Wojskowość

Zakup okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej musi być bezwzględnym priorytetem

 Zakup okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej musi być bezwzględnym priorytetem. Okręt podwodny na Bałtyku ma znaczenie strategiczne. W dobie możliwej wojny na dwa fronty – przy konieczności likwidacji podmorskiego połączenia gazowego pomiędzy Federacją Rosyjską, a Niemcami – okręty podwodne mają znaczenie strategiczne. Nie tylko mogą sparaliżować ruch na Bałtyku – albowiem, nikt rozsądny nie wyjdzie w morze wiedząc, że w rejonie przejścia grozi mu śmierć. Przede wszystkim i to jest najważniejsze – są w stanie zniszczyć gazociąg podmorski, w taki sposób, że będzie to uczynione w sposób skuteczny – w wielu miejscach, tak żeby jego uruchomienie bez poważnych inwestycji było zdecydowanie utrudnione. Jak również mogą i to znacząco utrudnić, jednak to jest już inna kwestia.

Co więcej, okręty podwodne o odpowiednich parametrach, mogą działać na Morzu Północnym, jak i na Północnym Atlantyku (przy zapewnieniu odpowiedniej logistyki). Wyposażone w odpowiednie uzbrojenie, mogą odgrywać istotną rolę w odstraszaniu strategicznym przeciwko obu geopolitycznym zagrożeniom dla naszego kraju. Do pełni szczęścia są potrzebne pociski samosterujące, zdolne do rażenia celów z dużej odległości, jak i broń masowego rażenia. Dysponując takim potencjałem, mielibyśmy zupełnie inny poziom bezpieczeństwa generalnego. Ponieważ każdy przeciwnik, który chciałby zaatakować nasz kraj, najpierw musiałby zneutralizować niebezpieczeństwo odpowiedzi. Oczywiście bez głowic z bronią masowego rażenia, ta odpowiedź może być tylko symboliczna. Odpowiednio użyta, może mieć nawet w takich warunkach – znaczenie strategiczne.

Generalnie możliwe są do pozyskania trzy niesłychanie ciekawe zachodnie konstrukcje. Mamy propozycję szwedzką, niemiecką i francuską. Wszystkie trzy konstrukcje to arcydzieła techniki wojny podwodnej, stworzone na podstawie wieloletnich doświadczeń tych krajów. Każda propozycja ma swoje technologiczne atuty i pewne słabości, jak również liczy się oferta pakietowa, jaka jest możliwa do pozyskania wraz z zakupem. Należy bowiem pamiętać, że w przypadku zakupu okrętów podwodnych bardzo ważne jest to wszystko, co im towarzyszy. Chodzi bowiem o uzyskanie samodzielności w zakresie możliwości eksploatacji floty podwodnej przez okres jej żywotności technologicznej. W tym wyjątkowo ważne są zdolności modernizacyjne.

Musimy mieć świadomość, że technologia podwodna, to nie jest coś, co można „po prostu pospawać”. Zresztą nawet i samo spawanie kadłubów ze stali o odpowiednich parametrach jest wyjątkowo skomplikowane, złożone i wymaga doświadczenia. My nie mamy nawet takich technologii w kraju. Okręt podwodny jest wyjątkowo złożonym, finezyjnym i niesłychanie trudnym w utrzymaniu systemem uzbrojenia. Jednakże, możliwości jakie stwarza – z nawiązką rekompensuje wszystkie koszty, trudności i generalną złożoność operacyjno-logistyczną. Byłoby doskonale, żebyśmy w jakiś sposób partycypowali w ich produkcji, tak żebyśmy byli w stanie w pełni samodzielnie w kraju robić przeglądy bieżące i okresowe, proste naprawy i modernizacje – jak i oczywiście próby odbiorcze. Spowodowałoby to jednak, że zakup byłby droższy, niż kupienie jednostek z serwisem np. we Francji lub w Szwecji. Mówimy bowiem o konieczności utrzymywania setek specjalistów, aparatury, oczywiście całego magazynu części zamiennych itp. To są ultra skomplikowane kwestie, powodujące że okręty podwodne kosztują bardzo dużo.

