Wojskowość

Zamorska baza morsko-powietrzno-lądowa dla Wojska Polskiego

Nasze państwo dla swojego bezpieczeństwa potrzebuje dywersyfikacji terytorialnej rozlokowania posiadanych zasobów militarnych, tak żeby w przypadku powtórzenia się scenariusza wojny nie dopuścić do przerwania istnienia zorganizowanych struktur państwowych i nie być w tym zakresie zdanym na sojuszników. Najprostszym rozwiązaniem w tym zakresie mogłoby być posiadanie za granicami kraju zamorskiej bazy morsko-powietrzno-lądowej Wojska Polskiego.

Baza zamorska wyposażona w lotnisko, port morski i ograniczone terytorium umożliwiające bytowanie żołnierzy i ich rodzin wraz z zapleczem w miejscu bezpiecznie oddalonym od Europy i strefy odpowiedzialności militarnej NATO i ekonomicznej Unii Europejskiej byłaby czymś co pomogłoby w umocnieniu naszej niepodległości. Zwłaszcza jeżeli istnienie bazy udałoby się powiązać z portem/strefą wolnego handlu umożliwiającą prowadzenie działalności gospodarczej. Taka konstrukcja umożliwiłaby być może samofinansowanie przedsięwzięcia.

Taki obszar da się znaleźć, można próbować w krajach afrykańskich, środkowo lub południowo amerykańskich, ewentualnie azjatyckich, które w zamian oczywiście za korzyści finansowe, w tym zapewne coroczny czynsz za dzierżawę – wydzierżawiłby nam ziemię i część swojej przestrzeni wodnej i powietrznej – udzielając jej na wyłączność do ww. celów oczywiście, ze zrzeczeniem się suwerenności nad tym fragmentem terytorium na czas dzierżawy. To z pewnością by kosztowało, także ewentualną ochronę wojskową państwa goszczącego, jednakże nikt nigdy nie mówił, że bezpieczeństwo jest za darmo. Wszystko kosztuje, a posiadanie bazy zamorskiej umożliwiającej bezpieczne od sił ataku nieprzyjaciela przechowanie części potencjały wojskowego, jak również rozwijanie go – to by była zupełnie nowa jakość w obronie narodowej.

Posiadając taką bazę odpowiednio zabezpieczoną od strony lądu w rejonie, gdzie dyslokowany przez nas potencjał wojskowy gwarantowałby nam bezpieczeństwo a może nawet i miejscową dominację – moglibyśmy bardzo bezpiecznie i w szerszej skali planować różnego rodzaju działania. Przykładowo byłoby możliwe o wiele bardziej racjonalne i pełniejsze wykorzystanie potencjału floty, w tym w szczególności okrętów podwodnych, dla których działanie na wodach Bałtyku wiąże się z taką samą ilością szans jak i zagrożeń. Natomiast operowanie skądkolwiek na otwartym morzu oznaczałoby szansę skrytego podejścia do terytorium przeciwnika i zadanie dotkliwego ciosu. Moglibyśmy się nawet pokusić o posiadanie dużych okrętów podwodnych z napędem klasycznym o dużym zasięgu lub napędem atomowym. W ten sposób w przypadku podjęcia decyzji o posiadaniu broni jądrowej – bylibyśmy przeciwnikiem, z którym nie można byłoby się nie liczyć. Nawet w przypadku zajęcia terytorium państwa i zniszczenia armii – pozostałe w bazie zamorskiej siły – jeżeli oczywiście przetrwałyby same wyprzedzający atak jądrowy nieprzyjaciela byłyby zdolne do zadania śmiertelnego ciosu.

Z punktu widzenia lotniczego nie byłoby uzysku ponieważ nie posiadamy lotnictwa strategicznego, to zbyt duży koszt jak na nasze możliwości, poza tym nie ma uzasadnienia do posiadania dużych samolotów ze względu na charakter naszych zagrożeń. Jednakże sama baza morska bez lotnictwa byłaby praktycznie bezbronna, poza tym trudna w komunikacji – dla bezpieczeństwa i ogólnej efektywności logistycznej lotnisko byłoby niezbędne. Do jego zabezpieczenia potrzebne byłoby posiadanie lotnictwa uderzeniowego (uniwersalnego), zapewniającego jakiś potencjał odstraszania w regionie.

Natomiast sam komponent lądowy byłby niezbędny dla zapewnienia bezpieczeństwa ogólnego. Byłby to z pewnością doskonały poligon doświadczalny i miejsce, gdzie moglibyśmy z powodzeniem przesyłać cały sprzęt schodzący z uzbrojenia. W zależności od potrzeb i naszych interesów ekonomicznych w rejonie lokalizacji bazy oraz umów z państwem goszczącym – zadania dla naszych wojsk lądowych mogłyby być rozszerzone o zwalczanie różnego rodzaju niebezpieczeństw w regionie. Z pewnością miałoby to znaczenie na arenie międzynarodowej jako nasz wkład w międzynarodową stabilizację i zwalczanie terroryzmu. Przy odrobinie wysiłku dyplomacji, całość przedsięwzięcia mogłaby mieć poparcie ONZ w rozumieniu jakiegoś mandatu skojarzonego na dane terytorium, co w stopniu zdecydowanym podniosłoby jakość i prestiż całego przedsięwzięcia – odsuwając podejrzenia o neokolonializm.

