Kultura

Zamglony mój świat II

 Świat zastraszony

Nie ma wyjścia. Trzeba zdobyć nowe okulary. Trzeba zdobyć cokolwiek. Od biedy choćby na te kilka dni niech i kontakty będą. Nie cierpię ich zakładać. To wyzwanie ponad moje siły. Nie mogę się jakoś przemóc, aby grzebać sobie rano i wieczorem łapskami w oczach. Wiedzieć jak to jedno, a założyć je to zupełnie inna śpiewka. Ale co zrobić – lepsze to, niż nic.

Tyle, że samemu nigdzie nie dotrę. Trzeba czekać. Dopiero wieczorem. Kilka adresów z Internetu. Tu i ówdzie telefon. Adresy topnieją. Zaczyna się wędrówka od jednego do drugiego punktu. Na pierwszy rzut szukamy kontaktów. Tu nie ma wcale, tam też. Renomowany punkt. Znana firma. Pomijam jaka. Pierwsze wrażenie: miła obsługa, bardzo miła. I bardzo wystraszona. Widać szefowa trzyma wszystko twardą ręką i wprowadza niezły terror. Odczuwalny tym bardziej, że właściwie nic nie widać i niczego z gestów czy min sprzedawców nie wyczytam. Paradoksalnie eliminacja wzroku sprawia, że emocje stają się czytelniejsze. A odczytać można jedynie strach. Strach pokryty uśmiechem i miłym zachowaniem. Strach podskórny. Terror właściciela. Terror przełożonego. Atmosfera bardzo nerwowa, bardzo niezdrowa, bardzo nieludzka, bardzo napięta. Jakby niewolnicza. Jakby ciągle zagrożenie. I tak dzień po dniu: strach, strach, strach…

Poza tym jednak miło. W obsłudze. W podejściu. W dialogu. Najmilej ze wszystkich tego dnia odwiedzonych miejsc. Przynajmniej tyle. Tyle tylko, że poza tym wrażeniem niewiele więcej. Uprzejma obsługa. Miła rozmowa. Lecz w tym wszystkim brak konsekwencji. Jedno proste pytanie po trzykroć powtarzane. Po trzykroć szukanie odpowiedzi. A odpowiedź zawsze cząstkowa, niewyczerpująca. Wszystko to, cała ta atmosfera i zainteresowanie to tylko powierzchnia. Cienka błonka rzeczywistości. A pod spodem strach. A pod spodem napięcie. A pod spodem bezradność. A pod spodem niekompetencja.

Badania. Niby wszystko ok. Ale jakieś dziwne wyniki. Zawyżone. Czyżby przez te dwa lata aż tak się mi posypało? Niemożliwe. Zresztą, jak rozmowa schodzi na kontakty, które pozwolą przeczekać do czasu realizacji tradycyjnych szkieł, wychodzi niewiedza. Niepewność. Przynajmniej jawnie uznana, a nie skrywana pod pozorami fachowości. Ot optometrzy. Ot optometrki. Niby coś, niby dzwon gdzieś coś jakoś, ale gdzie i jak dokładnie, to już nikt nic nie.

Tak więc nic nie zostaje załatwione. Z drugiej strony coś niby wiadomo. Zapowiada się na dłuższe czekanie. Szkła bez mała dwa tygodnie. Kontaktów też nie ma tak mocnych na stanie, wiec dzień, dwa. Jest jakiś niepewny, ale zawsze punkt odniesienia.

Jedziemy w inne miejsce. Do innej filii. Trzeba jechać. Niczego nam nie sprawdzą. Niby ta sama firma, ale oddziały niezależne. Nie współpracują. Wręcz przeciwnie – współzawodniczą jedne przeciwko drugiemu. Właśnie nie jeden oddział z drugim. Ale oddział przeciwko oddziałowi. Każdy przeciwko wszystkim pozostałym. Skoro jeden nie zarobi, nie da zarobić i drugiemu. Zatem osobiście pofatygować się pozostaje. Każdy sobie. A najlepiej kosztem drugiego. Najlepiej lepiej niż ten drugi. To i nie dziwota, że niewolnicza praca. To i nie dziwota, że terror. Że strach. Że ciągły strach. Bo liczą się wyniki. Nie klient. Bo liczy się kasa. Nie klient. Bo liczy się zysk. Nie klient. A człowiek tylko jeśli jest klient płacący.

