Kultura

Zimno i ciemno I

 Fanfaron bezbożny z sąsiedztwa

Był sobie pewien „człowiek”. Piszę to słowo z cudzysłowem, bowiem zakałą on był i jest niestety nadal rodzaju ludzkiego. Bufon to rozdęty nad wyraz. Efekciarz tani z niego nad miarę. Fanfaroniarz pełną gębą. Jeśli nigdy nie natrafiłeś na takiego, masz zaiste wielkie szczęście. Współżycie z takim sąsiadem zaiste jest na wskroś przykre. Cóż jednak począć. Sąsiadów mamy niestety wszędzie. Niepodobna się w głuszę puszczy czy na pustynię wynieść. A i tam się łajza jakaś koniec końców nam przypląta.

Nie jest łatwo opisać niegodziwość ludzką. Szczególnie, gdy dostrzega się jak ów niegodziwiec kogoś krzywdzi. A przy tym wszystkim człowiek pozostaje sam. Ów krzywdzony. Ów poniewierany. Bo ani sąsiedzi niedowierzają, że owa kanalia i łgarz jest rzeczywiście kanalią i wrednym oszustem. On doskonale wie, jak tworzyć pozory i dbać o wizerunek. Nie tylko wybiela siebie przy każdej nadarzającej się okazji, ale jeszcze oczernia i poniża swe ofiary. Przymilny w oczy, śmiertelnie niebezpieczny gdy czai się za twoimi plecami. Zaiste, jakimi słowami to wyrazić. Jak opisać prawdę, która dużo okrutniejsza bywa od słów ją opisujących. Historia ta jedynie czubkiem góry krętactw i przekrętów jest skupiając się na jednym zasadniczo aspekcie. Ale może to wystarczy. Mądremu dość dwa słowa. I nie o nienawiść tu jakąś do kogoś chodzi, ale o świadectwo prawdzie. O ukazanie zgniłego oblicza skrywanego przed światem. Zabielonego oszukańczą mową.

U szpanera wszystko na pokaz. Wszystko nakierowane na pozór. Roztacza wokół siebie iluzję za iluzją. Nadyma się i pęcznieje. Wypuszcza jedną mydlaną bańkę za drugą. Ściemnia na każdym kroku i łże w każdym słowie. Jest w tym naprawdę świetny. Nieliczni jedynie postrzegają ukrytą za zasłoną prawdę. Głos ich nic nieznaczący. Nie przebiją się przez jego zmyślne fanfary. Najgorszy rodzaj oszusta to taki, co kanalię w swym sercu chowa. Co pożywia się ludzkim nieszczęściem. Co prześmiewczo się odnosi o innych. I nie odpuści, póki nie upokorzy. Póki nie wyśmieje. Póki nie poniży. Póki nie nasyci się swą pogardą do innych. W oczy śmiać się będzie i przymilać. Ale plecami się tylko odwróć, a szpilę ci w serce wsadzi i obśmieje poza twemi uszami.

Verba latebat VIII

2011-03-25 Poznań

każdego dnia odchodzę
dalej i głębiej
zanurzam się w siebie
milczeniem otaczam

wiem
to nic nie pomoże
jeśli tylko zechcesz
z łatwością
zranisz mnie znów swą nienawiścią

