Cytaty, Ogólna

Wywoływanie „zielonych ludzików” z lasu

 Niestety jakbyśmy tego nie próbowali ocenić – nawet na siłę szukając pozytywów, to cała “nasza” poroniona idea partaczenia na wschodzie to nie jest nic innego jak wywoływanie „zielonych ludzików” z lasu. Może się to wydawać czymś nadzwyczajnym, ale wcale nadzwyczajne nie jest – „zielone ludziki” mają się świetnie i bardzo lubią lasy! Mogą w każdej chwili się po lesie przemieścić. Co wówczas? Mamy jakiś plan? Chyba mamy, to znaczy za nas mają nasi sojusznicy. Okazało się bowiem w słowach bardzo ważnego natowskiego generała, że już pojawienie się właśnie „zielonych ludzików”, nawet bez dystynkcji i oznaczeń może zostać uznane przez NATO za agresję ze strony Federacji Rosyjskiej na rzecz krajów NATO.

To fascynujące, ale wypowiedź pana generała Philipa Breedlove – naczelnego dowódcy sił NATO w Europie dla niemieckiego DIE WELT opublikowana 18 sierpnia br., to nic innego jak właśnie próba wywoływania „zielonych ludzików” z lasu, przy czym można odnieść wrażenie, że pan generał jest do nich z góry negatywnie nastawiony i nawet potrafi odgadnąć zawczasu – z jakiego te ludziki będą kraju!

Trudno jest ocenić w jaki sposób ten wywiad był na użytek Niemiec, albowiem w przeważającej części dotyczył on przypomnienia Niemcom ich roli w NATO, to jednak to może być uznane za pokrzepienie serc przez prawdziwego amerykańskiego generała, a to już proszę państwa nie są przelewki. Jeżeli na poziomie krajów mamy identyfikować i odpierać zagrożenia w rodzaju tych stwarzanych przez pojawiające się zielone ludziki – i będzie to uznane za agresję na NATO, to tylko serca rosną.

Jednakże zarazem pojawia się obawa o możliwe prowokacje, albowiem wszystko jest możliwe – przykładowo jeżeli teraz słyszymy, że spanikowani zachodni dziennikarze na wschodzie Ukrainy biorą za czołg furgon rolniczy przewożący jakąś rurę – to naprawdę wybuch paniki może w każdej chwili nastąpić. Żołnierze sił specjalnych mają to do siebie, że po prostu łażą po lesie, a granica nie jest wszędzie jednoznacznie oznaczona. Wszystko jest możliwe, wszystko może się zdarzyć – co wówczas? Co w przypadku jakiegoś nie mającego znaczenia incydentu, który będzie natychmiast rozdmuchany do rozmiarów inwazji?

Proszę pamiętać o tym że opinię publiczną kształtują media, a do mainstreamowych w kraju ludzie mają coraz mniejsze zaufanie. W praktyce oznacza to, że powinien pojawić się jakiś kaganiec, uniemożliwiający głupie nakręcanie atmosfery w rodzaju komentowanie – komentarzy i pytanie kolejnego pseudo – eksperta z łapanki co pan o tym sądzi i czy to skrzydło było podziurawione rakietą Buk? Po prostu można umrzeć z przerażenia obserwując najzwyklejszą głupotę części środowiska dziennikarskiego, jednakże nic na to nie poradzimy – jakiś niedouczony troglodyta z mainstreamowego medium może wziąć za zielonego ludzika – zwykłego grzybiarza. Co wówczas? Świat zobaczy zielone ludziki, wszyscy się nadmą, NATO się zainteresuje, a tu okaże się, że mieszkańcy Braniewa są na grzybach!

Niestety media w naszym kraju mają ten problem, że ciężko jest się im wycofać i przeprosić z publikowanych bredni. Wolą przemilczeć, ponieważ to nie rodzi żadnych konsekwencji. Tylko, trzeba mieć na uwadze fakt, że panika jaka może być wywołana z tytułu pojawienia się zielonych ludzików, może przekraczać nasze możliwości pojmowania spraw. No, a to jest już sprawą poważną, ponieważ głupia paplanina dziennikarzy rodzi konsekwencje dla zwykłych ludzi.

