Ekonomia

Zbrodnia na narodzie w interesie klas posiadających

 Od co najmniej roku było wiadomo, że w końcu dopadnie nas kryzys powodujący ogólny spadek dobrobytu, a w tym zwłaszcza zdolności do dokonywania zakupów. Polacy mniej kupują, a będzie ich stać na jeszcze mniej. Powód – ludzie mają coraz mniej pieniędzy przez inflację oraz wzrosty cen towarów z poza naszej gospodarki, które jesteśmy zmuszeni importować. Energia – głównie paliwa i gaz do spółki z wzrastającymi cenami usług i podatków komunalnych pożerają coraz większe części budżetów domowych. Jesteśmy w realiach kraju biednych pracujących, których nie jest stać na nic poza podstawowymi zakupami i opłatami abonamentowymi – stanowiącymi haracz za bycie w systemie.

Rząd siłą rozpędu zaklina rzeczywistość, aczkolwiek do publicznego obiegu dostają się kolejne komunikaty na temat, „że będzie gorzej”, “idzie kryzys” itp. Oznacza to w praktyce mniej więcej tyle, że władza – a ściślej zarządzający krajem próbują zdjąć z siebie część odpowiedzialności za spodziewane kłopoty. Już wiadomo, że nie uda się zrealizować dochodów budżetu w części przypadającej na podatki pośrednie! A cały przyszłoroczny budżet będzie trzeba poddać głębokiej restrukturyzacji, albowiem dochody z tego, co Polacy i Polki konsumują mogą spaść od lekko licząc o jedną trzecią lub bardziej.

Im głębiej wchodzimy w matnię spowolnienia gospodarczego, czyli im mniej będzie się sprzedawać (i produkować) im więcej branż gospodarczych będzie miało więcej problemu, tym gorsze efekty przyniesie majstrowanie przy budżecie, a z konsekwencji przy podatkach. Myślenie prawdopodobnie boli pana ministra 60 mln Rostowskiego, albowiem deklaruje on głównie cięcia w wydatkach i kolejne “reguły wydatkowe”, mające doprowadzić do upadku usług komunalnych, nie mówiąc już o inwestycjach w polskich miastach. Dlaczego ani pan minister, ani pan premier, ani nikt z pierwszych stron polityczno-ekonomicznego mainstreamu nie mówi głośno o konieczności zmiany systemu podatkowego na obejmujący swoim zasięgiem większe zasoby ludzi zamożnych? Dlaczego nasze państwo w kolejnym – już naprawdę kryzysowym roku ma być skazane na podatki pośrednie od konsumpcji? Przecież tłamsząc konsumpcję, uderzamy w samo serce kapitalizmu – konsumpcjonizm. Ludzie płacąc wyższe podatki kupują mniej! A jak kupują mniej, to inni ludzie mniej wyprodukują, w związku z tym popyt znajdzie równowagę na poziomie poniżej potencjalnego. Skutek – mniej satysfakcji lub jak kto woli – dobrobytu! Albowiem mniej ludzi będzie miało produkty i usługi realizujące ich marzenia.

Jesteśmy państwem, w którym bogata część społeczeństwa płaci niskie 18% podatki ryczałtowe od uzyskiwanych dochodów, w zasadzie każdy, kto uzyskuje dochody poza sektorem publicznym może założyć działalność gospodarczą i świadczyć usługi, wliczając wszystko, co się da w koszty zgodnie z ustalonymi limitami. Słynne limuzyny z kratką są równie istotnymi przykładami bólu przy myśleniu jak blaszki doklejane do listów konkurencji walczącej z narodowym operatorem przesyłek pocztowych. Kiedy skończymy z takimi idiotyzmami?

