Kultura

Zimno i ciemno II

 Ukryte złodziejskie oszusta dno

Było w tym wszystkim coś jeszcze. Coś, czego nie widać w tym wszystkim nie tylko na pierwszy, ale i na drugi, trzeci i nawet czwarty nie wiem jak bardzo najuważniejszy nawet rzut oka. Może i nigdy owa świąteczna dekoracja ładną nie była. Cóż, szczerze mówiąc, to nigdy. Nawet ani odrobinkę. Ni cholery ni ciutkę. Bo co ładnego może być w chaotycznie rozwieszonych bez ładu i składu ozdóbek.

Jedno z pewnością można było o tym „czymś” powiedzieć: lampek było bez liku, całą bezładną kupą. Tu, tam, siam. Byle jak. Byle gdzie. Byle były. Byle wszędzie. W oknie chociażby. Tyle tego, że ledwie z onego okna cośkolwiek na zewnątrz z wewnątrz pokoju dojrzeć można i było. To samo na tarasiku wciśniętym w kąt między dwiema ścianami i rozłożonym skromnie na czyimś garażu. No, ale taras to taras… (nawet jeśli to tarasik malusi, ale przecież tarasik z ambicjami do tarasem bycia) cóż że byle jaki i bele gdzie. I aż dziwne, że jedyny świerk (okaleczony i obrzydnięty bezładnym przycięciem dolnych gałęzi, tak że szpecił bardziej niż zdobił ów trawiasty skwerek) skromnie rosnący pośrodku wspominanego już trawniczka nigdy się nie zajął ogniem na skutek zwarcia w całej tej masie lampeczek je pokrywających.

Nieważne jak. Nieważne gdzie. Zatem gdziekolwiek i byle jak. No i oczywiście byleby dużo. Jak najwięcej. Więcej niż sąsiad. Więcej niż jakikolwiek sąsiad. Niż ktokolwiek w okolicy. I tak co roku. I tak z roku na rok. Coraz więcej i więcej. Niepojęte, że na tak niewielkiej przestrzeni mogło się ich zmieścić aż tyle. No, ale jeśli je po prostu upychać miast jakoś układać… Oj, swoją drogą, musiało to kosztować. Słono. W końcu prąd nie jest przecież za darmo. Czyżby?… czy aby na pewno?…

Właśnie. tak oto dotarliśmy w ten sposób do sedna skrytego głęboko i nikomu nieznanego. Do drugiego dna naszej opowieści. Bo aby się nadymać i fanfaronić, trzeba jednak jakieś koszta ponosić swego rozdętego snobizmu. Tysiące lampeczek przez wiele dni, przez całe tygodnie dniem i nocą się świecące o niezłą zadyszkę musiały elektrownię przyprawiać. Ale tylko elektrownię. No i w sumie każdego z nas. Bo ktoś jednak zapłacić musiał. A skoro winnego nie było, płacić muszą niewinni. Cena po prostu wzrasta, aby pokrywać nieznane koszta. Za każdego oszusta, złodzieja, cwaniaczka, chytrusa, szalbiercę bowiem płaci koniec końców praworządny, Bogu ucha winny obywatel.

Cwaniaczków w naszym kraju nie brakuje. Oszustów różnej maści. Ponad wiek rozbiorów, półwieczna niewola komunizmu, dwie wojny, wszystko to w jakiś sposób przyczyniło się do skarlenia naszego narodu. Tym bardziej że patriotów zwyczajnie zabijano, mordowano czy to w obozach koncentracyjnych, czy też zsyłając na Sybir, albo likwidując strzałem w tył głowy. Dziesięciolecia ubeckiego prania sumień i umysłów sprawiły, że namnożyło nam się szarańczy o podłym sercu i skarlałych sumieniach. Przetrwali oszuści, złodzieje, sprzedawczykowie. Nie tylko oni. Ale jest ich obecnie tak wielu i to nie tylko w przestrzeni politycznej czy gospodarczej, ale i na płaszczyźnie zwyczajnego szarego życia, że życie przeciętnego człowieka w naszym kraju stało się lekko mówiąc trudne i nieznośne. Są oni jak trucizna, jak choroba tocząca zdrową tkankę społeczeństwa, tak że ten miast wzrastać i rozkwitać marnotrawi swe siły na przetrwanie.