Adam Gabriel Grzelązka

Z serca słowa płynące zjadliwą pianą…

Ów wymieniony bez imienia człowiek, mężczyzna w podeszłym już wieku, całe życie kłamał pełną gębą, oszukiwał w żywe oczy, naciągał kogo się da, kradł co popadnie i ściemniał ile wlazło. Kogo zdołał, oszukał, oszkapił, okradł, oskubał, wyszydził, poniżył. Jego bufoniarstwo szczególnie widoczne było w okresie bożonarodzeniowych świąt. Na wszystkich patrzył z góry i z kpiną w oku i na ustach. A już szczególnie, jeśli kto za religijnego się mając, swej wiary przed światem bynajmniej nie taił. Nasz palantino, nota bene człek niewierzący i jak najmocniej wrogo do chrześcijan nastawiony, otaczał swoje domostwo magią świątecznego światła. I nie tyle w tym wszystkim chodziło o same dekoracje i światełka na drzewach, płocie czy oknie. To tylko tak przy okazji. To tylko środek o celu prowadzący. Chodziło o pokaz. O przepych. O nadmiar. O przesyt. O kpinę wreszcie. O szydzenie z innych. Robił z tego istny cyrk. Festyn samopopularności. Każdego przechodnia, którego podczas bezładnego wieszania dekoracji udało mu się zaczepić, z fałszywym uśmieszkiem na ustach faszerował swymi wyimaginowanymi świątecznymi opowieściami.

Cóż z tego, że jeszcze jedną niedzielę wcześniej spokój okolicy osobiście zakłócał pracami niby to remontowymi. A tak naprawę dla ściemy, bo zawsze potrafił znaleźć sobie jakieś hałaśliwe zajęcie akurat w niedzielę. W niedzielę szczególnie się o hałasowania przykładając stawał na łowie, byleby sprofanować ów szczególny świąteczny dzień. Albo coś takiego… W „sezonie trawnikarskim” co niedziela, tydzień w tydzień, pielęgnował i dopieszczał swój trawniczek o imponującej jakiejś kwadratowo trzymetrowej ledwo powierzchni. Działania jego żadną miarą przypadkowymi nie były. Koszenie tegoż trawniczka zająć potrafiło mu dobre pół dnia. Nie żeby cały czas biegał po owym pseudo wybiegu z non stop włączoną kosiarką. O co to, to nie. Jakoś tak dziwnym trafem włączał ją w momencie, gdy na końcu uliczki pojawiali się pierwsi powracający z kościoła. Na koszeniu, na hałasach bynajmniej się nie kończyło. Były jeszcze zaczepki. Było kpienie i wyszydzanie zarówno Kościoła, jak i powracających z coniedzielnej mszy. No i oczywiście chwalenie się wszem i wobec swoim mikrotrawniczkiem.

I ten to właśnie człowieczek niskiego lotu i moralnego dna w święta bożonarodzeniowe nieodmiennie wyciągał kilometry lampek, lampeczek, świecidełek ledowych węży. I wszystko to całymi dniami wieszał, rozwieszał, poprawiał, przerabiał, przenosił. Nie dlatego, żeby coś planował, coś budował, coś sobie wykoncypował. Nic z tego. Tak, jak na początku, tak i w finale, owe lampki, lampeczki, świecidełka stanowiły równie chaotyczny widok. Równie dobrze można było owe lampiszcza ot tak po prostu rzucić jak bądź po okolicy. Wyglądałoby to tak samo bezgustownie. Przecież jednak jemu o wystrój nie chodziło. Nie o dekorację, a już na pewno nie bożonarodzeniową. Ale o pokazanie się. O świecenie innym po oczach ich ilością dla wielości samej. O wzgardę i kpinę ze świąt owych. O pośmiewisko. Byleby wykpić. Byleby wyszydzić. Byleby wydrwić. Co w sercu, to i w słowach. Co w sercu, to i w czynach. Z błotem mieszał i tyle. Z zapałem. Ile sił. Na wszelkie sposoby.

CDN. (część 1 z 3).

Poznań, 2014.12.27
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

2 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    Mam nadzieję, że opisywane indywiduum już dawno smaży się w ogniu piekielnym …

  2. Ojej, czyżby autor znał mego sąsiada (do przywar sąsiada dodam jeszcze, że środkami chemicznymi podlewał zieleń, która rosła na mojej działce). Na szczęście sąsiad wyniósł się do miasta i prawdopodobnie należy do osiedlowej “elity”, a ja odetchnęłam z ulgą, moje roślinki też.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.