Wyzwania programowe polskiej lewicy

Wbrew temu, w jaki sposób się ją przedstawia, nasza lewica nie musi być do końca tak kawiorowa – jaką chciałyby ją widzieć mainstreamowe media. Pompowanie podziału na tzw. starą i nową – pomarańczową lewicę jest równie sztuczne jak pozorne i szkodliwe dla idei lewicowej w swojej istocie. Faktem jest, że niezwykle trudno jest mówić do osób biednych, żyjących od pierwszego do pierwszego – mając usta wypchane kawiorem, pełne konto lub iść na manifestację pierwszomajową po podwiezieniu się luksusowym samochodem marki Jaguar lub innym z górnej-wyższej półki. Działania takich osób nie są autentyczne, dawno już stracili kontakt z rzeczywistością lewicową a to, co sobą kreują przekracza wszelkie standardy publicznego pochwalania i zdolności do przewodnictwa nad tłumem. Powinni to wiedzieć doświadczeni politycy tzw. starej lewicy – a zwłaszcza to, że kto, jak kto, ale Polacy nie dadzą się nabrać na głupotę, pozorność i bzdury – jeżeli nie mają swojego rosołku, a rosołek to jest właśnie to coś, co zostało im zabrane.

Dla przeciętnego wyborcy nie ma znaczenia, jaka jest sytuacja międzynarodowa Polski, czy nasz kraj otrzyma odpowiednio dużo funduszy unijnych, jaka będzie koniunktura na nasz dług i jakie zamiary mają brokerzy walutowi w londyńskim City. Dla Polaków, społeczeństwa wyjątkowo doświadczonego przez historię – najbardziej liczy się stabilizacja. To magiczne słowo klucz do dusz, serc i świadomości polskiego społeczeństwa powinien sobie wytatuować po wewnętrznej stronie powiek każdy polski polityk. O niej się nie mówi, nie epatuje się nią na wszystkie strony, ona po prostu jest i warunkuje spokój społeczny nawet w tak dramatycznych okolicznościach jak powodzie, katastrofy kolejowe lub inne porażki, którymi nasze nieudolne państwo smaga swoje społeczeństwo bezustannie i wiele razy na dzień. Dla Polaka ważne jest, żeby mógł po ciężkim dniu tyrania za grosze, horrorze komunikacyjnym związanym z korzystaniem z transportu publicznego lub w ogóle przemieszczaniem się po naszym kraju – bo nie jest to łatwe, po słuchaniu szefa i ogólnej męce – mógł sobie odpocząć we własnym mieszkaniu/domu nie niepokojony i nieindagowany przez rzeczy, które burzą spokój i których nie rozumie. Jak do tej pory rozumiała to każda władza z wyjątkiem końcówki pana prof. Hausnera a o obecnym rządzie i jego wrażliwości społecznej lepiej jest nie wspominać.

Nie ważne jak nazwiemy stabilizację, czy jako minimum socjalne, czy jako gwarancje bytowe dla społeczeństwa – ale w Polsce każde wybory wygra ten, kto obieca ludziom i wcieli w życie program małej stabilizacji. Ideałem Polaka jest emerytura w 40 roku życia, umożliwiająca sielskie funkcjonowanie zgodnie z zasadą “na opłaty już mam”, podobnie myślą miliony rolników dorabiających na boku ile się da, ale płacących obniżone stawki względem ciężarów publicznych – Polacy pragną sielskości, gwarancji socjalnych – nawet, jeżeli w istocie są one minimalną głodową rentą. Polak jest dumnym rencistą, jemy około 600 zł się należy. To stosunkowo mały koszt za spokój społeczny i nie pogłębianie rozmiarów wszechogarniającej biedy do formatu ostatecznego.

Czy skonstruowanie programu społecznego zakładającego stworzenie sieci powszechnych gwarancji socjalnych wykracza poza możliwości naszego państwa? Jeżeli przyjrzymy się pomysłowi PSL na tzw. emeryturę obywatelską, to poza stroną demotywacyjną w zasadzie nie miał on wad. Dlaczego jest tak, że wszystkie partie poza tzw. starą lewicą mają lewicowy program? Mniejsza z tym, kijem Wisły nie zawrócimy… Problem polega na tym, że ten, kto jako drugi podaje hasła lewicowe nie brzmi wiarygodnie.

Inną sprawą rangi zasadniczej, będącą argumentem o randze strategicznej jest przywoływanie sukcesów rozwojowych Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, która podźwignęła kraj ze zniszczeń wojennych i dokonała scalenia nowych obszarów terytorialnych kraju z jego przedwojennym rdzeniem. Elektrownie! Przemysł! 1000 szkół na tysiąclecie! Osiedla mieszkaniowe! Zdobycze socjalne! Można wymieniać w zasadzie w nieskończoność – a zawłaszcza w zestawieniu z dzisiejszą niemocą i marnotrawstwem inwestycyjnym władz osiągnięcia budowniczych PRL wyglądają doskonale. Media po cichu informują, że latem w przypadku upałów grożą nam niedobory prądu! Coś niesamowitego, czyli niedobory zdarzały się nie tylko w PRL-u! A od 22 lat wolnej i demokratycznej Polski nie zbudowaliśmy ani jednej elektrowni na serio! Tego typu kontrastów, w tym odniesień do likwidacji polskiego przemysłu można przedstawić setki – wystarczy jedynie się postarać. Ale prawdopodobnie tego także nasza współczesna „nowa-stara” lewica nie potrafi.

