Wysyłając żołnierzy i prężąc muskuły w Narwie Zachód podbija stawkę

Wysyłając żołnierzy na Ukrainę, w celu przeprowadzenia rzekomych szkoleń ukraińskiego personelu wojskowego, czy też prężąc muskuły w Narwie – mieście położonym na granicy Estonii i Federacji Rosyjskiej poprzez organizację defilady wojskowej – Zachód podbija stawkę.

Nie da się zrozumieć powodów, dla których po podpisaniu porozumienia w Mińsku, wynegocjowanego z takim wielkim trudem, gdy już nawet udało się rozpocząć wycofywanie ciężkiego sprzętu za wyznaczoną strefę – dochodzi do tak buńczucznych w sferze propagandowej i wrogich pokojowi deklaracji. Warto pamiętać, że to jeszcze nie są decyzje, a jedynie deklarację, więc jest cień nadziei, że uda się nie zrealizować tych błędnych, kosztownych i niepotrzebnych decyzji.

Nie ma żadnego powodu, dla którego Polska, jako państwo ponoszące bezpośrednie ryzyko ze względu na granicę z państwami, przeciwko których sojuszowi zbroi się Ukraina, miałaby podejmować się czegoś tak ryzykownego jak bezpośrednie wspieranie wojskowe – państwa prowadzącego wojnę domową oraz wedle zapewnień jego władz, także z sąsiadem. Przecież patrząc nawet zdroworozsądkowo – nie mamy interesu w tym, żeby szkolić Ukraińców w zabijaniu, czy też jak kto woli w specjalnościach wojskowych – wówczas, kiedy prowadzą oni wojnę przeciwko własnemu narodowi, co do której przebiegu istnieją poważne przypuszczenia, wedle których – istnieją istotne przesłanki wskazujące np. na zbrodnie wojenne dokonywane na ludności cywilnej w wykonaniu oddziałów ochotniczych tamtejszej Gwardii Narodowej.

Jako państwo sąsiad zainteresowanych w konflikcie stron – mamy wyraźny i czytelny powód do nieangażowania się po żadnej ze stron, a jedynie ograniczenia się do pomocy humanitarnej, której rzeczywiście i realnie potrzebuje umęczona ludność Donbasu.

Biorąc pod uwagę wartości, jakie reprezentujemy i o jakie często upomina się nasz rząd jak również o jakich konieczności przestrzegania, czy też wręcz eksportowania na Wschód mówi się w publicystyce – powinniśmy bardziej wysyłać na Ukrainę właśnie pomoc humanitarną, żeby pomóc w odbudowie zniszczonego regionu i ratować ludzi wraz z ich mieniem, niż wysyłać specjalistów wojskowych. No chyba, że chodzi o saperów i inżynierów wojskowych, którzy w ramach porozumień – pomogą w rozminowaniu, likwidacji niewybuchów, jak również odbudowie koniecznej infrastruktury krytycznej – to jest jedyny powód, dla którego rzeczywiście można tam wysłać wojsko. Dodajmy powód adekwatny do problemów i szlachetny.

Prawdopodobnie jednak z dużej chmury mały deszcz, albowiem odpowiedzialny za ogłoszenie tych komunikatów wysoki urzędnik w ministerstwie obrony narodowej, powiedział że to kontynuacja działań w ramach ustalonych już programów. Być może więc te ustne deklaracje urzędników wysokiego szczebla w Polsce podane istotnie w ślad za premierem Wielkiej Brytanii, to nie było nic skoordynowanego? Jednakże równolegle przeprowadzono demonstrację siły w Narwie. To miasto wyjątkowo specyficzne, bo położone na granicy, która przez most dzieli Rosję od Unii Europejskiej – w dominującej części zamieszkałe przez Rosjan i ludność rosyjskojęzyczną z krajów b. ZSRR. W jakim celu urządzono tym ludziom pod oknami paradę ciężkich wozów bojowych? Przemarsz licznych jednostek wojska z bronią i generalnie „piękną”, a znaczną jak na możliwości Estonii manifestację siły? Trzeba dodać tytułem wyjaśnienia, że w tej defiladzie wzięły udział wojska NATO ćwiczące w Estonii. Wszystko działo się kilkaset metrów od granicy państwowej Rosji, która – nie jest wyznaczona przez państwa w terenie. Każdy kto się zna na kartografii nawet hobbystycznie, doskonale wie że wykreślenie linii w terenie to zupełnie coś innego niż narysowanie kreski na mapie.

