Kultura

Ze schodami pod górkę

 Dom i jego przypadłości

Był sobie dom. Stał sobie. Od dawna. Pamiętał naprawdę dawne czasy. Dawniejsze niż pamiętam ja. Prawdopodobnie dawniejsze, niż pamiętasz ty. W każdym razie pamiętał o najmniej wojnę. Ale nie o tym będzie ta historia. Nie o czasach aż tak zamierzchłych, że okrytych mgłą zapomnienia. Opowieść będzie współczesna. Można powiedzieć, ze tu i teraz, na oczach naszych się dziejąca.

Dom miał swoje lata. A wiadomo jak to z latami jest. Jak ich jest już całkiem sporo, to nawet domom przytrafiają się różne przypadłości. Ów dom, bohater opowieści naszej, zmieniał się wraz z wiekiem. Dostosowywał się do ciężkich czasów, w których przyszło mu istnieć. Czasy słusznie minione, czasy czerwonej niewoli, czasy niewoli skrytej pod pozorami wolności słusznie minęły. Mimo to pozostało po nich wiele naleciałości. Ów dom nosił na sobie ślady owych czasów minionych jak najsłuszniej.

Był sobie dom. Dom ten zmieniał się w miarę potrzeb. Mieszkający w nim ludzie zmieniali się i zmieniały się ich potrzeby. Ponieważ potrzebowali więcej, dom rozrastał się. Rozrastając się zaś, komplikowała się jego struktura. Dom robił co mógł, aby odpowiadać potrzebom swych mieszkańców. A że czasy nie były łatwe, nie sprzyjały ani ludziom ani domom, ani zmianom tychżesz domów, na dzień dzisiejszy można o nim powiedzieć, że trochę tu, trochę tam i jeszcze o tam to jedno. Część jedna. Zawikłana przestrzennie. Dom rozrósł się, dom się przystosował. Dom służył swym mieszkańcom wiele lat i nikt nie narzekał, że trochę tu trochę tam, trochę to moje, ale trochę mi tego użycz bo tam moje i ja muszę do mojego przez twoje.

Popiół i zgliszcza

2011-11-12
Osieczna

na mej drodze wokół
prowadzą wciąż w serca otchłań
wokół mrok
wokół lęk
wokół bezradności woń

wciąż ginę sprzed Twych oczu
wciąż zbaczam ze ścieżki Twej

a przecież po każdej nocy
nadchodzi dzień jasny nowy
po każdym cierpieniu
serca wytchnienie błogie

rozpal mnie swym Słowem
rozpłomień Miłością swą
póki jeszcze serce me
nie całkiem martwe
póki jeszcze nadziei tli się żar
na dnie pod zgorzelą i bólem

życiu mnie przywróć
życie nowe wlej
miłość silniejszą daj niż lęk
miłość zdolną zmienić mój świat

Adam Gabriel Grzelązka

Moje, moje, moje…

Ludzie też się jednak z czasem zmieniają. Niestety nie zawsze na lepsze. Bywa niestety, że na gorsze. Ci sami ludzie, żyjący kiedyś w przyjaźni i harmonii, nagle zaczynają sobie skakać do oczu i wydzierać każdy możliwy kawałek. Wkrada się w ich serca nienawiść, zawiść, zazdrość i masa innych paskudnych wad. Wtedy życie zaczyna się pod górkę. Zaczyna się walka pomiędzy. Bywa, że dochodzi do rękoczynów, do mordobicia, do pyskówek, awantur, do wzajemnego ogadywania i oczerniania. A przede wszystkim każda okazja staje się możliwością zaistnienia tysięcznych złośliwości.

Dom zazwyczaj znosi to cierpliwie. Czasem jednak ma dosyć i staje się niewygodny dla swych skłóconych mieszkańców. Niestety próby uporządkowania i ułatwienia sobie zamieszkiwania w nim bywają wzajemnie przez współlokatorów sobie utrudniane. I tu nie chodzi już o to, że i mnie mogłoby być przy okazji lepiej. Niech mi tam nawet będzie gorzej, byleby tobie byłoby źle. A co. A właśnie że tak. A właśnie że nie tak jak ty. Byle po złości. Byle przeciw.

