Polityka

Wystraszony premier zdementował wyprzedzająco

 Coś nadzwyczajnego! Premier występuje przed swoim spodziewanym piątkowym wystąpieniem, uspokajając opinię publiczną twierdzeniami, że nie powie niczego odkrywczego, a jego spodziewane wystąpienie to nie jest żadne expose, albowiem takowe już było.

Premier chwalił się niemającymi żadnego znaczenia osiągnięciami rządu, po raz kolejny odgrzał kotlety prezydencji i Euro 2012, nie wspomniał niestety, że jego rządy przyczyniły się do zwiększenia obciążeń podatkowych – w tym niestety także dla ludności jak również do zwiększenia zadłużenia państwa. Dla idiotoodpornych można polecić rządową infografikę przedstawiającą zbiór „sukcesów” naszego rządu. Niestety nie ma tam, czego komentować, albowiem trudno uznać za sukces chociażby reformę systemu emerytalnego, która nadal nie rozwiązuje problemu i utrzymuje szereg podsystemów uprzywilejowanych, które kosztują nas nierównowagę budżetową.

Spójrzmy ogólnie z pewnego dystansu na realizację expose pana premiera, czy rzeczywiście organizacja Euro 2012, udana prezydencja Polski w Radzie UE i wprowadzenie reformy emerytalnej to są sukcesy, nie tylko odczuwalne dla Polaków, ale przede wszystkim mające jakiekolwiek realne znaczenie poza chwilowymi podnietami dla bandy urzędników lub działaczy sportowych, – dla których te dwa eventowe w swojej istocie wydarzenia to był czas żniw? Kwestii emerytalnej nie omawiajmy, albowiem próbujemy znaleźć jakąkolwiek podstawę do pozytywnej oceny tego rządu i osoby premiera.

Problem polega na tym, że przez rok nasz rząd naprawdę nie robił nic. Nie wprowadził żadnej sensownej reformy, ponieważ nie miał nic przygotowane – po poprzedniej kadencji. Przecież kampania wyborcza nie bez powodu była abstrakcyjna i jałowa, wręcz ukryto przed ludźmi kwestię emerytalną – atakując ogół liczbą 67 w pewnym sensie z ukrycia, bo bez przeprowadzenia jakichkolwiek głębszych konsultacji społecznych i analiz.

A przecież można było nawet hasłowo ogłosić pakiet czterech wielkich reform na cztery lata rządów i co roku koncentrować się na dojściu do wprowadzenia jednej wielkiej reformy. Przykładowo – w pierwszym roku zrobić porządek z systemem emerytalnym, poprzez ogólnonarodową dyskusję, – co najmniej półroczną – obnażyć wszystkie wąskie gardła, pokazać przywileje i na dwa miesiące wakacji zostawić ludzi z tymi suchymi faktami skorelowanymi z tym, co ma przysługiwać przeciętnemu Polakowi, po wakacjach przystąpić do rozwiązania politycznego i ściąć wszystkie przywileje, na jakie byłoby przyzwolenie społeczne i akceptacja polityczna, w tym opozycji, albowiem raczej nikt rozsądny nie zdecydowałby się przeciwstawić Narodowi rozzłoszczonemu przez przywileje emerytalne nielicznych. W atmosferze cięć przywilejów o wiele łatwiej byłoby wprowadzić nawet to znienawidzone 67, albowiem ludziom łatwiej byłoby to znieść. Jeżeli wymagałaby tego sytuacja, można by przeprowadzić w listopadzie referendum rozstrzygające, co rozwiązałoby ręce rządowi i zdjęło z niego odpowiedzialność polityczną – a zarazem zakneblowało opozycję.