Jeżeli NATO, czy też generalnie Zachód chce zacząć grać ostrzej z Rosją, w tym znaczeniu, że będzie nasilać tego typu akcje, wykazujące tendencję do podnoszenia napięcia i eskalowania konfliktu, to ten konflikt może w końcu wybuchnąć, a wówczas sytuacja z powodu jakiegoś niepotrzebnego incydentu może przemienić się w ciąg przyczynowo skutkowy, który doprowadzi nad do działań zbrojnych. Z Rosją siłą niczego nie da się załatwić, ponieważ jeżeli chodzi o siłę, to tej w Rosji na pewno nie zabraknie. Możemy być tego pewni, że jeżeli jacyś nasi straceńcy będą chcieli zmusić Rosję do konfrontacji, to Rosjanie nie ustąpią im pola. Do tego nie trzeba przeprowadzać ćwiczeń, czy też organizować konferencji debatujących nad stanem rosyjskiej armii. Po prostu w wojowaniu Rosjanie nie mają sobie równych, a bez powodu konfliktują się z nimi tylko ludzie, którzy nie mają nic do stracenia lub w znacznej mierze stracili kontakt z rzeczywistością.

Nasze państwa, nasze bloki wojskowe – mogą funkcjonować w zgodzie i w porozumieniu, nie ma potrzeby wzajemnego straszenia się, ani wchodzenia sobie nawzajem w kaloszach na dywan. Po prostu Rosja jest supermocarstwem i ma swoją strefę wpływów, jeżeli ktoś jest tak zdeterminowany, że nie potrafi się w sposób cywilizowany porozumieć, tylko musi od razu strzelać do własnych obywateli mówiących po rosyjsku, to musi się liczyć z zainteresowaniem Rosji, albowiem wiele można o tym kraju i jego kulturze powiedzieć, ale Rosjanie swoich nie zostawiają. Naprawdę dzisiejszy świat jest tak trudny i skomplikowany, że robienie sobie z Rosji wroga, w tym znaczeniu że czyni się wszystko, żeby wywołać jej reakcję obronną – to już ostateczna „rozrywka” dla desperatów. Jest przecież tyle innych zagrożeń, nawet wojen – można sobie utopić biliony dolarów jak Amerykanie np. w Iraku i Afganistanie, bez żadnego skutku, a można normalnie żyć jak zwykli, nieagresywni i pokojowo nastawieni ludzie, ale trzeba szanować sąsiadów. Dzisiaj Zachód na Ukrainie pokazał, że nie szanuje się ludzi mówiących po rosyjsku, ponieważ odmawia się im nawet prawa do uznania za ofiary podłej agresji. Żyjemy w czasach, w których dzieją się rzeczy niesłychane, a zakłamanie propagandowe dominującej większości państw Zachodu przeraża, ponieważ obnaża cynizm jego decydentów wyzbytych chyba już z wszelkich wartości, które w oficjalnej retoryce uznajemy za ważne i warte rozprzestrzeniania na świecie.

Żebyśmy naprawdę nie żałowali wysyłania wojska na Ukrainę, nie mają znaczenia intencje, nie mają znaczenia żadne racje. Dzisiaj Ukraina wedle swojego prezydenta toczy wojnę z Rosją, więc wysyłanie tam instruktorów wojskowych jest konfliktowaniem się z Rosją – wedle ukraińskich gospodarzy. Czy nasi politycy naprawdę chcą poświęcić nasz kraj po raz kolejny w rynsztoku historii? Można zrozumieć wszystkie argumenty, ale po co nam ryzyko? Jest tyle spraw, którymi można się zająć w kraju, nie trzeba nigdzie wyjeżdżać. No i ciekawe, czy pojadą ochotnicy, czy z nakazu? Może polscy żołnierze wykażą się rozsądkiem, którego brakuje znacznej części polityków i nie będą chcieli uczestniczyć w żadnej awanturze? Przecież sytuacja na Wschodzie jest dynamiczna i różnego rodzaju otwarte prowokacje mogą przesądzić o kierunku jak również o charakterze wydarzeń. Po tym co się wydarzyło ostatniej nocy w Moskwie, widać że o konsekwencjach każdego zagrania trzeba myśleć już nie dwa, ale trzy razy. Głośne i odważne pytania polityków SLD publicznie domagających się odpowiedzi – co w przypadku, gdyby naszych żołnierzy spotkało jakieś dramatyczne wydarzenie nie mogą pozostać bez odpowiedzi. Nie możemy pozwolić dać się wciągnąć w wojnę przez emocje będące wynikiem prowokacji.

One thought on “Wysyłając żołnierzy i prężąc muskuły w Narwie Zachód podbija stawkę

  • 28 lutego 2015 o 07:29
    Permalink

    Nie zapominajmy o kalendarzu!
    Tę demonstrację w Narwie przeprowadzono w dzień WAŻNY DLA ROSJAN.
    Otóż 23 lutego – to dla nich Dzień Obrońców Ojczyzny, dzień wolny od pracy w Rosji, tak jak nasz 15 sierpnia – rocznica CUDU NAD Wisłą!
    Święto to zostało ustanowione w rocznicę zwycięstw Armii Czerwonej nad niemieckimi wojskami w 1918 roku pod Pskowem i Narwą. Przez pewien okres święto to nosiło nazwę: “Dzień Armii Radzieckiej i wojenno-morskiej floty”.
    I tak tę całą demonstrację należy odebrać – jako PROWOKACJĘ.
    Ktoś źle się bawi …

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.