Polityka

Zachód woli swoich

 Zachód woli swoich i wybiera na funkcje kluczowe w strukturach NATO osoby z małych krajów! W języku dyplomacji zastąpienie Duńczyka przez Norwega równa się polityce koncyliacji, porozumienia i dialogu. Stanowisko Sekretarza Generalnego NATO jest na tyle ważne, że nie można go powierzyć nikomu o marnej reputacji, czy też chociażby osobie kontrowersyjnej. Można się jedynie dziwić, że w wyniku działań zakulisowych ogłoszenie elekta nastąpiło wcześniej niż wynikało to z kalendarza i zwyczaju, widocznie chodziło o ukrócenie mylnych spekulacji o charakterze prowokacyjnym, jakoby na to stanowisko miał być rozpatrywany ktoś o niejasnej przeszłości, czy też po prostu trudnym i kłótliwym charakterze.

Nie dziwmy się zachodnim Europejczykom i Amerykanom że wolą spokój. Tak, wybrałby każdy kto ceni pewność, żeby móc obdarzyć pełnym zaufaniem człowieka, który może w teorii współdecydować o zniszczeniu połowy kuli ziemskiej. Poza tym w obecnych realiach raczej trudno byłoby oczekiwać wyboru człowieka, do którego kluczowy partner zewnętrzny nie ma w ogóle zaufania, a wręcz wyraża znaczne obawy co do skuteczności (politycznej) jak również niejasnej przeszłości. NATO nie zaryzykuje swojego bezpieczeństwa dlatego, żeby umożliwić komukolwiek realizowanie swoich wybujałych wizji, które jak się okazuje nie tylko nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, ale po prostu nie są akceptowane na zachodzie.

W kontekście polityki zagranicznej naszego państwa i rzekomych aspiracji niektórych osób, powinno to podziałać jak wiadro zimnej wody wylane na gorące głowy rozgrzane żarem z płonących opon na Majdanie! Nie tędy droga! Nie da się uprawiać polityki drogą nieustającej konfrontacji i nieustającej presji – zwłaszcza jeżeli realizuje się ją z perspektywy żaby rechotającej na przejeżdżającego konia.

W Europie i we wspólnocie atlantyckiej liczy się spokój, pragmatyzm, obliczalność, rzeczowość, dotrzymywanie danego słowa, krojenie polityki do poziomu posiadanych możliwości no i chyba najważniejsze – unikanie niepotrzebnego ryzyka! Tak długo, jak się tego nie nauczymy, nawet perfekcyjna znajomość angielskiego nikomu nie pomoże w realizacji marzeń, albowiem Zachód najpierw myśli i szacuje ryzyko, rozpatruje za i przeciw oraz oczywiście to, co może zyskać, i w końcu czy sytuacja jest w ogóle warta działania – bo wszystko realizuje w długiej perspektywie.

Wytyczną wszelkiej aktywności zachodniej dyplomacji jest zachowanie stanu posiadanego, przy nie spalaniu za sobą mostów – a przy tym wypracowanie zysku w każdej możliwej sytuacji. Żaden poważny zachodni dyplomata nie pozwoliłby sobie na postawienie się w sytuacji, w której nie ma możliwości wyjścia, manewru, a przynajmniej zachowania twarzy. Tym bardziej nikt nie odważył się realizować polityki zagranicznej ad hoc, bez wcześniejszego przygotowania scenariusza działań i akceptacji własnego rządu a o analizach wywiadu nawet nie wypada wspominać, to „abecadło” o jakim nawet się nie wspomina.

Wiele nam jeszcze brakuje, głównie dlatego ponieważ nadal nie umiemy zaplanować całego procesu od momentu jego zainicjowania do momentu odniesienia sukcesu lub wycofania się z procesu – chodzi po prostu o to, żeby mieć możliwość pełnej kontroli nad procesem. Po tym poznaje się profesjonalistów, planowanie, działanie i wyniki, cały czas pod pełną kontrolą umożliwiającą dowolne sterowanie procesem – zwłaszcza w zakresie możliwości wejścia i wyjścia, jak również nadawania uprawnień i odbierania ich innym uczestnikom. Nie trzeba kończyć renomowanej uczelni, żeby nabyć tą tajemniczą wiedzę. Wystarczy przeczytać kilka książek i co najważniejsze – nie kierować się emocjami, czy też jakąś dziwnie interpretowaną polityką historyczną, nakazującą rzekomo – konfrontacyjne postępowanie.

Oczywiście nie chodzi tutaj o ocenę czyichkolwiek kwalifikacji lub ambicji. Liczy się przede wszystkim pragmatyzm i zdolność do brania udziału w grze jako partner, a nie nienawistne machanie małą szabelką i pokrzykiwanie w obcych sprawach, które nie do końca rozumiemy.

3 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    No Autorze!
    Brawo.
    Tylko czy polscy urzędnicy nadal posługujący się urządzeniami o nazwie BLACBERRY – mają opanowane abecadło profesjonalnego postępowania, które tak PRZENIKLIWIE autor przedstawił?
    Obawiam się, że nadal nie.
    Jeśli dodamy do tego prawdopodobną możliwość CZYTANIA i SŁUCHANIA za WIELKĄ WODĄ tego, co przez te niby BEZPIECZNE Blacberry jest przesyłane – to daje to pełniejszy obraz ŻENADY naszej działalności.
    I gdzie się ta Polska żaba pcha, gdy konie kują?

  2. Kolejny artykuł z którego jasno wynika, jakie są dobre i skuteczne organizacje polityczne – wojskowe szczególnie w wykonaniu zachodnim. NATO jest dobre, żeby zakupić okazyjnie lub przepłacić za sprzęt z demobilu. Kierują takimi organizacjami zawsze małe postacie a nie prawdziwi przywódcy z odwagą lub wizją, bo tacy są naogół niewygodni dla prawdziwych graczy jak USA, Niemiec lub Francji. Wniosek nasuwa sie sam: Polska w swoim interesie powinna zmienić głównych partnerów na jednego ale niezależnego i silnego. Jeśli prawdopodobnie do 2-3 lat Wlk. Brytania opuści Unię – oby – i pierwsza przetrze ślad, będzie to okazja dla Polski by pójść w tym samym kierunku. Ale znów warunek: potrzebny jest dla Polski Wódz a nie kierownik… Szukajcie go w kolejnych wyborach…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.