Za późno na miłość

Jestem zwykłym facetem. Wstaję rano, jak każdy normalny człowiek i zmagam się z milionami codziennych, przyziemnych spraw. Przelewami, płatnościami, zamówieniami, fakturami, kontrahentami, ta lista zdaje się nie mieć końca… Zgadza się, prowadzę własną firmę, z której jestem niezmiernie dumny, ale ciąży nade mną zarazem wielka odpowiedzialność. W tygodniu pracuję średnio 100 godzin a mój telefon, mam wrażenie nieustannie dzwoni. Ciągle jest jeszcze coś do zrobienia, lub rozwiązania. Aczkolwiek lubię ten wszechogarniający mnie zamęt i chaos. Nauczyłem się w nim odnajdywać a nawet czerpać rozkosz z nieprzerwanego bycia na pełnych obrotach. Uwielbiam swoje zajęcie oraz trudy z nim związane, jak niewiele rzeczy na tym świecie.

Mam 51 lat, trójkę cudownych dzieci, dwie eksmałżonki i obecną lepszą połowę na karku. Czy byłem kiedyś, tak naprawdę szczęśliwy? Czy kochałem szczerze i bezwarunkowo…? Raz, ale właśnie tak naprawdę. Jednak nic, absolutnie nic nie trwa wiecznie. Nieme porozumienie szybko wygasło a cienka nić więzi i bliskości bezpowrotnie została zerwana. Za to wyrósł ogromny mur, nie do przeskoczenia, ani obejścia przez żadne z nas, bo nie potrafiliśmy wygrać z przytłaczającą nas rzeczywistością.

Aktualnie tkwię w marazmie, między jawą a ciepłymi łóżkami moich kochanek. Ich rozgrzane ciała, oraz przyspieszone oddechy, dają mi cenne chwile wytchnienia, zapomnienia, zatracenia. Latami były dla mnie przystaniami. Opokami, które zawsze gotowe były mnie wysłuchać i wesprzeć. Obnażały przede mną swoje wrażliwe serca i delikatne dusze, nigdy nie dostając nic w zamian. Nigdy nawet o to nie prosząc. Obopólnie zaakceptowaliśmy zaistniały stan rzeczy, nie obrzucając się zbędnymi pretensjami. Mamy świadomość, że jesteśmy dla siebie tylko tu i teraz. O żadnym później nie ma i było nigdy mowy.

Wszystko się zmieniło, gdy poznałem Bellę. Ta krucha istota, od samego początku mnie zauroczyła. Jej uroda była wprost nie do opisania: smukłe nogi, kobiece zaokrąglenia i te oczy… pełne spokoju, siły i ufności. Spojrzałem w nie raz i utonąłem. Najpierw była dla mnie niczym myśliwskie trofeum. Lecz dopiero, gdy zacząłem Ją poznawać, ukazała swoje prawdziwe oblicze, niesamowity intelekt, ale również bezwarunkowa dobroć, jakiej nigdy nie zaznałem. Znaliśmy się krótko, ale mogłem z Nią rozmawiać na każdy temat. Od wojny, przez religię i kościół, po trywialną codzienność. Zaskakiwało mnie i coraz bardziej intrygowało Jej postrzeganie świata, ludzi i relacji pomiędzy nimi. Stopniowo stawała się dla mnie kimś bardzo ważnym, wprost niezbędnym. Liczyłem się z Jej zdaniem i opinią pomimo tego, iż była młodziutką kobietą. Darzyłem Ją wielkim szacunkiem oraz wciąż narastającą admiracją. Gdy byliśmy razem czułem, że żyję!

Bella doskonale znała mój stan cywilny i sytuację, w jakiej się znajduję, a co najważniejsze rozumiała, że nas nigdy nie będzie. Oboje pragniemy tego, co niemożliwe. Pewnych rzeczy nie da się ani zatrzymać, ani odwrócić. Ja zbliżam się do kresu swojej drogi, za to Ona dopiero na nią wkracza. Wiem jedno – to nie koniec naszego przeznaczenia…

