Zachód zmieni paradygmat funkcjonowania

Zachodni model wzrostu, rozwoju i międzypokoleniowej budowy dobrobytu właśnie dogorywa na naszych oczach. Nasza akcesja do struktur zachodnich wyrażająca wieloletnie aspiracje Narodu umęczonego pod jarzmem obcych okupacji i nieudolnością własnych władców okazała się ślepą pułapką. Skończyliśmy jako podrzędna półkolonia gospodarcza, zajmująca się montażem z półproduktów ewentualnie wytwarzaniem dóbr prostych, ale też nie w takiej ilości jaka odpowiadałaby potencjalnym możliwościom naszej przestrzeni społeczno-gospodarczej. Możemy produkować tylko tyle na ile określono zbyt, poza tym w innych dziedzinach nie spełniamy standardów i nie można nas dopuścić na wspólny rynek. Po prostu jesteśmy zbyt biedni, marni i nieudolni, żeby wyrwać się ponad poziom szklanego sufitu, który widzimy nad głowami.

Jednakże my nawet rozwijając się w sposób ułomny i karłowaty – i tak się rozwijamy, polepszamy sobie standard życia, można nawet mówić o wzroście standardu cywilizacyjnego w naszym kraju w ciągu 23 lat transformacji. Postęp jest – widać go gołym okiem, naprawdę ogólnie się poprawiło i to znacznie. Co oczywiście pokazuje to w jakim stopniu byliśmy i nadal jesteśmy zacofani, nie tylko wobec zachodu, ale także i wschodu, no bo gdzie tam Warszawę porównywać do np. Kijowa lub Moskwy! Ten kto korzystał z metra lub widział szerokość Dniepru – wie o czym mowa. A przecież nasza nieudana i brutalnie zmieniona przez historię stolica jest emanacją bogactwa całego kraju! No przynajmniej być powinna! W każdym bądź razie nawet jako półkolonia gospodarcza realizująca przeważnie średnio efektywne pomysły gospodarcze swoich zachodnich pryncypałów – nadal się rozwijamy, ponieważ poziom nędzy jest u nas tak znaczny, że wszystko co idzie z zachodu jest dla nas lepsze niż nic lub to co mieliśmy, a niestety przez dramatyzm ostatniej wojny i późniejszy okres nieudolnego gospodarowania nie mieliśmy zbyt wiele.

Natomiast zachód ma prawdziwy problem. Nasycenie wszelakimi dobrami tamtych społeczeństw wyrównało się na progu lat 70-tych. Już wówczas „mieli wszystko”. Zamożność przeciętnych burżuazyjnych rodzin francuskich, niemieckich czy holenderskich przekracza możliwości wydania posiadanego majątku przez jedno lub dwa pokolenia. Co więcej ta ogólna zamożność wszystkich wyznacza ogólny poziom aspiracji, poniżej którego trudno jest zejść w ich systemach. Nie chodzi nawet o akceptację w środowisku, no ale po prostu pewnych rzeczy tam nie ma, a nawet jeżeli są – to nie są dostępne dla osób na poziomie zamożności uznawanym za standardowy. W Niemczech się wyburza bloki, we Francji mieszkają w nich głównie biedne rodziny emigrantów. W Szwajcarii, Norwegii – nie ma czegoś takiego jak bloki. Obowiązują inne standardy ogólne, w zakresie odżywiania się, edukacji, pracy, przemieszczania się, itp. Bogactwo rodzi bogactwo. Jeszcze na bardzo długo im starczy.

Jednakże ta zamożność zachodu nie wzięła się znikąd, nie wyrosła im na drzewach. Poza przypadkami państw surowcowych lub Szwajcarii, która była zawsze klasą samą dla siebie – pozostałe państwa zachodu zbudowały swój współczesny dobrobyt w epoce wielkich odkryć geograficznych i w epoce masowej industrializacji. My w tym czasie byliśmy wywożeni na Syberię lub doprowadzaliśmy do szału pruskich urzędników, próbujących zasiać na ziemiach polskich wchodzących w skład państwa Pruskiego ziarna cywilizacji. To, że dzisiaj z olbrzymim wysiłkiem próbujemy nadrobić 300 letnie zaległości – jest czymś fenomenalnym. Oczywiście nie może być usprawiedliwienia dla popełnianych błędów, jednakże skala zmian jakie dokonują się obecnie w infrastrukturze państwa jest imponująca. Można powiedzieć złośliwie, że skala rozkopania kraju poraża i tamuje w nim ruch, to też będzie uprawnione, jednakże to są konsekwencje przyjętej skali robót.

