Paradygmat rozwoju

Z funduszy unijnych najlepiej spłacić zadłużenie

 Polska powinna przeznaczyć pozyskiwane fundusze unijne – w całej wysokości na spłatę zadłużenia naszego kraju. Wymagałoby to oczywiście negocjacji politycznych i bardzo głębokiej skóry polityków i europejskich negocjatorów, jednakże jeżeli jest chociażby cień szansy na to, żeby wykorzystać fundusze unijne do spłaty bieżących zobowiązań państw Unii Europejskiej to należy tą szansę wykorzystać.

Biorąc pod uwagę obecne problemy finansowe Wspólnoty i możliwe do wystąpienia kłopoty polityczne – byłoby wielką niezręcznością w ogóle zaproponować naszym partnerom, że za pieniądze które oni w praktyce pożyczają, żeby nam dać my chcielibyśmy spłacić nasze długi (przeważnie też u nich). Takie postawienie sprawy natychmiast spaliłoby ją politycznie i merytorycznie, albowiem odpowiedzią populistycznych polityków borykających się z problemami krajów zachodu byłby postulat zupełnego ścięcia pomocy dla krajów, które jej nie potrzebują.

Dlatego należałoby przeprowadzić pogłębioną dyskusję o kierunkach rozwoju Europy i narzędziach tego rozwoju. Następnie w sposób bardzo wyrafinowany posterować debatą, zgodnie z obecnymi trendami – czy wręcz naciskami na oszczędzanie i ograniczanie wydatków publicznych za wszelką cenę jako najlepszą receptę na wzrost. Naszym celem mógłby się stać fundusz oddłużeniowy, który za europejskie pieniądze – kupowałby najbardziej ciążące zadłużenie poszczególnych krajów – w tym także z grupy Euro, albowiem solidarność między krajami jest fundamentem Wspólnoty. Dla spełnienia (jako tako) wymogów traktatowych spłacone w ten sposób zobowiązania poszczególnych krajów – zamieniano by na „euroobligacje” bardzo nisko oprocentowane i z odpowiednio długimi terminami skupu. Wówczas państwa Unii – zyskałyby potężne narzędzie oddłużeniowe a z czasem nawet powstałby fundusz – utrzymywany ze spłaty zobowiązań i odsetek, mający na celu skupowanie zadłużenia poszczególnych krajów i jego konwersję na „euroobligacje”.

Ponieważ ten mechanizm dotyczyłby wszystkich – nie byłoby problemów z jego przeprowadzeniem. Kwestią politycznego sprawdzianu naszego znaczenia w Unii byłaby raczej kwestia skali i głębokości jego oddziaływania. Jeżeli bowiem skonsumowano by na niego fundusze z polityki spójności, to najbardziej stracilibyśmy na tym my. Jeżeli jednak skonsumowano by także inne fundusze – w tym w jakiejś części także te na rolnictwo, to w ciągu siedmiu lat moglibyśmy oddłużyć kraje Unii Europejskiej na kwotę – teoretycznie bliską bilionowi Euro! Przecież tyle ma wynosić budżet!

Nie dość, że ulżylibyśmy publicznym finansom poszczególnych krajów, których budżety złapałyby oddech, to rzeczywiście moglibyśmy mówić o potężnym wsparciu i wykazywaniu solidarności, w której uczestniczą wszystkie kraje. W efekcie takiej akcji oraz determinacji w ugruntowaniu podstaw – tak zaprojektowanego mechanizmu, w ogóle spadłoby oprocentowanie zadłużenia poszczególnych krajów Wspólnoty, a do tego nie byłoby ryzyka niewypłacalności, gdyż nawet w przypadku bankructwa danego kraju, jego zobowiązania po jakimś czasie – wedle przyjętego algorytmu byłyby spłacane przez Wspólnotę.

Chyba nie trzeba mówić co to by oznaczało dla rynków finansowych i jak bardzo zmieniłoby to scenę zadłużenia publicznego na świecie. Poza tym, o czym także trzeba pamiętać – te pieniądze wróciłyby do gospodarki i posłużyły jej jak paliwo gasnącemu silnikowi!

Połączenie wysiłków krajów członkowskich, determinacja Unii oraz sprawne zarządzanie systemem spłat przez Europejski Bank Centralny – spowodowałoby, że wiarygodność finansowa Wspólnoty oraz jej poszczególnych członków byłaby niepodważalna. Warto przy tym zauważyć, że opłacałoby się to także największym płatnikom netto, ponieważ oni także są zadłużeni. Jedynie ukształtowanie algorytmu powodowałoby, kto zyskałby jako pierwszy na pomocy. Jest tutaj oczywistym, że najbardziej powinniśmy wspierać kraje w najtrudniejszej sytuacji mające poważny problem z utrzymaniem się w systemie Euro lub przetrwaniem poza nim. Nie można się tutaj obrażać na to, że najwięcej dostałyby kraje południa. Bowiem na tym polega solidarność europejska – w ten właśnie sposób buduje się wspólnotę.

