Zanim weźmiemy się za…

fot. IG

Zanim weźmiemy się za łby, trzeba sobie uświadomić jedną prostą okoliczność, w zasadzie – taką z kategorii granicznych. Otóż, przemoc – jeżeli nie jest totalna, do tego stopnia, że nie jest w stanie pokonać nieprzyjaciela, zawsze rodzi odpowiedź, którą jest przemoc, a każda oznacza ryzyko ponoszenia ofiar. Przemoc – zawsze powoduje spiralę przemocy, chyba że pokona się od razu wszystkich wrogów i to w sposób definitywny.

Taką prostą okoliczność trzeba sobie uświadomić, zanim się wejdzie w jakikolwiek konflikt. Pierwsze pytanie jest zawsze jedno: jaką cenę godzimy się zapłacić, w zamian za stawkę o którą walczymy?

Drugie pytanie jest jeszcze ważniejsze otóż, czy potrafimy oszacować – jak wiele nasi przeciwnicy są gotowi poświęcić, żeby obronić to, co my uważamy za stawkę o którą chcemy z nimi walczyć?

Uwaga, nie ma znaczenia kto atakuje, a kto się broni, ponieważ historię piszą zwycięzcy, zwyciężeni w najlepszym wypadku później umierają w zapomnieniu. Głupio, ale to tak działa.

Jest jeszcze trzecie pytanie, w istocie retoryczne, trywialne, ale trzeba je sobie zadać, zanim w ogóle pomyśli się o czymkolwiek w kontekście jakiegokolwiek konfliktu, nawet obronnego – czy cena jaką mamy ewentualnie zapłacić za – uwaga – udział w konflikcie, jest warta w ogóle ryzyka, jakie on sam w sobie stanowi? Czyli nie odnosimy się do problemu wygrana-przegrana, ograniczamy się do kosztów realnych, które przyjdzie nam zapłacić. Można sobie pod nie podstawić np. poległych, zniszczenia itd. Proszę przypadkiem nie pomyśleć, że mówimy tutaj o „poddaniu się”, chodzi bardziej uniknięcie ryzyka udziału w konflikcie. Należy to rozumieć jako takie uprawianie polityki, która pozwala na jego uniknięcie. Oczywiście kosztem ustępstw, udawania, może nawet i zgniłych sojuszy, ale to na tym polega, bo uniknięcie konfliktu jest najlepszą formą wyjścia z sytuacji konfliktowej. Dotyczy to, zarówno ludzi jak i państw lub jakichkolwiek tworów politycznych.

Jakie więc ofiary możemy zaakceptować? Czy to zależy od decyzji osobistej, politycznej, czy od tego w jaki sposób dokonujemy projekcji stanu zagrożenia i rzeczywistych ofiar? Przykładowo Chrześcijaństwo w tym zakresie ma bardzo interesujący wykład moralny, który możemy sprowadzić do nadstawiania drugiego policzka oraz nie czynienia, drugiemu tego, czego byśmy sami nie chcieli, żeby nam czyniono. Jednak to jest tylko teoria, jak wygląda praktyka widzimy na co dzień, żyjąc w chrześcijańskim kraju, w chrześcijańskim społeczeństwie, z tym zastrzeżeniem, że jego elita – w dużej części się zlaicyzowała i dystansuje się od nauk moralnych Kościoła w życiu publicznym.

Jeżeli więc religia i jej moralna nauka nie przekłada się na moralność, to może prawo ma tu coś do zrobienia? Problem polega jednak na tym, że prawo i odpowiedzialni za jego stosowanie dla większości w naszym kraju już nie jest autorytetem. Prawnicy sami spowodowali, że społeczeństwo nie spodziewa się sprawiedliwości w Sądzie. To smutne, ale taka jest prawda, a to że ludzie się słuchają to wynik strachu przed sankcjami.