My musimy pogodzić się z tym, że bez odpowiedniej i zakładającej samodzielność strategii rozwoju państwa w oparciu o najbardziej efektywny z możliwych w naszych realiach paradygmat – nigdy nie „dogonimy” pod względem zamożności mieszkańców zachodu, ponieważ jesteśmy skazani na gorszy kawałek tortu, a w zasadzie okruchy pozostałe po razowym chlebie, może nie te co spadły na podłogę, ale mimo wszystko nigdy nie najemy się do przesytu – bez samodzielności w myśleniu – tak jak najadał się do tej pory zachód.

Dla zachodu nie ma ratunku jeżeli nie odejdzie od paradygmatu finansowania swojej egzystencji długiem. Pop prostu nie można się dalej rozwijać poprzez ciągłe rolowanie zadłużenia i tracenie części potencjału na stałą obsługę odsetek! To musiało się źle skończyć w momencie, gdy siadła demografia oraz jak skończyły się źródła łatwego zarobku w rodzaju – złodziejska prywatyzacja w państwach środkowej Europy, nie mówiąc już o byłym Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Warto tutaj zobaczyć jak to się śmiesznie złożyło, otóż my byliśmy zbyt biedni na wykształcenie własnych „oligarchów” w takim modelu w jakim wykształciły ich dawne państwa ZSRR. Jednakże co jest niesłychanie ciekawe, największe pieniądze ze wschodu – także od nas – natychmiast jak tylko mogły – transferowały swoje ośrodki kontroli na zachód. Jest oczywistym, że to musiało bardzo mocno wesprzeć tamte gospodarki, jednakże takich badań się nie robi w mainstreamie ekonomicznym. My możemy być pewni, że na pewno z nawiązką „odpracowaliśmy” już umorzenie części długów PRL-u przez państwa zachodnie na początku transformacji. Marnotrawienie środków podczas złodziejskiej prywatyzacji, czy też poszczególnych afer systemowych lub jawnego złodziejstwa nazywanego reformą systemu emerytalnego – to nie były przypadki.

Powinniśmy umiejętnie antycypować nieuchronną zmianę paradygmatu rozwoju państw zachodnich, które nie będą miały wyjścia – po prostu wrócą do swoich korzeni, jaki zdecydowały o ich potędze, nadal będą bogate – ale to bogactwo będzie wymagało wysiłku. Jeżeli oni rzeczywiście przestaną się finansować długiem – co oczywiście trochę potrwa, my nie możemy być gorsi. Trzeba opracować strategię zejścia z zadłużenia, a przede wszystkim już obecnie przestać się zadłużać. Cały sektor publiczny – w normalnym biegu wypadków, nie ma prawa wydawać na bieżącą konsumpcję więcej niż ściąga w postaci podatków i parapodatków! Jedynie specjalne inwestycje stanowiące trwały wkład w rozwój cywilizacyjny kraju lub zagrożenie wojną i to nie jakąś kolejną awanturą w jakimś wynędzniałym kraju, ale prawdziwą koło naszych granic – może spowodować konieczność zadłużania się. Będzie to bolesne, będzie to trudne, będzie wymagało cięcia przywilejów – niestety jest nieuniknione. Chcieliśmy kapitalizmu, chcieliśmy wolnego rynku, no to mamy! Nie możemy narzekać, że się nam nie podoba, albo że jest za drogo. Kapitalizm jak wiadomo, jest systemem opierającym się na kapitale, dlatego nie dziwmy się ciągle jak dzieci, że wspierani są kapitaliści i ich interesy, w tym ochrona ich kapitałów a nie prawa do życia zwykłych ludzi są najważniejsze.

3 thoughts on “Zachód zmieni paradygmat funkcjonowania

  • 11 maja 2013 o 08:47
    Permalink

    Wnikliwy artykuł.
    Dwa zdania są istotne:

    1. “Cały sektor publiczny – w normalnym biegu wypadków, nie ma prawa wydawać na bieżącą konsumpcję więcej niż ściąga w postaci podatków i parapodatków!

