Polityka

Źle się dzieje na Litwie – to państwo karze za używanie języka polskiego

 Źle się dzieje na Litwie, w świetle orzeczenia jednego z tamtejszych sądów – Polak ma zapłacić olbrzymią kwotę, za to że nie zdjął napisów z nazwą ulicy w języku polskim, które od zawsze wisiały na budynkach, co najmniej od momentu ich wybudowania przez Polaków, jeszcze w Polsce.

Państwo litewskie ma poważny problem z tożsamością, jak również ma jeszcze większy problem z restytucją mienia zagrabionego na jego terytorium przez obcych okupantów.

Źle się dzieje na Litwie, sytuacja z jaką spotyka się tam polska mniejszość jest po prostu okrutna, zresztą podobnie jak Polaków, Litwini traktują także tamtejszych Rosjan, których przestępstwem jest to, że ich rodzice w czasach ZSRR osiedlili się w Litewskiej SRR, ewentualnie że zostali tam osiedleni, albowiem różnie to w ZSRR z dobrowolnością dystrybuowania się ludności bywało.

Niedawno pewien znajomy był na Litwie, człowiek bez uprzedzeń, nieświadomy historycznie, tyle co wiedział to tylko to, że w Wilnie mieszkają jacyś Polacy, a Jagiełło był Polakiem. Pojechał na Litwę w interesach, gdzie wysłała go jego niemiecka firma (z zakładu produkcyjnego w Polsce). To, w jaki sposób ten człowiek, posiadający niemieckie nazwisko i dwa paszporty – polski i niemiecki, został potraktowany przez swoich litewskich gospodarzy było dla niego tak głębokim szokiem, że postanowił osobiście postudiować historię stosunków polsko-litewskich, albowiem chciałby zrozumieć to, co go spotkało, zaraz po tym jak przedstawił się zespołowi, który przyjechał szkolić a Litwini myśleli, że mają do czynienia z Niemcem. Owszem, Niemiec Niemcem, ale „swój” to znaczy na pierogach chowany, oddałby życie i cały majątek za Górnika Zabrze, człowiek bez żadnych obciążeń historycznych i uprzedzeń – interesujący się bardziej płcią przeciwną niż historią. A tu niestety, po krótkim w sumie pobycie, bo niespełna 4 tygodniowym, powiedział że odetchnął spokojnie dopiero jak przejechał polską granicę.

Nie da się zrozumieć powodu, dla którego Litwini nas tak jawnie, w sposób świadomy i jednolity nienawidzą. To nie tylko nie ma sensu, ale przede wszystkim nie ma uzasadnienia w kontekście naszych dzisiejszych stosunków i relacji.

Co więcej nie da się zrozumieć powodów, dla których państwo litewskie, dopuszcza się aktów jawnego prześladowania swoich obywateli, tylko dlatego bo mają inne pochodzenie etniczne i posługują się innym językiem. Nawet w Niemczech przed wojną, Żydzi do póki nie nastąpił holocaust mieli prawo używać własnego języka, oznaczać nim swoje nieruchomości, sklepy itd. (a od pewnego momentu miało to stanowić stygmatyzację wobec niemieckiej większości). Podobnie na terenach okupowanych, nawet jak Niemcy zmieniali nazwy, to pozostawiali stare tabliczki przekreślone, po prostu dla porządku, żeby ludność się przyzwyczaiła (zresztą ten zwyczaj zachował się na ziemiach zachodnich, gdzie są miejscowości, w których stacjonowała Armia Czerwona i do dzisiaj są tabliczki niemieckie, rosyjskie i polskie – nikt nie robi z tego kłopotu). Natomiast obecnie w demokratycznej Litwie Polacy muszą zrywać tabliczki, które wiszą na ich domach od momentu jak je zbudowano! Nie mogą w życiu publicznym posługiwać się swoim językiem – oczywiście subsydiarnie, bo wiadomo, że trzeba mieć pierwszy wpis w dowodzie i paszporcie, w ogóle w oficjalnych dokumentach w języku narodowym, języku administracji – jednakże, co przeszkadza państwu litewskiemu, żeby pod dużym napisem nazwiska po litewsku – napisać to samo mniejszą czcionką po polsku?

