • 27 lutego 2015 o 19:25
        Permalink

        Szanowny Panie Badura.
        Postaram się tu przytoczyć kilka fragmentów Pańskich wypowiedzi w kwestii “wystarczy chcieć” i jaka konkluzja z tego wynika.
        Ad rem:
        “To państwo (władza) ma chcieć, wtedy nie bedzie problemów. Ponieważ państwo (władza) najwyraźniej nie chce to trzeba ją zmienić”.
        “Teraz czy jako obywatele możemy coś zmienić. Oczywiście możemy! Trzeba tylko chcieć(chcieć wziąć się do roboty)”.
        ” Problemem jest to że ludzie nie wierzą w możliwość zmiany władzy („przyjdą inni a i tak będzie to samo”) a często w ogóle nie wierzą w możliwość zmiany”.
        “Dlatego jak mantre powtarzam „wystarczy chcieć”. Oczywiście to „chcenie” musi być jeszcze uzewnętrznione i musi być poparte gotowością do działania”.
        Ponieważ z przedstawionych Pana komentarzy nic innego nie wynika, żadnych propozycji jak zrealizować to “co chcemy”, konkluzją niech będzie ostatnie zdanie z Pańskiego komentarza artykułu Pana Krakauera:
        “Innymi słowy popłakaliśmy sobie, jest nam lepiej i dalej możemy godzić się na absurdalną politykę i gospodarkę”.
        I myślę, że na tym można spokojnie zakończyć wątek “wystarczy chcieć”. Pozdrawiam Rysa

        Odpowiedz
    • 26 lutego 2015 o 14:17
      Permalink

      Szanowny Panie Badura,
      pozwoli Pan, że w tym miejscu wtrącę swoje “2 Grosze”.
      Krytykuje Pan przemyślenia Pana Krakauera, zarzucając, iż są jakimiś populizmami, czy wręcz kłamstwami.
      Nie zgadzam się z taką opinią. Pan Krakauer, czy, jak on sam woli, Towarzysz Krakauer (nie mam nic przeciwko, sam kiedyś wolałem towarzyszy, niż solidurni) nie robi nic innego, jak obiektywnie określa rolę i miejsce Polski w obecnych układach gospodarczo-geo-politycznych Swiata.
      To raczej Pan używa populizmów, proszę mi wybaczyć za porównanie, ale samo mi się to na myśl nasuwa, jakiejś “kucharki, czy pokojówki” – “wystarczy tylko chcieć”…
      Nie ujmując Panu niczego, przecież, jako wykształcony człowiek, a tym bardziej inżynier, powinien Pan sobie w pełni zdawać sobie sprawę z tego, że daleko “siłom od zamiarów” !
      Przyjmując nawet Pana argumentację, że “jeśli wszyscy będą jednomyślni to wszystko będzie możliwe”, podpowiem Panu, że jednak Pan Krakaeur ma tutaj słuszność – Polska, w jej obecnej postaci, ma tylko ograniczone możliwości swojego “rozwoju”.
      Może w Pana branży (budowlanej), byłoby to możliwe, ale jak Pan sobie wyobraża odbudowanie wyższych technologicznie branż, np. metalurgicznej…?
      Nie wystarczy tutaj zbudowanie wielkich pieców. Do tego trzeba jeszcze całego naukowo-ludzko-technicznego i wydobywczo-materiałowo-logistyczno-energetycznego zaplecza. A jak skomplikowane jest to zaplecze, nie muszę chyba Panu, jako inżynierowi tłumaczyć. I choćby nie wiem, jak by Pan “chciał” (nawet wraz ze wszystkimi Polakami!), to w obecnych konstelacjach geo-politycznych odbudowanie tej branży NIE JEST MOżLIWE!. O innych, już nawet nie wspominam.
      Pozdrawiam

      Ps – Dziwię się Panu (jako inżynierowi), iż przy tego typu rozważaniach, używa Pan terminu “chcieć”….

      Odpowiedz
      • 26 lutego 2015 o 22:48
        Permalink

        Szanowny Panie 50-parolatku, proszę czytać uważniej.

        Na początek co zarzucam autorowi artykułu.

        Diagnoza przyczyn kryzysu jest błędna. W artykule czytamy:

        „Kryzys jakiego jesteśmy świadkami wynika z chciwości wąskiej, uprzywilejowanej i bezkarnej grupy hochsztaplerów, którzy doprowadzili do załamania się zachodnich gospodarek i kryzysu zachodniego modelu społeczno-gospodarczego.”