    2. “Kapitalizm jak wiadomo, jest systemem opierającym się na kapitale, dlatego nie dziwmy się ciągle jak dzieci, że wspierani są kapitaliści i ich interesy, w tym ochrona ich kapitałów a nie prawa do życia zwykłych ludzi są najważniejsze.”

    Brawo @Autorze! Znowu wracasz na swój wysoki poziom.

    Odpowiedz
  • 12 maja 2013 o 10:25
    Permalink

    A ja, bieduś, mam rozdwojenie jaźni. Artykuł porządny, ładnie napisany, stylistycznie.
    Ale.
    Ale już chyba czas by nie zwalać wielu spraw a zwłaszcza naszej, polskiej bylejakości na 300-letnią niewolę, na wojny, zniszczenia i komunizm. Zgoda dostaliśmy w rzyć porządnie.
    Ale to z własnej woli wybieraliśmy Stana Tymińskiego, Leppera, Kerna, Kaczyńskich, Łopuszańskiego, Tomaszewskiego i wielu, wielu różnej maści oszołomów. Nikt nam nie kazał wybierać…tak jak wybieraliśmy.
    A do tego jedynym ministrem z jajami był Mieczysław Wilczek, który się nie bał, wiedział, umiał, wymyślił i zrobił. WSZYSCY następni tylko psuli. Jedni bardziej inni mniej. Na to nałożyła się złodziejska prywatyzacja wymuszona przez “posiadaczy” kapitału.
    Od 1989 roku nie mieliśmy szczęścia do Ministrów Finansów – bezpłciowi strażnicy budżetu, bez wizji i składu…
    PAMIĘTAM jeszcze Balcerowicza. Wielki, mądry ale, ale mógł luzować gospodarę a nie chłodzić…Schłodził i mamy to co mamy.
    A szczytem niekompetencji, wg. mnie graniczącą z Trybunałem Stanu są decyzje naszego, obecnego Rostowskiego.

    Eh…

    Można narzekać na kapitalizm…ale co zamiast?
    Każdemu po równo?
    Mamy takie same żołądki…

    To już było…

    Leszek.

    Odpowiedz
    • 12 maja 2013 o 10:42
      Permalink

      Popełnia pan błąd poznawczy. Pan patrzy na proces przemian w ramach samego paradygmatu przemian. Głosowaliśmy sami na oszołomów? Owszem proszę pana głosowaliśmy (i niestety głosujemy na nich sami), ale trzeba uwzględnić że to głosowanie nie bierze się z niczego nie bierze się samo z siebie – ludzka percepcja jest napędzana przez przekaz medialny, PR, marketing polityczny i inne. Bezpośredni kontakt z politykami to fikcja – to dotyczy maksymalnie 2-3% elektoratu! Cała reszta nawet jak odbiera bezpośrednio przekaz gadających głów przez media – to i tak przyswaja te komunikaty w oparciu o kontekst, w oparciu o komentarz i w zderzeniu z własnym sposobem rozumienia spraw. Tutaj się kłania rola elity. O ile błędy z początku transformacji (Tymiński) można zrozumieć, w tym znaczeniu że była to prowokacja służb specjalnych i nic innego – i nie było wówczas kręgów opiniotwórczych, publicystów i autorytetów – to dzisiaj nie ma litości. Elita odpowiada za to w jaki sposób przekazuje komunikaty społeczeństwu – masy dokonują we własnej percepcji konfrontacji komunikatów z tym co mają na talerzu (przepraszam za uproszczenia) – efekty mamy jaki mamy…
      A to że coś już było? Było – proszę pana – i to wielokrotnie – wszystkie problemy czasów dzisiejszych przeżyły już greckie Polis! Tam są wszystkie pytania i wszystkie odpowiedzi. I co z tego? Historia się powtarza. Nic na to nie poradzimy, a od marazmu i zepsucia lepszy jest ruch w przyrodzie. Aczkolwiek proszę mnie opacznie nie zrozumieć (jak niektórzy) – nie może być zgody na żadne złodziejstwo czy też kolektywizację – po prostu wyzdychalibyśmy z głodu, ale nie może być też tak jak jest teraz bo to do niczego nie prowadzi.
      pozdrawiam k.,

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.