Polityka

Zderzaki – rozważania o geniuszu politycznym premiera Donalda Tuska

 W zakładce skład rządu na stronie internetowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów widnieje zdjęcie pana premiera i 19 sympatycznych twarzy – stanowiących jego bezpośredni aparat polityczny. Jest to Rada Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej – władza wykonawcza w 20 osobach w tym 4 kobiety, (czyli 20%).

O randze poszczególnych ministrów decydują trzy kategorie określania ważności – po pierwsze – zawsze – siła polityczna – wynikająca z zaplecza politycznego określonego polityka, w partii rządzącej lub zewnętrznej – determinująca jego zdolności koalicyjne. Przedstawienie naszych polityków na tej stronie internetowej ma bardzo ciekawą kolejność, albowiem najpierw wedle wskazanego klucza politycznego – pan premier, co jest oczywiste i niepodważalne, a za nim wicepremier i minister gospodarki – pan Waldemar Pawlak. Następnie mamy listę 17 osób wedle kolejności alfabetycznej nazwisk, a zestawienie zamyka, jako 20 osoba pan Tomasz Arabski (minister bez teki). Jest bardzo ciekawe, kto wymyślił taką kolejność – gdzie na początku „zwierzchność” dalej „wszyscy równi” a na zakończenie – „karbowy”?

Mniejsza z tym, dla naszych rozważań to jedynie wątek poboczny, liczy się przecież siła poszczególnych resortów, która jest drugim czynnikiem determinującym „ważność” poszczególnych członków rządu. W tym zestawieniu nie ma żartów i liczą się kompetencje, doświadczenie oraz przewidywalność polityczna. Mamy w tej grupie niekwestionowanego lidera, jakim jest pan Jan Vincent-Rostowski – minister finansów, pan Radosław Sikorski – minister spraw zagranicznych i pani Elżbieta Bieńkowska – minister rozwoju regionalnego.

W trzeciej grupie, co do ważności mamy osoby, które muszą być ministrami, albowiem albo tak wypadło, albo premier ma do nich zaufanie – ewentualnie są na tyle nie kontrowersyjni dla wpływowych i liczących się środowisk, że ministrami po prostu wypada żeby byli. Zestawienie to otwiera z pewnością pan Bogdan Zdrojewski – minister kultury i dziedzictwa narodowego, następnie pan Marek Sawicki – minister rolnictwa i rozwoju wsi, pani Krystyna Szumilas – minister edukacji narodowej, pani Barbara Kudrycka – minister szkolnictwa wyższego, pan Michał Boni – minister administracji i cyfryzacji oraz pan Mikołaj Budzanowski minister skarbu państwa.

