Cytaty, Ogólna

Jak zdefiniować „putinowską piątą kolumnę” o której wspomniał pan premier?

 Poważna sprawa proszę państwa, jeżeli premier naszego kraju otwarcie i wprost mówi o „putinowskiej piątej kolumnie” w wymiarze europejskim, z trybuny sejmowej, podczas dyskusji podsumowującej politykę zagraniczną państwa, to nie ma żartów. „(…) My naprawdę stoimy przed takim fundamentalnym problemem, czy eurosceptycy i skrajna prawica europejska nie zyskają takiej siły w parlamencie Europejskim i generalnie w życiu politycznym Europy, że powstanie w jakimś sensie, obiektywnie rzecz biorąc, putinowska piąta kolumna w Europie.(…)” [Źródło: s. 197 tutaj]. Warto przeczytać dokładnie całe wystąpienie pana premiera, ponieważ jest niesłychanie ciekawe i pokazuje w jaki sposób i o czym myśli ten niezwykle interesujący człowiek w przeddzień kampanii wyborczej. My przystąpimy do powierzchownej analizy słów pana premiera, tak żeby przynajmniej spróbować zrozumieć co „autor miał na myśli” oraz – co, o wiele ważniejsze, jaki scenariusz zachowania się naszego rządu może wynikać z takiego jak przedstawione postawienia spraw.

Określenie „piąta kolumna” wzięło swój początek w hiszpańskiej wojnie domowej i odnosiło się do przyrównania zwolenników prawicy wśród ludności jednego z miast, na które maszerowały cztery kolumny frankistowskiego wojska – właśnie jako piątej kolumny, czyli dodatkowego instrumentu oddziaływania stanowiącego zagrożenie wobec formacji ideologicznej prezentowanej przez nadawcę określenia. Termin ten zrobił zawrotną karierę w okresie II Wojny Światowej, gdzie niemiecka piąta kolumna oparta o niemiecką mniejszość narodową prowadziła dokuczliwe działania dywersyjne wobec władz państwowych. Szczególnie intensywne działania tego typu miały miejsce w Austrii, Czechosłowacji i Polsce.

Modelowo działania piątej kolumny mają z zasady znaczenie drugoplanowe, ale termin ten perfekcyjnie definiuje pojęcie wroga wewnętrznego, a wręcz jest synonimem stereotypu. Przez co, takie ujęcie problemu może mieć na celu uzasadnienie do wszelkiego typu działań represyjnych ze strony administracji rządowej przeciwko adresatom określenia. Mamy zatem w tym zwrocie połączenie oskarżenia o zdradę i zarazem wszystko co najgorsze, albowiem dochodzi do odwołania do najniższych instynktów. Jest to w rękach rządzących – posiadających możliwość moderowania oficjalnego przekazu – broń ostateczna w retoryce politycznej, wykraczająca swoim znaczeniem poza zasady pluralizmu politycznego, swobody do krytyki publicznej (zarówno politycznej jak i np. prasowej) itp. Takie określenie z ust rządzących stawia adresatów poza nawiasem państwa, w znaczeniu struktur i nawet prawa do zachowań obywatelskich.

Użycie określenia piąta kolumna oznacza zdefiniowanie wroga wewnętrznego, w znaczeniu politycznym, ideologicznym, państwowym, osobistym, personalnym, fizycznym i każdym innym, ponieważ ten zwrot ma na celu zaakcentowanie wobec otoczenia wykluczenie adresata ze zbiorowości.

Adresat tego określenia, jeżeli usłyszy je ze strony oficjalnych przedstawicieli władz państwowych nie ma jak się bronić, ponieważ jest formalnie wykluczony ze zbiorowości, przechodzi na jej margines otrzymując status co najmniej „pod obserwacją” a nie wyżej niż „tolerowany”.

Wszystko się dzieje zawsze po coś, nawet jeżeli jest na pokaz, to zawsze ma jakiś cel. W demokracji, gdzie jest problem z opozycją i inaczej myślącymi – z zasady stygmatyzowanie wroga wewnętrznego ma na celu walkę z opozycją, jej poza ustrojowe zwalczanie przy pomocy działań i metod służących do obrony państwa przed zagrożeniami. Jeżeli więc tego typu retoryka ma służyć za legitymację dla działania służb specjalnych wobec adresatów stygmatyzacji, to równie dobrze – dokonując inwersji logicznej – może stanowić dla stygmatyzowanych uzasadnienie i podstawę prawa do wszelkiego rodzaju sprzeciwu, obrony i przeciwdziałania wobec nacechowanych politycznie, antydemokratycznych działań państwa.

O ile jednak na podwórku krajowym państwo jako emanacja woli Suwerena może sobie stygmatyzować do woli własnych obywateli i każdego, kogo uzna za zdrajcę i wroga. To w przełożeniu na poziom unijny jest problem, albowiem nie dość że po prostu nie wypada nazywać przeciwnika politycznego z innego kraju – wrogiem i zdrajcą, albowiem rodzi się pytanie – jakiej zdrady on dokonuje? To cała konstrukcja retoryczna po prostu jest bez sensu. W grę wchodzi bowiem lojalność wobec traktatu europejskiego, jednakże nie podlegają mu pojedyncze jednostki! Sygnatariuszami są państwa! Jeżeli nasz premier tego nie rozumie, to jest z nim naprawdę bardzo źle, albowiem – w słusznym boju o słuszną sprawę europejską – odrzuca scenariusz, w którym inni mogą już Europy nie chcieć lub chcieć jej o wiele mniej.

Nie chodzi tu o prosty bój z eurosceptykami, jeżeli pan premier Donald Tusk ma dowody na to, że opozycja w Parlamencie Europejskim działa w porozumieniu i na rzecz polityki pana Władimira Putina to powinien je ujawnić. Od razu dodajmy, że wszelkie dorozumienia nie wchodzą tutaj w grę, albowiem to jest prawdziwy świat. To nie jest nasze podwórko, to jest wszystko to co istnieje realnie!

Reasumując – ze stygmatyzowaniem kogokolwiek mianem piątej kolumny trzeba być bardzo ostrożnym, nawet jeżeli był to skrót myślowy – jak zapewne było w przypadku wypowiedzi pana premiera Donalda Tuska. W istocie bowiem, pomimo całej potęgi wyrazu tego pojęcia jest to broń obosieczna, gdyż interesariusze, czyli wszyscy ci, którzy mają jakąkolwiek styczność z nadawcami i adresatami pojęcia – mają własne percepcje i własną zdolność oceny faktów. Smutne jest w tym to, że tak bezceremonialnie zarzuca się rosyjskiemu przywódcy złe intencje, jednakże właśnie ta wypowiedź to wręcz modelowy przykład robienia z pana Władimira Putina synonimu zła – „szatana północy”. To może się skończyć poważnym incydentem dyplomatycznym, albowiem nazywanie przez przywódcę jednego kraju w ten sposób przywódcę innego kraju – musi być albo poparte niepodważalnymi dowodami, albo może mieć długotrwałe skutki osobiste i państwowe. Na marginesie można dodać, że właśnie dlatego tak ważne są media, a ich rola będzie tylko wzrastać odwrotnie proporcjonalnie do tego, jak wyjałowione z wiedzy i umiejętności intelektualnych będą społeczeństwa.

3 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    Słuszny tekst!

  2. Wierny_Czytelnik

    niesamowity tekst…

  3. Krzysztof44

    Pan DT mocno się zapędził w tej wypowiedzi. Nic nie poradzi na to że inni nie chcą już unii

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.