        To nie tak! Przyczyną kryzysu jest to że Amerykanie (ale też i reszta Zachodu) uwierzyli że można w znacznym stopniu pominąć produkcję i usługi na rzecz druku dolarów. Innymi słowy Zachód żył na koszt reszty świata.

        Nie wąska grupa hochsztaplerów!!! Całe państwa!!!

        To się skończyło i już nie wróci.
        Skończyło się z prostego powodu, Chiny nie chcą się dać okradać i są za duże by okradać innych. Część Europy i część Ameryki Północnej mogła żyć z okradania Afryki, Ameryki Południowej i części Azji, gdyby do okradających miały dołączyć Chiny a nie daj Boże i Indie to okazałoby się że po podziale praktycznie już nic nie ma.
        Państwom dotychczas okradanym przez Zachód bardziej opłaca się współpracować z Chinami niż z Zachodem. Chińczycy wygrywają z Zachodem w Afryce, CELAC to policzek wymierzony Zachodowi w Ameryce. Trzeba mniej konsumować a więcej robić, „obywatel Zachodu” nie jest do tego nawykły.

        Ponieważ diagnoza jest błędna toteż i rozważanie przekazania pieniędzy ludziom (obecnie szczególnie chwytliwe na oddłużenie) jest pozbawione sensu. Nie ma co rozdawać pieniędzy bo ich już nie ma. Ludziom (szczególnie tym bardzo bogatym) pieniądze należy zabrać i zapędzić do pracy – ale to jest bardzo niepolityczne. Proszę sobie wyobrazić ludzi którzy nie przemęczali się i żyli w luksusie jak teraz będą musieli uczciwie pracować i żyć już tylko godnie, przecież to będzie dramat! (Doprecyzuje że nie chodzi mi o ludzi w takich państwach jak Polska, tu już nie ma co zabrać, tu trzeba tylko wziąć się do pracy a nie uzasadniać dlaczego praca się w Polsce nie opłaca. Żeby nie było żadnych wątpliwości, to odgórnie państwo ma zmienić politykę gospodarczą a nie ludzie oddolnie mają coś robić.)

        Najbardziej drażni mnie jednak (o czym już pisałem) twierdzenie że „kraj jest zależny politycznie i gospodarczo od Zachodu”. Jest bo się dajemy, bo wmawia się nam „że nie mamy możliwości” i tkwimy „w pułapce własnej słabości”. Do jasnej ch…ry, mamy możliwość!!!
        Jeżeli państwo zdecyduje się być niezależne to będzie niezależne!!! Proszę popatrzeć na Białoruś, kilkanaście lat temu to była bida z nędzą, a jak jest dziś? Może mi Pan wierzyć albo pojechać i zobaczyć, dużo lepiej niż w Polsce. Rolnictwo na znacznie wyższym poziomie (w Polsce trudne do zaakceptowania było przyjęcie iż obora ma być wykafelkowana, na Białorusi nie jest niczym nadzwyczajnym że ze względów sanitarnych człowiek zbliża się do krowy w wyjątkowych sytuacjach, nawet dojenie jest zautomatyzowane), przemysł z powodzeniem konkurujący z Zachodnim (ciągniki, wozidła, mnóstwo innych), służba zdrowia nieporównywalnie lepsza niż w Polsce, nauka na znacznie wyższym poziomie.
        Proszę popatrzeć na KRLD, państwo niemal w całkowitej izolacji a jego rozwoju technologicznego nie da się porównać z naszym.

        Tyle co do zarzutów do artykułu. Teraz odnośnie uważnego czytania. 😉

        Nie pisałem o kucharkach czy pokojówkach. Nie pisałem że jestem inżynierem (wydział był zarządzania i inżynierii produkcji, ja stamtąd wyszedłem tylko jako magister). Nie pisałem że budowlanka to moja branża, pisałem że wykonuje jeden z zawodów prawniczych.

        Szanowny Panie, to jest właśnie ten problem, proszę czytać (nie tylko u mnie) to co jest napisane a nie to co by Pan chciał przeczytać, diabeł bowiem zwykle tkwi w szczegółach.

