Wzrost ilościowy armii o 50% czyli dobra zmiana w Wojsku Polskim?

Dobrze się stało, że pan minister obrony narodowej zapowiedział w jednym z publicznie udzielonych wywiadów wzrost ilościowy armii operacyjnej o 50% w najbliższych latach. To bardzo ważne zobowiązanie, z którego można się tylko i wyłącznie cieszyć. Ponieważ obecna armia – w strukturach operacyjnych jest za mała dla potrzeb obronności kraju. Dlatego inicjatywa pana ministra jest słuszna i należy ją bezwzględnie popierać.

Byłoby dobrze, żeby wzrosła głównie ilość szeregowych i podoficerów, a korpus oficerski żeby pozostał jedynie lekko wzmocniony, ponieważ proporcje kadry w naszym wojsku są i tak prawie 1:3 więc, nie potrzebujemy więcej ludzi do siedzenia za biurkami i wypełniania kwitów, tylko do biegania po polach i lasach z RPG-7 i AK w dłoni. Być może to jest dla każdego oczywiste, jednakże chodzi o to, żeby było jednoznacznie powiedziane. Tak, żeby nikt nie miał wątpliwości.

Być może bardziej efektywnym sposobem na rozwój armii byłoby zmienienie sposobu rekrutacji. Chodzi o to, że obecnie człowiek jest przyjmowany do Wojska, a następnie jeżeli nie ma odpowiednich znajomości jak również unikalnej specjalizacji, trafia tam, gdzie istnieją potrzeby kadrowe, czyli dosłownie jest etat. Powszechnie wiadomo o niepełnych stanach etatowych w Jednostkach, to już nie jest tajemnica, wiele artykułów na ten temat pojawiło się w prasie specjalistycznej, a przede wszystkim można poczytać na blogach i w mediach społecznościowych środowiska. Gdybyśmy rekrutowali ludzi na początek do konkretnej nowej Jednostki Wojskowej, być może miałoby to większy sens, albowiem od razu mielibyśmy zupełnie nową strukturę, złożoną z zupełnie nowych ludzi – nową jakość na tle całego aparatu wojskowego. Kwestią do dyskusji jest rozważenie, czy można pokusić się o taki eksperyment? Jak również w jakim zakresie moglibyśmy tutaj mówić o wcieleniu nowych ludzi i zrobieniu z nich Żołnierzy, wiadomo że bez profesjonalnej kadry, taki proces jest niemożliwy. Dlatego to zadanie dla specjalistów, chodzi jednak o eksperyment w dużej skali. Efekty mogłyby być bardzo interesujące.

Bezwzględnie potrzebujemy rozwoju formacji Wojsk Lądowych, to one są najważniejszym rodzajem Sił Zbrojnych, a och obecny stan etatowy najdelikatniej mówiąc – szału nie robi. Siły są szczupłe, skadrowane i głównie siedzą za biurkami. Stracono szasnę na wykorzystanie potencjału weteranów, wielu doświadczonych ludzi odeszło z Wojska, a przecież nadal kosztują budżet. Być może to kogoś zaboli, jednak te pieniądze nie biorą się z powietrza, ani nie są darem od Boga, to pieniądze polskich podatników. 45 latek na przymusowej emeryturze to poważna strata dla Państwa. Gdyby rząd zdecydował się na stworzenie rezerwy kadrowej z wojskowych odchodzących do cywila – zamieniając ich emerytury, do czasu osiągnięcia przez nich wieku emerytalnego, na świadczenia zastępcze z tytułu przebywania w rezerwie mobilizacyjnej i np. pełnieniu funkcji w Obronie Terytorialnej, to od ręki mielibyśmy naturalną rotację kadr. Przy czym w takim układzie zawsze naturalnym elementem powinien być awans, jeżeli odchodzący z Wojska się na takie rozwiązanie zgodzi, wówczas oczywiście pobory emerytalne/świadczenia zastępcze – byłyby odpowiednio wyższe. W ten sposób można na stałe związać z Wojskiem dominującą większość osób odchodzących do cywila, których wiedza, doświadczenie i umiejętności wojskowe są bezcenne, a ich przekazanie ochotnikom może znacząco przyczynić się do budowy naszego potencjału obronnego, no i morale. Jest to bardzo ważne, żeby ludzie, którzy przyjdą do pododdziałów OT mieli styczność z „prawdziwym Wojskiem”, co zdecydowanie przyczyni się na pewno do wzrostu morale jak i profesjonalizacji szkolenia. To odwrotne podejście od prezentowanego powyżej, jednakże propozycja tworzenia od razu całych Jednostek w oparciu o nowego rekruta, to kwestia eksperymentu. Chodzi o sprawdzenie efektywności takiej struktury w praktyce.

W naszych realiach obecnie liczy się każdy, kto chciałby służyć. Dlatego jest wskazane, żeby rządzący i administracja wojskowa – wykorzystali potencjał tkwiący w ochotnikach, przeważnie młodych ludziach, nie odrzucając nikogo, poza przypadkami skrajnymi, ale żeby się znalazło dla prawie każdego miejsce.

Bez względu na pojawiające się takie jak powyżej i inne koncepcje, należy dbać o to, żeby o sprawach kadrowych w Wojsku decydowali specjaliści. To są bardzo delikatne sprawy, nic szybciej i bardziej skutecznie nie położy nam morale niż źle przemyślane sprawy kadrowe.

Miejmy nadzieję, że kierownictwo resortu i administracja wojskowa sprostają zadaniu, przy czym warto byłoby wykorzystać potencjał obecnego pana ministra i zastanowić się nad zbadaniem przyczyn obecnego stanu rzeczy tj. zapaści w kwestiach obronności, o których był łaskaw wspomnieć osobiście pan minister w jednym ze swoich pierwszych przemówień. Być może istnieje potrzeba powołania jakiejś komisji, która zbadałaby – kto, kiedy i w oparciu o jakie przesłanki, podjął decyzje, które doprowadziły nas do tego stanu, którym się obecnie znajdujemy – w istocie bez wyjścia, gdzie pewne sprawy muszą być praktycznie odtwarzane od zera. Ponieważ w naiwnie wręcz głupi sposób dopuszczono się likwidacji i zapóźnieni. Przykładowo, czy to nie jest temat dla prokuratora, że polskie czołgi w znacznych ilościach, w ogóle nie były praktycznie nigdy modernizowane? Czy nie jest tematem dla prokuratora stan lotnictwa? Zwłaszcza po dramatycznych katastrofach? Ktoś za decyzjami lub brakiem decyzji musi stać. Nie ma tak, że nie ma winnych. Z braku przepisów – wystarczy moralna odpowiedzialność, podanie do publicznej wiadomości nazwisk i zakresów odpowiedzialności. W końcu jak dobra zmiana, to dobra zmiana.

Jedna myśl na temat “Wzrost ilościowy armii o 50% czyli dobra zmiana w Wojsku Polskim?

  • 22 kwietnia 2016 o 16:58
    Permalink

    Jeżeli Macierwwicz byłby konsekwenty to wystarczy że będzie podnosił o 10-12 % rocznie i będzie miał około 50% wzrost na koniec kadencji. Nie trzeba więcej wystarczy konsekwencja w działaniu.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.