W realiach Bałtyku i przewagi potencjalnych przeciwników, najlepszym okrętem jest samolot. Przy czym on potrzebuje miejsca skąd może wystartować i gdzie może wylądować. Jedynym okrętem w polskiej flocie, który nie będzie od razu celem dla rosyjskich lub niemieckich sił (w przypadku Rosjan, wprost strzelających z redy w Kaliningradzie) – jest okręt podwodny. Wszystkie inne siły naszej Marynarki Wojennej będą tak szczupłe, że będą walczyć o przetrwanie. Tylko siły podwodne mogą mieć skuteczne możliwości ofensywne, a zarazem swoją obecnością mogą tworzyć warunki do działania jednostek nawodnych (ze wsparciem lotniczym, którego nie ma – ale to inna kwestia).

Ze względu na taktykę działania sił podwodnych, jak i logistykę całego systemu, okręty podwodne najlepiej jak działają w parach. Dwa okręty podwodne – zgrane załogami i dowódcami, którzy wiedzą, jak postąpi kolega w określonych warunkach – to broń, która jest w stanie sparaliżować południowy Bałtyk. Cztery takie okręty, to już jest system walki podwodnej, którego skuteczne zwalczanie jest najdelikatniej mówiąc – wyzwaniem. Nawet dla takiej potęgi jak Flota Bałtycka Federacji Rosyjskiej, czy Bundesmarine. Żeby to jednak działało – musi mieć odpowiedni poziom techniczny, wyszkolenia i zabezpieczenia logistycznego.

Z powyższych względów niesłychanie ważne jest to, co kupimy i z jakim wyposażeniem towarzyszącym. Każdy z proponowanych typów okrętów jest dobry, ma swoje mocniejsze strony. Jednak okręt niemiecki ma jedną zasadniczą wadę – w przypadku konfliktu z Rosją – czy możemy liczyć na niemiecką lojalność? Zwłaszcza jakby nasze okręty dostały polecenie zniszczenia gazociągu podmorskiego?

Propozycja francuska jest dostosowana do zadań w wymiarze oceanicznym. Co więcej ma możliwość wystrzeliwania pocisków manewrujących, testy trwają – ważne jest to, że można kupić system tj. okręt i pociski.

Propozycja szwedzka jest technologicznie chyba najbardziej dostosowana do specyfiki Bałtyku i nie ma wady niemieckiego pochodzenia. Warto pamiętać, że przed kilkoma laty, Amerykanie zaprosili na Pacyfik szwedzką jednostkę. Wnioski z jej działania do dzisiaj są tajne. Z tego co ujawniono wynikała PEŁNA BEZRADNOŚĆ – ultra nowoczesnych i kosztujących miliardy Dolarów amerykańskich systemów wojny podwodnej i przeciw okrętowych. Szwedzi byli w stanie sparaliżować ruch US NAVY, w tym zatopić lotniskowiec. Przy czym działali w warunkach głębi oceanicznej, a nie płycizn Bałtyku.

Nie można jednoznacznie rozstrzygnąć, która z tych propozycji jest dla nas najlepsza – to powinni zrobić eksperci. Konkretnie – Marynarze naszej Marynarki Wojennej, którym zawsze należy się największy szacunek za to, że pływają z narażeniem życia na starym sprzęcie.

Polska potrzebuje JUŻ czterech nowych okrętów podwodnych jednego z tych trzech producentów. Poza tym potrzebne są dalsze zakupy – optymalnym byłoby kupować co najmniej jeden okręt podwodny w najnowszej konfiguracji – nie rzadziej niż co pięć lat. Dodatkowo potrzebne są pakiety części, uzbrojenie, trenażery, szkolenia, logistyka i inne składowe – jak zestawy modernizacyjne, które można już zamawiać wraz z zakupem nowego okrętu jako opcję. To bardzo obniża później koszty, ponieważ bierze się udział w kosztach opracowania nowej technologii.

