Wojskowość

Zawsze ostatecznie liczy się tylko brutalna siła

 W relacjach międzypaństwowych zawsze ostatecznie liczy się tylko brutalna siła. Wszelkie humanitaryzmy, mówienie o poszanowaniu praw człowieka, wolności, demokracji, nienaruszalności granic, zakazy ludobójstwa – konwencje – to wszystko traci na znaczeniu, gdy na głowę lecą bomby, z flanki zbliża się nawała artyleryjska a rzeczywistość sprzed nosa rolują gąsienice pancernych potworów. Jeżeli tego jest komuś mało – zawsze może dostać kopniaka ciężkim wojskowym butem, ewentualnie cios bagnetem lub serię odpowiedniego kalibru. Nic innego w ostateczności się nie liczy i wiedzą o tym dobrze wszyscy ci, którzy decydują o czymkolwiek, chociaż nie bez powodu mówi się, że generałowie zawsze myślą kategoriami poprzednich wojen, w czym nie ma nic złego, albowiem pomimo nowości – zasady prowadzenia wojny od wieków są takie same – chodzi po prostu o zabijanie „tamtych”, w taki sposób, żeby „swoi” nie ginęli, ewentualnie ginęli, ale rzadziej niż tamci!

Obecnie nasz kraj chyba się lekko ocknął z zamroczenia natowsko-zachodnioeuropejską mrzonką, rząd planuje w stosunkowo krótkim czasie wydać około 100 mld zł na uzbrojenie dla polskiej armii, to wspaniały plan – albowiem stan naszych arsenałów jest porażająco zardzewiały lub w ogóle nie ma stanu. Jednakże należy zadać pytanie, czy te zamiary są skrojone na nasze potrzeby tzn. czy to, na co zamierzamy wydać pieniądze umożliwi nam obronienie się przed nieprzyjacielem w razie zagrożenia? Czy też po przegranej kampanii będziemy oglądać ciała naszych przyjaciół, ojców, mężów, braci i synów w zachodnich telewizjach relacjonujących opuszczanie kolejnych miejscowości przez polskie oddziały pozostawiające niepogrzebanych swoich zmarłych – ze względu na brak czasu podczas panicznej i chaotycznej ucieczki przed wojskami agresora?

Podstawowy problem polega na podejściu, otóż albo podchodzimy do wojny, jako do relacji „my” albo „oni”, albo lepiej jest nie prowadzić żadnych wojen, co implikuje prowadzenie odpowiedniej polityki na głównych kierunkach naszej polityki zagranicznej. „My” oznacza, że powinniśmy chcieć i godzić się na zabicie możliwie wszystkich zagrażających nam nieprzyjaciół, a w związku z tym powinniśmy mieć środki rażenia umożliwiające osiągnięcie – metodą napadu wyprzedzającego, jeżeli zajdzie taka potrzeba – także zaplecze terytorium potencjalnego przeciwnika. „Oni” natomiast oznacza, że godzimy się z faktem zajęcia naszego terytorium – prawdopodobnie w całości i jego ponownego podziału i wydzielania, mordowania ludności cywilnej, przesiedlania jej i ustanowienia władzy z zewnątrz. Wybór jest zasadniczy, albowiem nie jesteśmy krajem, dla którego nawet przegrana wojna oznacza powrót do domu i odbudowę sił i potencjału dla następnej. Dla nas przegrana oznacza utratę państwa i stanie się niewolnikami. Jeżeli ktoś tego nie rozumie nie powinien zajmować się polityką.