Może więc autorytety mogłyby wyjaśnić nam jakie ofiary jesteśmy w stanie zaakceptować? Tutaj robi się śmiesznie, bo autorytetów nie ma. Nie chodzi nawet o podziały na PO i PiS, czy bogatych i biednych. Problemem jest to, że poza autorytetami formalnymi, których autorytet pochodzi od władzy, czyli możliwości zabrania nam czegoś, dania nam czegoś lub wsadzenia nas do więzienia – nie ma żadnych innych autorytetów. Kultura, filozofia, nauka – to się w ogóle nie liczy, te „światy” nic nie znaczą w naszym życiu społecznym i tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia. Co więcej, nawet jak już próbują coś powiedzieć, to nikt lub prawie nikt tego nie słucha, aczkolwiek to już jest rola mediów – pośredników w przekazywaniu informacji, ta sfera życia publicznego nie tylko działa źle, działa patologicznie (z wyjątkiem nielicznych wyjątków).

Realia są takie jakie są. Jesteśmy zbyt słabi, zarówno jako jednostka jak i jako zbiorowość, żeby ustalać warunki gry, w której jesteśmy pionkami. Właśnie dlatego, trzeba mieć świadomość sytuacji i być mądrzejszym – przed szkodą.

7 myśli na temat “Zanim weźmiemy się za…

  • 13 kwietnia 2020 o 05:51
    Permalink

    Drugie pytanie jest jeszcze ważniejsze otóż, czy potrafimy oszacować – jak wiele nasi przeciwnicy są gotowi poświęcić, żeby obronić to, co my uważamy za stawkę o którą chcemy z nimi walczyć?

    Odpowiedz
  • 13 kwietnia 2020 o 08:22
    Permalink

    Pytania zostały postawione nad wyraz sensownie i rzeczowo, ale są to pytania dla pragmatyków, a nie dla ideowców. Niby powinniśmy wszyscy poruszać się w realnej rzeczywistości, ale tak nie jest. Króluje ideowość i powiązane z nią chciejstwo – przynajmniej na tej podstawie dokonuje się często wyborów (np. do parlamentu). Co powoduje, że ludzie niby gadający z sensem, obiecujący proste rozwiązania i kreślący świetlane perspektywy, są w rzeczy samej oszustami?

    W dużym stopniu to wychowanie, które skupia się nie na zwykłej egzystencji i jej problemach, lecz na dawnych ideach, głównie narodowowyzwoleńczych, gdzie nie chodzi o krzewienie normalności, a o przekonanie do poświęceń niepotrzebnych obecnie, a nawet nie pasujących do współczesnego pojmowania świata. Te poświęcenia dla jakichś idee fixe nawiedzonych przywódców wcale nie zapewnią jakiegoś (nawet niewielkiego) dobrobytu, ale zniszczą społeczeństwo i państwo, bo powrotu do przeszłości już nie ma, chyba że do nieszczęść i biedy z tymi ideami związanej.

    Tak więc artykuł odbieram jako przeznaczony dla ludzi normalnych, dla których odpowiedzi na postawione pytania są dość oczywiste. Niestety, kreacja świetlanej przyszłości opartej na przeszłości, i połączona z sugestiami prostych rozwiązań z tym związanych, potrafią tak spaczyć normalność i pragmatyzm, że zwykli obywatele łatwo dają się nabrać na takie idee ludziom, którzy nie znają współczesnego świata, a wyobrażenia o (pozornie) wspaniałej przyszłości czerpią z historycznej beletrystyki. W rezultacie ludzie są omamiani wizjami wspaniałej przyszłości, która się nie spełni, ale mimo tego wymaga poświęceń, a w tym ciągłej walki z przeciwnikami politycznymi o swoje racje, co skutecznie niszczy wspólnotę obywateli, którzy coraz częściej te hałaśliwe kampanie o swoje idee i racje, traktują jako normalność, bo już sami przestają myśleć rozsądnie.