A pracownik? Cóż. Tego zemleć, zużyć, wyrzucić wymienić na nowszy tańszy egzemplarz. Jeszcze nie zmięty. Jeszcze nie wykończony. Jeszcze nie wyssany. Jeszcze omamiony propozycją. Jeszcze naiwny. Jeszcze nieskażony strachem. Jeszcze nieujarzmiony. Pracownik się nie liczy. Ma albo przynosić wyniki, albo się wynosić. Wóz albo przewóz. Wóz albo wywóz. Wóz albo wypad. Albo chodzi na paluszkach albo za pysk i na bruk. Pracownik – współczesny niewolnik. Nie trzeba go nawet bić, aby się bał.

Zaufaj serce poprowadzi cię twoje

2013-03-22
Poznań

jeśli oczy twe niewidzące
nie rozpoznają omamień
nie dają pewności widokom
dla nich niedostępnym
jeśli oczy twe niepewne
kształtów barw i świateł
bezradne wobec drogi
której odnaleźć nie umiesz
której się obawiasz
jako przeszkód pełnej
a przeszkody owe
niewidzialne twym oczom

zaufaj sercu – ono cię poprowadzi

jeśli uszy twoje przytłumione
zmęczone jazgotem świata
słuchać już nie umieją
nie słyszą a jeśliby nawet
słyszały – niczego nie pojmują
rozumieć już nie chcą
prawdy nie rozpoznają
kłamstwem pojone
wiodą cię na manowce nieprawdy

zaufaj sercu – ono cię poprowadzi

lecz sercu nie ufaj na oślep
nie idź za sercem jak woda w kamień
nie skacz za serca porywami niczym w ogień
nie daj za nos sercu się wodzić
jeśli serce w tobie zdziczałe
jeśli serce twoje nie zasmakowało miłości
jeśli serce nie rozmiłowane w prawdzie

sercu ufaj lecz miej rozum mądrości szukaj

sercu ufaj – serce cię poprowadzi
gdy zawodzą zmysły gdy nie odróżniasz już prawdy
lecz o serce pytaj sumienia a pytaj sumiennie
pytaj się szczerze bez udawania bez wybiegów
nie kręć nie przeinaczaj prawdy nie naciągaj
do wygodnych rozwiązań nie podążaj za zachceniami
serce trzymaj na ryzach rozumu
inaczej nawet serce cię zwiedzie
nawet serce wyprowadzi na manowce
gdzie nic nie jest takim jakim się wydaje
gdzie oczy twe bezwolne skalane
gdzie uszy twe zobojętniałe na skargę i prośbę
prawdy wyłowić już nie potrafią

sercu zaufaj – ono cię poprowadzi

lecz o prawdę pytaj Boga
nie dał On tobie zakazów
by ograniczać twe pragnienia
lecz jedynie wskazówki
by uchronić świeżą czystość sumienia
by obronić wieczne w tobie życie
by przed miłości zawodem uchronić ciebie
do niczego Bóg cię nie zmusza
prosi zaprasza jeno proponuje
dłoń podaje swą w potrzebie
schronienie w ramionach
łez otarcie w biedzie
lecz nic wbrew tobie
lecz nic bez ciebie

sercu zaufaj – ono cię poprowadzi

gdy zawiodą oczy – sercu zaufaj
gdy nie widzą świata kształtów – sercu zaufaj
gdy świat rozmyje swe kontury – sercu zaufaj