Verba latebat XI

2011-03-25
Poznań

nie masz dla mnie słowa dobrego
słowa które ukoi
słowa przy którym
zasklepią się rany rozdarte ponownie

nie masz dla mnie nic
nie przychodzisz aby być
nie jesteś aby kochać

tylko obojętnie trwasz
korzystając z każdej okazji
by kopnąć psa mej miłości
by odtrącić nim nawet
jeszcze spróbuję wyciągnąć mą dłoń

nie masz dla mnie słowa dobroci
słowa pociechy które buduje
nie masz dla mnie słowa które prosi

wciąż tylko musisz
wciąż tylko nakazujesz
przybywasz z krzykiem
który rujnuje mą nadzieję
słowa które mielesz w ustach
choć ledwo dochodzą do mych uszu
sprawiają
że zastygam skamieniały
wiedząc że właśnie spada
kolejny cios
po którym nie pozbieram się przez
następne dni

budzę słowo
by dać odpowiedź
której zresztą nie poznasz
nie pozwalając sobie
pokazywać mych wierszy

na próżno więc skarżę się
nocnej ciszy
nigdy nie poznasz co czuję
nigdy nie dowiesz się
jak i kiedy
zabiłaś we mnie serce
które wciąż pragnie ciebie
lecz bardziej niż kocha
bardziej boi się ciebie

Adam Gabriel Grzelązka

Darmocha panie, darmocha pełną gębą…

Dziwnym trafem ów niechlubny bohater opowieści naszej nijak się wspomnianymi wcześniej za prąd rachunkami nie martwił. Może zatem był pracownikiem owej instytucji i korzystał z jakichś nieznanych nam powszechnie przywilejów w tej materii rachunkowej? Otóż nie. To może jakieś ulgi z jakiejkolwiek innej przyczyny chociaż? Także nie. Więc jakżesz to? Jak??? Czyżby?…

Otóż właśnie tak, właśnie zwyczajnie nie płacił… Ale jak to tak? Się tak nie da. Płacić rachunki trzeba. Inaczej przecież odłączą. Odetną. I to obecnie przynajmniej bardzo szybko. Przecież… Ale, ale, spokojnie, nie dajmy się ponieść fantazji. Nie płacił, bo nie musiał. Nie płacił, bo płacić nie miał za co. Nie płacił, bo płacić mu nikt nie nakazywał. Nie płacił, bo zawsze miał niskie rachunki za energię elektryczną. I to nie tylko w okresie świątecznym. Od zawsze i zawsze, na okrągło, przez cały rok. Ot, magiczne musiał mieć jakieś urządzenia najwyraźniej. Tym bardziej, że nawet gazu nie miał doprowadzonego. Ba, ogrzewał się tylko i wyłącznie elektrycznie. I nijak na tym nie szczędził czy przykręcał. Im zimniej na zewnątrz bywało, tym cieplej robiło się w środku. No, ale jak ma się darmową elektrykę w domu… Jak się za rachunki niebotyczne płacić nie musi, bo… one bynajmniej niebotycznymi nigdy nie były. Nie tylko niebotycznymi. One nawet poniżej przeciętnych bywały. Ot pomysłowy Dobromirek. Kanciarz kaprawy. Łgarca i szydziarz. Wrzód społeczny.

CDN. (część 2 z 3).

Poznań, 2014.12.27
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

3 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    Gorzka, ale prawdziwa analiza naszego darwinowskiego BŁOGOSTANU.

    Zaczynają u nas bowiem dominować prawa Darwina.

    Przetrwa najsilniejszy …

    Potem jego własne dzieci odstawią go do przytułku, bo się NIE PRZYSTOSUJE z nieuchronną starością do coraz bardziej bezwzględnych norm neoliberalnego świata.

  2. “półwieczna niewola komunizmu” dała ludziom więcej dobrobytu niż 25 lat kapitalistycznej pseudowolności! Jak zwykle z czarnej mmmmmm mmmmmm się wyrwało…

  3. I nie dziesięciolecia ubeckiego prania sumień i umysłów, tylko 1000 lat prania mózgów przez oszalałych zbirów – przedstawicieli najbardziej krwiożerczej religii – mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.