Polityka

Zjednoczenie prawicy będzie początkiem jej końca

 Zjednoczenie prawicy przez Prawo i Sprawiedliwość na warunkach określonych przez Prawo i Sprawiedliwość, czyli bez warunków wstępnych będzie fenomenem, pewnym nowym standardem na naszej scenie politycznej. Przecież podział na prawicy wziął się głównie z tego, że spora część dawnych działaczy Prawa i Sprawiedliwości z różnych przyczyn i na podstawie różnych tytułów formalnych rozstała się z partią.

Sam pomysł na połączenie potencjału jest wielkim sukcesem „odtrąconych”, albowiem wymusiła go nasza ordynacja bardzo promująca „lepsze wyniki” – prawica pod przewodnictwem Prawa i Sprawiedliwości ma szansę rządzić samodzielnie jeżeli tylko porozumie się przed wyborami i będzie w stanie potem zbudować silną podstawę dla rządu – bez podzielenia się. W każdym bądź razie zdobycie 231 głosów do Sejmu dla koalicji partii prawicowych jest JAK NAJBARDZIEJ MOŻLIWE I REALNE – w świetle obecnego rozkładu poparcia widocznego w sondażach.

Można nawet powiedzieć, że prawica wykazałaby się niedojrzałością polityczną, gdyby nie chciała wykorzystać szansy na zjednoczenie się, chociaż taktyczne – poprzez wyborcze zblokowanie się. Jest tutaj oczywistością, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i jeżeli tylko panowie i panie porozumieją się co do kwestii pryncypialnych, to nie powinno być problemu z udzieleniem poparcia dla rządu. No a to ma już poważne znaczenie polityczne, ponieważ może na dłuższy czas zmienić naszą rzeczywistość, w tym także wpłynąć na stałe na jej jakość.

W takim układzie zyskuje lewica i zyskuje nowa partia protestu, która co prawda ma wpisane w nazwie, że jest prawicowa, ale wchodząc do bloku porozumienia partii prawicowych natychmiast przestałaby być partią protestu generalnego, mogłaby co najwyżej protestować przeciwko rządowi Donalda Tuska.

Wszystko wskazuje więc na to, że w wyborach do Sejmu będziemy mieli do czynienia ze starciem tytanów, to znaczy wielkiego bloku prawicowej-prawicy z blokiem prawicy-liberalnej (rządzącej) a o tym kto stworzy rząd zdecyduje rozkład głosów pomiędzy lewicą logotypową (prawdopodobnie do tego czasu już powiększoną o lewicę obyczajową, czy też raczej to co z niej zostało) oraz partią interesu klasowego mieszkańców wsi i małych miasteczek. Ta partia, która weźmie więcej mandatów – będzie przysłowiowym języczkiem u wagi, zdolnym do decydowania o najważniejszych sprawach w państwie.

Z powyższych względów w nadchodzących wyborach każdy głos będzie na wagę złota, a nawet będzie cenniejszy, ponieważ po przeliczeniu i zagregowaniu wyników – wszystko się będzie wliczać do współczynnika. W praktyce więc czeka nas śmiertelny bój o głosy, z tego powodu wszystko ma znaczenie i liczy się każda sprawa. Nie można niczego zlekceważyć jeżeli chce się wygrać. Przy czym jednak wielkie partie mają szansę – tak przeważyć szalę wyborczą, żeby samemu zgromadzić wymarzone 231 głosów. Dzisiaj przed tą szansą ze względu na nieudolne rządy Platformy Obywatelskiej wzmocnione efektami oddziaływania „afery podsłuchowej” stoi Prawo i Sprawiedliwość. Byłby to naprawdę olbrzymi wyczyn, gdyby pierwszy raz w naszej historii jedna partia potrafiła mieć taką siłę wyborczą, żeby samodzielnie rządzić! Zupełnie nowa jakość w polityce – skonkretyzowanie odpowiedzialności, jednoznaczność wszystkich decyzji, brak potrzeby zawierania kompromisu.

Właśnie to może przeważyć o powodzeniu dzisiaj czynionych kroków w stronę zblokowania się sił na prawicy, ponieważ o wiele większy „bonus” wyborczy prawica otrzyma jeżeli dogada się przed wyborami niż będzie miała do zagospodarowania w Sejmie po wyborach przeprowadzonych odrębnie. Liderzy prawicowi to doskonale rozumieją, tak że wszystkie sztuczne bariery powinny zniknąć. To jest bezwzględnie w ich interesie, nawet jeżeli po wyborach mieliby się podzielić – to i tak się to im opłaca, ponieważ będą mieli więcej głosów i w sytuacji skrajnej doprowadzą do wcześniejszych wyborów, jeżeli druga strona nie przekabaci nikogo do poparcia rządu.

Druga strona nie może w żaden sposób przeciwdziałać temu procesowi, ponieważ o tym akurat decyduje wynik ogólny. To już jest czysta polityka. Jedyną możliwością powstrzymania ofensywy prawicy może być przekonanie osób od dawna niegłosujących. To jest chyba jedyny rezerwuar, który można penetrować w sytuacji praktycznej kompromitacji i medialnego zużycia materiału wyborczego w obozie władzy.

One Comment

  1. PiS partia prawicowo-prawicowa a PO prawicowo-liberalna?
    Hehehehehe….

    PiS jest partia lewacka o programie gospodarczym na lewo od SLD z ktorym spokojnie mogli by sie zjednoczyc gdyby nie animozje personalne.
    PO jest partia dawneij deklarujaca prawicowosc (obnizka podatkow), ale teraz wychodzi ze sa zwyklymi XXXXXXXX a Tusk to zadeklarowany socjaldmokrata.
    To co sie dzieje to zwykla konsolidacja lewicy o roznych odcieniach socjalizmu…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.