Ekonomia

Zapomnijmy o gonieniu peletonu!

 Realia są brutalne! Jako gospodarka, jako państwo – zapomnijmy o gonieniu peletonu. Nasz poziom życia nigdy nie zrówna się z poziomem życia naszych sąsiadów Niemców, Francuzów lub Duńczyków. Jeżeli w wyniku kryzysu i zmian, jakie musi on wymusić na kształtowaniu się naszej gospodarki uda się utrzymać relację naszych dochodów do dochodów ludzi z rozwiniętych gospodarek to będzie sukces.

Udział szeroko rozumianego zachodu w światowej produkcji, w tym Unii Europejskiej będzie z czasem się zmniejszać. Wewnątrz Unii nastąpi jeszcze ściślejsza specjalizacja, jednakże najpierw przejdziemy przez fazę masowej reindustrializacji – na skalę naszych możliwości i oczekiwać – politycznych. Potem wszystko się unormuje, będziemy mieli szansę stać się rzeczywistą fabryką Europy i stopniowo zwiększać swój udział w kontynentalnym i globalnym PKB, jednakże musimy pogodzić się z faktem, że zawsze będziemy gospodarką nadążną – „drugim garniturem”. Wynika to z natury naszych relacji z zachodem, struktury gospodarki i własnych słabości, których z powodów politycznych nie byliśmy w stanie nadrobić przez minione 23 lata transformacji.

Nasza dotychczasowa strategia gospodarcza, czy też brak strategii – opierał się na transformowaniu gospodarki tj. przejmowaniu wzorców i przyjmowaniu inwestycji z zachodu – celem wpisania się w tamtejsze struktury. Niestety nie uwzględniliśmy globalnej konkurencji – Chiny i Indie są o wiele tańsze od Polski dla firm zachodnich, które poza wyrobami trudnymi w transporcie, czy też takimi, których transport kosztuje stosunkowo dużo albo z powodów innych jak np. strach przed kradzieżą praw patentowych – wszystko dotychczas lokowały w Azji. Do polityki koncernów dostosowywała się polityka gospodarcza rządów, które popierały koncepcję zmniejszania kosztów produkcji – dbając o właściwe relacje ze wschodzącymi gospodarkami – w szczególności w postaci braku lub istnienia kontrolowalnych barier handlowych. Innymi słowy – zachodnim producentom o wiele bardziej opłaca się coś produkować w Chinach, ponieważ wynika to z rachunku ekonomicznego niż w Polsce i tak właśnie są skonstruowane stawki celne, żeby się to opłacało zachodnim producentom i zachodnim konsumentom, – dla których w pierwszej kolejności dane wyroby są przewidziane. Na tym układzie cierpimy systemowo my i takie kraje jak my, – które nie były w stanie się dostosować, albowiem rozwijamy się poniżej posiadanego potencjału, gdyż znaczna część produkcji, którą moglibyśmy rozwinąć – nie dzieje się, ze względu na konkurencję dalekowschodnich produktów zachodniej proweniencji, które mają w praktyce wolny dostęp do naszego rynku.

W takich realiach i w takich utrudnieniach nie ma możliwości niczego rozsądnie planować gospodarczo poza poszukiwaniem nisz. Jednakże o ile np., takim krajom jak Estonia jest o wiele łatwiej poszukać nisz dla całych dziedzin swojej gospodarki (np. tamtejsze rolnictwo specjalizuje się w uprawie zbóż dedykowanych do produktów zdrowej żywności np. płatków śniadaniowych itp.). To niestety nam z naszą wielkością gospodarki jest o wiele trudniej, albowiem nawet tam gdzie widzimy niszę – natrafiamy na kwestię skali, na którą systemowo nie pozwala się nam, albowiem polityka kredytowa banków komercyjnych jest niestety taka a nie inna – abstrahując od tego, kto jest ich właścicielem i czyje interesy reprezentują. Po prostu nie da się u nas otworzyć biznesu na poziomie opłacalności kontynentalnej, albowiem nie ma do tego finansowania. Nie znajdzie się go na rynku finansowym, który jest nastawiony na duszenie klientów indywidualnych a nie eksponowanie się na ryzyko na rynku inwestycyjnym. Takie ryzyko matki naszych polskich banków ponoszą w swoich krajach macierzystych oraz w związku z inwestycjami w Azji.

Tak, to jest błędne koło, którego nie da się przeskoczyć. Nie produkujemy, ponieważ nie mamy kapitału i technologii oraz dostępu do rynków zbytu, kapitału nie mamy, ponieważ jesteśmy biedni, technologii nie mamy, albowiem zrezygnowaliśmy z innowacyjności i działalności R&D już dawno, dostęp do rynków jest ściśle strzeżony współcześnie przez nowoczesny marketing, do którego bez kapitału nie mamy dostępu – a nikt nie będzie sobie psuł relacji ze stałymi klientami, tylko, dlatego żeby pomóc jakimś niszowym Polakom.

Przy tym nic nie stoi na przeszkodzie, żeby najlepsi się przebili – takie postawy będą nawet przez system premiowane, jednakże zawsze w takich przypadkach będzie się okazywać, że wartość dodana tego typu przedsięwzięć będzie procentowała gdzieś indziej niż u nas, a nawet, jeżeli to przyjdzie do spłacania renta odsetkowa.

Musimy się z tym pogodzić, jednakże dylematem dla naszej gospodarki jest i pozostaje, – w jaki sposób się bogacić, jeżeli jesteśmy biedni i stale musimy płacić jakieś odsetki komuś i za coś? W takim stanie rzeczy nigdy nie dogonimy peletonu – nie mamy szans.

2 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Już nie tylko peletonu, ale ja proponuję w ogóle zsiąść z roweru – z natury bowiem rower mający kwadratowe i to całe aż jedno koło musi się przewrócić, a już na pewno nigdzie nie pojedzie

  2. Ja bym był jednak optymistą. Pozwólmy ludziom działać. Zmniejszmy biurokrację. Nie bądźmy zazdrośni sukcesów i zawistni.
    Kooperujmy ze sobą. Jak np. Żydzi. To jest przykład do naśladowania. Oni się wspierają, zwłaszcza jak są w diasporze. A Polak w Anglii? Polak podobno Polakowi wilkiem jest …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.