Soft Power

Zaczynamy dyskutować na realne tematy?

 Coś niesamowitego! Jedna z wiodących gazet codziennych, na swoim portalu internetowym zamieściła tłumaczenie artykułu znanego amerykańskiego ośrodka analitycznego, który mówi wprost o zagrożeniu militarnym Polski w przypadku dekompozycji układu euro-atlantyckiego w wyniku zmiany polityki Niemiec. [Link na tekst w wersji: oryginalnej, polskie tłumaczenie kontekstowe na portalu “Forsal.pl“] Prawie zadławiłem się porannym śniadaniem widząc to przez kilka godzin na głównej stronie portalu tejże gazety! To naprawdę jak na uwarunkowania polskich mediów coś nadzwyczajnego i niespotykanego. Podobny szok, nastąpił po lekturze wywiadu z jednym z najbogatszych Polaków w popularnym portalu niszowym, który bezskutecznie próbował przez kilkanaście lat zrobić naszemu państwu dobrze i podłączyć nas do europejskiego systemu gazowego. Wnioski z wywiadu pachną Trybunałem Stanu i plutonem egzekucyjnym, albowiem mamy prawdopodobnie do czynienia ze zdradą stanu w sensie kluczowych interesów gospodarczych państwa polskiego.

Podobnie w mediach „gadanych”, której by stacji nie ustawić, dziennikarze radiowi lawirują wokoło problematyki skuteczności państwowych organów ścigania, pastwiąc się nad prokuratorami, którzy prawdopodobnie dopuścili się jakichś zaniedbań lub niejasności w aktualnie w głośnym śledztwie.

W mediach wyświetlających się natomiast mamy pełen festiwal dziennikarskich harców, jednakże politycy, zwłaszcza ci na serio mający brzemię państwa na barkach unikają kamer. Co ciekawe równolegle dotyczy to dwóch największych protagonistów w naszym bipolarnym systemie politycznym. Czasami jedynie nadworny, nielubiany błazen próbuje coś powiedzieć, jednakże co najwyżej naraża się na drogę sądową.

Jest oczywistym, że mamy do czynienia z końcem okresu ogórkowego w naszej polityce, jednakże tak mocny akcent jak to co nam zaserwowało wiodące medium mainstreamowe o poranku to co najmniej bicie na alarm! Zwłaszcza, jeżeli rozpatrzymy je w kontekście tego wszystkiego co się szykuje na poważnej międzynarodowej scenie politycznej. Media odpowiednio wcześnie podgrzewają atmosferę, donosząc nawet o rzekomych przygotowania do zamachu na głowę jednego z supermocarstw, którego media akurat dzisiaj zajmują się wyjątkowymi zdarzeniami atmosferycznymi a nie rewelacjami polskiej prasy. Naprawdę porównywanie mainstreamowego przekazu polskich i zagranicznych mediów to bardzo pouczająca i podbudują ca lektura. Standardowo w naszych mediach mamy do czynienia z opóźnieniem o jeden lub dwa dni z „newsami”, jednakże coś takiego jak kreowanie faktów medialnych dotyczących wydarzeń za wielką wodą nie było znane w naszej prasie od czasów średniego Urbana, który jako rzecznik prasowy rządu PRL, wsławił się informacjami o wysyłanych kocach dla bezdomnych na Manhattanie.

Jeżeli natomiast faktycznie doczekaliśmy czasów, kiedy zaczynamy w mediach rozmawiać na poważne tematy – tzn., na linii dziennikarze – czytelnicy następuje przerwanie strumienia sraczki przez poważne teksty na istotne tematy, to musi to być skutkiem czegoś. Albowiem nic się nie dzieje bez przyczyny, w czasach, gdy nie brakuje wypełniaczy w postaci contentu odnoszącego się do koloru i fasonu bielizny poszczególnych celebrytek. No chyba, że dziennikarze redakcji słynnej z wykorzystywania dyktafonów przez „ojca założyciela”, postanowili w ramach rozmnażania kaczek dziennikarskich – „dla jaj” zacząć puszczać w przestrzeń poważne teksty z nadzieją, że ktoś je zauważy. Różnie mogło być, w naszych realiach tego typu fakty medialne to wydarzenia bez precedensu. Nie jest tajemnicą, że się przygotowujemy na gorsze czasy, co w mediach pro systemowych przejawia się w postaci mniej lub bardziej rozsądnego straszenia obywateli „nadchodzącymi złymi czasami”. Jeżeli poranne rewelacje właśnie temu służyły to doskonale, albowiem czas najwyższy powiedzieć ludziom prawdę.

