Społeczeństwo

Z pracą i bez pracy

 Względnie lubię radio Chilli Zet… dopóki nie zaczynają gadać. Szukam stacji, w której nikt słodkim głosikiem nie robiłby ze mnie idioty (wymyślono-właśnie-w-stanach-oczywiście-mmmm-bo-gdzieżby-indziej-mmmm-urządzenie – które- ma-w-sobie-takie-coś-mmmm-które-powoduje-że-widzisz-i-słyszysz-swego-rozmówcę-mmmm…) nadając jednocześnie niedrażniącą ucha muzykę. Bo do wszechobecnej rozseplenionej angielszczyzny towarzyszącej dźwiękom różnych instrumentów zdołałem już przywyknąć. Po prostu jej nie zauważam, traktując jak jeden z nich. Albo tedy stacja jest w miarę inteligentna i można się z niej czegoś dowiedzieć, ale nie nadaje miłej mojemu uchu muzyki, albo też ładnie gra wprawdzie, ale wali, co pięć minut po rozumie aż trzeba ją wyłączać, by znów za chwilę, gdy się wygadają, móc bezpiecznie kontynuować słuchanie.

Widocznie jednak samo nadawanie muzyki to według właściciela stacji za mało, by ktoś jej słuchał – co oczywiście ważne jest o tyle tylko, że wtedy stacja dostaje reklamy – właściciel uważa, więc, że słuchacza trzeba dodatkowo przytrzymać przy głośniku idiotycznym świergotem pana lub pani wyposażonych w mikrofon. Jedno, co w tym wszystkim pozytywne, to fakt, że i pan i pani dzięki temu wykonują opłacaną pracę. Ale zbędną, jak uważam. Podobnie jak zbędna jest i niczemu niesłużąca ogromna większość wykonywanej przez ludzkość pracy.

Przywykliśmy uważać, prawdopodobnie wzorem protestantów czy nawet purytanów, mimo że mamy korzenie nie tylko kulturowe, a wręcz kultowe, mocno wczepione w katolicyzm, że praca to dobro, a niepraca to zło. Zadzwonił do mnie kolega, przeprosił, że przeszkadza… „Pewnie siedzisz przy jakimś biurku” – zagaił. Nie siedziałem przy biurku, lecz rozparłem się na kanapie, kontemplując piękny jesienny dzień i zastanawiając się, czy iść na spacer, czy dokończyć lekturę. Gdy o tym usłyszał, wyraził mi współczucie. Z podobnego założenia, że praca to aktywność przez wszystkich pożądana, wychodzą też pracodawcy, robiąc pracującym łaskę, że ich zatrudniają, ci zaś gotowi im, z wdzięczności, zrobić… no coś fonetycznie podobnego. Zapominają, że istnieją granice upokorzenia, których nawet największy miłośnik pracy nie przekroczy, ale rzeczywiście – wielu pracobiorców granice te ma poza wyobrażalny horyzont zdarzeń przesunięte. A ja, poza wszystkim, pamiętam jeszcze czasy, nie tak dawne przecież, kiedy to praca była ciężkim obywatelskim obowiązkiem i gdy ktoś się od niej uchylał, dostawał z urzędu przydział i nakaz, bo obowiązywała ustawa o pasożytnictwie. Być może, dlatego mój stosunek do pracy jest, delikatnie rzecz nazywając, ambiwalentny. I z przyjemnością sobie od jakiegoś czasu pasożytuję na społeczeństwie, które mi obiecało przez czas jakiś za nic nierobienie płacić. Co zresztą powoduje, że nikt przy zdrowych zmysłach nie chwyta się byle, jakiego zajęcia, by nie zamieniać państwowej siekierki na prywatny kijek.

Bo życie bez pracy, jeśli tylko pogodzić się ze spadkiem jego standardu, odkrywa na nowo przed człowiekiem uroki świata i te wszystkie drobne przyjemności, o których – pracując – zapomniał. W ogóle protestanci, osobliwie anglosascy, którzy zdominowali mentalność Zachodu, wmówili nam, że życie to kara a praca niesie odkupienie i musi trwać do śmierci. Patrzcie, bowiem – oto ptaki niebieskie nie dbają o wikt i opierunek, nie mają, bowiem grzechu pierworodnego na sumieniu, więc Pan je karmi i ubiera, choć nie pracują. Ci zaś, którzy z naszej pracy korzystają, chętnie – często wspierając się religią – to przeświadczenie w nas podtrzymują, jednocześnie zmuszając do coraz większej wyDOJności. By skoro już trzeba za pracę płacić, wycisnąć za swe wypłaty z tej pracy jak najwięcej. Nazywa się to bodajże podnoszeniem wydajności, a kojarzy, najoczywiściej z wydajnością.

