Zew krwi

Wielokrotnie wołałam o pomoc

A mój niemy krzyk

Odbijał się echem od pustych ścian

Natrafiając jedynie na mur

Obojętnych spojrzeń

 

Pozostawiona sama sobie wariowałam

Z rozpaczy i samotności

Niemocy, żalu oraz tęsknoty

 

Nie chcę już rozmawiać

Za późno – poddałam się

Mieliście rację jestem słaba

 

Teraz nie potrzebuję nikogo

Rozbijam kolejną szklankę

Czekam na nadejście bólu

Wcale się go nie boję

Ogarnia mnie błogi spokój

 

Z przyklejoną do twarzy maską uśmiechu zasypiam…

2 myśli na temat “Zew krwi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.