    Odpowiedz
    • 13 kwietnia 2020 o 13:23
      Permalink

      No proszę, proszę oto Ali przekonuje się do tego, czym jest OP … spokojnie, powoli będziesz jednym z myślących tak jak większość tutaj, podejrzewam że już jesteś. Oczywiście w pełni podpisuje się pod Twoim komentarzem.

      Odpowiedz
  • 13 kwietnia 2020 o 11:06
    Permalink

    Artykuł dobry, ale należy zachować rozsądek w poddaniu się próbom manipulacji ze strony “autorytetów” opartych na formalnej pozycji w Naszym Państwie.

    Autor potwierdza, że mamy kryzys autorytetów.

    Do tego strach wywołany pandemią.

    Już 232 osoby zmarły w Polsce.

    Przymusowa obecność w 4-ech ścianach pogłębia nasze zagubienie.

    W takiej sytuacji łatwiej nami manipulować.

    Pozostaje zachować spokój i kierować się zdrowym rozsądkiem.

    No i dbać o zachowanie zasad bezpieczeństwa epidemiologicznego.

    Przetrwamy.

    Odpowiedz
  • 13 kwietnia 2020 o 11:44
    Permalink

    A na razie amerykanie masowo kupują broń. Już pawie każdy ma karabin. Aż strach pomyśleć co z tego wyniknie. Tym bardziej, że jak mówią karabina raz w roku strzela sam.

    Odpowiedz
      • 14 kwietnia 2020 o 04:53
        Permalink

        @Inicjator….
        Zdaje sie, je Kommentator, podobnie jak i wiekszosc zastraszonych ludzi nie zdaje sobie sprawy jak politycy manipuluja calymi milionami stosujac pregiez epidemi / pandemieii….i wykorzystuja powszechne zastraszenie do kompletnej przebudowy systemu spoleczno-politycznego……..

        Owszem Covid19 jest bardzo niebezpieczny, glownie dla grup ryzyka ( ok. 0,02% populacji swiata z przewleklymi chorobami roznej etymologi…), podobnie ale nie wiecej niz coroczna grypa, ktora usmierca kazdego roku ok.2% lub wiecej populacji swiata i u iles tam % tej populacji powoduje trwaly uszczerbek na zdrowia jak np.reumatyzm, rozne rodzaje polpasca ( bardzo bolesne infekcje wirusem herpes, gdy np.zaatakuje on nerw trojdzielny twarzy, nerw wzrokowy, miesien sercowy, rdzen kregoslupa itd., idt., uszkodzenia scianek serca czy zastawek sercowych itd., itd )
        Statystyka zgonow niby na Covid19 jest tylko wtedy miarodajna gdy mozna ja zestawic do liczby normalnych zgonow ludzi przez przynajmniej ostatnie 10 lat…
        Ile to ludzi umiera ma grypa kazdego sezonu… tych porownan brakuje i to celowo, gdyz pragnie sie wlasne spoleczenstwo terroryzowac i wymusic jego posluszenstwo w obliczu rozmaitych zmian…

        We francuskiej TV pewien dyplomata z Afryki powiedzial, ze nic sie nigdy nie mowi o cos ok.4 mln zgonow rocznie chorych ma malarie lub np.o przynajmniej 6 mln zakazonych w Niemczech wirusem Hepatitis “C”…

        Przestrzegajmy higeny i kwaratanny, nosmy maski, bo to obecnie wymog chwili ale nie dajmy sie zwariowac i terroryzowsc ststystyka zgonow na rzekomo Covid19 bedaca o 90-95% nizsza niz corocznych zgonow na szalejaca grype i to zawsze z nowy mutantem wirusa, na ktorego to nie ma 100% szczepionki….
        Trzeba sie miec na bacznosci i zerkac glebiej, probowac zanalizowac dlaczego WHO spelnilo zyczenie Fundacji Melindy i Bill’a Gate i oglosilo obecnie Pandemie ( swiatowa epidemie), co sie nie udalo w 2009 roku !!!

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.