Zacznijmy pytać na co poszło i ile funduszy unijnych i na co pójdą?

Zacznijmy pytać władzę, na co poszło i ile środków z funduszy unijnych i na co jeszcze te środki będą wydatkowane. Proszę się zastanowić czy w państwa otoczeniu powstało coś, cokolwiek co generuje nowe miejsca pracy, ewentualnie czy podnosi jakość cywilizacyjną lokalnej przestrzeni społeczno-gospodarczej w sposób zauważalny? Co macie indywidualnie, co macie zbiorowo w ramach wspólnoty samorządowej (swojego miasta, gminy, województwa) – z wydatkowania olbrzymich kwot funduszy unijnych?

Druga kluczowa sprawa – niestety przyszedł czas rozliczeń, ale trzeba na poważnie się zastanowić co jest z alokacją funduszy pomocowych dla polskiej wsi i jej mieszkańców? Czy te środki są wydatkowane efektywnie? Wpływają na podaż żywności? Jej jakość? Dostępność? Bijemy eksportem żywności globalne rekordy? Na co zatem idą te środki – wielomiliardowej pomocy regularnie wypłacanej mieszkańcom wsi?

Analiza działań Ministerstwa Rozwoju Regionalnego i regionalnych programów operacyjnych (w takim zakresie w jakim na etapie przeważnie założeń lub projektów są już dostępne) wskazuje na jedno – nadal nie ma koncentracji środków, ani terytorialnej w imię niesprawdzającej się zasady zrównoważonego rozwoju ani dziedzinowej – pozwalającej na koncentrację potencjału i wyzwolenie masy krytycznej. Nie myśli się w ogóle o takim wydawaniu pieniędzy, żeby napędzały lokalną/regionalną gospodarkę, tworząc stałe miejsca pracy dla dobrze zarabiającej kadry z kwalifikacjami dostępnymi na miejscu. W ogóle nie ma takiego myślenia, które jest duszone przez kulturę specjalnych stref ekonomicznych i przeświadczenie, że bez wsparcia publicznego przedsiębiorcy – oczywiście zagraniczni nie zawitają do naszego regionu.

Marszałkowie województw pławią się w chwale i blasku rozdawnictwa środków pomocowych niczym udzielni książęta, tak to oni rzeczywiście przecież decydują (w szerszym rozumieniu zarządy województw) na co pójdą pieniądze w danym województwie. To przerażające jak wiele środków zmarnowano, najbardziej smucą te przecenione drogi i mosty, które nadal nie tworzą spójnej sieci i dopiero teraz zaczyna się myśleć o wspólnym systemie opłat.

Obecnie jesteśmy na progu programowania nowego okresu – wszystko co najlepsze przed nami, środki na wkład własny rząd zabezpieczył genialnym manewrem gospodarczym skonsumowania środków z OFE. Przeprowadzane konsultacje społeczne to najczęściej fikcja i nieporozumienie w tym znaczeniu, że opinie pojedynczych ludzi nie mają żadnego znaczenia a opinie środowisk są moderowane co najmniej poprzez kąt widzenia ich własnych interesów. W wyniku czego dzieją się taki bohomazy jak przysłowiowe „białe słonie”, termy bez ciepłej wody lub słynne już trójmiejskie lotniska, gdzie prawie każde miasto musi mieć własny port lotniczy – zamiast porozumieć się i stworzyć jeden na miarę europejską! No ale to jest Polska nie da się normalnie i w sposób oszczędny, decydujący o efektywności. Zwłaszcza nie da się tak zrobić od razu, musimy uczyć się na błędach.

O dziwo premier nie zdecydował się na masowe rozliczenie, a nawet naświetlenie afer związanych z przestępstwami przy przetargach drogowych. Wiadomo, że jest to w interesie państwa, albowiem zamieszanie przy wydawaniu środków unijnych oznacza konieczność ich zwrotu. Dlatego złodzieje i oszuści mogą czuć się względnie bezpieczni. Jednakże nic nie wiadomo o realnym działaniu osławionej „tarczy antykorupcyjnej”, to znaczy nie chodzi o spektakularne wyniki, ale ilość bankructw firm budowlanych nie może być przecież dowodem na sukces działania służb bezpieczeństwa i porządku. Można zrozumieć, że nie udało się stworzyć narodowych korporacji budowlanych przy budowie własnej infrastruktury, ale żeby przy tym jeszcze prawie wszyscy zbankrutowali?