Natomiast, co do samego wywoływania „zielonych ludzików” z lasu – no niestety pan generał w pewnej mierze rzucił wyzwanie zagadnieniu, którego natury, złożoności i zdolności do dostosowywania się prawdopodobnie jeszcze nie rozumie. Przede wszystkim trzeba sobie zadać pytanie, czy w naszym przypadku – taktyka „na zielone ludziki” byłaby skuteczna? W przypadku Polski lub krajów bałtyckich – taktykę wprowadzania do działania grup dywersyjnych lub grup stabilizacyjnych na dany rejon, współdziałających z grupami likwidacyjnymi przebranymi w cywilne ubrania może mieć tylko jeden sens – sprowokowanie konfliktu. Jednakże nie poprzez dokonanie agresji na nasze lasy, pola i łąki. Najprawdopodobniejsze jest np. wjechanie przy pomocy baterii samobieżnych wyrzutni typu Grad lub dział samobieżnych i – ostrzelanie z terytorium krajów NATO, terytorium kraju trzeciego, najlepiej w taki sposób, żeby osoby cywilne i infrastruktura cywilna poniosły straty. Tak przygotowana prowokacja mogłaby być później wykorzystana przez potencjalnego przeciwnika do udowodnienia przed światem przyczyn „zintensyfikowania” obrony, czyli przerzucenia na nasze kraje odpowiedzialności za wywołanie konfliktu.

Dzisiaj się to może wydawać niemożliwe, jednakże w realiach eskalacji napięcia międzynarodowego, ostrej retoryki politycznej, prowokacji przeciwko zwykłym obywatelom, różnego rodzaju działań z zakresów wojny informacyjnej i innych zdarzeń – wszystko jest możliwe i nagle może się okazać, że o 7 – ej rano – rząd w Warszawie, Wilnie, czy Rydze jest w nowej sytuacji międzynarodowej – bo wszystkie kanały informacyjne państwa sąsiedniego transmitują na cały świat dramat mieszkańców małej przygranicznej miejscowości, zaatakowanej przez “krwiożercze” siły NATO – podstępem i oczywiście jako prowokacja drugiej strony. Jest to nic innego jak klasyczna zakładka, to znaczy zgodnie z dotychczasową logiką, tego kto jest dobry a kto zły – wszystkie fakty miałyby wskazywać na uprawdopodobnienie autoprowokacji przez stronę przeciwną, bo w świetle jej komunikatów – byłby to oczywiście atak NATO mający wyglądać jak ich prowokacja.

To jest możliwe, to można wykonać przy pomocy kilku ciężarówek i środków pozoracji. Powinniśmy stale – obserwować całą granicę, w taki sposób, żeby nawet każdy jej kawałek był nagrywany w czasie rzeczywistym i obraz z podglądu – przekazywany do specjalnego centrum dowodzenia – szczegóły pomińmy ale wiadomo – termowizja, mikrofale, kilka źródeł, czujniki drgań itd. Nie ma innego sposobu na uniknięcie prowokacji! No a nawet jeżeli się ona wydarzy na udowodnienie, jej natury oraz tego kto jest rzeczywistym agresorem.

Jednakże najskuteczniejszym sposobem na ewentualne wygranie mikro gry o prowokację jest stosowanie strategii nieliniowych z elementami losowymi, które wykluczają możliwość przewidywania możliwych zachowań drugiej strony, przynajmniej w zakresie zwiększenia prawdopodobieństwa dla pierwszego błędu. To bardzo ważne w działaniach asymetrycznych, albowiem wygrywa ten, kto zada boleśniejszy pierwszy cios.

One Comment

  1. W polskich (jeszcze) lasach szwendają się całe tabuny zielonych ludzików: pracownicy Lasów Państwowych, pilarze i ich pomocnicy, grzybiarze, wędrowcy podglądający przyrodę, myśliwi.
    Zdecydowana większość z nich ubrana w mundury polowe z kamuflażem. I tylko pracownicy Lasów Państwowych noszą dystynkcje i oznaczenia. Cała reszta to formalnie nieoznakowane “zielone ludziki”. Pyknąć parę fotek takim, fotoszopkiem dorobić jakąś “ruską” broń, i już mamy “agresję”.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

5 × 4 =