sercu zaufaj – serce cię poprowadzi

lecz serce twoje puszczone samopas
zwiedzie cię z drogi miłości
lecz serce nieujarzmione rozumem
zbłąka twe ścieżki i splącze ci nogi
lecz serce zapominane w tobie
kochać zapomni troskliwie
kłam zada tobie zrani i ciebie nawet
lecz serce opuszczone przez ciebie
obumrze w tobie owocu prawdy nie wyda
opuści cię nadzieja opuści chęć życia

sercu zaufaj – poprowadzi się serce twoje

a gdy już zaufasz gdy sercu zawierzysz swe losy
gdy zdasz się na szelest serca twego bicia
o drogę Boga zapytaj
o cel twej wędrówki
On tobie odpowie
w sercu zapisze ci drogowskazy
światłość dla twego rozumu
spłynie do serca twego
a sumienie z boleści wyleczy
i grzechy twe szkarłatne
zmyje z ciebie w pokucie
w biel oblecze niewinności
bielą przebaczenia otoczy
ból twój ukoi w tobie

sercu zaufaj – ono zawsze odnajdzie Boga

Bóg cię poprowadzi
jedyna drogą co do wieczności
jedyną drogą która ku prawdzie
jedyną drogą przez życie
i życie tchnie w ciebie nowe
i serce twe kamienne
ożywi do miłości przywróci

sercu zaufaj – niechaj zapłonie miłością w tobie

sercu zaufaj – ono jeśli zakochane w Bogu
poprowadzi cię poprzez życie
nie zbłądzisz jeśliś sercu zaufał
a serce oddał Bogu swemu

sercu zaufaj – już czas podążyć za serca wezwaniem

teraz wstań teraz zamknij oczy
teraz idź teraz w głos serca się wsłuchaj
teraz zrób krok ten przed siebie
o drogę Boga zapytaj
drzwi serca otwórz na oścież
serce w sobie wysprzątaj
na przyjście Gościa nad goście
a gdy nadejdzie gdy nawiedzi
serca twego progi
zatrzaśnij się z Nim na modlitwie
miłości poddaj nurtowi
miłość wszystko odmieni
miłość wszystko w tobie uzdrowi

sercu zaufaj – serce twoje pragnie kochać

przestań w serce swe wątpić
przestań się nieprawdą łudzić
przestań błądzić na bezdrożach
przestań uganiać się za iluzjami

sercu zaufaj – a chroń serce swoje

wysłuchaj głosu serca swego
sercu swemu zaufaj
ono miłości pragnie
ono miłości tęskni
ono życia wygląda
ono pragnie przebudzenia

sercu zaufaj – ono nadzieją cię nakarmi

pozwól sercu swemu na Boga się otworzyć
pozwól sercu swemu w Bogu się zakochać
pozwól sercu swemu za Bogiem pobiec
pozwól sercu w ramiona rzucić się Boga
pozwól sercu do Boga wzdychać
pozwól sercu Bogiem się sycić
pozwól sercu pieśń miłości zanucić
pozwól sercu niech ugości Boga

sercu zaufaj – serce twe pragnie Boga

przed głosem serca swego przestań uciekać
na serca wołanie przestań być głuchy
przed serca pragnieniami przestań
opędzać się jak przed natrętna muchą

sercu zaufaj – nie opuści cię ono w potrzebie

serce masz od Boga – wie ono czego ci trzeba
serce masz dla Boga – wie jakiej mu trzeba miłości
serce masz w darze – pozwól sercu pokochać
serce masz abyś żył – nie pozwól sercu obumrzeć w tobie
serce masz jedno w sobie – od kłamstw ataków chroń serce swoje

serce zaufaj – bylebyś serce utrzymał w czystości

sercu zaufaj – ono poprowadzi
sercu zaufaj – ono drogę wskaże
sercu zaufaj – pokocha szczerze
sercu zaufaj – a ufaj mądrze a ufaj szczodrze