Z powyższych względów trzeba głośno pytać na co poszły środki unijne i na co one pójdą w dalszej kolejności, albowiem liczy się osiąganie ważnych celów społeczno-gospodarczych, a nie wspieranie „znajomych królika”, jego rodziny i innych. Wybór jest prosty – boiska, czy biblioteki? Iluminacje kościołów czy oświetlenie uliczne LED? Komunikacja publiczna oparta o mikrobusy, czy kolej podmiejska/regionalna? Jest ich o wiele więcej – setki, tysiące, dziesiątki tysięcy jak kraj długi i szeroki. Można tylko apelować o priorytet dla zadań związanych z ochroną przeciwpowodziową, albowiem na to nigdy już nie będzie pieniędzy, dlatego trzeba zrobić jak najwięcej.

3 komentarze do “Zacznijmy pytać na co poszło i ile funduszy unijnych i na co pójdą?

  • 16 października 2013 o 17:19
    Permalink

    Fundusze w 80% poszły na tzw. kostkę BAUMA.
    Ale facet zgarnął kasę.
    A tak między nami: kto to był ten BAUM?

    Odpowiedz
    • 17 października 2013 o 12:05
      Permalink

      kanapowiczu BAUM to była po prostu spółka z o.o.

      “Skąd się wzięła cementowa kostka? Wszystko zaczęło się zimą 1989 roku. Wtedy to trzech warszawiaków założyło spółkę Bauma. W 1989 roku, z inicjatywy trzech wspólników, powstała niewielka firma budowlana. Jednak już po kilku miesiącach jej właściciele zorientowali się, że podobnych podmiotów jest w kraju mnóstwo. – Baliśmy się, że zginiemy w tłoku, i zaczęliśmy szukać czegoś innego – wspomina A. Kozłowski. Zainspirowani tym, co zobaczyli w Europie Zachodniej, nawiązali współpracę z producentami kostki brukowej i zaczęli wytwarzać ją sami.Rok później, w 1990 roku, firma kupiła urządzenie do produkcji betonowej kostki brukowej. Natychmiast stała się odkryciem polskich drogowców. W ciągu następnych kilkunastu lat kostka zrobiła ogromną furorę, szczególnie w centralnej Polsce (w innych regionach kraju kostka Bauma znana jest pod innymi nazwami np. Polbruk). Do dziś na Mazowszu na ten typ nawierzchni mówi się “kostka bauma”.
      Dość szybko Bauma postanowiła dywersyfikować swoją działalność i zaczęła produkować szalunki. Wydzielono też spółkę wykonawczą, odpowiadającą m.in. za układanie kostki. Trzej wspólnicy podzielili się kompetencjami. Następnie biznes podzielono, bo – zdaniem A. Kozłowskiego – najbardziej przyszłościowa część “szalunkowa” okazała się też najbardziej kapitałochłonna. Pierwsza pod młotek poszła spółka produkująca kostkę. Przejęła ją firma Unicon, natomiast część “drogową” kupił Exbud…
      Z upływem czasu zachwyt Baumą osłabł. Zaczęto dostrzegać jej wady: okazało się, że nie jest materiałem solidnym. Wybrukowane nią chodniki po latach często „rozchodzą się”. Przeciwko niewygodnemu jeżdżeniu po kostce Bauma zaczęli też protestować rowerzyści. W rankingu „Polityki” kostka bauma znalazła się w piętnastce najbrzydszych rzeczy w Polsce. „Kolejny betonowy wrzód na krajobrazie Polski. Sama kostka Bauma porażką estetyczną jeszcze nie jest, tragedią jest niespotykana skala jej stosowania, także w miejscach, w których nigdy znaleźć się nie powinna, np. w najbliższym sąsiedztwie zabytków” – napisano w uzasadnieniu rankingu”…

      Odpowiedz
  • 17 października 2013 o 16:56
    Permalink

    Nawet sołtys w mojej wsi zainspirowany pomysłami polityków na najwyższym szczeblu postanowił być też kreatywnym i wybudować fontannę nad rzeką Łyną. Na szczęście lud wiejski jest bardziej rozsądny i zamiast głosować za budową fontanny poszedł na grzyby. I właśnie dzięki rozsądnemu zachowaniu społeczności mamy we wsi wodociąg i kanalizację.Natomiast sołtys wiadomo to już lokalna władza i przykład bierze z góry. Już Agnieszka Osiecka w swoich dziennikach ironizowała “Rosną aktywa, ludność szczęśliwa”.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.