Naprawdę, tego nie da się zrozumieć, pomimo całej niestety przemijającej sympatii do naszych sąsiadów i jak widać, wrogów, których zgodziliśmy się przyjąć do Unii Europejskiej a do tego jeszcze bronić przed nieprzyjaciółmi w ramach NATO. I to za co? Za mord w Ponarach? Za niszczenie dóbr wspólnej kultury – dziedzictwa wielkiej Rzeczpospolitej?

Jako Polacy musimy pamiętać, że w wojny z Rosją – te pierwsze z XV wieku wdaliśmy się właśnie przez sojusz i unię dynastyczną z Litwą. Szybkie zwycięstwo nad Zakonem Krzyżackim, w którym zresztą Litwini nie pomogli do końca, tylko zeszli z pola walki – zostało opłacone ponad 300 latami wojen z Rosją. Wspólna historia była trudna, ale nie mogą za nią dzisiaj płacić Polacy mieszkający na Litwie, tylko dlatego bo litewscy nacjonaliści ubzdurali sobie, że to są potomkowie spolonizowanych 500 lat temu Litwinów!

Przypomnijmy, w 1990 roku nikt w Polsce nie upomniał się o Wilno, nikt nie negował państwowości litewskiej, chociaż jeszcze nie tak dawno Litwa – była taką samą ojczyzną jam Małopolska, Wielkopolska lub Mazowsze. Całkowicie odpuściliśmy, efekty – widać dzisiaj gołym okiem, a warto pamiętać że nawet nie upomnieliśmy się o mordy na Polakach i obywatelach polskich żydowskiej narodowości dokonywane przez litewski żywioł ksenofobiczny, w służbie na rzecz faszystowskich Niemiec Hitlera.

Kiedyś, po czymś trzeba powiedzieć dość. Kiedyś musimy przestać być bladymi dupami, które nadstawiają się do bicia i chcą być przyjaciółmi wszystkich sąsiadów, w imię normalności i europejskiej przyszłości.

Kiedyś po prostu trzeba powiedzieć dość i jeżeli ktoś robi sobie z nas wrogów, niech ma wrogów w Polakach, niech liczy się z naszym gniewem i naszą wrogością. 25 lat polityki podlizywania się i przyjaźni wystarczy, nawet darowaliśmy za darmo Litwinom broń! Nawet pilnujemy ich nieba! Naprawdę szkoda słów.

Władze polskie powinny rozważyć całą dotychczasową politykę i domagać się od rządu w Wilnie – ze wszystkimi konsekwencjami – wypełniania postanowień podpisanego traktatu oraz poszanowania praw polskiej mniejszości na Litwie. Jeżeli nadal to państwo będzie miało prawo i sędziów, którzy karzą za język polski, to trzeba będzie sprawę tej państwowej ksenofobii podnieść przed Komisją Europejską, a równolegle domagać się zwrotu majątków prawowitym właścicielom itd., otworzyć puszkę Pandory – niech demony przeszłości wyjdą na wierzch i rozliczmy je wszystkie, każdego pojedynczego, każdego trupa z ponarskich dołów!

Polityka przyjaźni z Litwą nie dała żadnych rezultatów, czas na zimny pragmatyzm. W ostateczności jak nie będzie wyjścia, rząd polski powinien rozważyć wypowiedzenie art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego w sprawie Litwy, albowiem OBYWATELE POLSCY NIE BĘDĄ PŁACIĆ NA OBRONĘ SĄSIEDNIEGO KRAJU, ANI TYM BARDZIEJ DLA JEGO OBRONY GINĄĆ, JEŻELI TEN KRAJ PRZEŚLADUJE NASZYCH RODAKÓW I NISZCZY POLSKOŚĆ. Albo Litwa się dostosuje, albo trzeba będzie zbudować mur i odgrodzić się od tych ludzi, niech żyją sobie sami – nic od nich nie chcemy, wspólne państwo wystarczy, 25 lat plucia w twarze mieszkających tam Polaków i prześladowanie ich też wystarczy, 25 lat wrogości między państwowej też wystarczy, to państwo nie zasługuje na miano kraju przyjaznego, a nawet na miano kraju, z którym mamy normalne sąsiedztwo, bo naprawdę karania za używanie języka polskiego nie można nazwać czymś normalnym. Zwłaszcza, że w Polsce – NIKT, żadna siła polityczna, nie sprzeciwia się podwójnemu nazewnictwu miejsc geograficznych, jak również dowolnemu używaniu pisowni własnych imion i nazwisk. To by nawet przez myśl nie przeszło, zwłaszcza w społeczeństwie, gdzie nazwiska obce są normalnością. No, ale na Litwie jest inaczej i my to potrafimy zaakceptować, oczywiście za pewną cenę, a tą ceną będzie utrata szansy na polską przyjaźń i nasza zupełna wrogość.

