Zadłużenie Skarbu Państwa ciągle wzrasta

Marcowe dane Ministerstwa Finansów pokazujące, że zadłużenie naszego państwa stale rośnie nie są zaskoczeniem. W opublikowanym Biuletynie miesięcznym czytamy, że na koniec stycznia 2013 roku zadłużenie Skarbu Państwa wyniosło 814.403,5 mln zł (tj. ok. 194,5 mld EUR lub ok. 263,8 mld USD – w przeliczeniu po kursach z dnia 31 stycznia 2013 r.: 1 EUR = 4,1870 PLN, 1 USD = 3,0874 PLN). Co w porównaniu do końca grudnia 2012 r. oznaczało wzrost o 20.550,4 mln zł tj. o 2,6%, czyli niewiele mniej niż w całym 2012 roku, kiedy to zadłużenie wzrosło o 22.725,6 mln zł tj. o 2,9%.

Te dane nie szokują, albowiem były spodziewane i już dawno wliczone przez rynki w ryzyko. Struktura długu też nie poraża, pożyczamy w kraju i za granicą. Około 68% zadłużenia stanowi zadłużenie nominowane w Złotówkach a około 23% nominowane w Euro, przy czym 71% zadłużenia zagranicznego jest denominowane w Euro.

Z punktu widzenia naszego budżetu, jak również dochodów całego sektora finansów publicznych – jest to kwota kolosalna. Nie mamy żadnych rezerw ani żadnej poduszki finansowej umożliwiającej przynajmniej rozpoczęcie utrzymywania zadłużenia na tym samym poziomie, ponieważ kurczą się dochody państwa oparte o Polako-bójcze podatki pośrednie. Nie ma żadnych pomysłów na przełamanie impasu – poza podwyższeniem VAT, przy pełnej ochronie inwestycji kapitałowych, które nie zostały opodatkowane w przeciwieństwie do państw strefy Euro.

Stale powiększający się deficyt przy wzroście kosztów utrzymania państwa powoduje, że nie ma wyjścia – trzeba się zadłużać, zwłaszcza, jeżeli nie ma się odwagi przeprowadzać reform, a przynajmniej nie miało się odwagi ich zainicjować wówczas, kiedy była po temu szansa, czyli na początku pierwszej kadencji tego nieszczęsnego rządu.

Jeżeli tendencja spadkowa w zakresie dochodów publicznych się utrzyma, należy się spodziewać, że czeka nas dyskusja o podwyższeniu podatków i jednak mimo wszystko cięciu wszystkich kosztów o jakiś współczynnik. Ewentualnie – rząd może myśleć o strategii mini-maxu, czyli celowo posterować sytuacją finansową w taki sposób, żeby osiągnąć konstytucyjny próg dopuszczalności zadłużenia, przez co mógłby zacząć rządzić – z przymusu bez obowiązku tłumaczenia się politycznego i przeprowadzać reformy – niejako nie na swój rachunek. Przynamniej tak można sprawę przedstawić w mediach, na pewno wiele osób się nabierze, reszta i tak zagłosuje na Platformę Obywatelską, ponieważ nie ma i nie będzie miała innej alternatywy.

Jest zaskakujące, że w tak ekspresowym stanie rzeczy przejedliśmy dochody z prywatyzacji i się w zasadzie o niej dzisiaj już nie mówi inaczej niż w czasie przeszłym. Można zapytać – gdzie są te pieniądze? Co więcej czy rząd przygotowuje się do prywatyzacji a raczej pozbycia się udziałów strategicznych spółek, – jako ewentualny zawór bezpieczeństwa przed zbliżającymi się wyborami w 2015 roku? Zobaczymy, skądś w każdym bądź razie trzeba będzie wziąć pieniądze na dalsze powiększanie deficytu – a nawet dewaluacja waluty nie pomoże, ponieważ jesteśmy na styku limitu konstytucyjnego i nie da się aż tak bardzo oszukać rzeczywistości jak na początku kryzysu, gdy złotówka po prostu straciła około 40% wartości praktycznie z dnia na dzień. Siła nabywcza ludności nikogo nie interesowała wówczas i nikogo nie interesuje obecnie, po prostu będzie jak będzie – rząd nie zamierza nawet panować nad procesami na dole gospodarki, ponieważ nie ma do tego instrumentarium. W konsekwencji to, co ludzie będą w stanie włożyć do garnka będzie tylko i wyłącznie ich osobistą sprawą, co nie będzie interesowało oficjalnych czynników – stojących na stanowisku, że wszystko jest w porządku, poza tym, o co się martwić, jeżeli mamy w tym kraju tyle szczawiu!

Problem jest jednak poważny, albowiem, jeżeli teraz w szczycie naszych gospodarczych możliwości, kiedy proporcje pracujących w gospodarce narodowej do otrzymujących świadczenia bez pracy jest najbardziej korzystny w perspektywie jednego pokolenia – nie potrafimy doprowadzić, chociaż do wyrównania dochodów i wydatków to powstaje pytanie, co będzie z finansowaniem stale powiększającego się deficytu w przyszłości?

