Za co Polacy mają jeść śniadania?

Ceny galopują, zwykłe codziennie produkty, których zakupu przeciętny Polak nie powinien w ogóle odczuwać i nie powinno być to dla niego jakimś nadzwyczajnym obciążeniem stale drożeją. Zakup śniadania w pracy przekracza kwotę 15 zł – trzeba kupić pieczywo, wędlinę, wodę mineralną, może jakąś kawę i herbatę składkową ze znajomymi w pracy, – ale to wszystko się przecież liczy.

Przy założeniu, że śniadanie w pracy robimy sobie sami – kwota 15 zł na dzień jest stosunkowo zadowalająca na produkty przeciętnej jakości, które można kupić w zwykłym sklepie. Jest oczywiście problemem ile, kto potrzebuje zjeść, nie da się zmierzyć społeczeństwa uniwersalną miarą – jednakże przy naszym poziomie cen podana wartość jest jak najbardziej realna.

Czytelnikom może jawić się pytanie, – o jakich to bzdurach ten autor pisze? Czy naprawdę nie ma już ciekawszych tematów niż pisanie o kosztach śniadania? Niestety szanowni państwo – takie tematy, jaka skala problemów, a cena podstawowych artykułów żywnościowych jest najczęściej przemilczanym tematem społecznym. W przypadku wielu rodzin, które składają się z dwójki pracujących rodziców i dwójki dzieci, – które trzeba wyprawić do szkoły, przedszkola – jest o tyle trudniej, że żołądków do napełnienia, co rano jest cztery!

Oczywiście w przypadku małoletnich koszty wyglądają nieco inaczej, można też skorzystać z wyżywienia w szkole. Alternatywnie, jeżeli kobieta – matka jest, chociaż odrobinę „tradycyjna”, może zrobić kanapki dzieciom, mężowi – i dla siebie, – jeżeli oczywiście zdąży, ponieważ rano zegar biegnie szybciej, o czym wszyscy wiemy. Prowadzenie domu to wyzwanie, a prowadzenie domu i etat to cierpienie, najczęściej samotność i nie zrozumienie ze strony partnera i najbliższych – albowiem wszystko jest wyprane, ugotowane, posprzątane… tylko mama jest ciągle zajęta. Nikt tego nie zauważa do póki coś się nie stanie, albo kobieta zarażona doktryną feminizmu nie pęknie, nie zbuntuje się i nie zostawi rzeczywistości swojemu biegowi.

Wiele kobiet nie potrafi już sobie wyobrazić jak to było, kiedy ich ojcowie wychodzili rano do pracy a pozostające w domach matki wręczały im śniadanie na drogę. Ten model w powszechnym użyciu funkcjonuje jeszcze, jako tako w rodzinach tradycyjnych, zwłaszcza pracowników przemysłowych na Śląsku. W całym społeczeństwie upowszechnił się model wyzwolenia naszych pań z kieratów domowych obowiązków, za co ciężką cenę płacą wszyscy członkowie rodziny – kupując indywidualne śniadania… Nie od dzisiaj wiadomo, że wspólny garnek kosztuje taniej.

Abstrahując od „archaicznych” rozwiązań społecznych – wróćmy do kwestii cen. Marzeniem wielu i naturalnym następstwem unowocześnienia rodziny o funkcję samodzielności i wyzwolenia równouprawnionych, a nawet uprzywilejowanych kobiet, – które mogą realizować i wcielać w życie swoje pasje a nie poświęcać się nudnym pracom domowym – powinno być jedzenie na mieście. Jest to model przyjęty powszechnie na zachodzie i nie tylko na zachodzie – a wszędzie tam, gdzie uzyskiwane przez ludzi dochody wystarczają na pokrycie kosztów życia i finansowanie potrzeb. W Polsce ten przywilej, – jakim jest możliwość jedzenia na mieście jest uzależniony od zasobności naszych portfeli. Oczywiście wiadomo, że można zjeść i zjeść – jeden za kilkanaście złotych a inny za kilkaset. Niektórzy są w tej doskonałej sytuacji, że firma funduje im posiłek. Jednakże zdecydowanej części społeczeństwa ze względu na dramatycznie niskie dochody – nie stać na spożywanie posiłków na mieście, pomimo stosunkowo silnie rozbudowanej oferty gastronomicznej na ulicach naszych miast. Dla wielu precel, bułka, obwarzanek, rogal, czy jakaś szybka przekąska – kupiona w biegu, lub skorzystanie z popularnej sieci serwującej stosunkowo tanie, ale nazwijmy to „standaryzowane” pożywienie – to wszystko to, na co można sobie pozwolić.

Twierdzenie, że to wina rządu jest błędem, bo to po prostu wynik niedostosowania mechanizmów rynkowych. Znaczna część biednych zarabiających ma szczęście, – jeżeli w ich miejscowości jest przyjazny „bar mleczny”, gdzie może w zamian za parę złotych zjeść posiłek smaczny, pożywny i zdrowy, – ale stosunkowo prosty. O diecie śródziemnomorskiej, przeciętny Polak nie ma, co marzyć.

Jaki z tego wniosek? Podstawowe koszty codziennego utrzymania się w Polsce są wygórowane w stosunku do zarobków. Ceny żywności drastycznie rosną – stale – prawdopodobnie, jako efekt uczestniczenia naszego kraju we wspólnym rynku oraz składowa kosztów pracy, pozyskania kapitału, działalności operacyjnej w sektorze spożywczym, produkcji rolnej no i oczywiście paliw. Żywność drożeje, nic się na to nie poradzi. Dramat polega na tym, że wiele osób finansuje swoje wyżywienie z resztek tego, co pozostaje im po uregulowaniu opłat, rat kredytów i zakupieniu biletów komunikacyjnych. Jeszcze trudniej mają rodzice posiadający dzieci. Tutaj wyżywienie to osobny problem i trudno jest iść ciągle na jakiś kompromis, bo chociaż wielu z dzisiejszych 30 latków prawdziwy ser, banany, wędlinę i inne rarytasy widziało dopiero w latach 90 tych – jak pojawiły się w sklepach i raczej rozumieją, że może czegoś stale nie być, lub może kogoś na coś stale być nie stać. To nie da się tego wytłumaczyć dzisiejszym kilkulatkom bombardowanym wszędzie i stale przez kulturę kwitnącego konsumpcjonizmu.

Tyle na temat śniadań i przekąsek… o kosztach obiadów i kolacji lepiej nie wspominać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.