Geopolityka niestety wymusza na nas pewien katalog ograniczeń, które musimy zawsze mieć na uwadze, dlatego powinniśmy w odpowiedni sposób skonstruować swój potencjał uderzeniowy, żeby móc zadać cios, jako pierwszy. Wymaga to jednak nie tylko zmiany w myśleniu o państwie i doktrynie obronnej, ale całej filozofii naszego bezpieczeństwa. Można to zilustrować poprzez proste zestawienie sytuacji strategicznej Polski, Niemiec, Rosji i Białorusi. Otóż sytuacja Polski i Białorusi jest, czego prawdopodobnie nikt nie dostrzega lub nie chce dostrzec – dokładnie taka sama. Jesteśmy buforami – dla potężnych bloków państw, z którymi jesteśmy związani. Polska jest buforem dla potężnych Niemiec i całego uśpionego zachodu, a Białoruś jest buforem dla Rosji i całego jej odbudowywanego imperium. Jakikolwiek konflikt na linii tych dwóch wielkich obozów będzie oznaczać wykorzystanie do działań wojennych terytoriów państwowych Polski i Białorusi, z intensywnością adekwatną do zaangażowania i powodzenia wojskowego stron. Niemcy (patrząc szerzej zachód) i Rosja mają możliwość wykonania wyprzedzających uderzeń konwencjonalnych, a jeżeli zajdzie taka potrzeba także niekonwencjonalnych w dowolnym momencie, wielokrotnie i na praktycznie całym terytorium przeciwnika. Polska i Białoruś są w nieco innej sytuacji, Białoruś dzięki taktycznemu uzbrojeniu rakietowemu i lotnictwu może atakować cele na terytorium Polski, a przynajmniej po jego wschodniej części. Polska natomiast nie ma możliwości rażenia ponad odległość 40 km, bo to maksymalne zasięgi najlepszej i to bardzo nielicznej wciąż artylerii lufowej i zmodernizowanej rakietowej. Na lotnictwie nie można polegać, jako na broni zaczepnej, albowiem jest go tak mało, że w sytuacji zagrożenia raczej nie zaryzykowano by niebezpieczeństwa utraty samolotów w misji na głębokim zapleczu przeciwnika. Oczywiście o planach atakowania celów na terytorium Rosji właściwej, czyli poza obwodem kaliningradzkim z punktu widzenia współczesnych możliwości Polski możemy mówić podobnie jak o planach kolonizacji Marsa.

Dopóki, zatem nie będziemy mieli, chociaż środków bojowych umożliwiających rażenie większości terytorium obecnej Białorusi, w ogóle nie można mówić o bezpieczeństwie Polski, gdyż nie tylko jesteśmy bezbronni w sensie obronienia się, ale nie mamy żadnych możliwości – zadać ciosów naszemu potencjalnemu nieprzyjacielowi. O środkach ataku na terytorium Rosji właściwej, w zasadzie nie ma, co marzyć, albowiem wymagałoby to zakupu, co najmniej kilku okrętów podwodnych zdolnych do odpalania rakiet typu Cruise, co najmniej dwustu porządnych samolotów dwusilnikowych zdolnych do odpalania także pocisków manewrujących (samolot zwiększa ich zasięg), jak również opracowanie własnym przemysłem rakiet taktycznych – zdolnych osiągnąć stolicę potencjalnego przeciwnika – w przypadku Moskwy to odległość do 2000 km (1200-1600 z różnych części Polski). Opracowanie takiej technologii rakietowej nie powinno być żadnym problemem dla naszego kraju.

Wracając do oceny aktualnych możliwości obrony naszego kraju, warto z jej wynikiem zderzyć się nowe możliwości, jakie stworzyłaby dla nas techniczna szansa osiągnięcia terytorium wroga – najlepiej precyzyjnym uderzeniem wyprzedzającym. Obecnie planiści naszych potencjalnych nieprzyjaciół w ogóle nie biorą pod uwagę dysponowania przez Polskę takim potencjałem, co może się radykalnie odzwierciedlić w przypadku ewentualnego przesilenia politycznego. Jeżeli ktoś nie rozumie, o co chodzi, niech zada sobie pytanie, czy Rosja w 2008 roku, tak gładko podjęłaby decyzję o wejściu do Gruzji – gdyby strona gruzińska dysponowała odpowiednimi do odległości od Moskwy środkami rażenia? Odpowiedź na pytanie uwzględniałaby wkalkulowanie ryzyka gruzińskiej odpowiedzi. Wiadomo, że Rosja akurat, ma prawdopodobnie najlepszy na świecie i najszczelniejszy system obrony przeciwrakietowej stolicy – jeszcze z czasów Zimnej Wojny, obecnie wzmocniony doskonałymi zestawami obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Z tego względu – szanse na powodzenie gruzińskiego ataku byłyby odpowiednio niższe, ale rosyjscy politycy – zawsze musieliby je uwzględniać.

