Polityka

Zjednoczenie lewicy przez migrację?

 Na naszych oczach dzieje się bardzo ciekawy proces, otóż lewica uświadomiła sobie, że prowadząc dalej politykę w formule przetrwalnikowej nigdy nie będzie miała szans na wyjście z opozycji, nigdy to znaczy w przewidywanej przyszłości rządów prawicy mniej lub bardziej prawicowej. Dotychczas wszelkie koncepcje związane z lewicą miały źródło i genotyp wywodzące się z establishmentu. Jeżeli tak miałoby być ponownie, to bardzo źle wróży nowej lewicy nawet, jeżeli zjednoczy się pod berłem męża opatrznościowego. Mając do wyboru lewicę z Kwaśniewskim i bez Millera – zdecydowanie nie ma znaczenia, którą opcję wybierzemy, albowiem to dalej będzie pokrzywa z tego samego rdzenia, niestety skażona kawiorem!

Propozycja pana Palikota również ma ten sam grzech pierworodny, nieco zamazany poprzez „ludowość” tego ruchu, jednakże jest to inicjatywa oddolna nieco wymuszona. Prawdziwa partia lewicowa musi pochodzić od ludu – od uciśnionych robotników drugiej i trzeciej zmiany, od upokarzanych kasjerek z supermarketów, od młodych ludzi bez szans na uczciwą pracę i rozsądną płacę, a także głodujących emerytów i wynędzniałych rencistów! Lewica, jeżeli ma być autentyczna musi wywodzić swój gen z naturalnych potrzeb społecznych, a konkretniej z buntu przeciwko stosunkom ekonomiczno-społecznym w burżuazyjno-kapitalistycznym systemie postfeudalnym. Każda inna lewica, nawet ta zainicjowana przez pseudo-lewicowych intelektualistów, którzy czytają Marksa i Żiżka siedząc bezpiecznie na mamusinej lub tatusiowej skórzanej kanapie w luksusowym apartamencie w Warszawie, dojeżdżając na uczelnię – gdzie wiecznie się czegoś uczą, a w przerwach spotykają się podyskutować o problemach ruchu lewicowego w Ameryce Południowej z „towarzyszami” przy kawie po dwadzieścia kilka złotych w amerykańskiej sieci. W ten sposób nie da się w ogóle myśleć o lewicy, a wszelkie tego typu zepsute przez burżuazję pomioty należy odciąć, odrzucić i skazać na uschnięcie w ich kapitalistycznych norach. Prawdziwa lewica musi urodzić się z łez bezrobotnych, krzyku eksmitowanych z lokali przez właścicieli i głodnych spojrzeń dzieci. Tylko w ten sposób można mówić o prawdziwej idei lewicowej, tworzonej przez ludzi lewicy.

Wszystko, co obecne środowiska kawiorowej lewicy i maminsynków – pseudo lewicowych intelektualistów powinni zrobić, to właśnie przygotować grunt dla takiej lewicy, która nadejdzie i będzie w swoim wyrazie autentyczna. Żadne sztuczne procesy, kanapowe orgietki, czy też nadymanie się na mikro konferencjach pod filarkami nie pomoże! Bez autentycznych ludzi lewicy – nie może być mowy o tym, żeby wykiełkowało ponownie cokolwiek, co można by uznać za autentycznie lewicowe.

