Zaczęła się dyskusja o odejściu od neoliberalnych dogmatów ekonomicznych

fot. red.Bardzo dobrze, że zaczęła się dyskusja o odejściu od neoliberalnych dogmatów ekonomicznych. Artykuł zadający pytania o rolę i uprawnienia banku centralnego w państwie autorstwa dwóch byłych członków polityki pieniężnej – prawdziwych znakomitości polskich finansów pana prof. S. Owsiaka i pana prof. J. Czekaja „Szkodliwa doktryna o szkodliwości długu”, jaki ukazał się w Rzeczpospolitej 21.11.2014 – to przełom w dotychczasowym zbiorowym myśleniu o roli banku centralnego i jego zadaniach wobec państwa w okresie kryzysu nowego typu.

Można się nie zgadzać z czynionymi przez profesorów porównaniami Wielkiej Brytanii do Hiszpanii, czy też czynieniu skrótowych przekrojów przez różne epoki historyczne, jednakże sama idea główna jest słuszna, a sprowadza się do próby zrozumienia dlaczego bank centralny w Polsce traktujemy doktrynalnie, a wszelkie próby zmiany jego roli w państwie emocjonalnie.

Dlaczego bowiem mamy nadal pozbawiać się możliwości najtańszego sposobu finansowania długu publicznego, z którego korzystają wszystkie rozsądne i suwerenne kraje? Wszyscy drukują – Amerykanie, co prawda przestali, ale nagrzeszyli najbardziej. Wielka Brytania, Japonia, Strefa Euro – wszyscy skorzystali na skupowaniu wierzytelności publicznych przez banki centralne przy pomocy luzowania ilościowego pieniądza. Jedynie Polska zadłuża się O ZGROZO U OBCYCH INWESTORÓW FINANSOWYCH, KTÓRZY MAJĄ NADWYŻKI KAPITAŁU MIĘDZY INNYMI DZIĘKI POLITYCE ICH BANKÓW CENTRALNYCH, płacąc po prostu gigantyczne odsetki od długu publicznego, chociaż mogłoby być inaczej.

Przy czym jak najbardziej należy pamiętać o ryzyku kursowym, albowiem w przypadku ryzykownych spekulacji na naszej walucie, bardzo szybko mogłaby ona podzielić los Rubla lub Hrywny. Jednakże to tylko przypuszczenia, bo nie wiadomo jakby się zachowywał rynek w warunkach pełnej informacji i należytego wyprzedzenia informacyjnego – nie dokonalibyśmy przecież zmiany w nocy, dając rynkom czas na zdyskontowanie nowych regulacji systemowych.

Istnieje bardzo poważne prawdopodobieństwo, że przy naszej deflacji, która niestety przy tak złej polityce Rady Polityki Pieniężnej, co do stóp procentowych będzie się pogłębiać – wprowadzenie pewnego niewielkiego stopnia luzowania ilościowego na Złotym – nie przyniosłoby żadnych negatywnych konsekwencji. Przynajmniej w tym samym okresie czasowym, co korzystanie z pozytywnych efektów polityki luzowania.

Można być pewnym, że wraz z zejściem ze stopami procentowymi do poziomu obojętnego dla rynku (poniżej 2%), pojawienie się na rynku nowych porcji gotówki, powinno przysłużyć się skłonności systemu do wzmożonego wysiłku, w tym do akcji kredytowej, inwestycji i wzmożenia konsumpcji. Zagadnieniem dla specjalistów pozostaje wskazanie progu interwencji, który powinien być neutralny dla systemu, przy czym uwaga – można się nieco pomylić, ponieważ skutki negatywne deflacji są bardzo niebezpieczne i opłaca się zaryzykować doprowadzenie do celu inflacyjnego, a dzięki temu spłacić olbrzymią część długu publicznego!