Aspekt moralny nie ma znaczenia. To znaczy nie ma znaczenia zestawienie naszych słusznych potrzeb w postaci rozwoju naszej infrastruktury w konfrontacji ze zrealizowaną nad konsumpcją południa. Liczy się tylko tu i teraz, bo bez dzisiaj nie będzie jutra.

Liczy się aspekt psychologiczny – takie działanie byłoby najsilniejszym wzmocnieniem waluty Euro z dotychczasowych. W porównaniu do dolara bazującego na drukowaniu pustego pieniądza – nie tylko zachowalibyśmy twarz, ale pokazali że szanujemy własność i umożliwiamy jej kumulowanie. Europa mogłaby na tym niesłychanie zyskać.

Pamiętajmy, że Unia Europejska jest wartością samą w sobie. Jest najważniejszym gwarantem naszego dobrobytu i zachowania statusu państwa niepodległego, a przynajmniej wolnego od cudzego ucisku.

Nie ma znaczenia, że w perspektywie średniookresowej i perspektywie krótkookresowej byśmy stracili. W zależności od przyjętego modelu refinansowania długów narodowych – nasze zadłużenie obecne zostałoby spłacone w czasie 20 lat, same korzyści na oprocentowaniu byłyby miliardowe! Obecnie nie mamy na to w ogóle szans. No i warto pamiętać, że lepiej jest dzisiaj rezygnować z pieniędzy jakie mamy w przyszłości otrzymać niż – za 20-30 lat spłacać cudze zobowiązania jak się wszystko zawali – z realnych własnych pieniędzy.

Środki na rozwój – na inwestowanie w infrastrukturę, nowe technologie i co tam jeszcze chcemy – mielibyśmy właśnie z uwolnionych funduszy od spłacania kosztów obsługi długu i samego długu. W naszym przypadku to ponad 4 mld złotych rocznie (odsetek) już w przypadku redukcji o 10% ogólnej sumy zadłużenia!

Biorąc pod uwagę mizerność i krótkotrwałość efektów stymulacji gospodarki dotychczasowymi transzami środków unijnych – proponowane rozwiązanie oznaczałoby trwałą możliwość zmiany paradygmatu funkcjonowania państw europejskich, w tym Polski – poprzez dojście do bieżącego finansowania swoich wydatków a nie poprzez przekleństwo obarczenia długiem kolejnych pokoleń!

Czas najwyższy rozpocząć dyskusję ogólno-unijną o możliwościach zmiany paradygmatu gospodarczego. Przedstawiony model powoduje, że żadne państwo nie będzie pozostawione samemu sobie. Co więcej – jest atrakcyjny i to w stopniu totalnym już w przypadku, gdybyśmy zdecydowali się alokować na jego potrzeby nawet ćwierć ogólnego budżetu Wspólnoty (czyli ścięli wszystkie dotychczasowe alokacje o 25%). Z czasem wraz z rozwojem tego mechanizmu ujawniłaby się jego użyteczność. Jeżeli do tego wprowadzono by zasadę, że żadne państwo, które skorzystało z mechanizmu oddłużania – nie może emitować kolejnego długu zanim nie spłaci „euroobligacji” to mielibyśmy coś lepszego niż wszelkie systemy kontroli i administracyjnego nadzoru w postaci „trojek” czy też innych biurokratyczno-politycznych potworków.

4 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Zdecydowanie dobry pomysł wart powielenia – inne, nowatorskie patrzenie na rozwój i stojące przed nami wyzwania.

  2. Pomysł zupełnie nierealny i nie po myśli “twardego jądra” UE których interesem jest pompować przez nas pieniądze, u nas tworzyć zadłużenie i kreować popyt na ich towary.
    Trochę ratuje nas własna waluta bo już byśmy byli bankrutami jak kraje południa.

  3. amber banalny

    @Krakauer Geniusz finansowy!
    Nic dodać, nic podzielić.
    Istny baron von Münchhausen polskich finansów!
    Minister Finansów RP Pan Vincent Rostowski mógłby u niego brać korepetycje.

  4. wieczorynka

    Zarówno Fundusz Walutowy jak i Bank Światowy wręcz pragną aby słabsze gospodarczo kraje były w tych instytucjach zadłużone ponieważ właśnie z tego czerpią korzyści, wywierając wpływ na rządy krajów uzależnionych /klinicznym przykładem jest OFE/. Problem bardziej polega na uzależnieniu od światowej finansjery aniżeli zadłużeniu poszczególnych krajów.Może warto odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego politycy wielu krajów boją się światowej finansjery? a wówczas znajdzie się klucz do rozwiązania problemu zadłużenia i to nie tylko Polski.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.