Dla naszej sytuacji warto jeszcze dodać tylko tyle, że rakietę można wystrzelić w każdym kierunku, rakieta balistyczna lecąca po krzywej balistycznej może osiągnąć cele praktycznie w każdych warunkach atmosferycznych, – jeżeli ma dobry system naprowadzania. Zwłaszcza cele położone sto kilkadziesiąt kilometrów od naszej granicy a nie ponad tysiąc! Pocisk manewrujący podobnie, z tą różnicą, że trzeba byłoby uwzględnić rezygnację ze wspomagania GPS na niektórych kierunkach. Dlatego pamiętajmy zawsze liczy się ostatecznie tylko brutalna siła. Jeżeli ktokolwiek liczy na to, że w momencie zagrożenia, albo po podjęciu działań wojennych otrzymamy jakieś dostawy uzbrojenia i to akurat nadającego się od razu do wykorzystania – od ręki, to jest fantastą o ile nie skończenie szkodliwym idiotą. Musimy liczyć przede wszystkim na własne siły i rozbudować nasze arsenały na tyle na ile to jest możliwe i jeszcze trochę, – o czym nie muszą wiedzieć nawet nasi sojusznicy.

11 komentarzy

  1. Zwracam uwagę ze to Gruzja podjęła decyzję o wejściu do Osetii (w celu utrzymania separacji Osetii Południowej od Północnej podobnie jak było to w Berlinie) a nie Rosja do Gruzji. Proszę przeczytać raport EU na temat kolejności wydarzeń. Gruzja jest raczej przykładem politycznej i wojskowej głupoty.

    • Owszem panie strategiczny geniuszu – mogłeś o tym przeczytać kilka razy już na tym portalu, jednakże w tym kontekście nie ma to żadnego znaczenia albowiem opisywano tam zupełnie inny aspekt wojny. Z najlepszymi pozdrowieniami.

      • No żesz piszesz: “czy Rosja w 2008 roku, tak gładko podjęłaby decyzję o wejściu do Gruzji…” Nie o odpowiedzi na atak, a o wejściu – jako pierwszym uderzeniu. Nic nie jest więc wyrwane z kontekstu, Twoje zdanie jest fałszywe i basta. Nie ma co się puszyć i dokonywać ekwilibrystyczno-logicznych sztuczek, wystarczy uderzyć się w pierś, przeprosić, wybaczymy.

      • Wierny_czytelnik

        Autor ma rację – to nie miało znaczenia kto do kogo wszedł – kto był agresorem – liczy się, że jeden z podmiotów wojujących był strategicznie i taktycznie upośledzony – nie mógł razić stolicy, zaplecza drugiego – gdyby Gruzini mieli odpowiednie rakiety, to faktycznie Rosjanie dobrze by się zastanowili zanim by coś zrobili