serce zaufaj –ono do Boga twym przewodnikiem

Adam Gabriel Grzelązka

Świat oczami nieczytany

Świat nieczytany oczami jest bardzo odmienny. Ubóstwo dostrzeganych szczegółów kompensują inne zmysły. Głównie słuch. Bynajmniej nie staje się on bardziej jakoś wyczulony. Nie staje się jakoś bardziej wyostrzony. Słyszy się tak samo, jak poprzednio. Ponieważ jednak oczy nie dostarczają już wyraźnego obrazu, jest więcej miejsca dla uszu. Obraz niejasny, nieszczegółowy, plamiasty, niepewny. Słuch staje się uważniejszy. Angażuje dużo więcej uwagi. Uwagi dotychczas skupionej na patrzeniu, a obecnie bezrobotnej. Zwracać zaczyna człowiek uwagę na więcej szczegółów dźwiękowych. W nich zaczyna się szukać dopełnienia tego, czego zabrakło nagle w obrazie. Więcej się wyczuwa, niż widzi. W domu to może i nie jest jako szczególnie istotne. Ale lada próba wyjścia na ulicę przyprawia o zjeżenie włosa. Wtedy słuch ratuje nieco sytuację. Tylko nieco. Panika i tak robi swoje. Łagodzi strach przed niewidzialnym. Podpowiada czego nie widać, a co się wydarza w przestrzeni dookoła.

Także ludzi odbiera się inaczej. W jakiś sposób czyściej, bez zniekształceń, zakłóceń, zanieczyszczeń. Bo ich nie bardzo widać. A jedynie słychać. A słychać w ich głosie różne rzeczy. Nieszczerość, strach, zawiść, miłość, troskę itd. Wizja mogłaby ten odbiór przekłamać. Mogłaby go zniekształcić. Mogłaby go nawet przygłuszyć. A tak nie może, bo ludzie to tylko kontury, plamy w przestrzeni. Wyrazistsze w ruchu, niż gdy statyczne. Wiec słychać. Słychać emocje. Ciekawa rzecz. Arcyciekawa.

Poznań, 22.03.2013
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. Bardzo realistyczny i refleksyjny tekst.
    Choroba wyostrza zmysły.
    Tylko w neoliberalnym świecie: kto nie pracuje – ten nie je.
    Tak mówiono do deportowanych czy to w łagrach, czy obozach koncentracyjnych.
    Tam chodziło o zabijanie poprzez wyczerpującą pracę.
    Ale tę pracę dawano.
    Jeśli ktoś miał to szczęście i był zdrowy oraz młody, to pracując miał szansę przetrwania.
    Miał szansę, bo kaprys kapo lub NKWD-zisty, mógł tę szansę wyzerować.
    Ale PRACA BYŁA.
    Nawet nad wejściem pisało ARBEIT MACHT FREI.

    My nie mamy tej szansy w neoliberalnym świecie.
    Nie staniemy się WOLNI poprzez pracę – bo jej po prostu ubywa.
    A jeść się chce, że o mieszkaniu i ubraniu – nie wspomnę.
    Może w ramach wielkiego globalnego projektu neoliberalnego należy poprzenosić bezrobotnych z Bogatej Północy na Biedne Południe, gdzie przynajmniej odpadnie problem z mieszkaniami i ubraniami.
    Wystarczy zrzucać z samolotów setki tysięcy ton żywności koczujących na pustyniach Sahelu YUPPIES.
    To wyjdzie taniej, niż pokrywać koszty utrzymania domów z ich infrastrukturą (kanalizacja, CO, CWU, prąd, Internet, itp.).
    Poza tym liczba tych deportowanych bezrobotnych YUPPIES będzie się zmniejszać …
    Przetrwają najsilniejsi.
    I w nich cała nadzieja OBURZONYCH.
    Wcześniej się nie da.
    Musi upłynąć 70-100 lat, żeby wszystko znowu wróciło do względnej równowagi, takiej jaka była PRZED ROKIEM 1973.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.