Wysokie odprawy demoralizują

Wysokie odprawy demoralizują przede wszystkim tych, którzy muszą za nie za pośrednictwem budżetu płacić. Jak to jest możliwe, że w tak wynędzniałym kraju jak nasz premia za odejście z gabinetu politycznego wynosi 30 tys. zł? Jakie prawo ma premier i rząd wymagać od nas poświęceń, podwyższając nam podatki – jeżeli realizuje taki skandal. Gabinety polityczne to schroniska dla zapleczy politycznych decydentów, gdzie osoby bez konkursu mogą pracować w administracji publicznej na etatach doradczych, pomocniczych, czasami nadzorujących. Wszystko zależy od klucza kompetencji i woli politycznej danego decydenta. Gabinet polityczny przeważnie bywa posadowiony w taki sposób, że nie ponosi żadnej odpowiedzialności za nic, ale ma pewne kompetencje, umożliwiające wywieranie wpływu chociażby poprzez samo gromadzenie informacji o sprawach dziejących się wewnątrz i na zewnątrz bezpośredniego otoczenia politycznego danego decydenta.

W zasadzie gabinetów politycznych nie powinno być, są one ropiejącym wykwitem na chorym ciele polskiej administracji. Pokazują doskonale, jaką abstrakcyjną fikcją jest Służba Cywilna i jak bardzo marnowane są na nią pieniądze. Idea, że polityk powinien mieć prawo zabrać ze sobą kilka osób umożliwiających mu pośredni ogląd spraw w podległej mu jednostce administracji publicznej nie jest zła, jednakże w naszych realiach jej stosowanie przekracza zdrowy rozsądek. Przede wszystkim gabinety polityczne powinny być, jeżeli już uznamy, że w ogóle być muszą – tylko i wyłącznie udostępniane za wyjątkowym pozwoleniem Prezesa Rady Ministrów, bo niby, dlaczego mamy tolerować automatyzm?. Należy się zgodzić, że w zasadzie powinny być to tylko i wyłącznie ministerstwa, nic więcej. Wielkość gabinetu politycznego powinna być ściśle powiązana z wielkością ministerstwa, a zarobki powinny podlegać zasadom i zwyczajom wynagradzania w administracji centralnej.

Tolerowanie sytuacji, że liczni urzędnicy państwowi mają przy sobie, swoje zaplecza polityczne, którym płacą bardzo wysokie honoraria w zasadzie nie wiadomo, za co jest demoralizujące, bez problemu można na tym ropiejącym wykwicie polskiej administracji oszczędzić w czasach kryzysu. Jeżeli w ogóle należy mówić o rozpoczęciu oszczędzania na administracji państwowej, która jakoś szczególnie bogata nie jest – to właśnie gabinety polityczne nadają się doskonale do wykrojenia.

Ideałem byłby stan, w którym apolityczni urzędnicy realizowaliby swoje zadania w zgodzie z prawem i własnym sumieniem – na podstawie wytycznych politycznych otrzymywanych od zmieniającego się kierownictwa politycznego resortów. Jednakże w naszym przypadku najpierw należałoby rozważyć, czy mamy adekwatną do potrzeb i wyzwań ilość resortów, czy ich kompetencje nie są rozbieżne i wreszcie czy nie należałoby przeprowadzić istotnej reformy całej administracji publicznej, w której urzędnicy Służby Cywilnej mieliby interes w czymś więcej niż trwaniu na stanowiskach.

Obecny rząd zapłaci dużą cenę, wartą więcej niż 30 tyś. zł wypłacone koleżance z gabinetu politycznego za to niedopatrzenie. W naszym kraju wiele osób żyje przed rok, wraz ze swoimi rodzinami za mniejsze kwoty niż wyniosła ta odprawa! To niemoralne, nie uczciwe, nie należne, nie sprawiedliwe, antypaństwowe i do niczego nie potrzebne. Gdybyśmy zlikwidowali gabinety polityczne, a być może także niektóre ministerstwa – prawie na pewno, jako państwo i społeczeństwo nie odczulibyśmy żadnej, ale naprawdę absolutnie najmniejszej różnicy względem stanu początkowego.

Czas najwyższy zastanowić się nad wprowadzeniem do polskiego systemu administracji publicznej zaporowych regulacji prawnych, w świetle, których Sejm wyznaczałby rządowi górne limity zatrudnienia w administracji publicznej poprzez wskazanie maksymalnej łącznej kwoty, jaka może być wydatkowana na wszystkie wynagrodzenia łącznie.

 Zamiast niepotrzebnych urzędników lepiej jest utrzymywać żołnierzy, strażaków, policjantów i strażników więziennych.  A jeżeli rzeczywiście będzie kiedyś w naszym pięknym kraju taki dzień, że rząd nie będzie wiedział, na co wydawać pieniądze to może się zreflektuje i ktoś z tych na górze wpadnie, że można by społeczeństwu na przykład, tak zupełnie przypadkowo – obniżyć podatki. No, ale nie wymagajmy cudów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.