Istnieje także czwarta grupa, ministrów wybieranych bez klucza – czasami celebrytów, czasami ministrów „na próbę”, czasami „na przyuczenie”, lub z kompetencjami wspieranymi przez zaszczytny dorobek szacownej rodziny. To grupa specjalna, – którą można określić, jako zderzaki. Zresztą w jednej z wypowiedzi pan premier osobiście wyraził się że taka grupa ministrów istnieje – niestety jednoznacznie ich nie wskazał – więc wszystko poniżej to jedynie dywagacje z zakresu political fiction… Zestawienie to, co ponownie należy podkreślić – hipotetyczne otwiera pan Bartosz Arłukowicz – minister zdrowia. Świadczy o tym polityczny rodowód pana ministra oraz sam mechanizm jego wejścia do rządu. Pana Arłukowicza wystawiono na trudny front, gdzie może wykorzystać swoją wiedzę, jako doskonały lekarz – a zarazem w skali makro ponosić gigantyczne i niezawinione przez siebie, ale przez poprzedniczkę porażki. Tak się stało z listą leków refundowanych, premier doskonale wie, – że w każdej chwili może pozbyć się pana Arłukowicza – bez żadnych kosztów politycznych, ale tego nie robi, ponieważ może go użyć tak jak szampana tylko raz. Z pewnością przy jakimś głębszym kryzysie zaufania do rządu, skorelowanym z kolejną aferą np. chorego nieprzyjętego do szpitala – można poświęcić politycznie tą głowę. Następnie mamy osobę pana Jacka Cichockiego –ministra spraw wewnętrznych, który politycznie nie znaczy zupełnie nic – a co gorsza nie znaczy nic także medialnie. Premier może go wymienić w każdej chwili „bez strat” własnych – nie ponosząc żadnego kosztu politycznego. Wystarczy kolejna opóźniona ekspertyza dendrologiczna w sprawie wytrzymałości brzozy lub innych problematycznych roślin i pan minister – traci stanowisko. Co warto podkreślić byłoby wielką stratą, albowiem jest to chyba najlepiej przygotowany merytorycznie minister w historii MSW, osoba wiele lat zajmująca się zagadnieniami krajów b. ZSRR w Ośrodku Studiów Wschodnich – a znajomość tamtejszych realiów to jak wiemy jest obecnie jedno z nadzwyczajnych zadań Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Kolejny w naszym zestawieniu jest pan Jarosław Gowin – minister sprawiedliwości. Gigant polityczny, w pełni samodzielny – doskonały polityk, niesłychanie wyrazisty, doskonale wypadający w mediach. Jest to osoba zdolna do odegrania samodzielnej roli politycznej – zarówno ideowo jak i personalnie. Idealny przywódca, człowiek wielkiego formatu – a w pewnych dziedzinach autorytet, cieszący się przychylnością i zrozumieniem Kościoła Katolickiego. A jednak jest zderzakiem. Jednakże, w jego przypadku chodzi o coś zupełnie innego niż w przypadku młodych ministrów technokratycznych (fachowców). Można przypuszczać, że pan J. Gowin został uczyniony ministrem głównie po to żeby wreszcie narobił sobie poważnych wrogów i skonfliktował się z częścią środowisk ze swojego zaplecza polityczno-towarzyskiego. Dlatego ta nominacja była zaskakująca, ale świadczy o tym, ze pan J. Gowin nie boi się wyzwań. To kolejny argument świadczący o nieskazitelności jego stalowego charakteru. Premier doskonale zdaje sobie sprawę, że „umoczenie” Jarosława Gowina w jakąś „nieskuteczność” lub problematyczną sytuację – spowoduje, że o wiele trudniej będzie mu ubiegać się o przywództwo w Platformie Obywatelskiej – a także w miarę ambicji – konkurować w wymarzonych dla obu panów wyborach prezydenckich. Kolejny w zestawieniu jest pan Marcin Korolec – minister środowiska, kolejny minister-technokrata bez zaplecza politycznego i nieistniejący medialnie, ale doskonale wykształcony i z kompetencjami najwyższej klasy. Powierzony mu odcinek spraw może okazać się stosunkowo problematyczny ze względu na genetyczny konflikt pomiędzy „infrastrukturą” a „środowiskiem” w okresie wzmożonego wysiłku inwestycyjnego kraju. Następnie mamy na liście pana Władysława Kosiniaka-Kamysza – ministra pracy i polityki socjalnej. Pozostawmy jego osobę bez komentarza, albowiem trudno jest cokolwiek napisać, a nie wypada pisać źle o krakusie! W zasadzie sam fakt, że ten pan jest z Krakowa jest już wystarczająco nobilitujący, a jako były radny miejski ma wystarczające kompetencje do objęcia najważniejszych stanowisk w państwie – i jest to niepodważalne zwłaszcza, że jest sympatyczny – tylko czy ktokolwiek zauważyłby jego odwołanie? Następna w kolejności jest pani Joanna Mucha – minister sportu i turystyki. Typowy zderzak w klasycznej formie o nadzwyczajnie sympatycznej aparycji. Osoba doskonale wykształcona i formalnie kompetentna w zarządzaniu w ogóle. Niestety mianowanie jej na tą funkcję, aczkolwiek na pewno doskonale zwróci się w momencie zdjęć telewizyjnych z otwarcia zbliżających mistrzostw piłkarskich, – ale póki, co musi kosztować pana premiera sporo nerwów, albowiem pani minister nazwijmy to, – że jest szczera i mówi zamiast milczeć – a dodatkowo wymyka się schematom w formułowaniu swoich być może nie do końca przemyślanych poglądów. Wielka strata się stała dla naszego sportu, że ta osoba – bez jakiegokolwiek rozeznania zaczęła nim kierować. Wielka krzywda się stała także tej pani, albowiem z pewnością doskonale by się sprawdziła na innym stanowisku. W naszej ocenie (redakcji) byłaby po prostu doskonałym rzecznikiem rządu. No, ale jak jest, nie rządzi krakauer tylko D. Tusk. Następny na liście jest pan Sławomir Nowak – minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. To zdecydowanie polityk innego formatu niż ministerialny, to doskonała osoba na drugi plan, – na którym czuje się świetnie i może oddać większe przysługi, niż jako frontmen – zwłaszcza merytoryczny. W odróżnieniu od pani Muchy, wie przynajmniej, kiedy milczeć i zdać się na ekspertów, nie przyznaje się sam do swojej niewiedzy – licząc na to, że dziennikarki zaczarowane jego urodą wybaczą mu brak profesjonalizmu, a nawet ogólnego pojęcia… Jednakże być może właśnie taka osoba była potrzebna na stanowisko po ministrze G., którego osobiście za to, na co pozwolił żeby się „samo stało” z polską koleją autor tekstu po ludzku zwyczajnie nienawidzi. Ministra Nowaka łatwo będzie panu premierowi – każdej chwili w transportowo morskim sosie pogrzebać i przysypać gruzami budownictwa. Jednakże działanie to się mu nie opłaca, albowiem pan minister zajęty walką z własnym resortem – chcąc nie chcąc musi popierać premiera na wewnętrznym forum partyjnym PO. Na zakończenie osoba, którą tylko z przykrością można posądzać o bycie zderzakiem, albowiem jest to bardzo doświadczony urzędnik, który nie wiadomo, dlaczego zamiast zostać ministrem spraw wewnętrznych – dostał awans do innego pionu, gdzie nie ma zbyt wielkiego ze względu na specyfikę pola do popisu. Wielka szkoda pana Tomasza Siemoniaka ministra obrony narodowej – osoby bardzo potrzebnej w rządzie, ale na innym stanowisku.