Życzmy sobie sił podwodnych z prawdziwego zdarzenia. Zdolności przemysłu stoczniowego do zapewnienia im obsługi i modernizacji. Do tego przydałaby się eskadra lotnictwa morskiego z prawdziwego zdarzenia. Najlepiej na samolotach dwusilnikowych. Zakup okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej, szkolenie załóg, zastosowanie nowoczesnych technologii (np. drony podwodne) – musi być bezwzględnym priorytetem modernizacji i rozbudowy Sił Zbrojnych RP.

Jeżeli pan Minister Obrony Narodowej spowoduje zawarcie kontraktu jeszcze w tym roku, to będzie rzeczywista dobra zmiana. Miejmy nadzieję, że to się uda, zarazem trzeba pamiętać o ograniczeniach finansowych, albowiem mówimy o olbrzymich kwotach, które „się nie bronią”, ponieważ flota podwodna słabo wypada na paradach. Istotą działań podwodnych jest to, że ich nie widać – dopiero jak zostaną użyte, to ujawniają swoją siejącą śmierć obecność.

Proszę pamiętać – zakup okrętów podwodnych to kwestia priorytetowa. To bardzo ważny cel, który MUSI być osiągnięty. Nawet jak mieliby nas specjalnie dodatkowo opodatkować, to MUSIMY MIEĆ TE OKRĘTY!

14 komentarzy

  1. Bardzo dobry, potrzebny i słuszny artykuł. Bardzo państwu dziękuję za realną ocenę rzeczywistości. Wiele osób to widzi, ale nikt o tych oczywistościach nie chce mówić. O Nordstream się nie martwcie, są sposoby żeby go zniszczyć i to w taki sposób że będą go odbudowywać przez dwa lub trzy lata. Tylko potrzebne są te okręty. Szwedzkie są najlepsze na Bałtyk. Niemcy zainstalują nam w kadłubach pluskwy.

  2. Powinniśmy mieć 6 OP. Już dawno!

  3. Kasyno zawsze wygrywa

    Zgadzam się, że na Bałtyku liczą się tylko okręty podwodne i samoloty.

  4. Zastanawiam się skąd autor ma tyle wiedzy? Ważne, że potrafi ją przekazać w sposób przystępny dla każdego

  5. Szwedzka propozycja jest najlepsza.

    Niemiecka, ze względów politycznych odpada, co nakreślił z grubsza Autor i co się zapewne spodoba Panu Prezesowi.

    Francuskie okręty z możliwością odpalania spod wody FRANCUSKICH rakiet – to pomyłka.

    Nawet jakbyśmy z 4-ech okrętów odpalili jednocześnie ok. 20-tu rakiet z głowicami po 200 kg TNT, to będzie to miało tylko znaczenie propagandowe.

    Dlatego należy zrezygnować z opcji francuskiej, jako niepotrzebnej dla Polski.

    Co do propozycji Szwedzkiej, to o ile w powszechnym referendum za rok Polski Naród wyrzeknie się REPATRIACJI za zniszczenia w czasach POTOPU – to może być najlepsze rozwiązanie.

    No i eskadra 4-ech okrętów nie powinna bazować ani a Gdyni, ani Świnoujściu.

    Są jeszcze porty środkowego wybrzeża, a minister od Żeglugi Śródlądowej – już powinien pogłębiać ujścia wpływających do nich rzek.

    Bazowane pod osłoną drzew, nie wyrąbanych przez ministra od Środowiska – byłyby nie do wykrycia.

    Tylko Szwedzkie okręty podwodne są najlepsze na Bałtyk.

    Dalsze rejsy – to nie dla nas.

    Brońmy naszej Naszości, czyli Polski i jej pięknych plaży…

    Amen i Macondo.

  6. Marzenia ,i głupota! Zanim Antoni zlikwiduje Nord, nas już nie będzie! Nie pierwszy raz z motyką na słońce. My już prowadzimy wojnę co prawda propagandową na dwa fronty. Moja propozycja ,niech bazują w San Eckobar (bezpiecznie, głęboko i ciepło).

