Soft Power

Zamiast parady jeńców…

 Niedzielną paradę jeńców ukraińskich w Doniecku jako noworosyjską ripostę na równoległą Paradę Niepodległości w Kijowie chyba trudno uznać za przejaw „zbrodni wojennej” sensu stricte (jak to próbują usiłować interpretować niektórzy prawnicy). Ale także zdecydowanie nie był to popis zręczności PR-owej rządców Noworosji. Chociaż – co podkreślił zresztą minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej pan Siergiej Ławrow – jeńcom chyba wielka krzywda się nie stała (byli przecież eskortowani i odizolowani od faktycznie niezbyt przychylnie usposobionego tłumu) – nie było to chyba najszczęśliwsze rozwiązanie.

Przede wszystkim natychmiast rzuciła się w oczy analogia z moskiewską paradą jeńców hitlerowskich z 1944 roku – demonstrację zbliżającego się zwycięstwa ZSRR nad faszyzmem. Ta analogia rzuciła się w oczy natychmiast i trochę te oczy przysłoniła. Bo jak świat światem – od zamierzchłej starożytności – aż po pierwsze promyki epoki Oświecenia (a nawet i później) – podobne triumfalne pochody jeńców zwyciężonych armii oglądały chyba wszystkie możliwe stolice Europy, Azji i innych kontynentów. Celował w tym tak uwielbiany dziś starożytny Rzym. Tak ten wspaniały Rzym – zarówno republikański, jak i potem cezariański. A to właśnie za jego spadkobiercę uważa się, może nieco na wyrost, współczesna wspólnota euroatlantycka – tak natrętnie przechwalająca się swoją wyższością moralną i kulturalną nad Wschodem.

Przywódcy Noworosji odnieśliby zdecydowanie większy sukces propagandowy i moralny, gdyby zdecydowali się zorganizować w niedzielę w Doniecku zamiast parady jeńców – Apel Poległych.

Tak – właśnie Apel Poległych – to wielogodzinne, monotonne jak sama śmierć odczytywanie nazwisk cywili i wojskowych zabitych w walkach, jakie Ukraina od miesięcy toczy z Noworosją. Trzeba było stanąć na którymś z placów Doniecka, przy dźwiękach werbli, z płonącymi pochodniami, z milczącym tłumem naprzeciw i wyczytywać od świtu do zmierzchu, aż do utraty tchu – imiona i nazwiska dzieci, kobiet, starców i przysłowiowych już „mężczyzn w kapciach”, którzy wszyscy stracili życie w ostrzałach i od bombardowań – albo w próbach samoobrony. Nikt nie zapomniałby też przy tym o ofiarach katastrofy lotniczej i innych mniej nagłaśnianych tragedii, jakie widziała ta ziemia. I oczywiście nazwiska żołnierzy – przy czym uwaga! żołnierzy obu stron. Bo przecież ten, kto stoi naprzeciwko i strzela (i trafia albo sam pada trafiony) człowiekiem być nigdy nie przestaje. I często aż do śmierci w boju pozostaje człowiekiem niechętnym wojnie, zmanipulowanym, nierozumiejącym konfliktu, który kazał mu przebyć setki kilometrów z domu i równać z ziemią obce miasta i wioski wokół Ługańska czy Doniecka.

Taki Apel Poległych trwałby długo, bo przypominanie z należną czcią kilku tysięcy zatraconych istnień wymaga czasu.

Ale taki Apel Poległych mógłby wytrącić choćby na chwilę oręż z rąk proatlantyckim propagandystom, chyba że byliby na tyle bezczelni, żeby obśmiewać albo obrzucać obelgami uroczystości niemal cmentarne.

A przede wszystkim taki Apel Poległych uświadomiłby światu bezsens wlokącego się w nieskończoność krwawego konfliktu, gdzie tak naprawdę niczego niewinny człowiek ściera się na śmierć i życie z drugim człowiekiem, jeden Słowianin zabija drugiego Słowianina, ojciec dzieci mierzy z karabinu do ojca innych dzieci. Tak jakby naprawdę słowiańska ziemia była dla nich wszystkich za ciasna.

A jednak na razie odbyła się tylko parada jeńców – młyn na wodę zachodnich mediów. Szkoda, ale jedyna „pociecha” w tym, że proponowany Apel Poległych w najbliższym czasie na pewno nie straci na aktualności.

Ile jeszcze istnień ma zejść z tego łez padołu, aby tak proste słowa jak „zawieszenie broni”, a potem „traktat pokojowy” przestały ziać pustką i przeszły przez gardła dyplomatom i przywódcom?

Ile jeszcze potrzeba czasu, żeby ci sami jeńcy (i wszyscy inni), którzy faktycznie niezbyt kurtuazyjnie byli „oprowadzani” ulicami Doniecka zostali uwolnieni i mogli spokojnie udać się do swoich domów i rodzin?

3 komentarze

  1. Ma Pan rację, “apel poległych” byłby “lepszy” – ale kto o tym by mówił, pisał, pokazywał?

    To jest też wojna informacyjna i taką formą władze Noworosji jednak wygrały ten mecz!

    Proszę zwrócić uwagę że przemaszerowali jeńcy z “ochotniczych batalionów karnych”. Powiedzmy prosto: czystej krwi banderowcy, naziści, najgorszy element, płatny i najemny element!

    NIE BRALI UDZIAŁU w paradzie żołnierze Armii Ukrainy!!!!!!!!!!!

    Czy ktoś to wyraźnie zauważył?

  2. Krótko pisząc Autor proponuje do przyjęcia przez
    Noworosję, wzorce żywcem wygrzebane z polskiej
    martyrologii – podnoszenie na piedestały klęsk,
    niepowodzeń w imię przypodobania się opinii
    publicznej(światowej).Nie popieram…prawidła
    każdej wojny są takie że humanitaryzm i “szerokie
    serce” chowają się na dalszy plan(po obu stronach),
    i dotyczy to także wojen domowych.Tu nie ma miejsca
    na litość. “Zgiń ty dzisiaj, ja może jutro…pojutrze
    a może przeżyję, dzięki schowanym odruchom ludzkim”.
    Takie są niestety ‘zasady gry” wojennej.
    A swoją drogą, taki Apel Poległych, jako dodatkowy
    punkt programu uroczystości, mógłby być symbolem
    złożonej Ofiary i spoiwem jedności i pamięci
    o tych którzy przypadkowo czy świadomie dali
    najwięcej -własne życie!
    Uwaga p.Kodłcha, odnośnie przygięcia karku tym…
    jest słuszna i na miejscu.
    Zołnierze Noworosji wykazali się dużą dozą humanitaryzmu
    traktując mocno delikatnie “ten element”…

  3. Temat do przemyślenia, czy wobec okrucieństw, które dzieją się na Ukrainie sam Apel Poległych jest wystarczający, czy rzeczywiście PR-owo byłby bardziej wymowny i czy faktycznie społeczeństwa zachodnie bardziej pochyliłyby głowę nad tym co dzieje się na Ukrainie?, moim zdaniem nie, zwłaszcza, że wiele informacji nie dociera, zwłaszcza za wielką kałużę.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.