Może nie będzie niczego, a zamiast pieniądza przejdziemy na gospodarkę szczawiową, czyli obywatele będą płacili podatki szczawiem a emeryci, renciści i sieroty oraz urzędnicy publiczni – będą otrzymywali go w workach! To smutne, ale nie ma koncepcji, co zrobić dalej z tym długiem – sam się nie spłaci – będzie nam towarzyszył już zawsze.

3 komentarze do “Zadłużenie Skarbu Państwa ciągle wzrasta

  • 23 marca 2013 o 09:34
    Permalink

    Zadłużenie rośnie i nic na to nie poradzimy.
    Tak będzie dopóki będą nami rządzić ludzie ze STYROPIANOWYM etosem i wykształceniem historycznym.
    To za mało, żeby sobie poradzić z gospodarką i finansami, gdy wokół nas panują GLOBALNE potwory turbokapitalizmu.
    To one rządzą rządami, a my możemy się tylko temu przyglądać.
    Na przykład – jak dług sobie rośnie i rośnie …

    Odpowiedz
    • 23 marca 2013 o 18:48
      Permalink

      Czytam u “oświeconego”: “Zadłużenie rośnie i nic na to nie poradzimy. Tak będzie dopóki będą nami rządzić ludzie ze STYROPIANOWYM etosem i wykształceniem historycznym”. To nieuczciwy błąd argumentacji – błąd związku przyczynowego i wadliwej generalizacji.

      Czy za dług publiczny innych krajów też odpowiadają “styropianowcy”?

      Dług publiczny wybranych krajów w relacji do PKB (wg OECD, 2011, szacunki)

      Polska – 64,9 %

      Japonia – 211,7 %
      Grecja 165,1
      Italia 127,7
      Islandia 127,3
      Irlandia 112,6
      Portugalia 111,9
      Belgia 100,3
      Francja 98,6
      USA 97,6
      UK 90
      Węgry 89,8
      Kanada 87,8
      Niemcy 86,9
      Austria 79,9
      Hiszpania 74,1
      Holandia 72,5
      .
      .
      .
      Estonia 12,3 %

      Dług publiczny to poważny, ale wielowymiarowy problem. I nie jest kwestią tylko “styropianu”. Gorszą informacją jest ta: Polska już nie będzie szybko się rozwijać…

      Odpowiedz
      • 24 marca 2013 o 09:38
        Permalink

        W różnych krajach były inne przyczyny zadłużeń.
        Wszystkie łączy religia neoliberalizmu napędzana chciwością. Światowy sektor finansowy usamodzielnił się i oderwał od gospodarek. Do tego globalne finanse krążą ponad państwami i pomiędzy nimi. Rządy są za słabe, żeby sobie z nimi poradzić. To posiadacze banków i ich menedżerowie ustalają reguły gry, a rządy – cóż, one się mogą tylko zadłużać, żeby spełniać nigdy nie zaspokojone potrzeby społeczeństw. Rządy wypuszczają swoje obligacje, o których wartości (słynny rating), też decydują światowi finansiści. Błędne koło.
        U nas dochodzi nieudolność rządzących, w większości z wykształcenia – historyków.
        Zapomnieli skąd się wywodzą.
        Wywodzą się ze styropianu i wyniósł ich do władzy bunt SOLIDARNOŚCI.
        W wyniku dziwnych działań, w tym zachłyśnięcia sią nowa religią neoliberalną przez ELITY, polikwidowano ZBYT WIELE zakładów pracy w okresie transformacji.
        Z kolei te nie polikwidowane, o produkcji na średnim światowym poziomie, oddano w obce ręce, najczęściej firmi konkurencyjnej, jak np. elbląski ZAMECH szwajcarskiej BROWN-BOVERI.
        Nowi właściciele nie byli zainteresowani rozwojem swoich filii w Polsce.
        tały się przyczółkiem ich ekspansji na teren Europy Środkowej i miejscem składowania ICH WYROBÓW.
        A produkcja turbin do elektrowni to jest zawsze topowe działanie w technice.
        I ta można to ciągnąć.
        Historycy nie mieli pojęcia o gospodarce, a ekonomiści, jak J.K. Bielecki (rozpieprzyć to całe komunistyczne dziadostwo!) i L.Balcerowicz – jako neofici neoliberalnej religii ulegli jej całkowicie.
        I mamy to co mamy.
        Na szczęście bary i puby w Zachodniej Europie wchłonęły cześć pokolenia młodych, polskich bezrobotnych, mimo licencjatów z marketingu i zarządzania.
        STYROPIAN ma się nadal dobrze.
        Od czasu do czasu wszczyna kampanie zastępcze, jak żołnierze wyklęci, in vitro, czy majtki Dody w tańcu z gwiazdami …

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.