Polityka

Źle się stało w Turcji

 Zidentyfikowano dwie ofiary protestów przeciwko rządowi premiera Recepa Tayyipa Erdogana i jego „Partii Sprawiedliwości i Rozwoju” (AKP Adalet ve Kalkınma Partisi) o wyraźnie islamsko-konserwatywnej linii programowej. To co można obserwować w przekazach z Istambułu – najwspanialszego po Krakowie i Rzymie miasta świata przeraża. Nie tak bowiem miała wyglądać turecka demokracja, nawet w jej autorytarno-konserwatywnym wydaniu z lekką nutką islamskiej etyki, która w wydaniu tureckim akurat jest bardzo ciekawa i może służyć za wzór nie tylko dla Muzułmanów i Turków, ale dla wszystkich uczciwych i porządnych ludzi.

Dotychczas takie pałowanie, czy też rozjeżdżanie ludzi przy pomocy ciężkich policyjnych pojazdów rząd mógł sobie bezkarnie urządzać gdzieś w środku zapadłej Anatolii lub innych azjatyckich prowincji, gdzie nie ma turystów i nie zapędzają się rządni piękna tureckich krajobrazów lub dowodów na turecki cud gospodarczy zagraniczni dziennikarze. To co widzieliśmy na ulicach Istambułu nie pozostawia żadnych absolutnie złudzeń. Powodem protestów stały się plany przebudowy stambulskiego placu Taksim, jednakże w rzeczywistości tych powodów jest bardzo wiele albowiem tureckie państwo jest skonstruowane autorytarnie, rządzi w nim ten kto ma siłę. Siłę ma armia i konserwatyści mający twarz tureckiego Islamu. Ich sojusz powoduje, że w Turcji z zewnątrz połyskującej szkłem i stalą elewacji nowoczesnych biurowców w których odbijają się tysiącletnie zabytki – nie jest łatwo żyć na wzór zachodni. Turcja jest specyficzna pod względem wolności i relacji pomiędzy władzą a obywatelami. Chcesz prowadzić działalność gospodarczą – eksportować – proszę bardzo rząd ci pomoże nawet jak nie będziesz chciał. Natomiast jeżeli w głowie ci nieautoryzowane zachodnie nowinki, luz moralny lub co najgorsze – mówienie o wolności – to masz problem, bo to się może komuś nie spodobać.

Mamy do czynienia z terrorem państwowym skierowanym przeciwko ludziom, państwo tureckie zwróciło część swojej potęgi przeciwko części swoich obywateli. To nie przelewki, jeżeli ktoś chociaż odrobinę zna i rozumie turecką specyfikę – już wie i rozumie, że to będzie miało długotrwałe konsekwencje dla tego rozwarstwionego społeczeństwa.

Protestujący w istocie zarzucają premierowi – przy niekwestionowaniu sukcesów gospodarczych – autorytaryzm i dążenie do przekształcenia Turcji w kraj islamski. Tenże nazywa ich ekstremistami i nie chce podejmować dyskusji uznając, że wszystko jest w porządku a protestujący to małe grupy zepsutej moralnie młodzieży z dużych i bogatych miast.

Władza próbuje metodami policyjnymi opanować zdeterminowane tłumy, w coraz większej ilości miast i miasteczek wybuchają małe i duże oraz bardzo duże protesty. Nie ma oficjalnych danych, ponieważ państwo tureckie zakłada zupełną blokadę informacyjną na oficjalnych kanałach, a czegoś takiego jak „wolne” to znaczy relacjonujące to co się naprawdę dzieje media to w Turcji nie ma. Efekty są takie, że Turcy nie wybaczą premierowi tego co ten już zrobił i co będzie chciał dokończyć. Prawdopodobnie nie obędzie się bez utopienia jednej z demonstracji we krwi. Chyba że uznająca honor i miłująca ojczyznę niepokonana armia turecka się zbuntuje i jakiś generał usunie premiera, a partia rządząca szybko zmieni nazwę na bardziej postępową i będzie po turecku… Warto zauważyć, że pod względem mentalności rozwiązywania nasi bracia Turcy są bardzo do nas podobni, jedynie o wiele bardziej radykalni.