Oczywiście budowanie przewag politycznych na resentymentach z przeszłości to jedynie kwiatek do kożucha. Kluczowym elementem nowego programu lewicy powinno stać się wskazanie szklanego sufitu, jaki osiągnęło polskie społeczeństwo w różnych poziomach swojej organizacji. Mamy szklany sufit ludzi młodych, który oznacza wegetację, umowy śmieciowe, a jeżeli ktoś ma odrobinę zdrowego rozsądku – emigrację. Mamy szklany sufit przedsiębiorców, którzy są duszeni przez kaftan gigantycznych obciążeń fiskalnych i opłat para podatkowych. Mamy fikcję darmowego leczenie, które wcale nie jest za darmo i odeszło już od standardów lecznictwa w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Nieudolność naszego państwa, niedoinwestowanie i sztuczne bariery uderzają na każdym kroku – wystarczy je odpowiednio zidentyfikować, przedstawić i naświetlić ukazując prawdziwą perspektywę. Przy okazji wskazując winnych zaniedbań, utraconych szans i korzyści. Dlaczego lewica tego nie robi?

Wreszcie sam fakt kryzysu i jego nierównomiernego rozkładu na społeczeństwo – to, co zrobił rząd pana Tuska z podwyżką VAT to zbrodnia na narodzie Polskim – duszenie i tak przytłumionej konsumpcji wzrastającymi podatkami. Tu nie chodzi o to, że podatek podniesiono tylko o jeden procent, problemem jest cały system podatkowy – zdzierający grosze od nędznie zarabiających! Podczas, gdy posiadacze kapitału akumulują własność bogacąc się kosztem ciężko pracującego – bez perspektyw społeczeństwa. Przecież ktoś musi zjadać tą śmietankę, którą niegdyś państwu starczała na szkoły, przedszkola i emerytury! wystarczy tylko nazwać te tłuste koty po imieniu, odpowiednio opodatkować – zgodnie z zasadą, że każdy, kto korzysta na dobrodziejstwie funkcjonowania w polskiej przestrzeni społeczno-gospodarczej musi temu państwu zapłacić podatek. Podobnie jak zrobił to obecny rząd na Węgrzech – domagając się udziału w strumieniu wysysanego z Węgier kapitału, przez jego zagranicznych właścicieli. Widocznie na to także brakuje lewicy odwagi, przecież to koledzy siedzą za sterami obcych inwestycji. Nasz kraj musi wprowadzić system opodatkowania własności, modele oparte na opodatkowaniu dochodów i wydatków się nie sprawdzają, są dalece mniej efektywne od potrzeb – głównie z tego powodu, że za utrzymanie systemu płacą głównie ci, którzy nie są głównymi beneficjentami jego funkcjonowania.

Przy odpowiedniej retoryce nie powinno być problemów ze skanalizowaniem nastrojów społecznych obawiających się pozbawienia wolności słowa, swobód obywatelskich i praw publicznych. Sprzeciw “oburzonych” przeciwko ACTA i innym piramidalnym głupotom rządu można skanalizować, jako niespotykaną – oddolną energię społeczną. Udało się to w części nowej lewicy – głoszącej liczne hasła kontrsystemowe – jak sprzeciw wobec obecności kościoła w przestrzeni publicznej, postulat legalizacji miękkich narkotyków, osłabienie armii itp. Prawdziwa energia i złość w Polakach się tli, ludzie mają dosyć – ale nie dadzą się nabrać na banalne dyrdymały palących zioło, lub kolejne zawodzenia o zdejmowaniu lub zawieszaniu krzyża. Polacy pragną zmian, umożliwiających faktyczną a nie tylko formalną reformę kraju. To jest możliwe, tego można dokonać, a przy tym silnie wesprzeć socjalne potrzeby społeczeństwa.

Tego typu i innych przykładów, jako fundamenty dla programu nowej lewicy jest wiele. Jeżeli coś nie znajduje wyrazu programowego, to budzi znaki zapytania – czy aby to coś, co się mieni lewicą nie jest przypadkiem towarzystwem wzajemnej adoracji? No, bo jeżeli tu nie chodzi o zmiany społeczne na lepsze, czyniące z Polski lepszy kraj do życia dla milionów ludzi – a nie jedynie wąskiej 15% elity – to zapytajmy się nowych i starych liderów, o co im chodzi?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.