Pod górkę po schody

Był sobie dom. Wiekowy, pamiętający czasy całkiem zamierzchłe z naszej perspektywy lat. Dom, który zmieniał się i starał dostosowywać do potrzeb. Dom, w którym zagnieździła się zawiść i nienawiść. Dom, który przestał służyć tak, jak to czynił kiedyś. Dom, który aby odzyskać dawną użyteczność, potrzebował nowych całkiem schodów.

Schody prosta rzecz niby. Wiadomo – prowadzą pod górkę. Pozwalają wejść wyżej. Inną, wygodniejszą drogą. Albo wejść w ogóle. Albo czynią część domu samodzielną częścią z osobnym, własnym wejściem. Rzecz nietrudna znowu tak bardzo do zaplanowania i wcielenia w życie.

Jest w tym wszystkim jednak jeden szkopuł. Przepisy które czynią drogę do schodów drogą pod górkę, wielce stromą górkę. Jest pomysł. Wiadomo, potrzeby projekt, trzeba też i zgodę współmieszkańców i domu i okolicznych sąsiadów. Czy aby owe schody komu nie zawadzają. No bo niby nie zawadzają. Ale może jak będą to będą coś zasłaniać. Albo jakoś szpecić. Można zresztą schody tak postawić, ze coś komuś będą utrudniać. Niby słuszne wymogi. Chodzi w końcu o to, aby schody były i schody ręce i nogi miały. Aby to schody były z głową.

Co jednak zrobić, jeśli są tacy, co im schody zawadzają i schodom stanowcze mówią nie. Zapytani dlaczego odpowiadają: nie bo nie. Nie, bo to twoje schody. Nie, bo tobie będzie lepiej, wygodniej, inaczej. A w domyśle: nie chcę twoich schodów, nie chcę by ci było lepiej, by ci było inaczej, by tobie wygodniej ze schodami było. Wiec nie. Stanowcze nie bo nie.

Są jeszcze inni, co mówią nie. Mówią schodom nie, ale nie tak do końca, tak stanowczo, tak bezdyskusyjnie. Mówiąc nie mówią owo nie w sposób sugerujący, że w sumie o by chcieli powiedzieć tak, ale owo tak schodom to i owszem chętnie, ale coś za coś, coś do ręki, coś w kopercie. najlepiej dużo. Bo jak mało, to jednak nie. A jak wystarczająco, to owo nie zamienią na tak. Niby nie mówią co i jak, niby nie mówią właściwie nic poza owym niewyraźnym nie,. ale wszystko w nich krzyczy wręcz: daj, daj, daj! Mnie daj. Stać cię skoro tobie schodów się zachciewa. Chcesz schodów, to daj. Skoro jest okazja, to ty daj, a ja powiem tak, a ja nie zaprzeczę, a ja nie zabronię. Bo mnie nic do schodów twoich, ale coś daj.

I tak bój o schody nie jest bojem o schody, bojem ze schodami, bojem z techniką, ale bojem z zawiścią, nienawiścią i ludzką chytrością i pazerności. I tak oto zwykłe niepozorne schody mogą rozpalić nowe zarzewia ludzkiej niesprawiedliwości. Mogą stanąć kością w gardle, zapaść belką w oku, zakłuć zazdrośnie w serce. Bo ty masz, bo ty będziesz mieć, bo ty chcesz, bo ciebie stać. A mnie nie, a ja nie mam. Więc wszystko byleby nie. Więc wszystko byleby przeszkodzić. Byleby utrudnić. Byleby tobie naczynić kosztów. Byleby tobie narobić kłopotów.

Są domy ciche i niepozorne, bogate jednak w przemilczane historie. Historie nikomu zazwyczaj postronnemu nieznane, dla nikogo z zewnątrz niedostrzegalne. Historie często bolesne. Historie nam współczesne, historie dziejące się na oczach naszych.

Bez pomocy Bożej człowiek człowiekowi wilkiem. Bez miłości Bożej człowiek człowiekowi katem. Serce nie potrafi pozostać ani puste ani obojętne. Albo dobroć w nim zamieszka albo nienawiść.

Poznań, 2013.07.20
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

seven + 18 =