W tym wszystkim dziwi oficjalne milczenie państw zachodnich w tym Polski. Hipokryzja po prostu śmierdzi na kilometr i jest tak przegniła, że czuć zgnilizną zatęchłą od lat. Turcja to przecież nasz ważny sojusznik, jeden z filarów NATO – posiadający bardzo potężną i realną armię, zdolną do zapewnienia pokoju i bezpieczeństwa w swoim regionie a do tego prężna gospodarka – kandydat do Unii Europejskiej. Nawet nasz ćwierkający o wszystkim na tweeterze niestety pan minister spraw zagranicznych nie powiedział nic konkretnego, a przecież mieni się obrońcą wolności, był nawet w Afganistanie – za czasów poprzedniej wojny wiadomo kogo z kim. Teraz o Turkach gazowanych na ulicy przez własną policję i służby specjalne (oj bardzo, ale to naprawdę bardzo potężne i wpływowe w Turcji i nie tylko) – ani mru mru, no bo po co się wychylać! Jest tylko suchy komunikat MSZ mówiący o protestach społecznych. No a jak było z uznaniem niepodległości jednej z prowincji Serbii – Kosowa? Pan minister zdążył zdaje się przed Sejmem, premierem, prezydentem. Uznał niepodległość czyjejś prowincji zislamizowanej i zasiedlonej przez ludność albańską przez lata – a mającą dla naszych przyjaciół Serbów takie znaczenie jakby nam ktoś zasiedlił Kraków i Wawel a po kilkudziesięciu latach żądał niepodległości. Wiec wtedy pan niestety minister był odważny, no a dzisiaj milczy. Ojej, to chyba nie są podwójne standardy? Jak państwo myślicie? No chyba, że te atrakcyjne młode Turczynki w drogich obcisłych dżinsach i szpilkach, które widać na zdjęciach z demonstracji w Istambule to ekstremiści?

O ile więc brak stanowiska naszego ministerstwa spraw zagranicznych nie dziwi, bo po prostu może czekać na instrukcje swoich pryncypałów, to zdecydowanie dziwi brak reakcji tychże, a nawet jakiegoś głośnego STOP w ramach reakcji poważnych europejskich mediów, nikt nie mówi o udzieleniu wsparcia protestującym – chociażby moralnego, czy też o błędzie nie zaproponowania Turcji szybkiej ścieżki wejścia do Unii Europejskiej – jeżeli tylko wprowadzi przemiany demokratyczne. Jest już za późno – stało się. Europa się chyba wystraszyła i nie wie co zrobić. Poraża to że tyle trwa kompletowanie danych wywiadowczych i to o sojuszniku z NATO!

Reasumując – zaistniała sytuacja nie może zostać przemilczana bez konsekwencji. Dalsze tolerowanie takiego sojusznika w NATO, które ma wypisaną demokrację na swoich sztandarach jest nie do zaakceptowania. Nie oszukujmy się – albo Turcję traktujemy pragmatycznie i nadal pozwalamy jej być w NATO pomimo zamordyzmu w tym kraju, albo wymagamy pewnych standardów, które powodują że możemy myśleć o sobie jako o prawdziwym wolnym świecie. Jeżeli jednak zgodzimy się na pragmatyzm – to w konsekwencji trzeba uznać, że demokracja i wolność to nie są wartości uniwersalne. To rzadkie dobra, o które trzeba walczyć i ich bronić. Turcja właśnie otwiera nowy rozdział w swojej historii i musi coś ze sobą zrobić. Nie da się dłużej udawać, że nie ma nowoczesnej Turcji. Bez nowoczesnej Turcji – wszelkie myślenie o przyjęciu tego kraju do Unii Europejskiej jest w takim stanie jaki dzisiaj możemy obejrzeć na zdjęciach nie do pomyślenia.

Tak na marginesie to warto zauważyć, że do zeszłego tygodnia wszyscy narzekali na pewnego cyt. „rzeźnika z Damaszku”, celowały w takich oskarżeniach pod adresem prezydenta Syrii głównie mainstreamowe media, więc niech teraz się martwią o bezpośrednią zagranicę. Tylko problem zdaje się już przerasta możliwości percepcyjne mainstreamu.

One Comment

  1. Trudno się dziwić, że ludzie/protestuja. Dwudziestowieczna Turcja zawsze była bardzo postępowa, ludzie nie chcą komplikować swojego życia w imię radykalnego islamu 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.