I nie przemawia do niczyjego rozumu, że ani niekończący się wzrost produkcji nie jest możliwy, z powodu praw fizyki i choćby energetycznego bilansu Ziemi, ani też bezkresny wzrost wydajności pracy też niczego dobrego nie niesie. Bowiem ludzi jest coraz więcej, a pracy – na skutek obłędnej ekonomii (wy)zysku – coraz mniej. Dziś, by przeżyć, powinniśmy – z racji choćby technologicznego i organizacyjnego postępu – pracować coraz mniej a czasu na myślenie mieć coraz więcej. Diabła tam, nie wiedzieć czemu dzieje się odwrotnie.

Kiedyś pisarze sf – gdzie dziś podziała się owa prawdziwa futurystyka? – projektowali świat, w którym coraz mniej czynności, dzięki automatom, będzie musiał wykonać człowiek, trudząc się codziennie od 8 do 16. Zapomnieli o jednym – o człowieczej głupocie i pazerności. Bo człowiekowi nigdy dość i gdy ma już środki do życia, pragnie luksusów, a gdy ma luksusy, pragnie się wśród innych tymi luksusami wyróżnić. Dziś, więc, mimo że dla przeżycia we względnym dobrobycie wystarczyłoby – zapewne – byśmy pracowali każdy po 4 godziny dziennie, pracuje tylko część z nas, za to po 8 i 12 godzin na dobę, a niektórzy nawet więcej. Gdyby zaś spełniły się przepowiednie futurystów i rzeczywiście w większości niezbędnych prac wyręczałyby nas automaty, społeczeństwo idiotów, w jakim przyszło nam żyć, nie potrafiłoby znaleźć żadnego uzasadnienia dla egzystencji tych milionów, dla których, z oczywistego powodu, pracy już nie ma. I bez względu na okoliczności jednostki nadal pławiłyby się w luksusach, zaś świat niewyobrażalnego dostatku skazałby miliony bezrobotnych na powolną śmierć głodową tylko, dlatego, że nie ma dla nich zatrudnienia.

Nawet ekonomia, więc, generując bezrobocie, wskazuje, że pracy potrzeba coraz mniej. Może pora, więc przewartościować pojęcia, przeprojektować nasz świat? Praca to – według wiary pani Kempy – kara za grzech pierwszych rodziców. Jeśli tak na nią spojrzymy, jeśli ujrzymy w prawdziwym świetle jej obleśne, zakłamane oblicze, może nadejdzie wreszcie kres bezbożnego, w swej istocie, kultu pracy – bo jak można czcić karę, którą się odbywa, lub nawet bluźnierczo się nią cieszyć? – a wraz z nim odejdzie w niepamięć zniewolenie istot ludzkich, z których większość w istocie pracuje przecież dla mniejszości, by przeżyć kolejny dzień.

5 komentarzy

  1. Świetny tekst !

  2. Powiem więcej, to doskonały tekst …

  3. Ale praca to też chęć realizacji wizji, tworzenie projektów, kontakt z ludźmi. Praca to nie tylko ekonomia lub też wiara w grzech pierworodny.

  4. Ten tekst nie jest świetny.
    On jest po prostu GENIALNY.
    Bo zastanówmy się przez chwilę: po co człowiek żyje?
    Żyje się dla posiadania PRZYJEMNOŚCI z życia.
    A pracuje po to, żeby mieć na środki te przyjemności.
    Praca ponad to – jest wypaczeniem sensu życia.
    Ogólnie popieram autora – zwolnijmy, nie gońmy za niczym, bo kolejne dobro materialne nas nie uszczęśliwi bardziej, niż poprzednie.
    Wniosek: PRACA NIE HAŃBI, ale LENISTWO uszczęśliwia.
    Pozdrowienia dla AUTORA.
    Proszę o częstsze artykuły!

  5. Dobrze powiedziane: TEŻ, jednak w jakże rzadkich przypadkach, gdy rzeczywiście ktoś realizuje siebie poprzez swą pracę. Ten oczywiście nie wymaga ani mojej, ani Pańskiej szanownej uwagi. Skupiłem się więc tutaj na milionach, a może miliardach, wykonujących pracę tyleż mało rozwijającą co wręcz ogłupiającą a co gorsza – najczęściej z punktu widzenia społeczeństwa – zbyteczną. No i na niebagatelnej liczbie bezrobotnych, pozbawionych zatem źródła utrzymania, bo tak chce system uzależniający ludzką egzystencję od wykonywania najgłupszej choćby, ale opłacanej przez kogoś pracy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.