Stop prześladowaniu mniejszości narodowych przez państwo litewskie!

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

19 komentarzy

  1. Więc Polacy powinni jeszcze bardziej starać się – śladem polskich polityków wspierać na Ukrainie „MAJDAN” i tak jak JarKacz śpiewać wspólnie z liderem partii „SWOBODA” pieśni banderowców z UPA itd. Zapewne we właściwym czasie też odwdzięczą się Polakom.

    Rzeź na Wołyniu- 70-rocznica, kobietom w ciąży rozpruwano brzuchy, dzieci kłuto widłami
    http://www.youtube.com/watch?v=vGpTUm9VGrM

  2. “Ten, kto zapomina historię, powtarza ją”
    (…) Chmielnicki porozumiał się z Tatarami i w 1647 rozbił korpusik Stefana Potockiego pod Żółtymi Wodami. Potem był Korsuń. Teraz po klęsce wojsk koronnych cały lud ukraiński ruszył do powstania. Padł Kudak, ale nie wszystko jeszcze zostało stracone, dobiegła tylko kresu praktyka samowoli w stosunku do Ukrainy, traktowania tego kraju jako pola do rozrostu fortun. A Ukraina chciała stać się Trzecim, równoprawnym członkiem Rzeczypospolitej. Wszczęto układy, które z jednej strony niszczył Jarema Wiśniowiecki a z drugiej Krzywonos. W obozie kozackim do głosu doszła czerń, poleciały głowy kozaków zwolenników ugody. Chmielnicki stał się zakładnikiem motłochu, gdy ugiął się przed wrogo nastawionymi do ugody, po której musieliby wrócić do pańszczyzny. Królewska partia wojenna zgromadziła wojsko, ale pod Piławcami w roku 1648 klęski doznali trzej wodzowie polscy. Poseł Jana Kazimierza do Chmielnickiego Kazimierz Smiarowski został posiekany na kawałki przez Kozaków. Wzór ten został prawie dokładnie w trzysta lat później powtórzony w stosunku do wysłanników AK na Wołyniu. Droga do Korony stała otworem przed wojskami Chmielnickiego i Tatarami. Wojna przybierała na zaciętości i okrucieństwie, z biegiem czasu coraz większą rolę grała zagranica; Polacy, Litwini i Ukraińcy bezpowrotnie tracili możność załatwienia sprawy między sobą. Klęska pod Piławcami, ucieczka przed bitwą, dała pożywkę dla otumanienia mózgów, uśmiercając racjonalizm na czas wystarczająco długi, by wywołać nieodwracalne skutki.

    Krwawa gra między Polakami a Rusinami (Ukraińcami) skończyła się po paru dziesięcioleciach rozbiorem Ukrainy między Polskę i Rosję. W Perejasławiu losy trzech narodów znalazły się na łasce odruchów ludzi pierwotnych, których bardziej nęciła wojaczka i łupy aniżeli możność wyodrębnienia Ukrainy w państwo, zrównane politycznie z Koroną i Litwą.

    1651r, Bitwa pod Beresteczkiem tym znamienna, że “nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą”. Wojsko hetmańskie gasiło powstanie tak okrutnie, że sam Potocki musiał poskramiać zapędy podkomendnych.

    W 1652 okrucieństwo drugiej strony sięgnęło szczytów, gdy po klęsce Kalinowskiego pod Batohem, na polecenie Bohdana Chmielnickiego, Kozacy pod wodzą Zołotarenki i Wysoczanina wycięli w pień wspólnie z Tatarami kilka tysięcy jeńców. W zdobytym w r- 1655 zamku w Buszy Czarniecki wyciął w pień chyba drugie tyle jeńców kozackich. Sprzymierzeniec Korony Tatar pędził w jasyr na Krym tysiące chłopów ukraińskich, niszcząc i paląc tysiące wsi, wszystko pod firmą hetmana Potockiego, który nie mógł oprzeć się “sprzymierzeńcom” tatarskim, do sojuszu z którymi zmusiła go walka z Chmielnickim połączonym z Moskalami. Wkrótce przyszedł odwet kozacki: 8 sierpnia 1655 Kozacy Iwana Zołotarenki z Moskalami zdobyli opuszczone Wilno. Rzeź trwała trzy dni a pożary siedemnaście. Pod nożami zginęło kilkanaście tysięcy mieszczan, nie oszczędzono żadnej z dziewięciu cerkwi unickich. W pertraktacjach Chmielnickiego z Janem Kazimierzem padło ze strony Chmielnickiego zdanie, które w prawie trzysta lat później wprowadzili w życie banderowcy: “niech (Polacy) wyrzekną się wszystkich roszczeń, bo pokój a Polak nie mogą razem zamieszkać na Rusi”.