Oczywiście ktoś może podnieść, że czasy proletariatu się skończyły i prezentowane jak wyżej myślenie jest, co najmniej historyczne o ile nie naiwne. Nic bardziej błędnego! Albowiem w każdej formacji ustrojowej ludzie chcą żeby wskazać im kierunek, z wyjątkiem jednej jedynej zrodzonej przez Komunardów i robotników fabryk kapitalistycznych – tylko w socjalizmie ludzie są tak naprawdę wolni i sami sobie ten kierunek wybierają. Tylko socjalizm może zagwarantować odpowiedź na pytania, jakie stwarzają współczesne problemy i wyzwania. Bez przyjęcia paradygmatu socjalnego – nie ma możliwości rozbroić bomby bezrobocia i spirali nędzy oraz odwrócić negatywnych trendów demograficznych. Nie chodzi o proste odbieranie bogactwa – tym, którzy cokolwiek mają, ale o adekwatną partycypacje w kosztach utrzymania systemu, przez tych, którzy mają więcej. Obecnie nie mamy do czynienia z konfliktem kapitalista – wynędzniały parobek w czworakach, (chociaż ten model gdzie niegdzie w gospodarkach feudalnych jak w Polsce – niestety ciągle się spotyka). Dzisiaj dzięki edukacji i wielu latom zdobyczy współczesnego państwa demokratycznego mamy konflikt pomiędzy: tymi, którzy żeby żyć – mieć, co jeść, ogrzać się, odziać, nakarmić dzieci (jak je mają), – czyli móc zabezpieczać swoje potrzeby życiowe muszą pracować pracą własnych rąk i umysłów; a tymi, którzy żyją z renty od nagromadzonych kapitałów i nie muszą pracować żeby przetrwać – nie mają wizji, – jeżeli rzucę pracę nie będę miał, co jeść i gdzie mieszkać! Ponieważ mają pieniądze zakumulowane i korzystają z dobrodziejstw odsetek oferowanych przez system rentierski. To pomiędzy tymi dwiema grupami rozgrywa się dzisiaj konflikt, oczywiście są też i podgrupy – tych, co zarządzają kapitałem innych, ludzi z kwalifikacjami, i inne. Jednakże zasadniczy dla współczesnej lewicy jest podział społeczeństw na tych, co muszą pracować, żeby żyć i na tych, którzy mogliby utrzymać się z posiadanej renty kapitałowej. To jest do rozegrania, wymaga jednakże bardzo daleko posuniętej delikatności i skuteczności. Warto zaznaczyć, że problemem obecnej lewicy jest to, że bardzo wielu jej kawiorowych członków, żyje w renty kapitałowej, albo przynajmniej mogłoby żyć. Jak tacy ludzie mogą myśleć o zrobieniu czegoś pozytywnego dla tych, którzy pracują za dniówkę? Czekają na rentę? Dzielą sobie to, co im zostaje z pensji na 31 dni i wydają po te kilka-kilkanaście złotych, z pełną świadomością, że nie mogą przekroczyć limitu? Te światy są tak odległe, że nie da się ich pogodzić. Niestety liderzy o tym zapomnieli.

Czas socjalizmu się jeszcze nie skończył, mylą się wszyscy, którym się wydaje, że odszedł i zniknął w odmętach historii. Te miliony młodych ludzi w krajach południa Europy, miliony Polaków, którzy opuścili ojczyznę z głodu! To jest siła napędowa ruchu lewicowego! Od liderów tego, co z lewicy zostało – będzie zależeć, czy uda się im dotrzeć do tych ludzi dzięki odpowiedniej retoryce, nie obiecując gruszek na wierzbie a jedynie konkretne i rzeczowe rozwiązania, poprawiające byt i umożliwiające egzystencję w modelu znanym od pokoleń – założenie rodziny i prokreację! W zasadzie przecież ci młodzi ludzie nie oczekują niczego więcej, poza pracą, mieszkaniem, możliwością utrzymania rodziny i wakacjami dwa razy w roku. Ten, kto wpadnie na to jak to zapewnić – zyska władzę i wyprowadzi Europę i Polskę z kryzysu.

Póki, co będziemy obserwować działania skupione wokoło męża opatrznościowego lewicy i ruchu pana Palikota, który może przy tym zmienić nazwę. Można im tylko życzyć sukcesu, ale nic z tego nie będzie dobrego, ponieważ ta idea nie ma dobrych fundamentów. Jednakże niech się dzieje, albowiem, jeżeli ktoś na poważnie myśli o budowie marki lewicowej nowej formacji politycznej, powinien to robić właśnie dzisiaj – to ostatni dzwonek, żeby organizacja na wyborach 2015 była sprawdzona i widoczna medialnie. Zobaczymy jednak jak podzielą się panowie z pierwszych kanap władzą, albowiem jak na razie wygląda to na standardowy problem elity – gdzie zawsze jest za dużo „wodzów” a za mało „Indian”, przy czym nikt nie pamięta, że chodzi o robotników.

4 komentarze

  1. A to lewica ma liderow, bo nie zauwazylem? O tym, ze liderem sie jest decyduja, jak Pan to ujal, Indianie. W Polsce na razie liderow udaja aparatczycy.

  2. Stach Głąbiński

    Kto potrafi wytłumaczyć, o co chodzi w komentarzu PZ-ta?

    • Najlepiej pewnie Sam PZ sie doprecyzuje. Ktorego momentu Pan nie rozumie? W Polsce nie ma prawdziwej lewicy, stad tez nie ma takze liderow lewicy. Gdyby byli bylaby rowniez i lewica. O tym kto jest liderem a kto nim nie jest, decyduje przede wszystkim poparcie społeczne oraz indywidualne poparcie osobowości z samej struktury wewnętrznej ugrupowania (czy jak to nazwał Krakauer – Indianie), Pod warunkiem ze nie wyglada to tak jak w przypadku jednego pana z SLD ktoremu sie duzo wydawalo. W polskiej lewicy mamy albo przefarbowanych kawiorowch aparatczykow udających lewice, albo grających na jedna i te sama nute festiwal osobliwości z Ruchu Palikota. Ani jedno, ani drugie nie jest w stanie pociągnąć za sobą przyslowiowych mas, wiec tak naprawde lidera z prawdziwego zdarzenia po prostu nie ma. Czy wystarczająco sie dla Pana doprecyzowalem?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.