  2. Jaśnie_oświecony

    To ockniecie się naszych elit i zrozumienie konieczności posiadania realnego, a nie wirtualnego potencjału obronnego, wzięło się z informacji wywodzących się z amerykańskich THINK-TANKÓW.Otóż stwierdzają one, że Polska owszem może liczyć na sojusznicze wsparcie obrony swojej suwerenności, tylko sama musi posiadać zdolność do kilkumiesięcznej obrony.
    Konieczny kubeł zimnej wody wylano na głowy rządzacych Polską piękno-duchowych HISTORYKÓW (Tusk, Komorowski i Borusewicz – to historycy!).
    Nikt nam nie przyjdzie z pomocą, jak sami sobie nie pomożemy.
    Działania opóźniające zamiast obrony – takie dziś pojęcie obowiązuje dziś w Wojsku Polskim, bo każdy od kaprala w górę rozumie powagę sytuacji, znając realia.
    Mędrzec na czele prezydenckiego BBN już nie bryluje ze swoja teorią DZIAŁAŃ ASYMETRYCZNYCH, jako głównego rodzaju działań, na które musimy się przygotowywać.
    Zaczynają być powtarzane potrzeby powrotu do nauki taktyk
    działań powyżej drużyny i plutonu, czym głównie przez ostatnie 10 lat zajmowało się nasze wojsko przygotowując siły ekspedycyjne do Iraku i Afganistanu, gdzie wypełniało misje typu POLICYJNEGO na patrolach i punktach kontrolnych.
    Wszystko leży, najbardziej rozpoznanie.
    Wyobraźcie sobie szanowni czytelnicy, że w naszych 11 Brygadach pancernych i zmechanizowanych mamy łącznie około nowoczesnych (jak na lata 80-te) wozów rozpoznawczych, wyposażonych w rozpoznawcze stacje radiolokacyjne i głowice optyczne. Ale już nie termalne.
    Trzonem sił rozpoznawczych, o czym donosi ostania “Nowa Technika Wojskowa” w Brygadzie jest kompania rozpoznawcza. wyposażona w 3 (słownie: TRZY!) wozy BWP-1S, o możliwościach jak wyżej.

    Tu się nasuwa stary dowcip o Chińskiej Armii: a na prawym skrzydle uderzą czołgi!

    Czy wszystkie TRZY towarzyszu Marszałku? – pada pytanie Szefa Sztabu Frontu.
    Dlatego @krakauer ma rację pisząc ten artykuł.
    Serdecznie pozdrawiam.

  3. W rakiety SCUD, ktore sa na zdjeciu były wyposażone 4 brygady WP za czasów słusznie minionych. W ramach 100 mld na wojsko nasi planisci powinni przemyśleć jakieś następstwo dla tych zabawek, dokładnie tak jak Pan pisze, niekoniecznie za wiedza sojuszników. W końcu Iskendery na Białorusi bedą bardzo realne.

  4. Piotr Kraczkowski

    Tekst jest odrażającym prymitywizem – autor najwyraźniej sądzi po sobie, ale rzeczywistość jest inna niż sobie wyobraża – rzeczywistość zna powiedzenie, że “pióro jest silniejsze od miecza”, a na pytanie Stalina, ile dywizji ma papież, odpowiedział Jan Paweł II. ______ Błąd myślowy autora polega na tym, że konstruuje nierealną sytuację, w której są dwie siły wojskowe i silniejsza wygrywa. To mogło się zdarzyć w przeszłości, ale wówczas technika wojenna uniemożliwiała totalną anihilację i nikt też jej nie chciał. Dziś może się zdarzyć w jakimś lokalnym zezwierzęceniu w krajach Trzeciego Swiata, gdy ONZ na czas nie wkroczy. ______ To, czym pan Krakauer tak wyraźnie gardzi: “Wszelkie humanitaryzmy, mówienie o poszanowaniu praw człowieka, wolności, demokracji, nienaruszalności granic, zakazy ludobójstwa – konwencje”, spowodowało, że silniejsze USA musiały dać się pokonać słabszemu Wietnamowi, silniejsza Francja musiała przegrać w Algierii, a ZSRR przegrał w Afganistanie. Także współczesne wojny stoją pod obserwacją oraz potępieniem przez opinię światową. Gdyby było, tak jak chce pan krakauer, to Rosja nie usprawiedliwiałby się ze swej operacji w Gruzji, lecz po prostu zajęłaby Gruzję. _____ Jak skuteczna jest opinia światowa pokazują sankcje wobec Rosji, które zadały jej olbrzymie straty. Jak bardzo ludzkość się rozwinęła ze swymi konwencjami itd. pokazuje niemożliwość powrotu niewolnictwa i kolonializmu. _____ Przygotowywanie wojny zaczepnej jest zbrodnią przeciw pokojowi i zbrodnią przeciw ludzkości. Najprawdopodobniej wzywanie do przygotowywania wojny zaczepnej jest przestępstwem w myśl polskiego kodeksu karnego.