    Na Ukrainie panował taki stopień anarchii i rozprzężenia, że nie było wiadomo, kto może nagle wypłynąć na powierzchnią życia w wyniku wciąż zmieniających się lojalności. W tym zamęcie politycznym tracą życie tacy ludzie jak Iwan Bohun, Iwan Wyhowski, do więzienia w twierdzy w Malborku trafia archimandryta prawosławny Gedeon, syn Chmielnickiego.

    Czarniecki zdobył w 1664 Subotów, dziedziczne mienie Chmieinickiego, kazał Jego zwłoki wyrzucić z grobu. Zdobywszy Stawiszcze, które uprzednio mu się poddało a teraz zbuntowało, wyrżnął mieszkańców a miasto zburzył.

    W trzydzieści lat od wystąpienia Chmielnickiego, myślącego o zjednoczeniu ziem ukraińskich, Ukraina nie istniała jako całość administracyjna. Podzieliły ją między siebie trzy państwa: Moskwa, Turcja i Rzeczpospolita. Ten rozbiór dla ludzi ukraińskich oznaczał piekło. W r. 1702 Kozacy Palejia i Samusia podnieśli bunt na prawobrzeżnej Ukrainie i wycięli w pień załogę Berdyczowa. Do Kozaków przyłączyły się masy chłopstwa i “ci buntownicy wielkie w Rusi czynili morderstwa nad szlachtą, ręce, nogi ucinali, gwałty pannom i paniom zacnym zadawali, rabunki kościołom, dworom, miasto wycinali”. W odwecie oddziały Potockich i Lubomirskich wbijały przywódców na pale, rżnęły w pień załogi i ludność zdobywanych grodków, a zachowując dla siebie siłę roboczą, 70 000 chłopów pozbawiły lewego ucha, pozostawiając ich przy życiu. Całe wojsko kozackie poddane zostało zwierzchnictwu carskiego urzędnika, burzył się przeciwko temu hetman Iwan Mazepa, ale na rozkaz Piotra Wielkiego zapędziło się w Koronie aż po Rawę Ruską. Po klęsce kozackiej pod Buturynem, Mazepa znów zmienił alianse, ale Leszczyński niewiele mógł pomóc. W 1705 Moskale zrównali z ziemią Sicz, a pojmanych Kozaków pomordowali. Konfederacja barska wszczęta w 1768 religijną wojnę na Ukrainie. Pierwsza faza konfederacji utonęła we krwi utoczonej przez święcone po klasztorach prawosławnych noże chłopskie. Nie wiadomo, czyje okrucieństwo było bardziej odstręczające: Żeleźniaka, który wyrżnął 20 000 mieszkańców Humania. czy Polaków wraz z Rosjanami, którzy zabrali się do tłumienia koliwszczyzny strasznymi represjami.

    W stosunkach Polaków z Kozakami górę brały emocje, gwałtowne odruchy w poszukiwaniu natychmiastowych rozwiązań (swobody), działania nie mózgu lecz instynktu. Poziom myślenia politycznego był niski, szczególnie u Kozaków po unii hadziackiej. Ukraińcy mieli dosyć Lachów, pańszczyzny, ucisków, krzywd prawosławia, panów i ich arendarzy. Nie byli w stanie zrozumieć, że Jedyną drogą poprawy stosunków między obu narodami był akt Unii zatwierdzony przez sejm. Było już za późno by odwrócić trend, który przyniósł niepowetowane szkody zarówno Polsce jak i Ukrainie. Rozbiory Polski “oddały” kwestię ukraińską w wyłączne posiadanie carskiej Rosji.(…)- Cz.E.B.