  7. Nie znam się na tym, ale skoro wy twierdzicie że to optymalny sposób na wzmocnienie Polski to w to wierzę.

  8. Kazimierz Sołdek

    Dobrze że piszecie o takich sprawach, dla większości ludzi to czarna magia – liczą się kiełbaski na grilla i piwko 🙂

  9. Te francuskie rakiety niby “zintegrowane” z okrętem, czyli z możliwością wystrzeliwania z wyrzutni torpedowych spod wody, to TEORIA.

    Były wystrzeliwane, ale podczas prób z fabrycznych “stendów” i nie wiadomo z jakiej głębokości, a to nie to samo – co z okrętu.

    Wyszło to podczas wczorajszej wizyty Ministra Antoniego M. we Francji.

    Czyli szykuje się kolejny zakup czegoś, czego jeszcze nie ma, jak najnowsze rakiety amerykańskie przeciwlotniczo/antyrakietowe Patrioty.

    Francuzi od stu lat umieją sprzedawać lokomotywy Murzyńskim kacykom, w afrykańskiej krainie bez linii kolejowych …

    Po prostu król/wódz plemienny zachwycił się pierwszym filmem braci Lumiere i chciał mieć tego buchającego parą smoka.

    No to go przez odstępy (po demontażu), dostarczono do puszczy wraz z kilometrem torów.

    Stoi tam gdzieś w Afryce do dziś.

    My nie jesteśmy na takim poziomie i nie dajmy się oszukać.

    Propozycja Szwecji jest najlepsza.

    I nie ma co spowalniać zakupu, nawet 6-ciu okrętów podwodnych mrzonkami o ich produkcji w Polsce, np. pd numeru 3-go.

    Przykładem naszych niekompetencji jest trwająca 16 lat budowa patrolowca.

    Co najwyżej można zawarować w umowie narastający udział polskich inżynierów i robotników przy ich budowie, np. od 15% do 60%.

    Szwecja leży blisko, mogliby na weekendy wracać do Polski.

    A przedsięwzięcie mogłoby być Polsko-Szwedzkie, poprzez wykup części akcji stoczni w Szwecji przez Ministra Morawieckiego, który kasę na produkcję miliona elektrycznych samochodów mógłby przeznaczyć na budowę okrętów razem ze Szwedami.

    To jest dopiero “gospodarka oparta na wiedzy”.

    Tylko jak do tego przekonać Szwedów?

    Jakby się zgodzili na współpracę, to wówczas można by im Potop puścić w niepamięć …

  10. To proszę się opodatkować dla kupna tych śmiercionośnych okretow . Jest wizja dwóch agresorow , do Wschodniego fikcyjnego , dodano , jeszcze bardziej fikcyjny , ten z Zachodu. Po cóz Niemcy maja z nami toczyc militarna w, zbrojna walkę? Przeciez oni nas już posiedli. Dokonali rozbioru polski , z innymi z Zachodu i politycznymi srodkami , osiągnęli to , co dawniej zwykli zdobywac agresją. Gospodarki nie mamy już dawno w naszych rekach. O co się więc z nami ma ktokolwiek bić?

    Ostatecznego zaś rozbioru polski dokona obecna wszechwladna partia i staniemy się , jak pompatycznie zapowiedział nasz Wielki Wladca – ” WYSPOM” ,” niepodległom “. Tej wyspy ten Pan nie pozwoli nikomu zabrać i to wystarczy , aby się nie bac nikogo. Ja zamiast opodatkowywać się na zakup okretow podwodnych , proponuje opodatkowanie się , na rzecz “OBSERWATORA POLITYCZNEGO”.Za 4-y atomowe okrety podwodne , podnieść ich wartością , emerytury nauczycielakie. Oni sa i będą najważniejsi, bo każda wojna , rodzi się w umyśle , glowie ludzkiej , a nauczyciele , w najznaczniejszym sposobie , umysły w tych szalonych glowach , starają się kształtować . Licze na Kosciół i duchownych nauczycieli w szkołach , bo im to już z pewnoscia nie pozwoli sumienie , aby uczyc i przygotowywać do zabijania ludzi , przez ludzi. Poza tym , mamy już obrońcow jest taki jeden -tępy- co sam jeden wyciął tyle drzew. Otrzyma rozkaz Pana Smolenskiego i wytnie wszystkich wrogow, z jakiejkolwiek strony!Wolę Niepodległą wyspe , niż zbrojne i dozbrajane chuchro , jakim miałaby być Polska , kosztem pogłębiającej się nieustannie biedy , jej uczciwie pracujących obywateli, ludzi pracy najemnej.