My spóźnieni kochankowie, z których los tak okrutnie sobie zakpił…

4 thoughts on “Za późno na miłość

  • 8 października 2013 o 12:13
    Permalink

    Witam autora i od razu zaznaczam, iż nie zamierzam nikogo w jakimkolwiek stopniu urazić.
    Jeśli autorem jest osoba, która próbuje wczuć się w rolę 50-latka, to powiem od razu:
    poczekaj, nie improwizuj…!
    – to tak, jakby dziecko, chciało bawić się w dorosłego…
    Natomiast, jeśli autorem jest rzeczywiście mój rówieśnik i wyżej opisane dywagacje są jego życiowymi doświadczeniami to ocenię to niezbyt pochlebnie i powiem wprost:
    – “chłopie” (do Autora) zejdź na Ziemię…!
    Abstrahując już od tego, że zachowujesz się, jak zakochany młodzik, który całemu Swiatu chce wykrzyczeć, iż znalazł “to jedyne i po grób” i chciałby dzielić się tą wspaniałą wiadomością z każdym i wszędzie, to zdajesz sobie zapewne z tego sprawę, że to tylko “lodowy zamek”.
    Przyjdzie odwilż i będzie po wszystkim.
    Fajnie jest się zakochać. Szczególnie piękna jest (właściwie, to była) tzw. “miłość młodzieńcza”, ale wiesz również dobrze, iż w naszym wieku i z naszym balastem życiowych doświadczeń nie jest to więcej możliwe!
    Jeśli masz okazję, to OK, wykorzystaj jeszcze ostatnie promyki zachodzącego słońca naszego życia i wróć na parę chwil do lat młodości. Nie łudź się jednak, iż stan ten może potrwać do końca Twoich dni, bo wiesz przecież, iż stan “zauroczenia” to kilka chwil, a potem przychodzi twarda i w gruńcie rzeczy, smutna “rzeczywistość”.
    Wiesz również o tym, iż systemy wartości ludzi młodych, a ludzi naszego pokolenia są tak zróżnicowane, iż w konfrontacji z codziennym, szarym życiem na pewno dojdzie do obustronnych konfliktów. I to będzie zwięczeniem, a zarazem końcem związku…
    Natura jest brutalna i “miłość” (której końcowym efektem powinna być prokreacja!) nie po to istnieje, by zadowalać Ludzkość, tylko po to, by przedłużać gatunek.
    To tak, jak z używkami,
    – po kilku wspaniałych momentach i wzniesieniach przychodzi otrzeźwienie…
    A skutki…?

    Odpowiedz
    • 8 października 2013 o 12:40
      Permalink

      Każdy z nas zasługuje, by kochać i być kochanym a przede wszystkim być szczęśliwym. Nawet jeżeli przychodzi to tak późno. Czasami warto po prostu brać to, co życie samo nam daje i nie zważać na konwenanse oraz skutki. Nie stąpajmy aż tak twardo po ziemi bo są rzeczy ważniejsze…

      Odpowiedz
      • 9 października 2013 o 09:30
        Permalink

        Dokładnie tak do życia podchodzi osoba młoda, mało doświadczona życiem.
        W przeciwieństwie do 50-paroletniego mężczyzny, który JUż wie na czym powinno się bazować, by przyszła egzystencja oparła się na względnie pewnych i bezpiecznych podwalinach.
        Rozpoznaję, że jesteś osobą dużo młodszą (do autora (ki) ?), bo w innym przypadku wiedziałbyś(łabyś), iż niebawem przyjdzie “pojutrze”. A wówczas trzeba przelać następną ratę za kredyt/czynsz za mieszkanie, zrobić opłatę za gaz/media, zrobić i zapłacić za zimowy przegląd samochodu, odłożyć na prawojazdy dla już posiadanego dzieciaka, zapłacić za jego akademik/studia, odłożyć na przyszły urlop/remont, zrobić tygodniowe zakupy itd. itp.
        No chyba, że jesteś albo za bogaty(a), albo za biedny(a), byś musiał(ła) się przejmować problemami dnia codziennego.
        W takim przypadku jednak Twój system wartości jest zupełnie odmiennym systemem od większości 50-latków i bardzo “odstaje” od rzeczywistości i dnia codziennego.
        Oczywiście, nie neguję tego, iż każdy ma “prawo do miłości i szczęścia”. Tak samo nie neguję tego, iż każdy ma prawo być milionerem, zdrowym i młodym, tylko…
        No właśnie…!
        – na tym polega różnica w widzeniu Swiata dojrzałego i ODPOWIEDZIALNEGO 50-latka, a młodym, jeszcze niedoświadczonym człowiekiem…

        Odpowiedz
  • 9 października 2013 o 15:54
    Permalink

    @ 50- parolatku doskonale zdaję sobie sprawę z owego ” pojutrza”… Jednak uważam, że warto zasmakować czegoś doskonałego choćby na chwilę, by móc cieszyć się tym do końca swoich dni i z radością wracać do tych momentów wolności i spełnienia…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.