        Odpowiedz
      • 27 lutego 2015 o 10:35
        Permalink

        Do Pana Badury,
        – nie ma możliwości bezpośredniej odpowiedzi, więc ulokuję ją pod własną wypowiedzią.
        Tak na marginesie, to raczej nie praktykuję korygowania, czy prostowania swoich wypowiedzi. W tym przypadku, m. in. ze względu na Pana rzeczowe wypowiedzi, zrobię wyjątek.
        Odnośnie zarzutów tekstu Krakauera, przecież pisze Pan wyraźnie: “Zależymy bo daliśmy sobie wmówić że tak musi być, tylko dlatego. Powtarzanie tego klamstwa jest wysoce szkodliwe!!!”
        – z pańskiego zdania wyraźnie wynika, iż Pan Krakauer nie dość, że powiela populizmy, to w dodatku powiela KŁAMLIWE POPULIZMY !
        Nie zrobiłem niczego innego, jak zinterpretowałem Pana wypowiedź. Jeśli chciał Pan coś innego przekazać poprzez swoją wypowiedź, to proszę zwracać w przyszłości uwagę na SZCZEGóŁY 😉 i formę przekazu.
        “Kucharek i pokojówek” użyłem, jako synonimu i przecież wyraźnie pisałem, że to MOJE odczucie (szczegóły ;)), a jeśli chodzi o domniemanego inżyniera, to przyznam, że wyszedłem z założenia, iż jeśli kończył Pan technikum (specjalność “technolog budowlanych materiałów wiążących” plus “prowadzenie hurtowni budowlanej” – stąd mój przykład branży budowlanej!), a potem polibudę, to naturalną koleją rzeczy jest Pan w pierwszym rzędzie inżnierem.
        Nie wiem kiedy Pan kończył politechnikę, ale “za moich czasów” (początek lat 80-tych) polibudę kończyło się dla inżyniera. “Magisterka” i inne specjalności były potem.
        Jak Pan widzi, na szczegóły raczej zwracam uwagę. Jedynie ich interpretacja może być inna, niż ta, którą chciałby Pan przekazać. Ale to jest właśnie sztuka przekazu.
        Co się tyczy Białorusi, to całkowicie zgadzam się z Panem i potwierdzam Pana spostrzeżenia. S sam bywam tam od czasu do czasu służbowo, więc dokładnie to samo mógłbym powiedzieć.
        OK, co do całości Pana przekazu, to wydaje mi się, że w gruńcie rzeczy ma Pan sporo racji.
        Oczywiście, jeśli większość Obywateli WYTYCZY sobie jednomyślnie jakiś CEL (z premedytacją nie używam terminu “chcieć”), to Naród MA SZANSE go zrealizować. Do tego jednak musi być spełnionych wiele innych warunków i czynników.
        I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Pan Krakauer analizuje swoimi rozważaniami, jakie CELE w ogóle możliwe są do zrealizowania, a z Pana przekazu wynika, że wszystko jest możliwe, wystarczy tylko jednomyślność Narodu.
        Pozdrawiam

        Odpowiedz
  • 24 lutego 2015 o 16:58
    Permalink

    Świat się zmienił, a nasze wyobrażenia o nim są 20 lat do tyłu. Kapitalizm też w Polsce miał mieć twarz NADREŃSKĄ, a okazał się wilczym turbokapitalizmem korporacyjnym.
    Dlatego może ktoś spostrzegawczy zauważy, że znaleźliśmy się w tzw. BLACK HOLE* i to w większości przypadków – na własne życzenie.

    * – nie ma lepszego i eleganckiego określenia po polsku …

    Odpowiedz
  • 24 lutego 2015 o 19:52
    Permalink

    “rzekome torturowanie jencow wojennych na naszym terytorium” –rzekome??? nawet pan Krakauer nie chce tego przyjac do swiadomosci. Plakac sie chce, bo dowodow na to jest dosyc, ale Polacy dalej swiecie wierza, ze nic takiego sie nie wydarzylo.

    SZANOWNY PANIE SPRAWA JEST SKOMPLIKOWANA – W POLSCE TOCZY SIĘ W TEJ SPRAWIE ŚLEDZTWO, WSZELKIE ROZSTRZYGANIE PRZED ZAPADNIĘCIEM WYROKU MOŻE BYĆ UZNANE ZA PRÓBY WPŁYWANIA NA ORGANA WYM. SPRAW.- POZA TYM KATEGORYCZNE STWIERDZENIE BYŁOBY NIEPRAWDĄ, BO NIE MA W ŚWIETLE PRAWA POLSKIEGO DOWODÓW – MUSIMY SIĘ DOSTOSOWYWAĆ DO RETORYKI CZYNNIKÓW OFICJALNYCH PONIEWAŻ SZANUJEMY PAŃSTWO I JE POPIERAMY. Z POZDROWIENIAMI WEB,. JÓZ.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.