Paradygmat rozwoju

Zdrowy wzrost PKB

 Nasza władza pożąda wzrostu gospodarczego, przy czym ma to być zdrowy wzrost gospodarczy. Zdaniem pana wicepremiera Morawieckiego, taki wzrost to wzrost oparty o oszczędności krajowe, inwestycje oraz długofalowy plan rozwoju. W zasadzie to nic dodać i nic ująć, nie można się bowiem w ww. zakresie nie zgodzić z panem wicepremierem. Sprawa jest bowiem prosta jak mechanika prostego kija – oprócz tego, żeby mieć wysokie PKB i żeby gospodarka rosła, liczy się jeszcze to w jaki sposób gospodarka rośnie, tj. struktura i gospodarki i wzrostu.

Mamy problem ze strukturą PKB, chociaż jest ona bardzo zdywersyfikowana, podobnie jak i cała nasza gospodarka, jednakże problem jest, ponieważ polega na tym, że przeważnie wzrost generują sektory i branże o względnie niskim udziale wiedzy w produkcji sprzedanej. Wzrost generujemy przez masowość sprzedaży dóbr średnio złożonych i prostych, a jeżeli już dochodzi do zaangażowania się w technologie, to przeważnie ma to wymiar kooperacji i współpracy, czy też po prostu montażu importowanych komponentów z całego świata. Nasz wkład w takim przypadku również ogranicza się przeważnie do wkładu pracy, części logistyki. Najbardziej „dające jeść” elementy procesu logistycznego są poza naszym zasięgiem, z przyczyn które zbiorowo są określane jako „szklany sufit”.

Jeżeli chodzi o oszczędności krajowe, to problem jest systemowy. Niestety mówiąc najprościej – nie mamy na czym oszczędzać. Ludzie nie mają wystarczających dochodów, żeby przy tych kosztach życia, które powszechnie obowiązują, móc sobie pozwolić na oszczędzanie. Dodatkowo krajowy system emerytalny – naturalny agregator oszczędności kapitałowych wymuszanych przez państwo, został tak idiotycznie zaprojektowany, że jego funkcjonowanie kosztowało więcej niż wszelkie korzyści związane z jego funkcjonowaniem i trzeba było system ściąć prawie do pniaczka, ledwo dzisiaj widocznego na krajowej scenie finansowej. Nieco lepiej mają się przedsiębiorstwa, ale te lokują swoje rezerwy w bezpiecznych agregatach pieniężnych oferowanych przez banki, a te – w dalszej kolejności minimalizują ryzyko, przerzucając swoje zasoby na bank centralny poprzez jego instrumenty dłużne. Gdyby tutaj zmienić politykę, tj. gdyby bank centralny nie oferował wszystkim pokrycia i bezpiecznej przystani na wszystkie pieniądze jakie są zgłaszane, to można byłoby wymusić szersze kredytowanie gospodarki, ponieważ inwestorzy nie byliby w stanie uciekać z pieniądzem pod bezpieczne skrzydła długu emitowanego przez bank centralny.

Inwestycje same w sobie są najdelikatniejszą częścią składową każdej gospodarki, bezwzględnie są pożądane i należy je stymulować. Jednak czasy w których rząd za wszelką cenę decydował się na ściąganie kapitału, który bardziej kaprysił niż inwestował mamy już za sobą, a przynajmniej mieć powinniśmy. W naszym interesie jest takie powiązanie oszczędności krajowych, żeby krajowe ugrupowania finansowe, poprzez ugrupowania gospodarcze inwestowały na rynku krajowym, ciągle głodnym kapitału i inwestycji. Rzeczywiście taki mechanizm można kredytować, co więcej można postulować jego kredytowanie z próżni poprzez luzowanie polityki finansowej, jednak pod ścisłym warunkiem – ważenia ryzykiem każdej inwestycji, co najmniej w proporcji 51% środków prywatnych w każdej inwestycji. Chodzi o to, żeby nie dopuścić do marnowania pieniędzy przez polityków, którzy często i na szczęście nie wszyscy, ale przeważnie mają bardzo uproszczone wizje rzeczywistości.

To wszystko rzeczywiście powinien spinać plan gospodarczy, który będzie oparty na realiach, ponieważ właśnie tego potrzebujemy najbardziej. Chodzi o to, żeby wprowadzić gospodarkę w nowe tryby funkcjonowania, tak żeby zaskoczyły powiązania, dotychczas nie ćwiczone, albo realizowane poprzez zagraniczny kapitał i pod kontrolą zagranicznych czynników decyzyjnych. Dobry plan może to zawrzeć i przedstawić w taki sposób, żeby wszyscy aktorzy – interesariusze planu, widzieli swoją korzyść we włączeniu się w jego realizację. Jednakże napisanie dobrego planu gospodarczego w warunkach gdy 65% zadłużenia kraju jest w rękach zagranicy, a w ogóle stan gospodarki zależy od wymiany handlowej z zagranicą będzie bardzo trudne. W szczególności jeżeli będziemy się doktrynalnie zamykać na niektóre bliskie nam geograficznie, ale odległe politycznie rynki.

Wnioski są proste – trzeba zmienić naszą rzeczywistość. Do tego potrzeba jednak czegoś więcej niż deklaracji. Warto wzorować się na okresie międzywojennym, kiedy to Polska w zasadzie izolowana przez większość sąsiadów, jednak była w stanie przeprowadzić szeroko zakrojone inwestycje w kilku – do dzisiaj liczących się sektorach gospodarki krajowej. Dzisiaj, być może konkurencja jest większa niż wówczas, ale mamy także o wiele większe możliwości działania. Zastanawiające jest to, że skoro model jest w opisie taki prosty, to od lat nawet nie próbowaliśmy wdrożyć go w praktyce? Ktoś potrafi odpowiedzieć na to pytanie?

4 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Prawdziwa synteza pisowskiego kłamstwa: skoro model jest w opisie taki prosty, to od lat nawet nie próbowaliśmy wdrożyć go w praktyce? Morawiecki nie odkrył koła! PiS nie ma monopoli na prawdę! Ani na wiedzę!

  2. Bardzo rozsądny komentarz do pomysłów Morawieckiego

  3. Krzysztof M

    Przymus szczepień podpisany? – PODPISANY!
    TTIP przyjęte? – PRZYJĘTE! (no… zaraz przyjęte będzie).
    Dług rośnie? – ROŚNIE!

    I o to chodzi! Reszta, to jest teatrzyk.

  4. Wierny_czytelnik, lepiej się wyśpij a potem będziesz opowiadał dyrdymały i tylko tyle.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.