Paradygmat rozwoju

Zachodni model rozwoju cywilizacyjnego poległ na własnej hipokryzji

 Zachodni model rozwoju cywilizacyjnego polegającego na stymulowaniu przez system rozwoju gospodarczego w celu ułatwienia procesów akumulacji i koncentracji kapitału się wyczerpał. Powodem okazał się brak zharmonizowania pieniędzy z wartościami, a konkretnie brak jakichkolwiek zasad obligujących zakumulowany kapitał do działania na rzecz społeczeństwa, który dostarczał temu kapitałowi możliwości odniesienia się do wartości.

Nie jest, bowiem tak, że rozwój gospodarczy i bogacenie się to jakieś hiper-uprzywilejowane kwestie w życiu publicznym. Gdyby to było możliwe, to kapitalizm/feudalizm – dowolna formacja ustroju ekonomicznego społeczeństwa mogłaby rozwijać się w oderwaniu od tegoż społeczeństwa w nieskończoność. Co prawda dobrze jest mieć dużo złota od starożytności, ale jeszcze lepiej jest, jeżeli za to złoto można cokolwiek kupić. Na tym opiera się problem – rozwój gospodarczy w tym w szczególności procesy bogacenia się muszą przebiegać w sposób odwzorowany społecznie. Dotyczy to zwłaszcza proporcji, a najbardziej zasady koncentracji, która jest przecież jest podstawą obecnego ustroju.

Niestety dramatem liberalnego kapitalizmu jest to, że jedynym sposobem umożliwiającym zapewnienie dekoncentracji akumulacji kapitału jest OPODATKOWANIE, czy też nałożenie innego typu ciężarów publicznych, najlepiej proporcjonalnie do możliwości płatniczych. Posiadacze dokonujący akumulacji i koncentracji kapitału szczególnie nienawidzą właśnie ponosić tych obciążeń podatkowych.

Z tego powodu sprzężenie zwrotne pomiędzy rozwojem gospodarczym a rozwojem społecznym, czy też coraz częściej jego samym przetrwaniem w czasie – staje się coraz bardziej problematyczne. Dla laików problem sprowadza się do wysokości pensji prekariatu, w istocie jednak chodzi o coś o wiele ważniejszego – mianowicie, w jaki sposób rozkłada się podział kosztów na utrzymanie państwa. Nie może być, bowiem tak, że kto inny płaci, a kto inny partycypuje. Być może opłaca się to rządzącym, ale tylko w krótkim, ewentualnie średnim okresie. W praktyce natomiast zawsze doprowadza to do rewolucji, ewentualnie jeżeli społeczeństwo jest zniewolone i stłamszone mentalnie – poddane pełnej kontroli i samokontroli, to wówczas dochodzi do rozkładu systemu. Społeczeństwo buntuje się przeciwko systemowi z rozpaczy tak jak potrafi, bez rewolucyjnego centralnego sterowania – liczą się miliony powtarzalnych zachowań jak emigracja, jak unikanie/odwlekanie zakładania rodzin, ograniczenie rodzicielstwa itd. Społeczeństwo się najzwyczajniej zwija i ogranicza. Samo z siebie, bez żadnego sterowania – oczywiście przy założeniu, że nacisk ekonomiczny warstw posiadających nie jest celowy i zaplanowany.

To hipokryzja spowodowała rozpad społeczeństwa, to hipokryzja spowodowała blokadę rozwoju gospodarczego – powyżej szklanego sufitu, przed którym my stoimy, ale bez rozwiązania problemów energetycznych nie ma mowy o kontynuowaniu krzywej rozwoju na zachodzie. Po prostu bez energii nasza cywilizacja staje, a jej klasyczne sposoby wytwarzania powodują, że powstają problemy innego typu również znacznie ograniczające rozwój cywilizacji. Stan środowiska uniemożliwia proste przełożenie kosztów szkodliwej emisji na naturę, nic już nie jest łatwe i nie da się po prostu gdzieś ukraść niewolników, zmusić państwo do przyjmowania opium zamiast srebra, ewentualnie przeprowadzić rabunkowej prywatyzacji jak akurat nadarzyła się okazja, bo Naród spętany łańcuchami zniewolenia, zrzucając je wydał się „w dobre ręce”, czy też raczej szpony.

Dzisiaj na Zachodzie widać, że model gospodarczy oparty na outsourcingu wszystkiego, co wymaga, chociaż odrobinę aktywności, (która jak wiadomo kosztuje) prowadzi do wykluczenia z życia gospodarczego całego pokolenia, które w konsekwencji braku środków – samo się wyklucza z życia społecznego. Około 30 lat takiej polityki na zachodzie, gdzie korporacje decydują o tym co, gdzie, jak i za ile jest produkowane zaowocowało rozkładem zachodnich społeczeństw i NIEMOŻLIWOŚCIĄ dokończenia transformacji w takich krajach jak Polska.

Zachód wyczerpał swoje możliwości w dotychczasowym linearnym rozwoju cywilizacyjnym. Będzie kryzys, degrowth, albo WYWOŁAMY KOLEJNĄ WOJNĘ – żeby tylko pożywić nieskończenie głodnego demona kapitalizmu, niezdolnego do domknięcia swoich sald bez stałego dopływu wartości. Jak dotąd żaden rząd a zwłaszcza administracja najpotężniejszej gospodarki w świecie zachodnim nie ma na tyle odwagi, żeby powiedzieć społeczeństwu, że potrzebuje nowego paradygmatu rozwoju, bo dłużej nie da się drukować pieniędzy czy też zadłużać u własnych pracowników (w Chinach).

Nie można już dłużej niczego udawać, no chyba, że zachód zgodzi się na obniżenie swojego poziomu życia i to w sposób jawny i uświadomiony dla wszystkich…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

eighteen − 15 =