  3. Na szczęście Polacy i Rosjanie na Litwie, od kilku lat wspólnie zwierają szeregi , przed”naszymi”? przyjacielami w rodzaju Lansbergisa (pisownia, byc moze z błędem, pisze”z pamieci”), a jest “ich” na Litwie niemało. I tu kłania sie polska polityka zagraniczna, solidarnosciowa.

  4. Pare lat temu, gdy jeszcze studiowalem, kolezanka postanowila wybrac sie na Erasmusa do Wilna.

    Drugiego dnia zostala prawie pobita, za rozmawianie w autobusie przez telefon z mama po polsku. Odbylo sie to dosc dziwnie, bo dopiero w akademiku dowiedziala sie za co naruszono jej nietykalnosc. Okolo 4 osob otoczylo ja, wyrwalo jej telefon, krzyczeli cos po Litewsku. Probowala mowic po polsku, bo wydawalo jej sie, ze tak sie lepiej zrozumieja, ale to tylko ich rozjuszalo. Proba z jezykiem angielskim okazala sie bezcelowa. Ogolnie skonczylo sie na strachu i wypchnieciu z autobusu, ale przez reszte pobytu publicznie nie odezwala sie juz po polsku. Z kolezankami z Polski na ulicy rozmawialy po angielsku.

    Historia z lat 2005/2006

  5. …znowu jakieś mentalne trepiarstwo, pisze “z pamięci” za nic mając historię. I wszystkiemu winien “styropian” – deklamuje jak na prawdziwego przygłupa wioskowego przystało.

  6. Są też inne relacje z Litwy.

    “Marzena Mroczek – studentka filologii polskiej

    Relacja z pobytu na stypendium LLP-ERASMUS w semestrze zimowym roku akademickiego 2010/2011 na Uniwersytecie w Wilnie (Litwa)

    Witajcie!

    Pobyt w Wilnie był dla mnie niezapomnianą przygodą. Od początku studiów marzyłam o tym, by studiować w miejscu, gdzie uczył się nasz wieszcz narodowy Adam Mickiewicz. Program Erasmus pomógł mi spełnić moje marzenie. Teraz wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych, wystarczy bardzo czegoś chcieć i do tego dążyć.
    Semestr zimowy na Uniwersytecie Wileńskim rozpoczyna się już we wrześniu. Przez pierwsze dwa tygodnie studenci, którzy przybyli z programu Erasmus, mają spotkania integracyjne, wycieczki po mieście i kurs języka litewskiego. Potem rozpoczynają się zajęcia na uczelni. Centrum polonistyczne mieści się tuż przy rynku Starego Miasta. Lokalizacja uczelni jest przepiękna. Stare kamienice, ukryte uliczki, kawiarenki i sklepy, zachowane w stylu retro, przypominają dawny klimat tego miejsca. W dalszej części miasta można zaobserwować połączenie już dwóch stylów architektonicznych: starego i nowoczesnego. Warto to zobaczyć osobiście.
    Gdy wyjeżdżałam do Wilna najbardziej bałam się bariery językowej. I jak się później okazało, całkiem niepotrzebnie, gdyż w Wilnie bardzo dużo osób mówi po polsku. Częściej porozumiewałam się w języku ojczystym, niż po angielsku czy niemiecku. Znajomość języka litewskiego nie była niezbędna. Polacy, którzy mieszkają w Wilnie, bardzo dbają o zachowanie polskich korzeni w tym mieście, dlatego wszyscy, a zwłaszcza studenci, mogą korzystać z Polskich instytucji publicznych: bibliotek, centrum kultury, itp. Zajęcia z filologii polskiej odbywają się w małych grupach, maksymalnie po 10 osób. Wykładowcy mają bardzo otwarte podejście do studentów, możemy sami wybrać sobie sposób zaliczenia przedmiotu czy egzaminu, termin spotkań, itd. Plan zajęć jest bardzo szeroki i mamy duży wybór przedmiotów.
    Jeśli chodzi o warunki życia i mieszkania, nie zauważyłam żadnej różnicy finansowej. Życie na Litwie nie jest ani tańsze ani droższe niż w Polsce, ceny w sklepach są porównywalne. Komunikacja miejska jest bardzo rozwinięta. W każde miejsce Wilna, a jest ich do zwiedzania bardzo dużo, można dojechać autobusem lub trolejbusem.
    Jedyny minus całego wyjazdu to warunki atmosferyczne, jakie tam panowały. Jesień i zima w Wilnie są naprawdę mroźne, dlatego trzeba zabrać dużo ciepłych rzeczy, nieprzemakalne buty i parasol.
    Wspomnienia z Wilna, które będą towarzyszyć mi do końca życia, są dla mnie prezentem, jaki dostałam od losu. Podczas wyjazdu zawiązały się nie tylko nowe znajomości z ludźmi z całego świata, ale przede wszystkim, zdobyłam nowe doświadczenie, poznałam nową kulturę, obyczaje, stałam się bardziej kontaktową i otwartą osobą. Dla mnie wyjazd z programu Erasmus był szkołą życia i sprawdzeniem moich możliwości. Obawy, które miałam przed wyjazdem, okazały się bezpodstawne. Jeśli macie możliwość wyjazdu na stypendium do innego kraju, nie wahajcie się! Taka okazja może się nie powtórzyć, a stracić można naprawdę dużo.
    Pozdrawiam wszystkich!”

