Społeczeństwo

Złodziejki mężów, złodzieje żon – o potrzebie karania za cudzołóstwo

 Nasze społeczeństwo przeszło bardzo daleką drogę w ewolucji sposobów normowania życia, definiowania tego, czym jest rodzina, jakie są prawa i obowiązki tej podstawowej komórki społecznej. Zawsze równolegle do zagadnień pranych obowiązywał zwyczaj, powodujący, ze niektóre zachowania godziło się wykazywać i były mniej lub bardziej tolerowane, a inne zawsze spotykały się z hańbą i wstydem.

Małżeństwo od zawsze we wszystkich formach prawa cywilizacji zachodniej poddawane było ochronie prawa z ramienia władzy, z czasem w miarę wykształcenia się instytucji kościelnych – znaczenia nabrało regulowanie praw małżonków poprzez prawa kościelne, a także zaostrzeniu uległy kary zwyczajowe dla osób łamiących „święty sakrament”.

Najpoważniejszym przestępstwem przeciwko małżeństwu jest cudzołóstwo, tj. stosunek płciowy z cudzym mężem lub cudzą żoną. Rozróżniamy cudzołóstwo zwykłe, (gdy jedna ze stron jest w związku małżeńskim) i podwójne, (gdy obie osoby są w związkach małżeńskich).

Zdrada małżeńska łamie szóste przykazanie Boga, przez co stanowi grzech. W ogól chrześcijaństwo podchodzi do kwestii małżeńskich, seksualnych i pożądania w sposób bardzo zasadniczy: „(…) Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5,27-28). Samo małżeństwo jest uznawane przez Kościół za nierozerwalne, jedynie śmierć może je przerwać. Napiętnowane jest zawarcie nowego związku, – bez względu na regulacje wskazane przez prawo cywilne, ponieważ postępując w ten sposób – wierny określa się w sytuacji publicznego i trwałego cudzołóstwa (szczegóły: Katechizm Kościoła Katolickiego 2384). Kodeks rodzinny i Opiekuńczy w art. 56 dopuszcza możliwość rozwodu: „Jeżeli między małżonkami nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia, każdy z małżonków może żądać, ażeby sąd rozwiązał małżeństwo przez rozwód”. Jak widać dwie strony zagadnienia stoją w pełnej opozycji – Kościół Katolicki nigdy nie zgodzi się na uznanie rozwodów cywilnych, państwo natomiast funkcjonuje w oparciu o wzorce zaczerpnięte z wieloletniej ewolucji kodeksów prawnych – wynikające z dostosowania prawa do potrzeb społeczeństw. Rozwody i wchodzenie w związki osób rozwiedzionych są powszechne w Europie, przynajmniej od czasów wielkich kodyfikacji ery napoleońskiej.

Społeczeństwa zachodnie zawsze karały zdradę małżeńską, karząc zarówno małżonka/ę dopuszczającą się zdrady jak i osobę uczestniczącą w akcie zdrady – równolegle. Kary były różne, od najokrutniejszych okaleczeń cielesnych we wczesnym średniowieczu po zakuwanie w dyby, bicie rózgami po nagim ciele, wywożenie na wozie pełnym gnoju za wieś itp. Współcześnie cudzołożnik i osoba z nim spółkująca nie muszą liczyć się z jakakolwiek formalną odpowiedzialnością za swój czyn – każdy może, pomimo przyjętych w akcie małżeństwa zobowiązań swobodnie dysponować swoim ciałem – bez jakichkolwiek konsekwencji prawnych.

Teoretycznie przeszliśmy długą drogę od łamania kołem lub chłostania – do pełnej swawoli, obecny model wcale nie jest pozbawiony wad, albowiem nie uwzględnia praw osoby wynikających ze strat poniesionych w przypadku rozkładu i upadku związku, w którym funkcjonuje, – jako konsekwencji zdrady.

Jeżeli teoretycznie możemy złodzieja, który przyjdzie do nas do domu w nocy – zabić w samoobronie i nie poniesiemy za to, (co do zasady) żadnych konsekwencji, jeżeli za uszkodzenie samochodu w wypadku komunikacyjnym możemy domagać się odszkodowania to, dlaczego nie można domagać się odszkodowania od osoby, która odbija nam partnera/partnerkę? Bardzo często takie wydarzenie jest dla osoby poszkodowanej – złamaniem dotychczasowego życia w wymiarze psychicznym i materialnym. Wiąże się ze znacznymi stratami, generuje koszty i stwarza konieczność aktywności na polach, które do tej pory były zabezpieczane poprzez współistnienie w związku. Co więcej, czy dzieci takiej osoby nie powinny mieć prawa do specjalnego odszkodowania, – jeżeli ktoś „zabiera” im de facto mamę lub tatę? Sprawa jest wielokrotnie skomplikowana, należy szanować wolność człowieka do decydowania o własnym losie, – ale to nie oznacza, że ofiara zdrady, – której „złodziej” lub „złodziejka” odbiła – ukradła małżonka/małżonkę – burząc związek i dotychczasowe życie nie ma prawa domagać się odszkodowania a nawet zadośćuczynienia.

Odrębną kwestią jest nawet niewielka i symboliczna sankcja karna, dla osoby, która przyczynia się do rozpadu małżeństwa – poprzez zadawanie się z osobą pozostającą w związku małżeńskim. Nie chodzi tu o karę więzienia, – ale o sam fakt karania przez sąd karny np. grzywną na cele społeczne – tak, żeby „sprawca/sprawczyni” odczuli, że ich czyn jest nie tylko moralnie zły, ale z punktu widzenia prawa stanowi pogwałcenie norm społecznych.

Są to niezwykle trudne sprawy, gdzie niebywale skomplikowanym jest orzeczenie o winie a co dopiero dochodzenie odszkodowania za rozpad związku, odejście rodzica. Natomiast czynem karalnym związanym z prawem do odszkodowania dla pokrzywdzonego w utracie partnera/ki powinno być utrzymywanie bliskich relacji z osobą zamężną/żonatą. To znaczy, odpowiadać karnie i odszkodowawczo powinna osoba, która wie, że jej partner/partnerka jest w legalnym związku małżeńskim – a pomimo tego z pełną świadomością dopuszcza się współżycia z taką osobą.

Reasumując, zaproponowane rozwiązanie porządkowałoby sferę moralną – a zarazem przyczyniało się do wzięcia naszego życia we współczesne „dyby” ekonomiczne. Celem proponowanego rozwiązania nie jest walka o naszą moralność, ale o prawo do spokojnego życia – albowiem każdy, kto decydowałby się na związek z mężatką lub każda, która decydowałaby się na związek z żonatym – musiałaby się liczyć z konsekwencjami karnymi oraz finansowymi. Jest natomiast oczywistym, że nie podważalne są zdobycze współczesnego społeczeństwa w zakresie prawa do rozwodu, wówczas oczywiście państwo nie mogłoby ingerować w życie osobiste rozwiedzionych obywateli, podobnie jak nie może ingerować w życie ludzi wolnych żyjących w konkubinacie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.