Na naszym rynku medialnym naprawdę nic się nie dzieje bez przyczyny, tak samo nie zdarza się nic. Zwłaszcza nie zdarza się nieposłuszeństwo, wiadomo dziennikarze też ludzie mają rodziny, dzieci, a dzieci jak wiadomo to koszty, które musimy ponosić, więc się nie ma co poczytniejszym redakcjom dziwić, że są spolegliwe. Tak po prostu jest. To Polska, a nie Wielka Brytania, gdzie media podsłuchują nielegalnie polityków – jawnie kpiąc z autorytetów i wszechpotęgi jednych z najlepszych służb specjalnych globu. Dlatego można podejrzewać, że wpompowywanie do naszego systemu medialnego „atmosfery strachu i grozy”, na różnych poziomach – od gospodarczego, przez demograficzny, militarny a na obyczajowym kończąc – „grupa trzymająca władzę i media” ma na celu antycypować społeczne zainteresowanie jesiennym festiwalem protestów, do którego przez całe lato rzekomo przygotowywała się część opozycji i „grupy” obywateli w tym wyróżniający się związkowcy. Prawdopodobny scenariusz jest taki, że jeżeli odpowiednio wcześniej wystraszy się ludzi tematami z „grubej rury”, to potem wszelkie protesty o podłożu socjalnym i wymowie roszczeniowo-zachowawczej będzie można zbyć „prawdziwymi tematami”, o randze strategicznej z dziedziny „być nie być polskiej państwowości”.

Wszystko by było w porządku, albowiem w demokracji ogłupianie plebsu jest standardem podstawowych technik manipulacji i inżynierii społecznej, tylko tak się akurat składa, że tematy zastępcze narzucane obecnie opinii publicznej są – ABSOLUTNIE I TOTALNIE REALNE. Albowiem naprawdę, w razie zmiany polityki Niemiec grozi nam w dłuższej perspektywie konflikt i utrata podmiotowości, a może i nawet zagrożenie biologiczne. Oczywiście możemy sobie mówić o dyrdymałach, banałach i bieliźnie celebrytek, ale wystawianie takich armat może spowodować inflację zagadnień naprawdę istotnych. Zagadnienia rangi stanu nie powinny być przedstawiane pomiędzy informacją o potrzebach seksualnych współczesnych polskich kobiet, sposobem przygotowania jakiegoś makaronu z czymś a reklamą popularnego portalu z darmowymi ogłoszeniami o globalnym zasięgu – sekcja Polska. To przerażające, jak można wszystko wymieszać i podać ludziom mieszaninę płynnego szamba z szampanem, piwem, olejem przekładniowym i przepalonym olejem z frytkownicy. Naprawdę mainstream rządzi się swoimi prawami, ale nawet pogoń za pieniędzmi nie upoważnia do takiego trywializowania kluczowych spraw dla naszego państwa.

6 komentarzy

  1. Ciekawy tekst, ale jednej rzeczy nie mogę odszyfrować. Jaki tekst o przyszłym zagrożeniu militarnym ma Pan na myśli? Proszę o link.

  2. O jaki artykul chodzi. Nie znalazlem.

  3. Bo artykuly trzeba szybko zapisywac, tak szybko znikaja.

  4. Analiza Stratfora opublikowana kilka dni temu w Gazecie Wiadomej sama w sobie nie poraża ani odkrywczością, ani głębią wnikliwości – nie ma tu nic, czego nie wiemy sami, wystarczy tylko na tydzień wyłączyć telewizor i zapoznać się choćby pobieżnie z historią naszego kraju i kontynentu.
    Zatem nie jej treść, ale sam fakt i miejsce jej publikacji zasługują na uwagę.
    Zabrzmiało to jak “zgrzyt żelaza po szkle”, jakiś dysonans burzący spokój wynikły z przewidywalności. Co się dzieje?
    Niestrojność instrumentu czy pomyłkę muzyka raczej należałoby wykluczyć – to ciągle sprawny zespół.
    Zatem – zamysł. Jaki?
    Mój domysł na temat tego zamysłu jest taki, ze w pewien sposób szykuje się próba powtórzenia tzw. planu Balcerowicza, który w istocie polegał na tym, żeby tak społeczeństwo wdeptać w przyziemność walki o przeżycie, aby nie zwracało uwagi na procesy dziejące się ponad jego głowami, a dotyczące “niekorzystnego rozporządzenia” jego zbiorowym majątkiem na korzyść autorów planu i ich sojuszników.
    Obecny scenariusz również ma na celu zastraszenie – kryzysem, biedą, wojną – tak, abyśmy koncentrując się na strachu nie szukali winnych opłakanej kondycji naszego kraju i nie próbowali wystawiać im za to rachunków.
    Niestety, “strachy” są całkowicie realne.
    A rachunki koniecznie musimy wystawić – bez tego nie ma nawet cienia szansy na to, ze historia się nie powtórzy.

  5. mozna tez przypomniec wypowiedz pani Merkel z zeszlego roku: “No one should take another 50 years of peace in Europe for granted” pazdziernik 26 2011 przemowienie w Bundestagu

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.