    Nacjonalizm litewski, rosyjski, ukraiński, polski… zawsze brzydki i groźny.
    Obcokrajowcy nie są w Polsce bezpieczni?
    http://bialystok.dlastudenta.pl/studia/artykul/Obcokrajowcy_nie_sa_w_Polsce_bezpieczni,100650.html
    http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35235,12968570,Niemiecka_studentka__W_Bialymstoku_studenci_z_zagranicy.html

    • Zapewne, “nadaje” Sajudis, litewski blizniak solidarnosciowy? To “un” eszcze żyje? Człowieku, nie kompromituj się “do cna”, z postrzeganiem historii, chyba że masz monopol na prawde historyczną. Wy już tak macie.

    • Собрался сын нового русского поступать в институт, а папа ему говорит: – Сынок, ты поступаешь в институт, если ты сдашь все экзамены на 5 и поступишь в институт, то я куплю тебе черный мерседес. Если ты сдашь все экзамены на 4, я заплачу немного денег ты будешь тут учится и я куплю тебе белый мерседес. Если же ты сдашь экзамены на 3 или провалишь их, то я заплачу денег и ты все равно будешь учится в этом институте, но тогда я куплю тебе желтый мерседес и будешь ты как дурак ездить на желтом мерседесе!!!

    • Są też wspomnienia Polakow zyjących w Berlinie w 1938r. którzym wiodlo się nienajgorzej. A przy odrobinie dobrej woli, poczytac pamietniki Sarmatów pisane po III rozbiorze Naijaśniejszej, ktorzy wyrażali zadowolenie z zakończonej anarchi i “nieporządkow w kraju.” Mozna zatem przedstawić “rózne spojrzenia” na dany problem. Kazdy patrzy i widzi to co chce widziec, a nie to to jest w “zasięgu wzroku”.

      • Два старых поляка рассуждают:
        – А ты помнишь фильм “Четыре танкиста и собака”?
        – Конечно помню, правдивый фильм, раньше не так много правды о поляках показывали.
        – А как ты думаешь, если бы у нас два таких танка было, что тогда?
        – Да тогда бы мы войну и без русских выиграли, и не то что немцев, а и японцев победили бы, представляешь, польские танки в центре побежденного Токио, оба…
        – Нет, я думаю, русские с самого начала все это знали, и именно поэтому дали нам только один танк.

  7. Dalibóg, śmieszne. Ha,ha,ha. A “tak na powaznie”,nas Polaków śmiać się z “ruskow” uczyły dwużydziany Polaka. Tak bywało już od czasów konfliktu “chamów z żydami”. Kto się nie śmiał, nie był cool. Szczególnej uwadze polecam:”Korzenie elity” – Krzysztof Mazur. “Elity a Ojczyzna” – Władysław Gauza. Wystarczy pogooglować. Bywaj, towarzyszu.

    • … dzisiaj pobłyskują “chamy” bez korzenia stąd kompleksy.

      „… u nas dwie rzeczy są niewybaczalne: talent i wiedza. Defraudacje prędzej! Zawsze mieliśmy dobór miernot.” – WS

  8. Uderz w stoł a nozyce sie odezwą. “ONY” zawsze uwazali się za… stąd nasza Narodu wobec “nich” pogarda.

    • Многие идиоты и слабоумные появляются на свет от родителей, предававшихся пьянству.
      -Ф. Бэкон-

  9. Przed chwilą PR donioslo iż na Litwie posłowie reprezentujacy mniejszość polską wyszli z sali obrad Sejmu litewskiego w geście protestu, gdy na mównicę wchodził “ichni solidarnościowy” polakożerca Landsbergis z dawniejszego “Sajudisu”.