Niestety istnieje tutaj ryzyko politycznego uzależnienia się od tego typu działań, jednakże jeżeli przez tyle lat potrafiliśmy narzucić sobie kaganiec, to czy nie moglibyśmy wprowadzić mechanizmów utrzymujących rozpasanie budżetowe na smyczy? Jest pewne, że zaraz odezwą się głosy, mówiące o tym, że problemem jest jak długa miałaby być ta smycz, jednakże, co ryzykujemy w gospodarce deflacyjnej? Czy konsekwencją wyparowania pieniędzy z gospodarki ma być ograniczenie miejsc pracy, ograniczenie zamówień, spowolnienie lub wstrzymanie wzrostu gospodarczego? Rada Polityki Pieniężnej przez ostatnie lata podejmowała złe i spóźnione decyzje odnośnie wysokości stóp procentowych, przez co mamy o wiele wyższe odsetki niż bardziej rozwinięta część kontynentu – niby nie ma w tym nic złego, bo premia za ryzyko itd., jednakże czas najwyższy zmienić myślenie. Jeżeli oni tam mogą korzystać z tego typu dobrodziejstw, to i my powinniśmy – w ograniczonych stopniu, ale jednak – korzystać z luzowania ilościowego – pod warunkiem oczywiście przeznaczania drukowanych pieniędzy na spłaty zadłużenia publicznego – i nic więcej (chyba, że będzie potrzeba gwałtownych zbrojeń).

Gdyby udało się luzowanie ilościowe na Złotym powiązać z odpowiednimi operacjami walutowymi na rynku (rząd zawsze ma do wymiany górę Euro), to zachodzi bardzo duże prawdopodobieństwo, że udałoby się tak luzować, żeby zarazem nie zatopić waluty narodowej.

Wniosek – luzujmy, ale powoli, patrząc na kurs walutowy, w naszym interesie jest pobudzanie gospodarki, bo deflacja to bezrobocie, zatrzymanie rozwoju i wysokie koszty społeczne. Odejście od neoliberalnych dogmatów ekonomicznych jest dzisiaj już naglącą koniecznością!

One thought on “Zaczęła się dyskusja o odejściu od neoliberalnych dogmatów ekonomicznych

  • 24 listopada 2014 o 12:33
    Permalink

    KPP jest niczym innych jest sługą i protektorem globalnych oligarchow i ich spekulacyjnego kapitału w Polsce, i ma bardzo niewiele wspólnego z narodowym interesem tzw., „Polskiej Ekonomi”, która jest i tak w ponad 85% własnością obcego kapitału, wschodniego i zachodniego, uzyskaną za pomocą karkołomnych i niebezpiecznych struktur kapitałowych włączając w to pochodne instrumentów finansowych.

    W rezultacie Polski rynek finansowy to papierowy domek z kart napędzany czystą propagandą. I będzie istnieć, jako zjawisko nadprzyrodzone, tak długo jak długo będziemy nie to wierzyć.

    W tym kontekście pytanie drukować czy nie drukować, czyli kupować za złotówki brudne świstki papieru, nazywane korporacyjnymi obligacjami, bez rządania wysokiego procentu, nie ma narodowego czy ekonomicznego sensu.

    W dzisiejszym systemie, źródłem deflacji cen towarów konsumpcyjnych nie jest nadprodukcja, jak to bywało w kapitalizmie, ale pauperyzacja społeczeństwa, bezrobocie lub obniżenie płac, załamanie siły nabywczej ludności, kradzież własności narodowej i społecznej poprzez likwidacje programów socjalnych, wzrost długu personalnego i narodowego, i przez to wycofanie z cyrkulacji rynkowej miliardów złotych, zamrożonych w kieszeniach oligarchów, w postaci prywatnych instrumentów finansowych na koncie NBP lub za granicą. Czyli tak zwana ucieczka pieniądza, charakteryzująca upadek systemu monetarno ekonomicznego.

    Drukowanie pieniędzy w interesie Narodu Polskiego, a nie oligarchów, to trzy lub cztero krotne podwyższenie wszystkich płac ludzi pracy (chodzi tu o bezpośrednie wypłaty z kont NBP dla pracowników i bezrobotnych, a nie pracodawców czy urzędasów z pośredniaka) i kontrola spekulacyjnego kapitalu. W przeciwnym razie jest to kontynuacja niszczenia kraju w interesie oligarchów, co jest zdradą narodową.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.