    PIS-owi, wciąż życzę powodzenia w wyprowadzaniu Polski , na lepsze.Przeciez ludzie chcą chleba, a nie śmiercionośnej broni.Lepsza chytra i sprytna neutralnośc od tej smiesznej , a tragicznej materialnie dla społeczeństwa – mimikry!

  11. BUUUUUUU,HA,HA,HA,HAAAAAAAAAAAA…

  12. Polska chce się zbroić, realizując- jako najbardziej zaufany i największy na wschodniej flance NATO sojusznik Stanów Zjednoczonych- amerykańską politykę globalnej hegemonii.

    Tylko czy polskie elity polityczne biorą pod uwagę fakt; co się stanie jeśli ich protektor zacznie bankrutować, pochłaniając świat w odmętach ekonomicznego chaosu i wojen?

    Czy my jako kraj musimy zostać przez kogokolwiek zaatakowani aby wraz z upadającym światowym imperium pójść jego śladem?

    To, że globalny hegemon- jeśli nie wywoła jakiegoś spektakularnego konfliktu na skalę światową- zbankrutuje, jest tylko kwestią czasu. A więc my, jako kraj powiązany bardzo ścisłymi relacjami finansowymi, gospodarczymi, wojskowymi i politycznymi z Zachodem, zostaniemy wraz z nim wciągnięci w otchłań, jest więcej niż prawdopodobne.

    I wcale nie muszą tu spadać bomby, ani nastąpić inwazja jakiś wrogich nam armii, aby osiągnąć podobny skutek. Wystarczy, że zostaną nam odcięte dostawy gazu, aby doprowadzić do ruiny polską gospodarkę, a większą część gospodarstw domowych pozbawić ogrzewania.

    Wyobraźmy sobie ile przedsiębiorstw jest uzależnionych od dostaw gazu i co się z nimi stanie, gdy jego dopływu zostaną pozbawione. Wyobraźmy sobie również miliony rodzin żyjących w blokach, gdzie głównym źródłem energii jest gaz. Czy rodziny te będą mogły sobie ugotować posiłek, czy też ogrzać swoje mieszkania gdy nie będzie gazu?

    Ktoś może odpowiedzieć, że jest jeszcze alternatywne źródło energii, którą jest energia elektryczna. Tylko, że już w chwili obecnej, dzięki polityce prowadzonej przez ostatnie ćwierćwiecze przez nasze postsolidarnościowe elity polityczne, produkcja energii elektrycznej nie wystarcza na bieżące potrzeby kraju.

    Więc co dalej?

    No tak mamy przecież potężne zasoby węgla, który możemy dostarczyć elektrownią aby w ten sposób zwiększyć produkcję prądu, tylko że jednocześnie trzeba by było wybudować kolejne elektrownie, a to trwać będzie jakiś czas i do tego kosztuje, bo nic nie ma w kapitalizmie za darmo. Oczywiście jest to tylko jeden problem, bo kolejnym są linie przesyłowe, które również wraz z budową nowych elektrowni i zwiększonym zapotrzebowaniem na energię elektryczną trzeba by było rozwinąć, a to są kolejne pieniądze i czas.