W drugim roku ogłosić reformę służby zdrowia, ponownie półroczna ogólnonarodowa i ekspercka debata – pokazanie narodowi, co i ile kosztuje i dlaczego tak drogo, – bo musi tyle a tyle kosztować, przy czym należałoby rozwiać mity o olbrzymich pensjach lekarzy – zaproponować reformę NFZ i w ogóle całego systemu, wprowadzając dodatkowe ubezpieczenia dobrowolne i przymusowe lub – równo traktując wszystkich zwiększając składki i tnąc wydatki – tam gdzie nie są potrzebne. Ponownie, jeżeli nie udałoby się osiągnąć konsensusu, a opór społeczeństwa przed wprowadzeniem zmian byłby totalny – a wynikający z niewiedzy, to ponownie należałoby przygotować wariantowe referendum, w którym Naród wypowiedziałby się – czy woli system darmowej opieki zdrowotnej, ale z ograniczeniami, czy też byłby skłonny np. dodatkowo się opodatkować lub zdecydować na prywatne finansowanie świadczeń a tym samym różnicowanie w prawach pacjentów. Nie da się prościej, jednakże należałoby powiedzieć Polakom prawdę – głównie, dlaczego system stale, chronicznie i wręcz programowo się nie finansuje. A to, że przy okazji ścięto by zwolnienia lekarskie i inne chorobowe przywileje to rzecz oczywista, zgodnie z zasadą – przy dużej zmianie łatwo jest przeprowadzić szereg małych.

W trzecim roku można by było ogłosić reformę szeroko rozumianego systemu pomocy socjalnej, przeprowadzić ogólnonarodową dyskusję na temat, kto i na jakich zasadach ma dostawać, jaką pomoc, następnie przygotować warianty i być może już nie trzeba byłoby przeprowadzać referendum, albowiem znalazłby się konsensus polityczny do poparcia szerokich zmian. Być może wreszcie pomoc docierałaby do potrzebujących w takim zakresie, w jakim jest potrzebna, oczywiście na skalę naszych możliwości podatkowych.

W czwartym roku można by przeprowadzić reformę najprzyjemniejszą z politycznego punktu widzenia i zreformować podatki. Na tym przecież zna się każdy, a nawet, jeżeli nie to chętnie wypowie się w temacie, albowiem on praktycznie każdego dotyczy. Warto byłoby rozpocząć dyskusję od pokazania ile kosztuje nas państwo, ile płacą poszczególne grupy społeczne, ile podatków jest odprowadzane z poszczególnych tytułów, co więcej jak działa system podatkowy i ile kosztuje nasz kraj osobę posiadającą kapitał a ile osobę żyjącą z pracy własnych rąk. Warto byłoby zaprezentować społeczeństwu możliwe warianty zmiany modelu, zwłaszcza w zakresie wzmacniania bodźców antykryzysowych, a następnie na fali społecznego poparcia pójść do wyborów, w tym znaczeniu, – że zmiana modelu opodatkowania powinna stanowić główne hasła polityczne poszczególnych obozów, wybór danej opcji oznaczałby, że nowy system podatkowy zostałby wprowadzony po objęciu rządów przez daną opcję.

W ten sposób można coś osiągnąć, a przynajmniej zaproponować Polakom ewolucyjny model zmian w ich państwie, zakładający stopniową dyskusję i zbiorowe podejmowanie decyzji najtrudniejszych. W ciągu jednej kadencji udałoby się zreformować najbardziej bolesne niedomagania systemu państwowego, a nowy rząd doszedłby do władzy w oparciu o nowe realia podatkowe stwarzające podstawę do realnej zmiany podziału dochodu narodowego.

Oczywiście przyjęty w ten sposób model można by kontynuować oferując narodowi, co roku do decyzji jedną kwestię zasadniczą, których nie zabrakłoby i przez 20 lat oraz cały szereg kwestii z nimi związanych. Prędzej czy później idąc tym tropem doszlibyśmy do kwestii wyborów – samego mechanizmu władzy, reformy armii, roli kościołów, czy też spraw obyczajowych. No, bo dlaczego tak ważnych społecznie spraw jak małżeństwa/związki partnerskie nie miałoby przedyskutować społeczeństwo, a następnie wyrazić swoją opinię w referendum. Niech rządzi większość, chociaż nie zawsze ona ma rację.

Niestety nasz rząd nie tylko nie realizuje tego typu planu, ale w zasadzie w ogóle nie realizuje żadnego planu, ponieważ nasz rytm życia politycznego rządzi się zupełnie innymi zasadami niż logika i zdrowy rozsądek. Zresztą, po co domagać się żeby dla Polaków było lepiej, jeżeli każdy przedstawiciel elity może w każdej chwili wyjechać, albowiem oni już mają!

One Comment

  1. Jutro się przekonamy co ryży ma do powiedzenia, nie wydaje mi się żeby to były jakiekolwiek reformy !!! nie ulegajmy złudzeniom, ani chciejstwu

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.