W sytuacji, w jakiej jesteśmy rozsądnym byłoby działanie mające na celu zagwarantowanie dochodów budżetu państwa i budżetów samorządów na w miarę przewidywalnym poziomie. Nieodzownym wydaje się wprowadzenie od 1 stycznia 2013 roku ponownie III-ciego progu podatkowego oraz przeprowadzenie innych działań tymczasowych jak np. wzrost podatku ryczałtowego o kilka punktów procentowych. Cel jest prosty – chodzi o to, żeby ludzie mający nieco wyższe dochody niż przeciętne wpłacili nieco więcej do budżetu, tak żeby udało się uzbierać brakujące z podatków pośrednich kilkanaście miliardów złotych. Proste podwyższanie VAT-u, niesłychanie banalne do wprowadzenia spowoduje kolejne ograniczenie konsumpcji i to głównie osób o niższych dochodach, ponieważ to one wydają proporcjonalnie więcej na produkty podstawowe umożliwiające przeżycie, niż osoby bogate. Jeżeli i to nie pomoże, a dziura budżetowa zacznie przypominać słynną “dziurę Bauca”, to nie będzie innego sposobu jak ciąć wydatki i co należy ludziom prosto w oczy powiedzieć – wszystkie ulgi i przywileje. Powód – państwa nie jest stać na dalsze funkcjonowanie wg. modelu: “wszyscy pracują – jedzą uprzywilejowani.”

W naszym interesie jest doprowadzenie do równowagi w systemie finansów publicznych, tak żeby rząd nie musiał pożyczać pieniędzy na bieżącą konsumpcję (głównie ZUS i KRUS), bez względu na to jakby to nie było bolesne. Albowiem o wiele lepiej jest sterować gospodarką i potrzebami społeczeństwa samemu niż czynić to pod dyktando wątpliwej reputacji przyjaciół z UE i MFW, którzy przy okazji ewentualnej pomocy będą chcieli osiągnąć własne dodatkowe cele. Nasz kraj nie może więcej prosić o pomoc, wystarczającym upokorzeniem jest jałmużna z Unii Europejskiej, której nasza dyplomacja nie potrafi nazwać zadośćuczynieniem za otwarcie rynku i likwidację własnych aspiracji gospodarczych.

Niestety myślenie w Polsce najprawdopodobniej boli, ponieważ nasz rząd zajmuje się absolutnymi banałami w rodzaju śledzenie nepotyzmu synów kandydatów na ministrów a nie rzetelnym, rzeczowym, przewidywalnym i przemyślanym działaniem z wyprzedzeniem. Co szkodziło premierowi lub ministrowi finansów opublikować na początku roku zwykły artykuł prasowy, w którym zapowiedzieliby możliwie miękko kolejne możliwe kroki ratowania sytuacji? Co więcej przedstawili alternatywę i wskazali możliwe scenariusze. Naprawdę myślenie nie boli, a działanie z wyprzedzeniem nic nie kosztuje, zwłaszcza, jeżeli robi się to we właściwym tonie i z odpowiednią rezerwą przedstawiając wariantowość, wynikowość i złożoność każdego kolejnego kroku decyzyjnego. A tak, to będziemy zaskakiwani kolejnymi podwyżkami podatków i opłat.

Trzeba otwarcie powiedzieć, że dalsze podwyższanie podatku VAT jest wyrachowaną zbrodnią na narodzie polskim dokonywanym przez rządzącą w interesie wybranych klas posiadających (przywileje lub majątek) koalicję. Milcząca większość kiedyś musi się obudzić, nawet Polacy mają granice wytrzymałości.

2 komentarze

  1. Panie Krakauer, całkowicie się nie zgadzam. Wydaje mi się, ze jest Pan w błędzie. Aktualnie osoby zarabiające więcej niż ‘przeciętna’-pensja (cokolwiek to znaczy) płacą wieksze podatki. Całkowicie nie zgadzam się żeby płaciły jeszcze większe. Sam drugi próg uważam za gwałt uczciwych obywatelach (szczególnie w porównaniu za liniowym opodatkowaniem działalności gospodarczych)

  2. Rację ma Krakauer.
    Nie można łupić obywatela bez końca, bo jest on również konsumentem.
    Zakupy konsumpcyjne to nakręcanie koniunktury gospodarczej.
    Przy rozsądnie ustawionym poziomie VAT, ludzie kupują więcej.
    Jeśli kupują, interes się kreci.
    Gdy podniesiemy VAT zbyt wysoko – konsumenci przestają kupować.
    Podnoszenie VAT, odświeżanie pomysłów z wprowadzaniem podatku katastralnego to pomysły URZĘDASÓW, na szybkie zbilansowanie budżetu. Tylko kury nie powinno się zarzynać na rosół, dopóki ona znosi jajka! Rosół zjemy raz, a jajecznicę możemy jeść przez miesiąc!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.