    Powiedzmy, że w ciągu pięciu lat udałoby się uzupełnić brakującą ilość energii, tylko w jaki sposób tą pięciolatkę przeżyłoby społeczeństwo, szkoły, przedszkola, szpitale, administracja publiczna itd.

    Pięć lat drastycznego niedoboru energii, to śmierć milionów ludzi, to upadek gospodarki i paraliż państwa.

    I to jest realny problem jaki pojawiać się już zaczyna w obliczu konfrontacyjnej linii politycznej z Rosją, a nie zagrożenie militarne z jej strony.

    Wystarczy więc, że w wyniku jakiejś spektakularnej prowokacji doprowadzi się do konfliktu z Rosją, aby ona w odwecie zablokowała dostawy gazu do Polski i przez nasz kraj na Zachód.

    Czy trzeba więc wojny na naszym terenie, aby osiągnąć taniej jeszcze bardziej tragiczny skutek zniszczenia kraju?

    Dlatego też obecne elity polityczne, które pociąga z sznurki światowy hegemon, w imię dobra tego kraju, niech otworzą wreszcie oczy i zaczną myśleć w interesie tego kraju i jego obywateli, bo idąc dalej obecną drogą prowadzą one nas prosto ku krawędzi przepaści.

    Dlatego też zamiast wydawać beztrosko wyciągnięte z naszych kieszeni setki miliardów dolarów na finansowanie nikomu nie przydatnego uzbrojenia i armię, niech raczej zmienią swoją politykę, zaś pieniądze ciężko wypracowane przez polskie społeczeństwo wydadzą zgodnie z jego życiowym interesem.

    Jak wiadomo pierwsze ćwierćwiecze „wolnej” Polski okazało się w wielu dziedzinach jej totalną porażką i obyśmy nie byli zmuszeni iść dalej tą drogą klęsk, bo dla wielu milionów naszych rodaków- i dla nas samych- będzie to ostatnie ćwierć wieku przeżyte w tym kraju i w ogóle na tym świecie.

  13. WYSTARCZY JEDEN DOBRY STRZAŁ WE WŁAŚCIWE MIEJSCE I NIC NIE WPŁYNIE ANI NIE WYPŁYNIE Z TEJ KAŁUŻY…

  14. O jakim to potencjalnym przeciwniku pisze Krakauer? O Federacji Rosyjskiej? Dotąd przecież chwalił Rosję, że to Słowiańska Brać, szczerze oddana Polsce, która nas wyzwoliła z nazistowskiej okupacji, itd.,itp., o Katyniu czy o gułagach też prawie na tym portalu nie słyszałem. A tu proszę – Rosja to wróg!
    A co do skuteczności operowania okrętów podwodnych na bajorze zwanym przez ludy Północy jako Wielki Fiord Wschodni – Kampania Wrześniowa pokazała, że żaden spośród bodajże 5 polskich okrętów podwodnych pływających po Bałtyku, mimo prób, nie był w stanie zatopić chociażby 1 (słownie: jednego) niemieckiego statku handlowego płynącego w eskorcie okrętów wojennych. Niczego nie zwojowawszy, 3 okręty schroniły się w neutralnej Szwecji, 2 przedarły się do Zjednoczonego Królestwa. Wniosek – już pierwsze dni II Wojny Światowej pokazały, że płytki Bałtyk nie jest akwenem stworzonym do prowadzenia operacji podwodnych. Za to Mediterrania czy północny Atlantyk – jak najbardziej.
    Szkoda zatem pieniędzy podatnika na podwodne zabawki, które w warunkach wojny szybko uległyby wykryciu i zniszczeniu, nie zadawszy wrogowi (Rosji? Niemożliwe!) żadnych strat. Chyba że powtórzy się plan Peking…

    WITAMY SERDECZNIE NOWEGO KOMENTATORA. O GUŁAGACH TEŻ BYŁO. PROBLEMATYKA MARTYROLOGII WSCHODNIEJ JEST STALE OBECNA Z OKAZJI NAJWAŻNIEJSZYCH ROCZNIC. POZDRAWIAM WEB. JÓZ.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

fourteen − 6 =