Gdyby całość udało się powiązać z założeniem strefy wolnego handlu w rozumieniu wolnej strefy ekonomicznej dla handlu i produkcji, oczywiście za zgodą i w porozumieniu z państwem goszczącym, które zezwoliłoby na autonomię finansowo-gospodarczą tak rozumianej wydzielonej przestrzeni gospodarczej, to wówczas moglibyśmy mówić o prawdziwym sukcesie, choć może bardziej szansie na sukces, gdyż dopiero od wykorzystania tak stworzonych warunków byłoby możliwe czerpanie korzyści.

W interesie państwa byłoby, żeby przestrzeń bazy i związanego z nią rejonu strefy ekonomicznej nie były częścią Unii Europejskiej i były poza strefą zainteresowania militarnego NATO. Umożliwiłoby to nam posiadanie pełnej suwerenności nad tym fragmentem terytorium, bez konieczności liczenia się z „sojusznikami” z NATO i partnerami z Unii. Konsekwencją byłoby traktowanie takiego terytorium jako czegoś poza UE w sensie celnym, jednakże to nie byłoby problemem a korzyścią.

Kluczowy dla powodzenia całego przedsięwzięcia jest wybór rejonu. Liczy się klimat oraz bardzo ważne jest położenie względem potencjalnego terytorium państwa nieprzyjacielskiego, które może zaatakować nasze terytorium macierzyste. Stąd najkorzystniejsza byłaby półkula północna w rejonie Atlantyku lub Pacyfiku. Ze względu na odległość od państwa optymalne byłoby pasmo poniżej Zwrotnika Raka, ale powyżej równika, czyli generalnie w tropikach. W tej przestrzeni jest bardzo wiele państw, w tym wiele na tyle biednych, że być może udałoby się nam znaleźć zainteresowanych propozycją współpracy w opisanym zakresie.

Niestety koszty takiego przedsięwzięcia byłyby olbrzymie, większe niż to co kosztowały nas obie wojny w Iraku i Afganistanie. Poza tym z powodów percepcyjnych, nie ma na to szans. Po prostu nikt w naszym kraju nie myśli o bezpieczeństwie w tak szerokich kategoriach i tak niekonwencjonalnie.

14 komentarzy

  1. przypomina mi to statut przedwojennej Ligi Morskiej i Kolonialnej. A tak na poważnie . Po co? Komu to potrzebne? Czyżby NATO zobowiązało nas do tego? Autorze pomyśl o tym ,ze będziemy tam OKUPANTAMI

  2. Dlaczego okupantami ?

    Jezeli zostaniemy zaproszeni, zaplacimy pieniadze, bedziemy szkolic lokalne wojsko/policje, mozemy oddawac nasz sprzet, ktory wychodzi ze sluzby i pomozemy “rozprawiac sie” z lokalnymi zagrozeniami, to gdzie tu okupacja ? Przeciez od dawna sami modlimy sie o to, zeby jakas czesc armii USA “okupowala” nasze terytorium (tak wedle Twojego rozumowania).

    A Autor wyjasnia tez po co to potrzebne. Nikt nie bedzie atakowac Polski, jezeli z takiego odleglego punktu w razie czego moze wyplynac okret podwodny i wystrzelic bron atomowa w terytorium strony atakujacej. To bylby ostateczn gwarant bezpieczenstwa Polski.

    Koszt takiego rozwiazania jest duzy, ale na pewno lepsze to, niz powtorna okupacja.

    • no to jak kolega wyobraża sobie eksterytorialną bazę w innym państwie. ZSRR miał takie bazy u nas i jak się o nich mówi?

      • Co innego baza ustawiona na sile w innym panstwie, a co innego baza ulokowana na podstawie umowy z korzysciami dla obu stron.

        Przeciez nikt nie powiedzial, ze nasze wojsko ma wykonac desant gdzies na plazy i oglosic, ze ten teren jest nasz !

        Szczegolowa umowa opiewajaca na odpowiednia ilosc euro, nasze zobowiazania, ich zobowiazania, czas trwania “dzierzawy”, mozliwosci jej przedluzenia/wypowiedzenia zalatwia sprawe.

        W takim scenariuszu kazdy zyskuje i nikt nie ma poczucia krzywdy, prawda ?

      • Ma pan słuszność – kwestia rozegrania tego propagandowo byłaby kluczowa dla powodzenia procesu.

  3. No jak to nikt nie myśli? 🙂

  4. Przykład (pierwszy z brzegu): Jesteśmy (vide: wizyta premiera), zainteresowani wydobyciem nigeryjskich złóż i budowaniem u nich infrastruktury. Nigeria ma problem z piratami w Zatoce Gwinejskiej, którym nikt specjalnie nie chce się zajmować. Myślę, że znalazłby się punkt zaczepienia do wspólnej umowy.

    • Wydaje mi się, że akurat Nigerią są zainteresowane pewne potęgi, które nas tam po prostu powyżej pewnego poziomu nie dopuszczą.

      • Tak, to oczywiste. Tyle traktując to jako przeszkodę ostateczną, nigdzie miejsca nie znajdziemy, bo każdym zakątkiem, ktoś jest już zainteresowany 🙂

      • No to przykład drugi: Jemen (pod warunkiem zakończenia wcześniej wojny z islamistami)- zawsze był wzorowym i wiernym odbiorcą polskiego sprzętu wojskowego. Leży wzdłuż szlaku morskiego, którym płynąć będą do Świnoujścia gazowce z Kataru. Początkowo plan minimum: prawo do odnawiania gotowości bojowej okrętów i możliwość korzystania z pobliskiego lotniska.

  5. Ale @autor odleciał!
    Żeby spełniły się te marzenia, wystarczy zgłosić akces do USA, jako ICH 53 stan.
    Miejsca na fladze jeszcze mają.

  6. Ale odlot!!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.