  10. Lietuva – przyjacielem? Bzdura. Antypolonizm jest jedyną racją bytu tego państwa, jego fundamentem. Nie można odwoływać się wyłącznie do przedchrześcijańskiej przeszłości, a późniejsza, wielosetletnia historia – to związki z Koroną Polską. Ich odrzucenie powoduje wytworzenie się próżni i konieczność przyznania, że własna tożsamość jest bardzo świeża. Z tego z kolei bierze się kradzież cudzego dorobku, te wszystkie “Adomasy Mickieviciusy” (tfu…)- oraz nienawiść jako fundament bytu. Nienawiść płynąca, oczywiście, ze strachu i z nieczystego sumienia, bo nie wierzę, żeby w miarę wykształceni ludzie tezę o spolonizowanych czterysta lat temu Litwinach traktowali poważnie. To raczej działa na zasadzie: jeśli przejdzie taki idiotyzm, to przejdzie wszystko. Nie liczmy zatem na opamiętanie. Bez antypolonizmu nie ma Lietuvy.

  11. Publicystyka – to taka rzecz, kiedy prawdziwe fakty, pomieszane razem z zdaniem i uczuciami autora dają czasami daleki od rzeczywistosci wizieruniek. Chcem tylko poprawic pewne “blędy” albo niedomowenia:

    — “Nie da się zrozumieć powodu, dla którego Litwini nas tak jawnie, w sposób świadomy i jednolity nienawidzą.” – to jedna strona, zas z drugiej to wygląda tak: “nie da się zrozumieć powodu, dla którego Polacy nas tak jawnie, w sposób świadomy i jednolity nienawidzą”…. chociaz powod to my, Litwini, akurat wiemy, albo wyobrazamy sobie, ze wiemy. Ptrzynajmniej ja to wiem, bo mieszkam w polskim sriodowisku od urodzenia.
    Dlaczego Litwini “w sposób świadomy i jednolity” sprzeciwiają się polonizacji – dlugi temat.

    — ” obecnie w demokratycznej Litwie Polacy muszą zrywać tabliczki, które wiszą na ich domach od momentu jak je zbudowano!” – to juz nieprwada. Tabliczki mają najwęcej jakich 15 lat, natomiast domy mogą byc budowane zancznie wczesniej.

    — “nie tak dawno Litwa – była taką samą ojczyzną jam Małopolska, Wielkopolska lub Mazowsze” – w tych slowach i jest odpowiedz, dlaczego “Litwini nienawidzą Polakow” (czego, dzięki Bogu, nigdy nie bylo, nie jest i nie będze ). Odpowiedz bardzo prosta: Litwini nie chcą zyc w Polsce, chcą miec SWOJE panstwo, takie jakie mają Polacy, Niemcy albo Szwedzi. Nawet powiem, ze mamy pewny kompleks nesprawnosci typu “Polacy mają swoje panstwo, a my – ne potrafimy”. Jak by niemilo to brzmi Polakom, ale nie chcemy miec Polski U SIEBIE, ale OBOK SIEBIE.

    –JEŻELI TEN KRAJ PRZEŚLADUJE NASZYCH RODAKÓW I NISZCZY POLSKOŚĆ. — to trzeba zrozumiec tak: “…jezeli ten kraj nie pozwala na polonizację…”

    …moj komentarz nie oznacza, ze nie zgadzam się z pozycją Autora absolutnie.

    Pozdrowienia z Wilna

  12. “nie odezwala sie juz po polsku. Z kolezankami z Polski na ulicy rozmawialy po angielsku.”

    Dla mnie to brzmi jak hystoria z innej rzeczywistosci. Polacy u nas – sila rządząca. W korytarzach samorządu Wilna non stop mozna slyszec język polski, poniewaz Polacy stanowią chyba 30% urzędnikow. Juz nie mowię o polskich samorządach, gdzie liczba ta wynosic moze i 80%. Mlodziez z polskich szkol codziennie mozna spotkac w tych samych autobusach i im do glowy by nie przyszlo rozmawiac mędzy sobą inaczej jak po polsku. I to ladną polszczyzną, ktorej nie bylo ani sladu 20 lat dawniej. Jak mocno poszla polonizacja za ostatnie 20 lat – to poprostu szok.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.