Reasumując, premier Donald Tusk, faktycznie posiada we własnym rządzie zderzaki, Ciekawi klucz wedle, jakiego dokonał doboru, czasami przyznane kompetencje wyglądają jakby specjalnie przyznane po to żeby dana osoba sobie nie poradziła. W innych przypadkach mamy ministrów będących cieniami własnych resortów, prawdopodobnie bezwzględnie posłusznych premierowi. Źle to wróży dla prowadzenia odpowiedzialnych i merytorycznych polityk. Bez wątpienia pan Donald Tusk jest geniuszem politycznym, albowiem wręcz idealnie rozegrał własne otoczenie polityczne. W każdej chwili bez większego kosztu politycznego może wymienić 25% składu personalnego rządu, w niektórych przypadkach ludzie w ogóle nie odnotują zmiany (publicyści pewno także), a w innych – jest takich kilka – nagłe zgaszenie medialnych gwiazd – było by wydarzeniem politycznym. Naprawdę nasz premier wie, co robi – widać to gołym okiem, ponieważ ten układ personalny zapewnia mu najistotniejszą rzecz – władzę – a didaskalia się nie liczą, zwycięzców nikt nie sądzi – kraj ma stabilne rządy.

One Comment

  1. No świetne to jest!
    Zwłaszcza fraza: “Mini­stra N. łatwo będzie panu pre­mie­rowi – każ­dej chwili w trans­por­towo mor­skim sosie pogrze­bać i przy­sy­pać gru­zami budow­nic­twa.” – jest bardzo smakowita.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.