  5. Panie Piotrze co za bzdury pan wypisujesz totalne. Autor napisał w tekście jak jest na prawdę. Tak się śmiesznie składa że wojny kolonialne które pan wymienił Francji i USA były pełne ludobójstw. Dokładnie w Algierii, w Wietnamie – masowo mordowano ludzi w imię imperialnych ambicji obu państw. A co do Gruzji, to właśnie o to tym faszystom chodziło, żeby “zła” Rosja broniąc kobiet i dzieci wymordowanych w Osetii przez gruzińskich faszystów – zabrnęła do Tbilisi pokazując jakie ma wielkie pazury. Pani niczego pan nie rozumiesz, zupełnie niczego. Mieszasz pan fakty, wybierasz to co panu pasuje do pana pseudo tez, dobry człowieku chociaż czytaj to co autor napisał ze zrozumieniem, przynajmniej spróbuj. Ostatni argument, żebyś dobry człowieku nie sadził tych bredni – Srebrnica, Irak, Ruanda/Burundi. Masz pan więcej pytań? Przejmował się ktoś? I co się liczy? Właśnie na tych przykładach widać że liczy się brutalna siła w jednym przypadku Serbowie po prostu zamordowali Bośniaków, w drugim Amerykanie okłamali świat – właśnie tą opinię publiczną co do broni chemicznej Saddama, a w trzecim była po prostu rzeź. Naprawdę w ostateczności liczy się tylko brutalna siła. Proszę więcej nie być naiwnym.

    PANOWIE PRZYPOMINAM – ODNOSIMY SIĘ DO SIEBIE NAWZAJEM Z SZACUNKIEM. WEB. JÓZ.

  6. Stalin, JP II, dywizje.Jakie korelacje? Jakiś wyświechtany frazes bez związku, pomijam to że Stalin był zbyt wybitnym i inteligentnym przywódcą na zadawanie durnowatych pytań “o dywizje”, może w formie żartu.
    Sankcje… uderzyły,rykoszetem głównie w Zachód, strzał w stopę…
    ‘Rozwinięta ludzkość”…niemożliwość powrotu do niewolnictwa
    i kolonializmu…przygotowywanie wojny…NIE WIDZISZ – nowych form zależności sprowadzających się bezpośrednio do uznanych “za niemozliwe”?????? Czy naprawdę nie zauważa Pan do czego zmierzamy?!
    Gdzie jest Imperium Zła? Człowieku co ty tu robisz?(p.Popiołek).
    Bzdura goni bzdurę, zero logiki, poplątanie z pomieszaniem!
    Ps.”Przygotowywanie wojny zaczepnej jest zbrodnią przeciw pokojowi i zbrodnią przeciw ludzkości”. I zdanie następne…
    ZGODA…
    Żandarm światowy rozhulał się “nieco” po upadku ZSRR …

  7. Michał z Izraela

    Siła jest ważna, ale mądrość polityczna jest ważniejsza. Zadaniem siły jest wybrnąć z sytuacji politycznej do której doprowadziła głupota elity rządzącej…
    A ponieważ Żydzi Polscy byli tą elitą co założyła Izrael, nie dziwi że mamy podobne problemy.

    Sytuacja mojego Kraju jest najlepszym przykładem tego. Antykomunizm jest elegancką przykrywką dla zwykłej rusofobji, a nienawiść do Izraela jest taką samą przykrywką dla zwykłego antysemityzmu. I odpowiedź obu elit rządzących na te dwa zjawiska, jest siła.

  8. Panie Admirale! Melduję, że ktoś wypuścił wodę z morza i marynarka wróciła na piechotę.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.